Justyna JANIEC-PALCZEWSKA: Pomaganie jest sztuką

Pomaganie jest sztuką

Photo of Justyna JANIEC-PALCZEWSKA

Justyna JANIEC-PALCZEWSKA

Prezes Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio”. Organizatorka i uczestniczka wypraw medycznych do krajów Południa. Absolwentka UAM w Poznaniu i ASP. Odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi.

zobacz inne teksty Autora

Znam powiedzenia „świata nie zbawisz” i „wszystkim nie jesteś w stanie pomóc”. Znam je aż nazbyt dobrze. Ale wiem też, że z miejsca, w którym jesteśmy, dysponując tym, co mamy, zawsze możemy coś zrobić – pisze Justyna JANIEC-PALCZEWSKA

.Widziałam dziewczynkę oślepioną przez szamana, która przyszła do naszych lekarzy, bo myślała, że może znajdzie ratunek. Miała 13 lat i była w ciąży. Usłyszała, że nic się nie da już zrobić, zawiązała z powrotem na głowie chustkę, podniosła się i poszła. Jej rówieśnik, też niewidomy wskutek działalności szamana, po usłyszeniu wiadomości, że nie będzie już widział, długo nie mógł wstać.

Widziałam ludzi, którzy ściągając w gabinecie podziurawioną, noszoną codziennie od 20 lat kurtkę, w trakcie operacji martwili się, że ktoś im ją ukradnie. Po zakończeniu zabiegu pytali, gdzie ta kurtka jest.

Widziałam człowieka w klapkach tak schodzonych, że gdy się położył na kozetce, to okazało się, że podeszwy tych butów stanowią jego własne stopy.

Widziałam dużo więcej niż to, o czym piszę. Czasem myślę, że lepiej by było tego nie widzieć. Ale może to właśnie ja musiałam to widzieć, żeby o tym opowiedzieć i żebyśmy mogli robić to, co robimy.

Znam powiedzenia „świata nie zbawisz” i „wszystkim nie jesteś w stanie pomóc”. Znam aż nazbyt dobrze. Ale wiem też, że z miejsca, w którym jesteśmy, dysponując tym, co mamy, zawsze możemy coś zrobić. W Fundacji Pomocy Humanitarnej „Redemptoris Missio” głęboko wierzymy, że jesteśmy w stanie pomóc tysiącom ludzi, choć dobre i mądre pomaganie jest sztuką niełatwą.

Tylko 85 najbogatszych obywateli naszej planety zgromadziło majątek warty tyle, ile posiada biedniejsza połowa mieszkańców świata. Ale świat nie stanie się lepszym miejscem do życia, jeśli będziemy czekać, aż bogaci podzielą się swoim majątkiem z biednymi. Dlaczego zatem to my powinniśmy pomagać? To pytanie stanie się czysto retoryczne, gdy wyobrazimy sobie, że nagle jesteśmy w sytuacji, w której bez pomocnej dłoni nie będziemy mieli szans na przeżycie.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której nikt nie może udzielić pomocy medycznej Państwa bliskim, choć na dolegliwość, na którą chorują, już dawno wynaleziono lekarstwo i jest ono ogólnodostępne w innych rejonach świata.

To przykład mocny, lecz niestety prawdziwy – tego typu sytuacje są codziennością w naszym świecie. Niejednokrotnie pomoc ratuje życie, a jeśli tak jest, nie ma sensu nad nią debatować – bo w takiej sytuacji nie należy pozostawać biernym. Pomoc niesiona przez Fundację „Redemptoris Missio” wspiera bezpośrednio opiekę medyczną. W krajach globalnego Południa zdarza się, że nie funkcjonują prawie żadne systemy państwowe, a ludzie, którzy z powodu wszechobecnej biedy nie mają możliwości dokonywania życiowych wyborów, troszczą się tylko o podstawowe potrzeby.

Należymy do niezwykle uprzywilejowanej grupy stanowiącej mniejszość w stosunku do mieszkańców Ziemi borykających się z problemem ubóstwa i braku perspektyw rozwoju. Mieszkańcy około czterdziestu ośmiu krajów świata żyją w skrajnej biedzie, nie jedzą regularnych i pełnowartościowych posiłków, nie mają dostępu do wody pitnej i sanitariatów, nie mają w okolicy lekarzy czy szkół, w których mogłyby uczyć się ich dzieci.

Fundacja „Redemptoris Missio” działa w oparciu o polskich misjonarzy. To oni budują przychodnie, szpitale i szkoły. To do nich wysyłamy sprzęt, środki opatrunkowe i naszych wolontariuszy. Ale wolontariuszy medycznych: lekarzy, położne i ratowników medycznych. Wysyłamy ludzi, którzy mają kompetencje niedostępne na miejscu, najchętniej takich, którzy będą w stanie podzielić się swoją wiedzą i umiejętnościami z miejscowym personelem medycznym. Mądra pomoc nie uzależnia, lecz rozwija.

Pomoc to lekarstwo, a nie dieta. Trzeba ją odpowiednio dawkować, ale nikogo nie można od niej uzależniać. Zawsze należy wysłuchać tego, który o pomoc prosi. W rozeznaniu sytuacji pomagają mam misjonarze. To oni, żyjąc w danym miejscu od czasem kilkudziesięciu lat, najlepiej znają potrzeby miejscowej ludności.

W Polsce, gdy ktoś zachoruje, szpital nie odmówi mu pomocy; gdy zostanie skrzywdzony, ktoś wezwie policję. W Afryce bieda oznacza śmierć. W Afryce problemem jest dojazd do szpitala, bo skąd wziąć na to pieniądze? W Kamerunie trzeba zapłacić nawet za mydło, którym lekarz przed badaniem umyje ręce, potem należy zapłacić za wizytę, a następnie w przyszpitalnej aptece za leki, które będą w szpitalu podawane.

Jeśli chce się działać na rzecz innych, nie można stosować generalnych recept. Są organizacje, które opierają się tylko na potencjale lokalnym, ale czasem on zwyczajnie nie istnieje. W Republice Środkowoafrykańskiej od roku nie można kupić leków na epilepsję, a pracujące na miejscu siostry pasterzanki załamują ręce, bo chorzy będący pod ich opieką zwyczajnie nie mają szans na leczenie. Podobnie bywa ze środkami opatrunkowymi i sprzętem medycznym. Są takie przychodnie zdrowia, w których jedynym działającym sprzętem jest trzydziestoletnia waga łazienkowa, a inny sprzęt można zakupić tylko w stolicy. Ale żeby tego dokonać, trzeba mieć przecież pieniądze – i koło się zamyka. Bywa, że jesteśmy w stanie taki sprzęt wysłać na miejsce. Nie może być zbyt nowoczesny, bo elektronika w wilgotnym afrykańskim klimacie często ulega zniszczeniu, ale musi być na tyle nowy, aby jeszcze tam na miejscu mógł posłużyć. Fundacja „Redemptoris Missio” niesie pomoc medyczną w miejscach, o których świat wolałby zapomnieć. Z dala od lotnisk i głównych dróg toczy się życie, o jakim my, Europejczycy, nie mamy pojęcia. Ludzie utrzymują się z pracy własnych rąk na przydomowych poletkach, nigdy nie byli w żadnym większym mieście, a kiedy szwankuje im zdrowie, idą do szamana.

Przed dwoma miesiącami w małej miejscowości Maganzo powstał gabinet okulistyczny, w którym wolontariusze Fundacji – lekarze okuliści Izabela Rybakowska, Ryszard Szymaniak i Maciej Matuszyński przyjmowali swoich pacjentów. Ale dla nas w Fundacji najważniejsze jest, że ten gabinet działa także teraz, po ich powrocie do Polski. Będąc tam, przeszkolili miejscowego lekarza i teraz to on będzie przyjmował pacjentów, by w miarę swoich możliwości im pomóc. Najbliższy okulista przyjmuje w Mwanzie, 200 km dalej.

To nie pierwsza taka misja medyczna, w której główny nacisk kładziony jest na szkolenia. Wolontariuszki Fundacji Izabela Cywa i Sara Suchowiak przeprowadzały szkolenie dla położnych w Republice Środkowoafrykańskiej. Trudno sobie wyobrazić, że uczestniczyli w nich pielęgniarze, którzy przyjmują porody od 20 lat, a nigdy nie odbyli żadnego szkolenia. Wiedzę, którą mieli, przejęli od swoich poprzedników. Główna położna Republiki Środkowoafrykańskiej nigdy nie widziała detektora tętna płodu, sprzętu, który w Europie kosztuje 20 euro.

Nasi lekarze kardiolodzy przeprowadzali też szkolenia kardiologiczne w Tanzanii, uruchomiliśmy szereg gabinetów stomatologicznych i sal operacyjnych w misyjnych szpitalach.

To, co robimy, sprawdza się i ma głęboki sens – to doszkalanie personelu medycznego przez specjalistów, sprzęt medyczny dla istniejących ośrodków zdrowia, budowanie szpitali i przychodni, które każdego dnia ratują tysiące chorych.

.Pisząc te słowa, mam w pamięci nie tylko te gorzkie chwile, kiedy nie można było już pomóc, ale również momenty, gdy odczuwaliśmy wielki sens tego, co robimy. W Republice Środkowoafrykańskiej w dzień naszego wyjazdu pod misją zgromadzili się wszyscy zoperowani pacjenci. Szli bardzo ostrożnie, ale samodzielnie, już bez asysty swoich krewnych. Jeden z nich z wielką powagą odczytał list wdzięczności dla wszystkich Polaków, którzy przyczynili się do organizacji tej wyprawy i pamiętali o niewidomych ze środka Afryki. Stałam tam w porannym afrykańskim słońcu i chciałam nigdy nie zapomnieć tej chwili.

Justyna Janiec-Palczewska

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 sierpnia 2021