Cezary KOŚCIELNIAK: U bram cywilizacji sanitarnej Cezary KOŚCIELNIAK: U bram cywilizacji sanitarnej

U bram cywilizacji sanitarnej

Cezary KOŚCIELNIAK

Filozof, publicysta, profesor UAM w Poznaniu. Zajmuje się problematyką sekularyzacji i religii w życiu publicznym, kulturowej transformacji Europy. Autor m.in. „Uniwersytet, rozwój, kultura”, „Frunze w meczecie”, „Nowe krytyki Kościoła".

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

Walka z pandemią musi opierać się na ograniczeniach życia społecznego, których w obecnych realiach nie powinno się kwestionować. Jednak patrząc w przyszłość, należy postawić pytanie, czy po pandemii wprowadzane w świecie mechanizmy kontrolne nie zostaną z nami już na stałe – pisze Cezary KOŚCIELNIAK

Czy walka z pandemią przyniesie ze sobą wzmocnienie także biokontroli, urastającej obecnie do kluczowej cechy naszej cywilizacji?

Godzimy się na kontrolę, wierząc w obietnice przyszłych profitów, mając przede wszystkim pozytywne doświadczenia na poziomie wymiany: nagrodą za zgodę na wykorzystanie danych o nas jest skuteczność komercyjna, przeważnie w sytuacji szybkich zakupów u gigantów sprzedaży internetowej. Skuteczność komercyjna jest zapewne jednym z powodów, dla których niepokojąco łatwo oddajemy ten temat specjalistom, nie interesując się szczegółowymi kwestiami technologicznymi, a właśnie to one zaważą na naszej przyszłości, wykraczającej poza handel, a sięgającej już danych o naszym ciele i zdrowiu.

Dziś skupiamy się na protekcji przed wirusem, jednak obietnice korzyści, jakie miałyby płynąć z biokontroli, są o wiele szersze. To m.in. długowieczność i wyeliminowanie chorób cywilizacyjnych. Francuski filozof Olivier Rey, określając cele ideologii transhumanizmu, mówi o obietnicy uśmiercenia śmierci i wyrwania człowieka z niekomfortowych ograniczeń cielesnych. Jednak pandemia odsłoniła nam brutalną prawdę o naszej konstrukcji biologicznej, o której przez kilka dekad, pewnie od czasu grypy hiszpanki, zapomnieliśmy – że zdrowie i życie są kruche. Na razie, na poziomie Realpolitik, droga postępu wiedzie przez zespolenie biopolityki z technologiami cyfrowymi, a zamiast przedłużenia życia czy polepszenia jego jakości mamy do czynienia ze zwiększaniem kontroli naszej sfery intymnej.

Shoshana Zuboff w książce pisanej jeszcze przed pandemią mówi, że współczesny system ekonomiczny zmierza w kierunku „kapitalizmu inwigilacji”; teraz moglibyśmy dodać, że jego centralną częścią staje się inwigilacja zdrowia, która zmienia całkowicie nasze społeczne otoczenie.

„Cywilizacja sanitarna”, z jaką zaczynamy mieć do czynienia, zaczyna nową epokę społecznej kontroli, kształtowania się nowych polityk, ale także i podziałów społecznych określonych standardami zdrowia. Jeśli kolejne epoki wyznaczają fundamentalne zmiany, to wiek XXI symbolicznie rozpoczęliśmy w roku 2020, zarówno ze względu na pandemię, jak i zmianę społeczną osadzoną w reżymie obostrzeń. Cywilizacji sanitarnej przyświeca ideał ochrony przed chorobą, który w sytuacji bezradności medycyny sprowadza się do izolacji chorych i potencjalnie chorych od względnie zdrowych, izolacji pieczętującej nowe granice pomiędzy światami bogatych i ubogich, czytaj: mających dostęp do zasobów medycyny lub pozbawionych takowego. I choć obecna pandemia nie jawi się tak groźnie w zestawieniu ze znanymi z historii dżumą czy grypą hiszpanką, to jednak stała się pretekstem do odświeżenia dawnych sporów, a nawet wprowadzania podziałów geopolitycznych. Przykładem takiego działania jest propozycja dostarczenia przez Izrael koniecznej liczby szczepionek dla biedniejszych i aspirujących do wyższej pozycji sojuszników m.in. w Afryce – kryterium otrzymania szczepionki jest funkcją siły i interesów, a nie potrzeb.

Zdrowie publiczne to już nie tylko wyznacznik indywidualnej jakości życia, lecz także potencjału państwa i jego stabilności. Zdrowie coraz bardziej zaznacza się jako kategoria polityczna. W cywilizacji sanitarnej kształtuje się nowy ideał antropologiczny, homo sanus, „człowiek zdrowy”, czy mówiąc ściślej, lepiej zabezpieczony przed ryzykiem choroby, a przez to bezpieczny dla otoczenia.

Problem w tym, że kryterium zdrowia, mimo że jest zdefiniowane przez WHO, to jednak daje pole do politycznych interpretacji jego wpływu na bezpieczeństwo. Do katalogu chorób i związanych z nimi ryzyk, blokujących możliwości korzystania z praw obywatelskich, łatwo będzie dopisać kolejne jednostki chorobowe, uznaniowo wskazane jako potencjalnie niebezpieczne. Podział na zdrowych (w tym i bezpiecznych) i chorych (w tym i narażonych) można dodać do katalogu istotnych nierówności i nowych konfliktów społecznych.

Obecnie nowym narzędziem kontroli ma stać się „paszport covidowy”, świadczący o bezpieczeństwie ze strony legitymującego się tym dokumentem. Paszporty sanitarne szybko mogą stać się dokumentami, których posiadacze będą cieszyć się przywilejami zależnymi od statusu zdrowotnego. Paszporty sanitarne mogą przyczynić się do powstania nowych narzędzi polityk publicznych, gdzie kryterium zdrowia może stać się najważniejsze w zarządzaniu wymianą, migracjami czy też priorytetami w wyborze takich czy innych partnerów politycznych i gospodarczych. Pośrednio paszporty określałyby geopolitykę zdrowotną, rozpocząłby się proces podziału na terytoria sanitarne i zakażone, a w przyszłości grupy państw bezpiecznych mogłyby wytworzyć coś na podobieństwo strefy Schengen.

Temat paszportów dzieli społeczeństwa niemalże na pół, także Polaków, jednak już teraz pojawiają się wymagania, które wymuszałyby wprowadzanie podobnych rozwiązań. W mediach coraz częściej pojawiają się sygnały o dodatkowych wymaganiach sanitarnych, np. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” opublikował zdjęcie z miejsca zakupów, do którego wstęp jest możliwy po wylegitymowaniu się aktualnym testem na COVID-19. „Paszporty covidowe”, aby mogły spełnić swoją rolę, musiałyby być dokumentami cyfrowymi, aktualizowanymi i jednocześnie opierającymi się na dostępie do danych wrażliwych. Czy będzie to tylko krótkotrwałe narzędzie protekcji do momentu uzyskania odporności populacyjnej?

Wydaje się, że nowy „umysł higieniczny” społeczeństw Zachodu, będący wynikiem panicznego lęku przed kolejnymi mutacjami wirusa, ale i większego wyczulenia na inne choroby, może wyrazić wolę wprowadzenia tego narzędzia do polityki jako business as usual. Wprowadzenie europejskiego paszportu covidowego łączy się z utrzymaniem, a jednocześnie operacyjnym zastosowaniem potężnej bazy danych wrażliwych, sukcesywnie uzupełnianych. Pokusa przekroczenia granicy prywatności i poszerzenia portfolio zdrowotnego w paszporcie o informacje nie tylko covidowe będzie w zasięgu ręki. I jak zawsze przy kwestii zwiększenia prerogatyw władzy pojawia się pytanie „quis custodiet ipsos custodes” – kto, a w przypadku nadzoru cyfrowego także w jaki sposób będzie wyznaczał granice użycia tego nowego narzędzia władzy, skądinąd atrakcyjnego niezależnie od politycznych barw politycznych.

Paszporty covidowe bardzo szybko staną się dobrem deficytowym, a w relacjach z państwami ryzyka będą musiały powstać adekwatne do nich „wizy sanitarne”, czyli dodatkowe obostrzenia warunkujące wjazd do strefy sanitarnej. Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, by zauważyć, że mechanizm ten po pierwsze stanie się olbrzymim obciążeniem administracyjnym, generującym trwałe koszty utrzymania infrastruktury i zasobów kadrowych, po drugie stanie się sferą trudną do kontroli i generującą nowe formy nadużyć. Może zatem okazać się, że korzyści systemowej kontroli sanitarnej będą generować kolejne koszty. Czy zatem w sytuacji, gdy pojawiają się nadzieje na opanowanie pandemii tradycyjnymi narzędziami, przede wszystkim szczepieniami i zdrowym rozsądkiem w podejściu do osobistego bezpieczeństwa, warto otwierać eksperyment, którego skutki uboczne mogą być równie niekorzystne, co sama pandemia?

Obok rozwiązań funkcjonalnych należy szukać rozwiązań aksjologicznych. Szukając odpowiedzi na pytania o rozwiązania etyczne dla tej sytuacji, warto spojrzeć w kierunku podpowiedzi starych instytucji, zmagających się w historii z podobnymi problemami, w tym Kościoła.

Świat kontroli sanitarnej, ku jakiemu zmierzamy, koresponduje z dawno postawioną diagnozą Josepha Ratzingera – „świata przewidywalnego”, w którym coraz precyzyjniej możemy określić przyszłość w wymiarze jednostkowym, np. nasz przyszły stan zdrowia. Ratzinger wspomina, że ten perfekcyjnie przewidywalny świat bez tajemnicy stanie się światem nie do zniesienia. Przewidywalność nie jest ani niewinna, ani neutralna, jej funkcjonalną postacią jest wiedza będąca narzędziem kontroli, której wykorzystanie będzie zależało od woli rządów.

Chrześcijaństwo będzie mogło odpowiedzieć na utopię sanitarną demitologizacją perfekcyjnego ciała i trwałego dobrostanu zdrowia. Czy jednak jest jeszcze mentalna przestrzeń do przyjęcia demitologizującej narracji? Z perspektywy Kościoła pandemia zmienia postrzeganie cierpienia: obok poziomu jednostkowego powraca jego obraz jako zobowiązań na poziomie zbiorowym, nowa wizja etyczna dla globalnej społeczności. Szukając źródeł chrześcijańskiego myślenia o cierpieniu, warto sięgnąć do tekstu Jana Pawła II z Listu do chorych, gdzie mowa jest o wspólnocie losu z chorymi: „Świat cierpienia ma jak gdyby swą własną spoistość. Ludzie cierpiący upodabniają się do siebie podobieństwem sytuacji, doświadczeniem losu, skądinąd potrzebą zrozumienia i troski, a nade wszystko jednak natarczywym pytaniem o sens. Jakkolwiek więc świat cierpienia bytuje w rozproszeniu, to szczególnie zawiera on w sobie jakieś szczególne wezwanie do wspólnoty i solidarności. […] Świat w pewnych momentachczasu i obszarach miejsc ludzkiego bytowania jak gdyby szczególnie się zagęszcza. Dzieje się to np. w wypadkach klęsk naturalnych, epidemii, katastrof i kataklizmów […]”. Wspólnota z chorymi w sytuacji ryzyka nabiera nowego znaczenia: jej odpowiedzią nie powinna być izolacja. Ten fragment pozwala pokazać kluczową różnicę między cywilizacją sanitarną a podejściem chrześcijańskim: choroba – w tym przypadku pandemia – wyzwala mechanizmy obronne, które pogłębiają erozję wspólnoty i wyzwalają kryzys solidarności. Chrześcijaństwo natomiast jest wezwaniem do wspólnoty losu, niezależnie od stanu zagrożenia.

Nie chodzi tu wcale o ignorowanie bezpieczeństwa, lecz rezygnację z niszczącego wspólnotę ideału człowieka zdrowego oraz upokarzających praktyk wykluczeń sanitarnych i konfliktów. Papież Franciszek zwraca na to uwagę w encyklice Fratelli tutti, mówiąc: „Ratuj się, kto może szybko przełoży się na wszyscy przeciwko wszystkim, a to będzie gorsze niż pandemia”.

Gdyby zatem położyć na szali paradygmat ochrony bezpieczeństwa versus paradygmat wspólnoty, to który zwycięży? Pierwszy daje szansę na zmniejszenie ryzyka sanitarnego, za to powoduje wzrost inwigilacji i napięć. Drugi natomiast, choć mniej bezpieczny sanitarnie, to jednak zbliża do długofalowej koherencji społecznej i zdecydowanie mniejszego stopnia kontroli.

.Być może jednak na poziomie politycznym należałoby zapytać, czy cięższą buławę w plecaku noszą zwolennicy ochrony prywatności, czy zwolennicy rozwiązań kontrolno-sekurytystycznych.

Cezary Kościelniak

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 kwietnia 2021
Fot. Amit DAVE / Reuters / Forum

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam