Grexit widziany z pozycji basenu w okolicach Chani

Kazimierz KRUPA

Polski dziennikarz ekonomiczny. W latach 1994–1998 był redaktorem naczelnym gazety Parkiet, następnie felietonistą Pulsu Biznesu, a także komentatorem wydarzeń ekonomiczno-gospodarczych Radia TOK FM. W latach 2007-2014 redaktor naczelny Forbes'a, następnie miesięcznika Manager. Partner w Kancelarii Drawbridge.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Jaki będzie wynik niedzielnego referendum w Grecji? Nie wiem, ale wiem, że będąc w tych dniach w Grecji jestem świadkiem historii. I histerii. Histerii Europy, która kontrastuje ze spokojem jaki zachowują sami Grecy.

.Europejska prasa i telewizja kreślą katastroficzne scenariusze, zależnie od opcji, albo dla samej Grecji, albo dla zjednoczonej Europy. Niektóre z nich, szczególnie te dotyczące Grecji, wydają się bardzo prawdopodobne: powrót do drachmy (która już ponoć jest drukowana), dwuwalutowość (drachma i euro), ogromna przecena greckiej waluty, spadek wartości (w euro) nieruchomości, przedsiębiorstw i wszystkiego co można sobie wyobrazić, inflacja… – to normalne przejawy międzynarodowego bankructwa kraju. Znamy to. Sami to przerabialismy.

Dla Europy Grexit, w krótkim terminie, nie oznacza praktycznie nic. To tylko wyjęcie jednej cegły, i to nie kluczowej, z ogromnej budowli zwanej strefą euro, Unią Europejską.

Grecja, czy zostanie w strefie euro czy ją opuści, długów i tak nie spłaci. Te ponad 320 miliardów euro, tak czy owak można uznać za stracone. Tyle, że straty te zapiszą w bilansie kraje i instytucje europejskie mające prawo do kreacji pieniądza. Zatem… Dla Europejskiego Banku Centralnego to tylko lekkie przyspieszenie pracy maszyn drukarskich – wszak i tak drukuje ponad miarę. Prywatny sektor bankowy jest już praktycznie zaspokojony – zostało nieco ponad 30 mld euro, na które już dawno utworzono stosowne rezerwy. Nic się zatem nie stanie. W krótkim terminie. W długim? To wielka niewiadoma, bo jesteśmy świadkami, być może, tworzenia precedensu. Dlatego sądzę, że jestem naocznym świadkiem tworzenia się historii.

Na tym tle zdumiewa wręcz spokój jaki zachowują sami Grecy. Tak, kilka dni temu przez Ateny przetoczyły się demonstracje: najpierw zwolenników głosowania na “nie” dla Europy (tak w dużym uproszczeniu bo przecież Grecja do Azji ani na inny kontynent się nie wybiera), a później zwolenników głosowania na “tak”. I to pokazały telewizje, bo to “sie sprzedaje”. Ale ulice greckich miast, a już szczególnie na wyspach, zachowują spokój. Może ludziom brakuje wyobraźni jakie skutki przyniesie głosowanie na “nie”, swoiste pokazanie środkowego palca instytucjom zjednoczonej Europy. Być może rzeczywiście brakuje ale takie wytłumaczenie byłoby zbyt proste, wręcz prymitywne.

.Grecy maja dość. Dość dyktatu Europy. Tak – oszukiwali; tak – źle gospodarowali pieniędzmi; tak – żyli ponad miarę na kredyt (tani kredyt, na który nie było ich stać, ale który dostawali). Wiedzą to. Ale teraz, kiedy Europa, mająca straszną twarz znienawidzonej Angeli Merkel i jej ministra finansów Scheauble (to nazwisko zna każdy Grek i wymawia je ze wstrętem), poucza, dyktuje warunki, straszy – grecka ulica mówi: dość. Bez względu na konsekwencje.

Brak wyobraźni? – być może.

Ogromna determinacja – z pewnością.

Gdybym dzisiaj miał prognozować wynik niedzielnego referendum w Grecji – zaryzykuję – Grecja powie Europie “nie”.

Tak to przynajmniej wygląda z perspektywy kelnera w knajpce w porcie w Chani, właściciela restauracji, sprzedawcy w sklepie z pamiątkami, taksówkarza… Tak to wygląda z perspektywy basenu hotelowego pod Chanią na Krecie.

Skąd pozdrawia,
Kazimierz Krupa
3 lipca 2015

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z