Marcin SZYMANIAK: Ostatni traktat

Ostatni traktat

Photo of Marcin SZYMANIAK

Marcin SZYMANIAK

Popularyzator historii, stały współpracownik „Focusa Historia”. Wcześniej dziennikarz „Życia Warszawy” i „Rzeczpospolitej”.

Traktat Ryski był ostatnią kluczową umową, którą Polska negocjowała w roli podmiotu na arenie międzynarodowej na niemal 80 lat. Kolejnym dokumentem o takim znaczeniu był dopiero akt przystąpienia do NATO w 1999 r. – pisze Marcin SZYMANIAK

.Nastrój przywódcy Rzeczypospolitej w momencie zakończenia walk polsko-bolszewickich w październiku 1920 r. nie był najlepszy. Piłsudski, uderzając pół roku wcześniej na Kijów, przeliczył się z siłami. W efekcie błyskawicznej kontrofensywy Armia Czerwona dotarła aż pod Warszawę. Tu została rozbita, po czym wypchnięta za Bug i pokonana jeszcze raz – w bitwie nad Niemnem. W momencie zawarcia rozejmu front przebiegał po linii mniej więcej takiej jak sprzed wyprawy kijowskiej, z odchyleniem na korzyść Rosjan. Celu wiosennej ofensywy nie udało się osiągnąć.

Piłsudski chętnie biłby się dalej, ale zdecydowana większość społeczeństwa i klasy politycznej miała już serdecznie dość. Inicjatywę polityczną przejęła dominująca w Sejmie, wroga Marszałkowi narodowa prawica. W rokowaniach pokojowych w Rydze pierwsze skrzypce w polskiej delegacji zaczął grać endek Stanisław Grabski, zdecydowany przeciwnik koncepcji Marszałka.

Wyczerpani, zabiedzeni żołnierze i cywile wypatrywali pokoju z utęsknieniem. Premier Wincenty Witos wspominał: „Na moje ręce zaczęły wpływać pisma i memoriały ze wszystkich stron kraju, od prostaczków, uczonych, wielkich i małych. (…) Szły groźby pod adresem krwiożerczego rządu, któremu się zachciewa dalszego przelewania krwi ludu, a który rozmyślnie przewleka rokowania, kłóci się o szlacheckie dwory i lasy, dla których nikt w Polsce nie myśli żadnej ofiary ponosić”.

Przychodziły też listy z głosami przeciwnymi, których było jednak wyraźnie mniej: „Żądano odebrania bolszewikom wszystkich historycznych ziem polskich, łącznie z Odessą, Kijowem, Mohylewem, Berdyczowem, i takiego lania, żeby im się wszystkie babki i prababki przypomniały, no i inne nieprawdopodobne androny”.

Nijaki koniec wojny

.Dobór członków polskiej delegacji na rokowania ryskie trafnie odzwierciedlał te społeczne nastroje. Tzw. grupa sejmowa, opowiadająca się za ustępstwami i szybkim podpisaniem pokoju, była większa od reprezentującej twarde stanowisko tzw. grupy MSZ. „Grupa MSZ została przegłosowana. Delegacja postanowiła zrzec się pretensji do Ukrainy i Mińska i zażądać tych granic, które właśnie dziś mamy na wschodzie” – mówił po latach w wywiadzie dla „Buntu Młodych” Aleksander Ładoś, sekretarz polskiej delegacji (który zasłynął w czasie wojny tym, że jako polski ambasador w Szwajcarii wydawał Żydom fałszywe paszporty ratujące im życie).

Rosjanie nie upierali się specjalnie przy Mińsku, ugoda mogłaby więc być nieco korzystniejsza terytorialnie dla Polski. Szara eminencja naszej delegacji zadbała jednak o to, by ostatecznie przekreślić wszelkie plany Marszałka. Widząc, co się kroi, Piłsudski usiłował wywierać wpływ na delegację w Rydze, by przeciągać negocjacje. Liczył najprawdopodobniej na jakieś nieprzewidziane wydarzenie (np. przewrót i zamieszki w Moskwie), które pozwoliłoby mu na odzyskanie inicjatywy i wznowienie wojny. Ludzie Marszałka w delegacji (Leon Wasilewski i Witold Kamieniecki) niewiele jednak wskórali. Już 12 października 1920 r. podpisano preliminaria pokojowe, zawierające kluczowe uzgodnienia w sprawie granicy.

Walczące strony zawarły kompromis, dzieląc się terytoriami, o które biły się przez ponad półtora roku. Nikt nie osiągnął celu. Ani Leninowi nie udało się przenieść rewolucji bolszewickiej po pokonaniu Polski na Zachód, ani Piłsudskiemu nie wyszedł plan utworzenia zależnych od Polski, sfederowanych z nią republik Białorusi i Ukrainy. Ten „nijaki” rezultat wojny zmaterializował się w postaci pokoju ryskiego, podpisanego ostatecznie 18 marca 1921 r.

Był to grób koncepcji Piłsudskiego. Plan maksimum Marszałka w pierwszych miesiącach po odzyskaniu niepodległości zakładał stworzenie szerokiego terytorialnego bufora, który odgradzałby Polskę od Rosji. Granice sfederowanych z Polską, mniej lub bardziej zależnych od Warszawy Litwy, Białorusi i Ukrainy miały sięgać możliwie jak najdalej na wschód. Ten ultraambitny koncept zderzył się jednak z innymi planami. Po pierwsze, narodowych elit litewskich, białoruskich i ukraińskich, chcących budować niezależne państwa w miarę możliwości bez polskiego „parasola”. Po drugie, bolszewików, pragnących włączyć wszystkie ludy Europy wschodniej (a potem środkowej, zachodniej itd.) do światowego molocha komunistycznego. Efektem dramatycznej kolizji wszystkich tych ambicji stały się nikogo niezadowalające granice ryskie.

Osiem województw

.Powędrujmy ryskim szlakiem z północy na południe. Wąski wysunięty pas ziemi Rzeczypospolitej sięga przychylnie nastawionej Łotwy: to spory plus. Nieco niżej w tym pasie ukochane przez Piłsudskiego Wilno; niestety upragnione też przez niepodległą Litwę. W efekcie z symbolu unii jagiellońskiej zamieni się w jątrzący wrzód w relacjach polsko-litewskich. Trochę dalej na południe Mińsk – ale już po stronie sowieckiej. Z zachodniej połówki Białorusi, pozbawionej Mińska i wieloetnicznej, nie da się oczywiście zrobić jakiejś sfederowanej z Polską „republiki białoruskiej”. Podążamy dalej – wzdłuż ważnej militarnie linii kolejowej Baranowicze-Łuniniec-Sarny-Równe. Biegnie po polskiej stronie granicy, więc nasze dowództwo się cieszy. Równe to już polski kawałek Ukrainy, również wieloetniczny, zamieszkany przez Ukraińców, Polaków, Żydów, ludzi określających się jako Rusini i jako „tutejsi”. Z tego kawałka również nie będzie żadnej „republiki ukraińskiej” z planów Piłsudskiego.

Ogólnie biorąc, w ośmiu województwach Polski, które uznawano za „kresowe”, będzie zamieszkiwać (według spisu powszechnego z 1931 r.) 5,6 miliona osób mówiących na co dzień po polsku i 7,6 mln innymi językami: po ukraińsku, białorusku, jidysz, „tutejszemu”. Tak duży odsetek Polaków wykluczał realizację w jakiejkolwiek formie federacyjnych koncepcji Marszałka. Endecja mogła za to forsować swój plan polonizacji, czyli stopniowego przerobienia na Polaków wszystkich pozostałych narodowości, wyłączając Żydów.

Silne zaangażowanie na wschodzie przyczyniło się do porażek Rzeczypospolitej w zabiegach o korzystne wytyczenie granic na innych odcinkach. W lipcu 1920 r. Polska przegrała plebiscyt na Warmii, Mazurach i Powiślu; prawie cały obszar plebiscytowy przypadł Niemcom. Nie zdołano wywalczyć mocniejszej pozycji w Wolnym Mieście Gdańsku, choć traktat wersalski otwierał tu przed Warszawą zachęcające perspektywy. Rada Ambasadorów arbitralnie wytyczyła latem 1920 r. granicę na Śląsku Cieszyńskim – niekorzystną dla Polski, pochłoniętej rozpaczliwą walką o powstrzymanie zbliżającej się Armii Czerwonej.

Endecji szczególnie doskwierały porażki na granicach polsko-niemieckich. Zamiast ku wschodowi, jak chciał Piłsudski, narodowa prawica pragnęła skierować energię Polaków ku północy i zachodowi. „Ekspansja Polski ku Bałtykowi – przekonywał Grabski – to jednocześnie szybkie uprzemysłowienie Polski, rozwój miast, demokratycznej kultury obywatelskiej (…). Ekspansja Polski na wschód – to wciąganie Polski w chaos przewrotów, to polityka nieobliczalnych eksperymentów społecznych i ryzyk dyplomatycznych i wojennych”. Roman Dmowski doszukiwał się we wschodniej polityce Marszałka macek germańskiego spisku. Jego zdaniem stworzona przez Piłsudskiego wolna Ukraina miała stać się koniem trojańskim Niemiec w Europie Wschodniej. „Plan ukraiński był sposobem zadania potężnego ciosu zarówno Rosji, jak i Polsce. (…) Te zabiegi wywołały nawet słynną wyprawę na Kijów ze strony polskiej w 1920 r., której powody i cele polityczne nie zostały dotychczas należycie wyjaśnione” – pisał guru endecji w 1932 r.

Tymczasowy czy na stałe?

.Wytyczona w Rydze granica odpowiadała prawicy, więc w pierwszej połowie dekady lat 20. zdominowane przez nią rządy starały się, mimo ideologicznej wrogości, zachowywać poprawne stosunki z ZSRR. Już w październiku 1921 r., zgodnie z umową z Sowietami, władze RP wydaliły z kraju 14 liderów sił antybolszewickich, w tym Borysa Sawinkowa i Semena Petlurę. PPS podniosła protest przeciw łamaniu prawa do azylu, ale nic to nie dało. W dyskusji z posłem brytyjskim Williamem Max-Mullerem minister spraw zagranicznych Konstanty Skirmunt tłumaczył, że Polska nie może tolerować na swym terytorium „wrogiej działalności przeciw przyjaznemu (sic!) państwu”.

Po zamachu majowym w 1926 r. sanacyjna dyplomacja kontynuowała w zasadzie tę politykę. Niektórzy bardziej krewcy piłsudczycy pomachiwali co prawda szabelką, mówiąc o rewizji granicy i wyzwoleniu ludów ciemiężonych przez Moskwę. Nie miało to jednak większego wpływu na oficjalną linię MSZ. We wszystkich umowach Polska-ZSRR zawartych w latach 1929–38 potwierdzano (na życzenie Warszawy) postanowienia traktatu ryskiego. Sanacyjni dyplomaci zdawali sobie sprawę, że rosnące potencjały militarne Rosji Sowieckiej i Niemiec szybko odsuwają dawne wielkie plany do sfery – jak byśmy dziś rzekli – political fiction.

Moskwa akceptowała natomiast układ ryski jako tymczasowy. Bolszewiccy liderzy zakładali, że gdy ZSRS okrzepnie i pojawi się sprzyjająca koniunktura międzynarodowa, bój o komunizm na całym świecie znów się rozpocznie. Stalin nazywał traktat w Rydze „niesprawiedliwym”, gdyż Warszawa zmusiła w nim Moskwę do zrzeczenia się „zachodniej Ukrainy i Białorusi”. 17 września 1939 r. ZSRS złamał wreszcie umowę i Armia Czerwona, dokonując inwazji na Polskę, przekroczyła ryską granicę.

.W ten sposób odszedł do lamusa dziejów ostatni traktat o kluczowym znaczeniu zawarty przez Rzeczpospolitą w roli podmiotu na arenie międzynarodowej, negocjowany jak równy z równym z wielkim państwem europejsko-azjatyckim. Po unicestwieniu tego układu Polska została zredukowana do roli państwa podrzędnego w grze większych i mniejszych potęg. Dopiero podpisując akt przystąpienia do NATO w 1999 r., niemal 80 lat po traktacie ryskim, znów zawarliśmy z własnej woli układ o strategicznym znaczeniu.

Marcin Szymaniak

Marcin Szymaniak jest autorem książki „Szable i cekaemy” (wyd. Znak, Kraków 2020)

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 26 stycznia 2021