Maria WANKE-JERIE, Małgorzata WANKE-JAKUBOWSKA: "Prawda niepoprawna politycznie. O kobietach w naukach ścisłych"

TSF Jazz Radio

Prawda niepoprawna politycznie. O kobietach w naukach ścisłych

Maria WANKE-JERIE

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, przez 16 lat szef działu promocji na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka pięciu książek o bohaterach „Solidarności”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013) i Medalem „Zasłużony dla Wrocławia – Merito de Wratislavia” (2016).

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Małgorzata WANKE-JAKUBOWSKA

Absolwentka Uniwersytetu Wrocławskiego, z wykształcenia matematyk teoretyk, specjalista PR, przez 18 lat rzecznik prasowy Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Współtworzyła pierwszy „Raport o stanie nauki w Polsce”. Współautorka pięciu książek o bohaterach „Solidarności”. Odznaczona Medalem „Niezłomni” (2013) i Medalem „Zasłużony dla Wrocławia – Merito de Wratislavia” (2016).

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

Marzec 2006 roku. 51-letni wówczas prof. Lawrence Summers, wybitny ekonomista i były minister finansów w administracji prezydenta Billa Clintona, piąty rok pełni funkcję rektora Uniwersytetu Harvarda. Podczas konferencji poświęconej dyskryminacji kobiet zabiera głos, wyrażając swój pogląd na przyczyny niewielkiej obecności przedstawicielek płci pięknej w elitach nauk ścisłych i inżynieryjnych. — Wrodzone różnice między kobietą a mężczyzną mogą pomóc wyjaśnić, dlaczego tak mało kobiet zajmuje się matematyką — powiedział i… w reakcji na to stwierdzenie część gości opuściła salę.

.Wyrażona opinia miała bezprecedensowe konsekwencje. 30 czerwca 2006 roku prof. Summers przestał być rektorem, a jego dymisja nastąpiła po tym, jak jeden z wydziałów przegłosował wobec niego wotum nieufności. Zdarzyło się to po raz pierwszy w 370-letniej historii Harvardu, a kadencja rektora Summersa — jak się okazało — była najkrótsza od 1862 roku, kiedy to po dwóch latach urzędowania zmarł ówczesny rektor Cornelius Felton. Do głosów oburzenia na słowa Summersa przyłączyli się rektorzy innych amerykańskich uczelni: Massachusetts Institute of Technology oraz uniwersytetów Stanforda i Princeton. Pod krytykującym go artykułem nie chciał się jedynie podpisać rektor Uniwersytetu Yale, co przypłacił studenckimi demonstracjami, w których padały hasła „seksista” i „szowinista”.

Co takiego obrazoburczego powiedział Lawrence Summers, że konsekwencje jego słów były tak daleko idące? Czy tylko o meritum sprawy chodziło? Tradycją uniwersytecką jest przecież dyskusja, w której padać powinny argumenty, a nie inwektywy. Na pierwszy rzut oka widać, że sprawa jest polityczna. Politycznie niepoprawna.

.Jesteśmy kobietami i matematykami (świadomie używamy męskiej formy, wyrażając tym samym dezaprobatę dla lansowanej przez środowiska feministyczne maniery wprowadzania wszędzie, gdzie tylko się da, nawet do granic śmieszności, form żeńskich), dlatego — korzystając z jednej strony z przywileju przynależności do płci pięknej, a z drugiej z doświadczeń ze studiów i pracy naukowo-dydaktycznej — chcemy odnieść się do opinii wyrażonej przez prof. Summersa, a nawet szerzej, do udziału kobiet w nauce, zwłaszcza w naukach ścisłych i technicznych. Czy opinia prof. Summersa zasługuje wyłącznie na oburzenie? A może jest w niej ziarno prawdy? Trudno nas posądzić o męski szowinizm.

Polityka równościowa dotyka wszystkich niemalże sfer życia, nie mogła więc ominąć nauki. — Umożliwienie kobietom pokonania barier, które utrudniają im karierę w naukach ścisłych i technicznych, jest kluczowe — stwierdzili posłowie z Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) Parlamentu Europejskiego w przyjętym 14 lipca 2015 roku raporcie.

Od lat pojawiają się podobne postulaty także i w Polsce, artykułowane przez minister nauki, Kongres Kobiet czy inne gremia. Lansowane jest m.in. hasło „Dziewczyny na politechniki”, organizowano kampanie społeczne, mające zachęcić kobiety do studiowania dyscyplin ścisłych i technicznych. Wprowadzono nawet 30-proc. parytet płci w składzie Polskiej Komisji Akredytacyjnej, proponowane były kwoty w gremiach zarządzających polską nauką… I o ile zabiegi te okazały się skuteczne, jeśli chodzi o proporcje wśród studiujących (aż 40 proc. na kierunkach technicznych to kobiety), to wśród naukowców niewiele się zmieniło.

Mimo że w Polsce kobiety stanowią aż 60 proc. studiujących i 64 proc. magistrów, to płeć piękna wśród profesorów reprezentowana jest już tylko w 21 proc. W naukach ścisłych i technicznych ten wskaźnik jest jeszcze niższy — kobiety stanowią 23 proc. doktorów habilitowanych i zaledwie 10 proc. profesorów, kierownikami katedr i dyrektorami instytutów zostają nieliczne. Nawet tak sfeminizowane zespoły naukowe, jak w naukach pedagogicznych, jako szefów mają mężczyzn.

Dziekanami wszystkich pięciu wydziałów Polskiej Akademii Nauk są wyłącznie mężczyźni i to oni w większości są też rektorami uczelni. Kobiet wśród rektorów jest zaledwie 13 procent — wybierane są głównie w mniejszych, prywatnych uczelniach. W gremiach zarządzających nauką — rozmaitych radach i komitetach — kobiety rzadko stanowią więcej niż jedną piątą składu. Tak jest w Polsce, w Europie i na całym świecie.

Prestiżowe nagrody

.Do rzadkości należą kobiety wyróżniane prestiżowymi nagrodami naukowymi, takimi jak np. Nagroda Nobla (siedem w medycynie, dwie z fizyki i cztery z chemii). W matematyce jest jeszcze gorzej. Matematycznego Nobla, czyli Medal Fieldsa, przyznawany od 1936 roku raz na cztery lata uczonym do 40. roku życia, otrzymała dotąd tylko jedna kobieta — rok temu po ten laur sięgnęła 37-letnia Amerykanka irańskiego pochodzenia Maryam Mirzakhani. Podobnie jest na krajowym podwórku — przyznawana od 1992 roku doroczna Nagroda Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej w czterech dziedzinach tylko czterokrotnie trafiła do rąk kobiety. I to tylko w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych. W pozostałych trzech, które określamy jako science (nauki ścisłe, techniczne oraz przyrodnicze), laureatami byli wyłącznie mężczyźni.

Wybitne, spektakularne sukcesy w nauce osiągają w większości mężczyźni — to teza nie do zakwestionowania. Zasadne wydaje się więc pytanie, czy wynika to z uwarunkowań o charakterze społeczno-kulturowym, z zaangażowania kobiet w życie rodzinne i wychowywanie dzieci, czy też — być może — przyczyna tkwi gdzieś głębiej. W tym, że gremia oceniające zdominowane są przez mężczyzn? A może ich werdykty są merytorycznie uzasadnione?

Przyjrzyjmy się szachom

.W sporcie kobiety i mężczyźni startują w osobnych konkurencjach. Jest to uzasadnione warunkami fizycznymi, dlatego są męskie i żeńskie kategorie w judo, tenisie, lekkiej atletyce, pływaniu, sportach wodnych, łyżwiarstwie, narciarstwie, strzelectwie, kolarstwie, ale także w grach zespołowych. Są też wyłącznie męskie dyscypliny, takie jak boks, piłka nożna czy skoki narciarskie, w których kobiety na ogół nie występują. Szachy są dyscypliną sportową, ale tu sprawność fizyczna, w której mężczyźni mają przewagę, nie odgrywa roli. Tu liczą się specyficzne walory intelektualne i… szachy też są męskie i kobiece. I to od najwcześniejszych kategorii wiekowych.

Dziewczęta garną się do szachów, ale przegrywają w konkurencji z chłopcami i nie praktykuje się kategorii mieszanych.

Jest tylko w historii szachów jeden wyjątek — węgierska szachistka Judit Polgár, która startowała z mężczyznami i ma tytuł męskiego arcymistrza (zdobyła go w wieku 15 lat i była wówczas najmłodszym arcymistrzem świata). Ale nawet ona, najmłodsza i najzdolniejsza spośród trzech sióstr szachistek, które ojciec poddał specjalnemu szkoleniu od wieku przedszkolnego, obecnie zajmuje „dopiero” czwarte miejsce wśród mężczyzn w swoim kraju i 67. w światowym rankingu FIDE (wśród mężczyzn). Najlepsza szachistka świata, która zdobyła tytuł mistrza Węgier, u szczytu swojej kariery miała 8. ranking na świecie. Nie pokonała jednak najlepszych i jest jedyną kobietą, która osiągnęła taki sukces. Ten wyjątek potwierdza jednak regułę, że kobiety w szachach ustępują mężczyznom.

Na dworze królowej nauk

.Matematyka najlepiej weryfikuje uzdolnienia, pokazując jednocześnie znacznie większe predyspozycje do tego przedmiotu wśród przedstawicieli płci męskiej.

Wystarczy sięgnąć do wyników olimpiady matematycznej, najstarszej, jak się okazuje, z wszystkich olimpiad przedmiotowych. Pierwsza jej edycja odbyła się w 1950 roku z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Matematycznego. Wówczas w gronie 20 laureatów znalazła się tylko jedna dziewczyna, zajmując 18. miejsce. Oprócz nagród przyznano też wyróżnienia i — podobnie — wśród 14 wyróżnionych była tylko jedna przedstawicielka płci pięknej, zajmująca miejsce 12.

Po 60 latach niewiele się zmieniło. Do III etapu tegorocznej olimpiady zakwalifikowano 101 uczniów, w tym siedem uczennic. Komitet Główny przyznał 14 osobom tytuł laureata oraz nagrody, dwie pierwszego, trzy drugiego i dziewięć trzeciego stopnia. W gronie 14 laureatów znalazły się tylko dwie dziewczyny, które uzyskały nagrody trzeciego stopnia, plasując się na dwóch ostatnich miejscach. Wśród 14 wyróżnionych była tylko jedna przedstawicielka płci pięknej, zajmując miejsce 10. Rok wcześniej wśród 34 laureatów i zdobywców wyróżnień w olimpiadzie matematycznej nie było ani jednej dziewczyny. Tak samo czysto męskie grono laureatów i wyróżnionych wyłoniono w roku 2010. W latach 2011 — 2013 było niewiele lepiej, po jednej dziewczynie wśród laureatów i wyróżnionych, i to na dość dalekich miejscach.

Te liczby mówią same za siebie, wśród wybitnie matematycznie uzdolnionych płeć piękna reprezentowana jest wyjątkowo skromnie. Piewcy równości nie mogą tego stanu rzeczy tłumaczyć względami kulturowymi ani żadnymi innymi.

Szklany sufit nie został nad uczennicami przez nikogo rozpięty, ich koledzy byli po prostu lepsi.

I nie mają tu nic do rzeczy wyniki testów PISA, które nie wykazują większych różnic w wiedzy matematycznej między dziewczętami i chłopcami w wieku lat 15. Testy sprawdzają bowiem wiedzę, nie wybitne uzdolnienia. A te są potrzebne do uzyskiwania wybitnych osiągnięć w nauce. Dziewczęta są na ogół bardziej sumienne, staranniejsze, pilnie się uczą i to może na etapie nauki szkolnej stwarzać wrażenie, że ich uzdolnienia nie ustępują chłopcom. Zwłaszcza że oceny przemawiają często na ich korzyść. Podobnie jest w czasie studiów, szczególnie podczas pierwszych lat. Do wybitnych osiągnięć naukowych pracowitość jednak nie wystarcza.

Kobiece predyspozycje

.Prof. Marian Smoluchowski, fizyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego, w 1928 roku pisał m.in.:

Kobiety w naukach ścisłych? Wszak aż do ostatnich czasów temi naukami nie zajmowały się w ogóle nigdy i przyczynek kobiet do rozwoju jest znikomo mały. (…) Nie zajmują się matematyką, ani fizyką, ani chemją, gdyż nie są zdolne do tego, gdyż w ogóle nie potrafią myśleć logicznie! (…) Dziś zapatrywania ogółu na tę sprawę już znacznie się zmieniły. Dogmat o zasadniczej nielogiczności umysłu kobiecego przeszedł do składu starych przesądów…

Sprawa wymuszonej dymisji rektora Uniwersytetu Harvarda z 2006 roku pokazuje, że zmiany w mentalności nie są kosmetyczne. Dziś nikt nie tylko nie formułowałby takich opinii, jak prof. Smoluchowski, ale chyba i tak by nie myślał. Minęła cała epoka. Ale jak jest w istocie z kobiecymi predyspozycjami do nauk ścisłych? Czy niczym nie różnią się one od męskich? Mamy w tej dziedzinie własne doświadczenia.

Studia na kierunku matematyka rozpoczyna zwykle zbliżona liczba dziewcząt i chłopców. I choć panie są na ogół pilniejsze, w toku studiów to one częściej odpadają i nie kontynuują nauki na starszych latach.

W czasach, gdy same studiowałyśmy, po drugim roku następował podział na tzw. sekcje (dziś zwane specjalnościami). Najtrudniejszą, sekcję teoretyczną, wybierali prawie sami mężczyźni, co nie znaczy, że nie było tam kobiet. Na naszym roku ta elitarna grupa liczyła 10 osób, w tym ośmiu panów i dwie panie (niżej podpisane). Rok wcześniej i rok później sekcja teoretyczna była w stu procentach męska.

Dyskryminacja? Ależ skąd. To był wolny, nieskrępowany wybór. Dziewczęta po prostu z matematyką teoretyczną gorzej sobie radziły i dlatego jej nie wybierały. Dziewięcioletnie doświadczenie w pracy dydaktycznej w Instytucie Matematyki Uniwersytetu Wrocławskiego potwierdziło nasze obserwacje ze studiów. Wśród najbardziej utalentowanych była znikoma liczba pań, choć czasem się zdarzały.

Podobne proporcje można było obserwować na fizyce teoretycznej. Więcej kobiet studiowało fizykę doświadczalną, ale też wyraźna była przewaga panów wśród kończących studia i podejmujących pracę naukową jako asystenci czy doktoranci. Im wyższy stopień naukowy, tym kobiet było mniej. Wśród profesorów — absolutna rzadkość.

Dysproporcje wśród uzdolnionych matematycznie kobiet i mężczyzn potwierdza nasze doświadczenie w pracy w dydaktycznej na uniwersytecie — przez dziewięć lat nie spotkałyśmy ani jednej wybitnie uzdolnionej studentki. A utalentowanych studentów było kilku. Dziś są profesorami i mają na swoim koncie wybitne osiągnięcia.

W dyskusji, często mało merytorycznej, dotyczącej różnic między kobietami a mężczyznami w uzdolnieniach do przedmiotów ścisłych, jako argument przytacza się przykłady kobiet, które miały wybitne osiągnięcia naukowe w tych dyscyplinach. To prawda, od najdawniejszych czasów zdarzały się wybitne kobiety parające się nauką i odnoszące sukcesy.

Kobiety w historii nauki

.Najstarsza kobieta w historii nauki światowej to Egipcjanka, nazywała się Merit Ptah, żyła w 2700 roku przed Chrystusem i była lekarzem. Pierwszą w historii Europy kobietą zatrudnioną jako wykładowca wyższej uczelni była Laura Bassi (1711—1778). Ta włoska fizyk, anatom i filozof w wieku zaledwie 21 lat objęła stanowisko profesora anatomii na Uniwersytecie w Bolonii, dwa lata później powierzono jej także katedrę filozofii, a do kontynuowania kariery naukowej zachęcał ją kardynał Lambertini, późniejszy papież Benedykt XIV, który również namawiał ją do starania się o tytuł doktora nauk.

W drugiej połowie XIX w. pojawiają się wybitne uczone, a najbardziej znaną z nich jest Maria Skłodowska-Curie, pierwsza kobieta, która otrzymała Nagrodę Nobla. Jest też jedyną wśród kobiet dwukrotną laureatką tego prestiżowego wyróżnienia: w 1903 roku otrzymała Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki, a w 1911 w dziedzinie chemii. Obie nagrody były przyznane za wkład nad badaniem radioaktywności oraz odkrycie polonu i radu. Warto dodać, że z Marią Skłodowską-Curie w Paryżu współpracowały dwie inne polskie uczone: Jadwiga Szmidt oraz Alicja Dorabialska — fizykochemik, profesor Politechniki Lwowskiej, a potem Politechniki Łódzkiej.

I zupełnie niedawny sukces — trzy lata temu polska uczona prof. Agnieszka Zalewska z Instytutu Fizyki Jądrowej Polskiej Akademii Nauk w Krakowie została wybrana przewodniczącą rady CERN.

Czy parytety?

.Ale to tylko wyjątki potwierdzające regułę, świat nauki wciąż zdominowany jest przez mężczyzn, zwłaszcza w naukach ścisłych i w gremiach decyzyjnych. Wśród członków Polskiej Akademii Nauk panie stanowią zaledwie 3 proc. W ciałach zarządzających nauką i badaniami przy Ministrze Nauki i Szkolnictwa Wyższego zasiada jedynie 7 proc. kobiet, co — według raportu przygotowanego przez Komisję Europejską — plasuje polską naukę na przedostatnim miejscu wśród krajów UE. Parlament Europejski uchwalił rezolucję, w której postuluje się, by w naukowych ciałach decyzyjnych zapewnić co najmniej 40-proc. udział każdej płci. Należy tutaj dodać, że parytety dotyczące udziału kobiet w życiu naukowym wprowadziły m.in. kraje skandynawskie oraz nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy. Konsekwencją tych administracyjnie wprowadzonych zmian składu gremiów decyzyjnych są parytety przy rozstrzyganiu konkursów na granty, czyli preferencje dla projektów firmowanych przez kobiety.

Znamienne, że także kobiety naukowcy są sceptyczne wobec preferencji dla “kobiecych projektów”. Mogłoby to bowiem prowadzić do zmniejszenia roli kryteriów merytorycznych na rzecz przesłanek wyznaczonych przez parytety.

Na marginesie warto zauważyć, że jakoś nikt nie dopomina się wprowadzenia parytetów w tak sfeminizowanym zawodzie, jak zawód nauczyciela. — Wystarczy, że w gronie nauczycieli w szkole jest przynajmniej kilku mężczyzn, wyraźnie maleją problemy wychowawcze — przekonuje Wanda Półtawska, podając przykład szkół niepublicznych, w których zatrudnienie mężczyzn radykalnie poprawiło dyscyplinę wśród uczniów. Jak widać, nauczyciel mężczyzna w szkole, jak ojciec w rodzinie, jest potrzebny. Nie mieści się to jednak w głównym nurcie problemów zdominowanych przez poprawność polityczną. Ale to temat na zupełnie odrębną dyskusję.

* * *

.Gdy stwierdzimy, że mężczyźni są wyżsi niż kobiety, odebrane to zostanie jako oczywisty fakt, mimo że każdy może wskazać zarówno kobiety o bardzo wysokim wzroście, jak i niskich mężczyzn. Po prostu średnia wzrostu mężczyzn jest inna niż średnia wzrostu kobiet. Podobnie mediana, zwana wartością środkową lub przeciętną, która jest jeszcze lepszym miernikiem. Nikt na takie oczywiste stwierdzenie się nie oburza, nikt z nim nie polemizuje.

Podobne stwierdzenie dotyczące predyspozycji do nauk ścisłych kobiet i mężczyzn spotyka się jeśli nie z gwałtownymi protestami, to przynajmniej z głębokim niezrozumieniem i odrzuceniem. Nie spotkałyśmy się z reakcją, która nie byłaby nacechowana emocjami. Nie są one jeszcze takie, jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie dyktatura poprawności politycznej jest nieporównywalna z tą, z którą spotykamy się w Polsce. Tu nikt jeszcze z powodu poglądów na uzdolnienia kobiet i mężczyzn nie musi podawać się do dymisji.

— Rektor Harvardu mógł mieć nieco racji — ocenia Jacek Leluk, członek Mensy i oficjalnie jeden z najinteligentniejszych ludzi w Polsce. Uważa, że inteligencja może objawiać się inaczej, właśnie ze względu na płeć. — Z jednej strony, w dedukcji matematycznej, lepsi są panowie. Mają umysł bardziej analityczny, dokonują selekcji istotnych informacji. Z drugiej zaś to kobiety mają zdolność całościowego obejmowania problemu, dzięki czemu dostrzegają rzeczy, które mogą umknąć uwadze mężczyzn — wyjaśnia.

.Wniosek z tego może płynąć tylko jeden. Rację miał prof. Lawrence Summers, twierdząc, że kobiety i mężczyźni mają różniące się predyspozycje, ale takie, które wzajemnie się uzupełniają. Najlepiej więc ich nie wartościować i nie wyrównywać na siłę. Wyniki badań opublikowane cztery lata temu w „Harvard Business Review” pokazują, że gdy w grupie jest więcej kobiet, zbiorowa inteligencja tego grona wzrasta. Dlatego może warto docenić pracę zespołów naukowców złożonych zarówno z kobiet, jak i z mężczyzn. Zgodnie z intuicją i naturą.

Małgorzata Wanke-Jakubowska
Maria Wanke-Jerie

 

3

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Andrzej Gorski pisze:

Zapomnialy panie wymieniajac najwieksze postacie w kobiecej nauce o Emmy Noerther – genialnej matematyczce (nie wiem czy to wlasciwe okreslenia) ktora zmienila poglad na nowoczesna fizyke i wprowadzila chyba jakpo pierwsza elemnty symetrii w rownaniach fizyki. Gratuluje wspanialego tekstu

andrzej_mariusz pisze:

tak jak Panie napisały, kobiety zajmują się naukami ścisłymi od niedawna. Stąd też ich relatywnie niewielki wkład w rozwój tych dziedzin. Jestem zdania, że parytety tylko szkodzą kobietom, nie wyrównają szans w żaden sposób. Po prostu to kwestia czasu, jeżeli panie będą poświęcały się naukom ścisłym to z biegiem czasu – ale liczonym w dziesiątkach, jeśli nie setkach lat – będą odnosiły więcej sukcesów. I tego im życzę. A z parytetów to chciałbym, aby – bez względu na płeć – przyznawano w każdej dziedzinie życia minimum 50% osób inteligentnych do reszty, może wtedy ten świat by znormalniał.

KK pisze:

Dziękuję za ten niepoprawny politycznie tekst. Moje doświadczenia z okresu studiów, a następnie zawodowe (jestem kobietą w “słusznym” ;) wieku, inżynierem) sprawiają, że w pełni się z nim zgadzam.

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam