Mariola SERAFIN: Dlaczego nie wszystko w Biblii czytamy dosłownie?

TSF Jazz Radio

Dlaczego nie wszystko w Biblii czytamy dosłownie?

Mariola SERAFIN

Doktor teologii w zakresie biblistyki. Część studiów doktoranckich odbyła w École Biblique et Archéologique w Jerozolimie. Pasjonatka Bliskiego Wschodu. Pilot wycieczek. Podróżniczka.

zobacz inne teksty autora

Czy możliwe było stworzenie świata w sześć dni? Czy istnieje gatunek wieloryba zdolny połknąć człowieka? Czy brzemienna Maryja szła sama przez góry, by spotkać się z kuzynką Elżbietą? To tylko kilka z wielu pytań, które często pojawiają się podczas lektury Pisma Świętego. Gdy logika podpowiada nam, że coś jest niemożliwe, możemy poczuć zniechęcenie lub odrzucić całość przekazu Pisma Świętego – pisze Mariola SERAFIN

Lektura zbioru ksiąg Starego i Nowego Testamentu wymaga zaangażowania intelektualnego. I nie chodzi tu o wzbudzanie w sobie głębokiej wiary w treść przekazu, ale o zrozumienie pewnych prawideł, które umożliwiają odczytanie tekstu historycznego.

Biblia zaczęła powstawać jeszcze w czasach starożytnych, a więc zanim pojawiło się pismo, na obszarze, który obecnie nazywamy Bliskim Wschodem. Już te przesłanki sprawiają, że potrzebujemy pewnego przygotowania do lektury. Świadomość kontekstu geograficzno-historycznego jest w tym przypadku podstawą. Do tego trzeba dołożyć to, że poszczególne księgi oraz perykopy znajdujące się w nich mają rodzaj i gatunek literacki, który trzeba wyodrębnić z większej całości. I co najważniejsze, osią tekstów zawsze był Bóg, bo to przecież historia narodu Bożego Wybraństwa. Bóg zawsze jest centrum, a więc każda przedstawiona historia jest opowiadana w takim ujęciu, by przedstawić Boga w sposób kluczowy.

Najstarsze historie tworzącego się Narodu Wybranego były przekazywane ustnie (np. te, które składają się na Księgę Rodzaju – Rdz), a dopiero później zostały zredagowane w Księgi. Żeby dało się je zapamiętywać i opowiadać, zawarto w nich wiele symboli i pewną schematyczność. Ważne jest też to, co dziś nazywamy technikami mnemotechnicznymi – które ułatwiają zapamiętywanie. Są to liczne powtórzenia, rytmika, onomatopeje itp.

Pod tym kątem przyjrzyjmy się historii, a raczej Pieśni o Stworzeniu Świata (Rdz 1,1-31).

Wyobraźmy sobie świat bez prądu, telewizji i internetu, gdzie cała wieś spotyka się, by wysłuchać z ust mędrca sagi rodzinnej. Opowieść jest podzielona na sześć zwrotek i poprzedzona wstępem o tym, że na początku Bóg stworzył niebo i ziemię, lecz były one bezładem. Panowała ciemność, jedynie Duch Boży unosił się ponad wodami. Następnie rozpoczyna się Pieśń, której każda zwrotka to jeden dzień. Każda rozpoczyna się od słów: „I rzekł Bóg: niech powstanie / niech się zbiorą / niech się zaroją / niech ziemia wyda…” – zależnie od tego, co ma być wyśpiewane w dalszej części.

Dwie pierwsze zwrotki kończą się słowami: „Bóg nazwał…”, od trzeciej do piątej ostatni wers zawiera dodatek, że „Bóg widział, że było to dobre”, za to szósta zwrotka kończy się najpiękniej. W dniu szóstym Bóg stworzył człowieka na swój obraz, na obraz Boży (!), zauważa więc Bóg, że było to „bardzo dobre”. Pomiędzy każdą zwrotką pojawia się refren: „I tak upłynął wieczór i poranek – dzień pierwszy / drugi / … szósty”.

Schemat i powtarzalność stają się widoczne. Gdybyśmy dodatkowo czytali tekst w jego oryginalnym, hebrajskim brzmieniu, zauważylibyśmy śpiewny rytm. Niestety przekłady na język polski zagubiły ten element, a większość ksiąg biblijnych Starego Testamentu go zawiera. Zostały niejako stworzone do głośnego czytania, wyśpiewywania. Rytmiczność pozwala nie tylko łatwiej zapamiętać, ale i również wprowadzić się w trans modlitewny, oderwać się od otaczającego świata. Widać to, gdy przyjrzy się modlącym się Żydom, którzy kiwają się rytmicznie podczas modlitwy.

Jaki więc sens powinniśmy wyczytać z powyższej Pieśni o Stworzeniu Świata i Człowieka? Czy dosłowność tworzenia świata w sześć dni? Czy posłużyły one raczej do tego, by ukazać pełniejszą treść? A więc skoro głównym punktem jest Bóg, to widzimy Go jako Stwórcę, od samego początku, od rzeczy ogólnych, które są na początku stworzenia, po rzeczy bardziej szczegółowe, jak gatunki roślin i zwierząt, aż po stworzenie najistotniejszego – człowieka, który jest nie tylko dobry w swym istnieniu, ale wręcz bardzo dobry. Świat zostaje mu poddany, jako temu najlepszemu ze stworzeń, a że człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże, ma więc zadanie sprawować pieczę nad światem w sposób odpowiedzialny.

Czy Maryja szła samotnie do Elżbiety po zwiastowaniu? Raczej nie. Między Ein Karem – przedmieściami Jerozolimy, gdzie mieszkała Elżbieta z Zachariaszem – a Nazaretem jest około 120 km. W czasach biblijnych dystans ten pokonywało się mniej więcej w pięć dni, rozpoczynając podróż najwcześniej po zakończeniu szabatu, więc wyruszając z karawaną w niedzielę rano. Docierało się na miejsce najpóźniej w piątkowe południe, by móc świętować kolejny szabat. Podróż w karawanie dawała bezpieczeństwo przed zbójcami, dzikimi zwierzętami, zabłądzeniem lub wypadkiem w górzystym terenie. Niewyobrażalne było, by młoda dziewczyna udała się w pojedynkę w taką niebezpieczną podróż. Dlaczego więc nie opisano tego szczegółowo? Odpowiedź tkwi w charakterze Ksiąg. Nawet te z nich, które są stricte historyczne (a Ewangelie takimi są), są wciąż przede wszystkim teocentryczne. Są kroniką teologiczną, a więc podają te fakty z historii świętej, które wnoszą coś kluczowego do poznania Boga. Widocznie nic istotnego dla historii zbawienia nie stało się podczas tej podróży, istotne było natomiast samo spotkanie kobiet i ono zostało opisane.

O tym, jak mogła wyglądać ta podróż, możemy wywnioskować z kontekstu historycznego i znajomości realiów, które panowały w prowincji Judea przełomu er. Autorzy biblijni nie widzieli powodu, by podawać te fakty, ponieważ w kontekście innych wydarzeń świętych były one nieistotne. Tak jak nie napisali nam nic o życiu Jezusa przez cały okres jego dzieciństwa oprócz drobnego epizodu, gdy 12-letni Jezus „gubi się” rodzicom po pielgrzymce do Jerozolimy i zamiast wracać z nimi do Nazaretu, pozostaje z uczonymi w świątyni.

W Nowym Testamencie w Ewangeliach często mamy do czynienia z przypowieściami. Są one łatwo rozpoznawalne. Opowiadają sytuacje prawdopodobne, które mogłyby się wydarzyć, ale ich celem jest przekazanie treści, która kryje się pod dosłownością – wyłonienie morału.

Rzadko jednak zdajemy sobie sprawę, że przypowieści są również i w Starym Testamencie. Przykład znajduje się w Księdze Jonasza. Biblijny prorok w swojej krnąbrności ucieka przed powołaniem, które zgodził się wypełnić. Jego karą i drogą ku poprawie jest przebywanie we wnętrznościach ryby niczym w otchłaniach piekielnych. Po tym czasie wielka ryba wypluwa go na brzeg. Dokonuje się przemiana wewnętrzna bohatera i wypełnia on swoje zadanie. Połknięcie przez rybę jest właśnie przypowieścią. W symboliczny sposób obrazuje nam proces przemiany i nawrócenia proroka Jonasza. Czy był to długi proces, czy krótki – nie wiemy. Nie było to widocznie w mniemaniu autora biblijnego potrzebne. Nie ma więc potrzeby zastanawiać się nad gatunkiem wielkiej ryby.

Lektura Pisma Świętego jest więc niewątpliwie wyzwaniem. Współczesny Europejczyk może mieć trudności z rozpoznaniem gatunków literackich w Biblii i znajomością kontekstu historycznego oraz geograficznego poszczególnych ksiąg biblijnych. Pierwszą i podstawową pomocą, która pomoże umieścić daną Księgę w ramach historycznych i środowisku powstania, jest komentarz poprzedzający każdą Księgę. Kolejnym są przypisy objaśniające i często odnośniki do innych analogicznych sytuacji w Biblii. Następnie warto sięgnąć do bogatej oferty komentarzy, literatury biblijnej czy stron internetowych.

Warto też pamiętać, że Pismo Święte nie jest pisane wbrew nauce. Historia stopniowo przynosiła nowe odkrycia i nowe badania. Z dzisiejszej perspektywy niektóre rzeczy kłócą się z naukowymi faktami. Mamy jednak do czynienia z autorami biblijnymi, którzy byli ludźmi swoich czasów i pisali dla im współczesnych. Ich poznanie naukowe nie odbiegało od tego, co było im dostępne. Przykładem niech będzie wiele chorób, które diagnozowano często jako opętanie. Tak było z padaczką, wobec której ludzie byli wówczas całkowicie bezsilni. Nie umiano jej leczyć ani tym bardziej rozpoznać jej przyczyn.

.Bądźmy więc otwarci na szukanie głębszego przekazu Pisma Świętego, a wobec swoich umiejętności pojmowania natchnionych słów wyrozumiali.

Mariola Serafin

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam