
Kolej zwolniła, bo państwo za długo zwlekało
Protest maszynistów nie wziął się znikąd. Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce od dawna alarmuje o bezpieczeństwie na przejazdach. Prowadził kampanię #ChcęŻyć, apelował do instytucji państwa, ostrzegał, że w razie braku reakcji potrzebne będą ostrzejsze działania – pisze Paulina MATYSIAK
.Dnia 11 września pociągi w całej Polsce zwalniały przed przejazdami do 20 km/h. Były opóźnienia, nerwy i pokrzyżowane plany pasażerów. Rozumiem tę złość. Sama bardzo dużo jeżdżę koleją i wiem, jak dotkliwe bywają takie sytuacje. A jednak w tym sporze stoję po stronie maszynistów, bo oni od dawna mówią o problemie, którym państwo zaczyna się na poważnie interesować dopiero wtedy, gdy ktoś ginie.
9 września w Sokolnikach Suchych ciężarówka wjechała na przejazd przed pociąg pasażerski. Skład się wykoleił, zginęła pasażerka, ranni zostali podróżni i maszynista. Sygnalizacja działała. Kierowca po prostu zignorował czerwone światło. Kto robi coś takiego, igra nie tylko ze swoim życiem, ale z życiem setek ludzi. Swoją bezmyślnością może przyczynić się do ogromnej tragedii i wcale nie byłabym daleko od tego, aby taką osobę postrzegać nawet w kategorii terrorysty. Dlatego za taki wjazd odebranie prawa jazdy uważam za absolutnie uzasadnione.
Minister Dariusz Klimczak zapowiada, że za wjazd na przejazd na czerwonym świetle prawo jazdy będzie zatrzymywane na trzy miesiące. Świetnie. Tyle że rząd taki przepis już miał w projekcie… i sam go z niego wyrzucił. Teraz, po tragedii, bohatersko ogłasza jego powrót. Naprawdę nie musimy za każdym razem czekać na ofiary, żeby zrobić coś oczywistego.
Same wyższe kary też nie wystarczą. Potrzebny jest automatyczny nadzór na przejazdach, skuteczne egzekwowanie przepisów, lepsze szkolenie kierowców i likwidowanie najbardziej niebezpiecznych miejsc. Skala lekceważenia zasad jest porażająca: podczas prac sejmowej Komisji Infrastruktury wskazywano, że w dużej próbie ponad 100 tys. obserwacji aż 74 proc. kierowców nie zatrzymywało się przed znakiem STOP na przejazdach kategorii D! Mamy system, który potrafi automatycznie rejestrować takie wykroczenia. Najwyższa pora na jego szersze zastosowanie, a przede wszystkim skuteczne ściganie sprawców takich zdarzeń.
Skierowałam swoją drogą interpelację do Ministerstwa Sprawiedliwości, bo chcę wiedzieć, ile spraw naruszenia przepisów na przejazdach kolejowo-drogowych naprawdę kończy się przed sądem i jakie kary faktycznie dostają kierowcy. Możemy wpisywać do ustaw coraz surowsze sankcje, ale jeżeli prawo istnieje głównie na papierze, to niewiele nam to da.
I jeszcze jedno: dzisiejszy protest maszynistów nie wziął się znikąd. Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce od dawna alarmuje o bezpieczeństwie na przejazdach. Prowadził kampanię #ChcęŻyć, apelował do instytucji państwa, ostrzegał, że w razie braku reakcji potrzebne będą ostrzejsze działania.
Maszyniści stykają się z tymi wypadkami regularnie. Czasem giną, czasem zostają ranni, a czasem przez lata żyją z obrazem człowieka czy samochodu, który pojawił się przed lokomotywą i którego nie mieli już szans ominąć. Dlatego irytuje mnie obecna w mediach narracja, że maszyniści po prostu „sparaliżowali kolej”. Tak, pasażerowie zapłacili dziś za ten protest swoim czasem. Ale warto zapytać, dlaczego pracownicy kolei uznali, że dopiero taki protest zmusi kogokolwiek do słuchania.
.Minister Klimczak nazwał akcję zbyt radykalną. Nie, to po prostu kolejny element nacisku na rządzących – po apelach, pikietach, wystąpieniach podczas posiedzeń sejmowych komisji, dyskusji w mediach. Skandaliczna jest zaś opieszałość kierownictwa Ministerstwa Infrastruktury, jeśli chodzi o podjęcie potrzebnych działań.
Dzisiaj maszyniści kazali kolei zwolnić. Może dzięki temu państwo wreszcie przyspieszy.



