Paweł STRUMIŃSKI: "PKW. Opowieści z mchu i paproci"

Paweł STRUMIŃSKI: "PKW. Opowieści z mchu i paproci"

Photo of Paweł STRUMIŃSKI

Paweł STRUMIŃSKI

Radca prawny z Gliwic, członek Stowarzyszenia Republikanie.

zobacz inne teksty Autora

W dniu 23 maja 2014 roku PKW poinformowała w sprawie aktywności internetowej – uznając za agitację wyborczą dawanie tzw. „like” profilom kandydatów czy udostępnianie ich zdjęć. Równie absurdalnej interpretacji przepisów kodeksu wyborczego dawno nie było i chyba nie będzie, choć mając na uwadze właśnie tę sytuację – nie można tego do końca wykluczyć. Interpretacja ta jest sprzeczna z samym kodeksem jak również z ogólnymi zasadami prawa a to np. zasadą, że sankcja za złamanie konkretnego przepisu musi być egzekwowalna czyli powinna nadawać się do zastosowania.

PKW poszła zdecydowanie za daleko w interpretacji tego zapisu, zakazując nie nakłaniania czy zachęcania, lecz zakazując wyrażania emocji poprzez „polubienie” konkretnego kandydata. 

Art. 105 Kodeksu Wyborczego w sposób jasny i wyraźny definiuje pojęcie „agitacji wyborczej”. Jest to publiczne nakłanianie lub zachęcanie do głosowania w określony sposób lub do głosowania na kandydata określonego komitetu wyborczego. W konkretnie omawianym przypadku PKW poszła zdecydowanie za daleko w interpretacji tego zapisu, zakazując nie nakłaniania czy zachęcania, lecz zakazując wyrażania emocji poprzez „polubienie” konkretnego kandydata. Można dojść do wniosku, że np. podczas rozmowy w czasie ciszy wyborczej jeden z rozmówców powie: „lubię Jana Kowalskiego”, a jego wypowiedź zostanie potraktowana jako agitacja wyborcza, co przecież nie ma oparcia w przepisach prawa.

Nikt nikomu nie może zabronić wyrażania emocji na temat kandydatów, a przejawem wyrażania emocji w internecie jest właśnie „like”. Nawet jeśli uznać, że danie „like” oznacza „popieram tego kandydata” to nie można tego uznać za agitację, bo sama ta czynność nie zachęca czy nakłania do głosowania.

Kolejna kwestia: wykładnia zastosowana przez PKW jest pozbawiona waloru egzekwowalności, t.zn. nawet jeśli uznać „like” za agitację, to nie ma sposobu, metody egzekucji tego zakazu. I to jest kolejna słabość tej interpretacji. Kogo PKW ukarze gdy kolega namówi swoich przyjaciół do dawania „like” i udostępiania moich treści wyborczych? Mnie? Ja z tym nie mam nic wspólnego!

Lajkowanie z zagranicy czy utworzenie profilu przez fikcyjne osoby z wykorzystaniem IP z zagranicy kompletnie uniemożliwia ukaranie winnego naruszenia ciszy wyborczej. PKW nie bierze pod uwagę specyfiki komunikacji w epoce nowych mediów. 

Brak możliwości egzekucji prawa wyinterpretowanego przez PKW przejawia się również w tym że Internet nie ma ram i obszarów, na których taka interpretacja mogłaby obowiązywać. Lajkowanie z zagranicy czy utworzenie profilu przez fikcyjne osoby z wykorzystaniem IP z zagranicy kompletnie uniemożliwia ukaranie winnego naruszenia ciszy wyborczej. PKW nie bierze pod uwagę specyfiki komunikacji w epoce nowych mediów.

W każdym wypadku PKW musiałaby sprawdzać i poszukiwać danych osobowych osób łamiących zakaz, co jest w praktyce awykonalne. Administrator Facebooka czy Twittera nie będzie udostępniał danych osób, które posiada w swoich zasobach, co związane jest z modelem biznesowym, w którym bezpieczeństwo danych użytkowników, a więc zaufanie do serwisu (szczególnie po aferze Snowdena) stanowi jedno z podstaw funkcjonowania przedsiębiorstw branży nowych mediów. Dane te są przechowywane poza obszarem Polski i skoro nawet ABW w sprawach kryminalnych o najpoważniejszym charakterze przestępstw ma utrudniony dostęp do tych danych, to tym bardziej PKW w sprawie złamania ciszy wyborczej, która nie obowiązuje przecież we wszystkich krajach europejskich.

Reasumując interpretacja art. 105 kodeksu wyborczego zaprezentowana przez PKW jest niewykonalna i kompletnie pozbawiana racjonalnej podstawy. Jutro idę na piłkę w koszulce ze swoim nazwiskiem na plecach… Czy w takim razie PKW uzna, że to forma agitacji? Czy mam zmienić koszulkę? Wolność nasza jest kompletnie zdominowana przez tak niedorzeczne zakazy jak ten, ustalony przez PKW.

Rekomendowałbym Państwowej Komisji Wyborczej zajęcie się np. pokazywanymi w stacjach telewizyjnych relacjami z głosowania liderów partii – to bardziej wypełnia elementy agitacji niż dawanie „like” na Facebooku czy też retwittu wpisu, choćby i polityka, choćby i kandydata na Twitterze.

Paweł Strumiński

23 maja 2014 r.

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 23 maja 2014