Paweł UKIELSKI: Zderzenie cywilizacji. Samuel Huntington a rosyjska napaść na Ukrainę

Paweł UKIELSKI: Zderzenie cywilizacji.
Samuel Huntington a rosyjska napaść na Ukrainę

Photo of Paweł UKIELSKI

Paweł UKIELSKI

Historyk i politolog, w latach 2014–2016 zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego.

zobacz inne teksty Autora

Wojna na Ukrainie gruntownie skorygowała główne tezy ze słynnej książki Samuela Huntingtona o zderzeniu cywilizacji – pisze Paweł UKIELSKI

.Gdy w latach 1989–1991 zawalił się sowiecki system totalitarny, a wraz z nim do historii przeszedł dwubiegunowy podział świata, zapanowała powszechna euforia. Gdy Zachód zwyciężył w zimnej wojnie, powszechna stała się atmosfera Fukuyamowskiego „końca historii”, nawet jeśli nie do końca uwzględniała wszystkie elementy opisane w jego słynnym eseju. Zapanowało poczucie, że nastał powszechny kres konfliktów i cały świat będzie zmierzał już w jednym kierunku – ku powszechnemu szczęściu i dobrobytowi. Na fali tej euforii, gdy Irak najechał na Kuwejt, wszyscy stali członkowie Rady Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych zagłosowali za potępieniem agresora i interwencją przeciw niemu. Był to jedyny taki przypadek w dziejach tej organizacji. Atmosfera ta nie została zmącona ani przez fakt, że po brutalnym stłumieniu demonstracji na placu Tienanmen w Pekinie, 4 czerwca 1989 roku, Chiny utrzymały u siebie komunizm, ani przez wojny i czystki etniczne w byłej Jugosławii.

Samuel Huntington i wojna cywilizacji

W tej atmosferze Samuel Huntington opublikował swój słynny, polemizujący z tezami Fukuyamy esej o zderzeniu cywilizacji. Jak wówczas dowodził, po zakończeniu zimnej wojny świat nie wszedł wcale w okres „końca historii”, lecz konfliktów między tworami ponadnarodowymi, które określił mianem cywilizacji. Jak twierdził: „Najważniejsze konflikty przyszłości będą rozgrywać się na linii podziałów kulturowych oddzielających te cywilizacje od siebie”. Wyróżnił 8 cywilizacji: zachodnią, słowiańsko-prawosławną, konfucjańską, hinduistyczną, japońską, islamską, latynoamerykańską i afrykańską. Jak pokazały wkrótce islamistyczne zamachy 11 września 2001 roku na Stany Zjednoczone, zdecydowanie bardziej trafna okazała się prognoza, której autorem był Samuel Huntington.

W tym samym eseju wszakże Samuel Huntington zawarł stwierdzenie, któremu rzeczywistość zadała kłam już w 2014 roku, a ostatecznie sfalsyfikowała je 24 lutego 2022 roku. Jak pisał amerykański uczony: „Jeśli tym, co się liczy, są cywilizacje, to prawdopodobieństwo przemocy między Ukraińcami a Rosjanami powinno być niskie. Są oni dwoma słowiańskimi, zasadniczo prawosławnymi narodami, które mają ze sobą ścisłe więzi przez stulecia”. Czy zatem poprzez agresję na Ukrainę, ataki na Kijów i Charków, starcie z powierzchni ziemi Mariupola czy zbrodnie wojenne popełniane na cywilach przez armię Federacji Rosyjskiej Władimir Putin całkowicie obalił teorię Huntingtona?

Ruś Kijowska a Ruś Moskiewska

Gdy w IX wieku Kijów został stolicą Rusi, a w 988 roku Władysław I Wielki przyjmował w nim chrzest, Moskwy nie było na mapach i w kronikach europejskich. Znacznie później powstał region rostowsko-suzdalski, rywalizujący z osłabionym po wielkiej schizmie i podziale dzielnicowym Kijowem. Pierwotnie jego stolicą został Włodzimierz nad Klaźmą, którego władca Andrzej Bogolubski w 1169 r. najechał i spustoszył Kijów, co było symbolicznym zerwaniem starej Rusi z nowym księstwem. Od tej pory drogi Kijowa i przyszłej Moskwy zdecydowanie się rozchodzą. 

Wkrótce zarówno Księstwo Moskiewskie, jak i Kijów zostały najechane przez Mongołów i spustoszone. Moskwa na kolejne 200 lat stała się zależna od Złotej Ordy, co miało fundamentalny wpływ na kształtowanie się kultury politycznej w tym państwie. Dla Kijowa nie miało to aż tak daleko idących konsekwencji – w momencie najazdu Ruś Kijowska była częścią wspólnoty europejskiej od ponad ćwierć tysiąclecia, a wpływy mongolskie trwały tu znacznie krócej niż w przypadku Księstwa Moskiewskiego. Po stu latach zależności lennej od chanów tatarskich księstwa powstałe w wyniku rozbicia dzielnicowego Rusi Kijowskiej trafiły w granice Królestwa Polski i Wielkiego Księstwa Litewskiego, od końca XIV wieku połączonych unią.

Przez kolejnych 300 lat ścieżki rozwoju Rusi Moskiewskiej i Rusi Kijowskiej były całkowicie odmienne. Ziemie kijowskie były częścią państwa polsko-litewskiego, a Moskwa, która w 1480 roku wyzwoliła się spod tatarskich rządów i rosła w siłę, stała się wkrótce naturalnym rywalem Polski. Przez kolejnych 200 lat Polska wraz z Litwą toczyła liczne wojny z Rosją. W tym czasie nawet kontakty między Rusinami a Moskalami były ograniczone – obszary należały do innych państw i kręgów kulturowych, odmienne było ich prawosławie i odmienna była ich kultura polityczna.

W połowie XVII wieku Rzeczpospolita Obojga Narodów znacząco osłabła, do czego przyczyniło się powstanie Chmielnickiego (1648–1654). Chmielnicki podpisał z przedstawicielem carskim ugodę perejasławską, która stanowiła dla Rosji pretekst do kolejnej wojny z Polską, a Ukraina została poddana władzy cara Rosji. Po 13 kolejnych latach wojny polsko-rosyjskiej podpisany został rozejm andruszowski, w wyniku którego Rzeczpospolita bezpowrotnie utraciła Kijów. Wówczas Rosja przejęła władzę nad dzisiejszą stolicą Ukrainy i zaczęła swój imperialny marsz.

Gdzie jest granica cywilizacji?

Wróćmy zatem do Huntingtona. Według niego wewnątrz poszczególnych cywilizacji nie powinno dochodzić do krwawych konfliktów – te zarezerwowane są dla starć na granicach cywilizacji. Gdy zatem w 2014 roku wybuchła między Rosją a Ukrainą wojna, która w 2022 roku przekształciła się w pełnoskalową inwazję Moskwy na Kijów, można było mieć wrażenie, że tezy Huntingtona zostały ostatecznie obalone. 

Jest jednak wręcz przeciwnie. Na Ukrainie toczy się wojna cywilizacyjna par excellence. Amerykański uczony popełnił wszakże fundamentalny błąd, wytyczając granice pomiędzy cywilizacjami i nadając im nazwy. Według jego typologii mamy do czynienia z cywilizacją słowiańsko-prawosławną, obejmującą zarówno Rosję, jak i Ukrainę. Można odnieść wrażenie, że Samuel Huntington idzie naprzeciw rosyjskim tezom o trójjedynym narodzie rosyjskim. 

Trudno jednak poważnie uznać, że np. Grecji bliżej do Rosji niż do Włoch czy Francji. Opieranie granic cywilizacyjnych głównie na przesłance wyznaniowej jest w tym przypadku wyjątkowo bałamutne, gdy się uwzględni przedstawione powyżej różnice historyczne. O „jedności słowiańszczyzny” w obliczu wielowiekowej rywalizacji Warszawy i Moskwy nie ma co nawet wspominać.

Linię graniczną należy zatem narysować w innym miejscu – przebiega ona między Rosją a Europą. Nie bez przyczyny wybitny polski historyk Oskar Halecki twierdził, że cywilizacyjnie Rosja nie jest częścią Europy. Podobnie zresztą od XIX wieku uważa część rosyjskich intelektualistów i geopolityków, wyznawców „eurazjatyzmu”. Rysując zatem linię graniczną między cywilizacjami euroatlantycką z jednej i eurazjatycką (rosyjską) z drugiej strony, możemy dojść do wniosku, że zasadnicza teza Huntingtona błędna nie była. 

Kijów oraz terytoria historycznej Rusi Małej i Białej, czyli dzisiejsze Ukraina i Białoruś, przez stulecia były polem starcia tych dwóch cywilizacji. Przez ostatnich 350 lat były podporządkowane Moskwie, lecz nigdy nie zostały w pełni zrusyfikowane, a dziedzictwo 300 lat przynależności do państwa polsko-litewskiego pozostało tam wciąż istotne. Po upadku komunizmu uzyskały niepodległość, a w wyniku dwóch rewolucji – pomarańczowej w 2004 roku i godności w latach 2013–2014 – Ukraina jasno wybrała przynależność do cywilizacji euroatlantyckiej. Rosja i Putin osobiście za wszelką cenę nie chcą dopuścić, by jej się to udało, by cywilizacja eurazjatycka bezpowrotnie utraciła te tereny.

.Mamy zatem do czynienia z klasyczną wojną cywilizacji – konfliktem euroatlantyzmu z eurazjatyzmem. Wojną, którą wywołała Rosja, by nie dopuścić do rozszerzenia się cywilizacji euroatlantyckiej na Ukrainę, i w której z kretesem przegrywa – nie tylko nie jest w stanie osiągnąć swoich celów, ale bezpowrotnie uczyniła Ukrainę częścią zachodniej cywilizacji. Po krwawym konflikcie i zbrodniach przeciw ludzkości popełnionych przez wojska rosyjskie nie ma szans, by Ukraina pozwoliła sobie na jakikolwiek flirt z „ruskim mirem”, a Rosja jest zbyt słaba, by wymusić to siłą. W niedalekiej przyszłości zapewne to samo stanie się z Białorusią, choć prawdopodobnie nie na drodze wojennej.

Paweł Ukielski

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 listopada 2022