Prof. Timothy SNYDER: Odrażające referenda Rosji

Odrażające referenda Rosji

Photo of Prof. Timothy SNYDER

Prof. Timothy SNYDER

Amerykański historyk, profesor Uniwersytetu Yale. Specjalizuje się w zakresie historii nowożytnego nacjonalizmu oraz dziejów Europy Środkowej i Wschodniej. Włada biegle językiem polskim. Ostatnio nakładem wydawnictwa Znak ukazała się jego książka „Droga do niewolności. Rosja. Europa. Ameryka”.

zobacz inne teksty Autora

Rosyjskie referenda na okupowanych terytoriach Ukrainy to medialne upokorzenie i kolejna odsłona wojennych zbrodni – pisze prof. Timothy SNYDER

Gdy Ukraina przeszła do ofensywy, Rosja ogłosiła, że nie będzie już próbowała organizować „referendów” na okupowanych terytoriach Ukrainy. Następnie jednak, równolegle z wystąpieniem Władimira Putina, polityka ta zmieniła się ponownie i „referenda” są teraz rzekomo przeprowadzane niemal od ręki, praktycznie natychmiastowo. W warunkach wojny. Ludzie usilnie szukają innego określenia tego nonsensu niż „referendum”, ponieważ w rzeczywistym kontekście termin ten jest, delikatnie mówiąc, zwodniczą propagandą.

Najlepiej uznać te działania za manewry medialne. Brakuje bowiem nie tylko podstaw prawnych, by mówić o „referendum”, ale też podstaw merytorycznych, by nazwać to przedsięwzięcie „referendum sfałszowanym”. Fałszerstwa są chaotyczne, ale rzeczywiście istnieją. Tymczasem aktualne działania Rosji są po prostu akcją medialną mającą na celu kształtowanie sposobu myślenia ludzi o okupowanej przez Rosję Ukrainie. Przeprowadzanie referendów w czasie konfliktu zbrojnego i pod groźbą użycia siły byłoby nielegalne, a to wystarczający powód, by całkowicie je zignorować. Problem jednak pozostaje. Owszem, gdyby referenda się odbyły, byłyby rzeczywiście nielegalne. Należy jednak mieć się na baczności, ponieważ określenie ich takimi nie oddaje sedna sprawy. Termin „nielegalne referendum” mógłby przekonać nas, że chociaż wadliwe, głosowanie odbyło się rzeczywiście.

Tymczasem do przeprowadzenia referendum potrzebna jest przede wszystkim infrastruktura. Ta zaś na okupowanych terytoriach po prostu nie istnieje. Oczywiście zostaną nam pokazane zdjęcia starszych pań trzymających kartki papieru, lecz reporterzy nie powinni nawet nazywać ich „kartami do głosowania”. Mało tego, nawet gdyby Rosjanie rzeczywiście posiadali infrastrukturę do głosowania (której nie mają) i nawet gdyby zamierzali rozkazać ludziom żyjącym na okupowanych terytoriach przystąpić do głosowania (czego nie robią), nic by z tego nie wyszło, ponieważ Rosja nie kontroluje w całości żadnego z regionów, w których miałaby odbywać się rzekoma procedura.

Żadne sensowne głosowanie nie mogłoby się odbyć i się nie odbywa. Obecna sytuacja nie ma bowiem nic wspólnego z Ukraińcami ani z tym, w jaki sposób mogliby oddać głos. Wynika z potrzeb Putina. Rosja przegrywa wojnę, więc Putin potrzebuje nowej iluzji. Podobnie jak wszyscy inni tyrani przywódca Rosji popełnił fatalny błąd. Dlatego jego ostatnim aktem będzie upewnienie się, że błąd ten przyniesie zgubę również jego własnym ludziom. Putin musi wysłać rosyjskie rezerwy na Ukrainę i potrzebuje historyjki, która pozwoli mu ukryć, że jego wojna była błędem i Rosja przegrywa. Stąd narracja, że Rosja nie napadła na Ukrainę w celu jej zniszczenia, ale prowadzi wojnę obronną dla dobra swojej ojczyzny. Do wsparcia tej narracji Putin potrzebuje akcji medialnej.

Zdaje sobie sprawę, że większości Rosjan Ukraina nie obchodzi nic ponad to, że dostarcza im telewizyjnej rozrywki w postaci relacji z pola bitwy. Ale wojna idzie tak źle, że wersja telewizyjna staje się trudna do utrzymania. Część Rosjan musi zatem wstać z kanap i ruszyć na front, dlatego wydano ogłoszenie o „częściowej mobilizacji”.

Aby przekonać rosyjskich mężczyzn do podjęcia walki oraz odwieść ich rodziny od buntu, Putin zmienił charakterystykę wojny. Kiedyś była to „specjalna operacja wojskowa” mająca zniszczyć Ukrainę w trzy dni. Teraz jest to wielka walka w obronie cywilizacji. Tylko że wojna obronna musi toczyć się na terytorium Rosji. Właśnie dlatego Władimir Putin musi przedstawić zajęte terytoria odbijane przez Ukraińców jako terytoria rosyjskie. Do tego potrzebne są akcje medialne, dzięki którym może udawać, że odbyły się „referenda” i że ludzie w ukraińskich regionach chcą przyłączenia do Rosji.

Oto magiczna rosyjska transformacja: życzenie tyrana, kilka linijek scenariusza w rosyjskiej telewizji, kilka linijek kodu na stronach internetowych rosyjskich mediów – i sporne terytoria stają się rosyjskie! Ta chwiejna postmodernistyczna improwizacja nie przekona oczywiście nikogo spoza Rosji. Ba, może nie przekonać nawet Rosjan. Niemniej jednak, jeśli Putin podjął taką decyzję, manewry medialne wspierające jego magiczne myślenie muszą odbywać się dalej.

W pewnym momencie rosyjskie media po prostu zaczęły ogłaszać, że przyłączenia do Rosji chce (coś około) 97 proc. mieszkańców obwodu donieckiego, 96 proc. ługańskiego, 86 proc. zaporoskiego i 80 proc. chersońskiego. Te liczby są wyssane z palca. Podawanie ich w odniesieniu do „referendum” czy „głosowania” ma mniej więcej tyle sensu co zestawienie z tymi terminami twierdzenia, które tu sobie teraz napiszę, że 97 proc. mieszkańców Brooklynu pragnie przyłączenia do Missisipi.

Nazywanie wymyślonych liczb niewiarygodnymi jest zwyczajnie od rzeczy. Kiedy wiemy, że coś jest zmyślone, zwykle nie zastanawiamy się, czy moglibyśmy w to mimo wszystko uwierzyć. Ale tak, fikcyjne dane podane w akcji medialnej będą niewiarygodne. I to celowo. Sposób działania rosyjskiej propagandy wyborczej polega na głoszeniu takich kłamstw, aby każdy doskonale wiedział, że są mistyfikacją, by następnie za pomocą siły dowodzić, że jedyną możliwą opcją jest życie tak, jakby kłamstwo to było w istocie prawdą. Otrzymamy więc liczby jak w Korei Północnej, bo tak działa system. Rosyjska akcja medialna jest niedorzeczna. Ale nie śmieszna. Jest odrażająca.

Co z wszystkimi, którzy stracili życie? Co z ponad stu tysiącami Ukraińców, których Rosjanie zabili w Mariupolu? Jak potraktować ich „głosy”? Co z ponad trzema milionami obywateli Ukrainy, których Rosja przymusowo deportowała i z których wielu przebywa teraz w obozach? Regiony, w których zostanie przeprowadzona akcja medialna, zostały miasto po mieście zniszczone przez Rosję.

W każdym okupowanym terytorium wojska Putina pozostawiły masowe groby. Kiedy kilka tygodni temu byłem w Ukrainie, odwiedziłem jeden z takich grobów, a także domy ludzi, którzy stracili członków rodziny. W czasie mojego pobytu armia ukraińska wyzwoliła znaczną część obwodu charkowskiego, odkrywając przy tym kolejne masowe groby, na przykład w Izium. To właśnie w tej rzeczywistości podejmowane są manewry medialne. Głosząc, że ogromna większość Ukraińców chce się do niej przyłączyć, Rosja twierdzi, że Ukraińcy lubią doły śmierci, tortury i deportacje. Że Ukraińcy cieszą się, gdy ich domy są niszczone, i płaczą ze szczęścia na widok miast startych z powierzchni ziemi.

.Trwające rosyjskie ćwiczenia medialne („referenda”) to obrzydlistwo. Kiedy rosyjskie media ogłoszą już zmyślone „wyniki”, Moskwa stwierdzi, że Ukraińcy chcą świętować dokonujące się na nich ludobójstwo, przyłączając się do kraju, który się go dopuszcza. Taka próba publicznego upokorzenia jest łajdacka i godna pogardy. Akcja rosyjskich mediów nie jest niczym więcej niż kolejną rosyjską zbrodnią wojenną.

Timothy Snyder
Tekst w wersji angielskiej; [LINK].

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 1 października 2022
Fot. Reuters/Forum