Cieśnina Gibraltarska zablokowana przez algierskich rebeliantów uzbrojonych przez Iran?

Irański Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) dostarczył algierskim rebeliantom z Frontu Polisario drony bojowe, moździerze HM-16 i rakiety ziemia-powietrze, które mogą być wykorzystane do zablokowania ruchu w Cieśninie Gibraltarskiej, ostrzegają amerykańskie think tanki.
Cieśnina Gibraltarska zablokowana przez algierskich rebeliantów?
.Świat może wkrótce stanąć w obliczu scenariusza, w którym wystrzeliwane z Sahary irańskie pociski zablokują ruch w Cieśninie Gibraltarskiej – przewidują analitycy z Middle East Forum i Foundation for Defense of Democracies.
Podobne obawy ma wielu amerykańskich ustawodawców, którzy domagają się uznania Polisario za organizację terrorystyczną, dowodząc, że Teheran, uzbrajając i szkoląc ten ruch działający na rzecz oderwania Sahary Zachodniej od Maroka, rozszerza swoją sieć agentów na zachodnią część Afryki Północnej u progu Oceanu Atlantyckiego.
Senator Ted Cruz z Partii Republikańskiej tak uzasadniał 13 marca wniosek w tej sprawie: „Irański reżim próbuje przekształcić Front Polisario w Huti Afryki Zachodniej i wykorzystać go do podważenia bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i naszych sojuszników”. Po raz pierwszy Iran zagroził, że może zamknąć zachodnie wejście na Morze Śródziemne w grudniu 2023 r., gdy Izrael rozpoczął wojnę z Hamasem w palestyńskiej Strefie Gazy.
Iran dąży destabilizacji północnej Afryki
.„Wkrótce (USA i Izrael-przyp. red.) mogą się spodziewać zamknięcia Morza Śródziemnego, Cieśniny Gibraltarskiej i innych dróg wodnych” – napisała wówczas irańska państwowa agencja Tasnim, przytaczając słowa jednego z najważniejszych irańskich dowódców, generała Mohammada Rezy Nakdiego, który w IRGC wciąż jest odpowiedzialny za szkolenie wojskowe i ideologiczne zagranicznych bojówek.
Wówczas nie było jasne, w jaki sposób Iran, oddalony w linii prostej od zachodniego krańca Morza Śródziemnego o ponad 5 tys. km, mógłby zrealizować swoje groźby. Ale Teheran już wówczas intensywnie szkolił Polisario, do czego wykorzystywał syryjskie obozy libańskiego Hezbollahu. W kwietniu ubiegłego roku potwierdziły to źródła cytowane przez „Washington Post”, w tym ważny urzędnik Unii Europejskiej.
Również Maroko wielokrotnie ostrzegało przed irańskimi próbami destabilizacji północno-zachodniego rejonu Afryki, dowodząc, że Teheran dostarcza separatystom broń i drony. Rabat przekonywał, że Hezbollah szkoli przywódców Polisario w obozach w Algierii.
Maroko bez stosunków dyplomatycznych z Iranem od maja 2018 r.
.To irańskie poparcie dla Polisario sprawiło, że Maroko zerwało stosunki z Teheranem w maju 2018 r. Marokański minister spraw zagranicznych Nasser Burita potwierdził wówczas, że „Hezbollah, wspierany przez Teheran, zaangażował się w związki wojskowe z Polisario za pośrednictwem ambasady Iranu w Algierii”.
Wspierane przez Algierię Polisario kontroluje pas ziemi na wschodzie i południu Sahary Zachodniej i zawiaduje obozami dla uchodźców saharyjskich w Tindufie w Algierii. Dla Teheranu ta część Afryki, zwana Maghrebem, jest miękkim podbrzuszem Europy i strategicznym miejscem, z którego może „nękać zachodnie interesy daleko od cieśniny Ormuz”, przestrzegł w mijającym tygodniu były wysłannik Białego Domu na Bliski Wschód Jason D. Greenblatt na łamach amerykańskiego portalu Semafor.
Łupnąć i skończyć
.Prezydent USA potrzebuje pewności, iż jego rozkaz uderzenia za pomocą potężnych „bunker bustersów” zakończy wojnę prewencyjną wszczętą przez Izrael. W żadnym bowiem razie Donald Trump nie może sobie pozwolić na wojnę z Iranem – pisze Jan ROKITA.
Donald Trump zrobi wiele, ba… niemal wszystko, aby nie musieć uderzyć na Iran. Jego sławne: „I may do it, I may not”, w odpowiedzi na uporczywe pytania ze strony mediów, świadczy o tym dobitnie. To przecież nic innego, jak dobrze nam znana i ulubiona Trumpa metoda nacisku i szantażu, tym razem mająca trzymać w szachu nie tylko spanikowanych perskich mułłów, ale na dobrą sprawę cały świat. Po historii z megacłami, wprowadzanymi dla postrachu i traktowanymi przez Trumpa jako optymalna metoda negocjacji, nauczyliśmy się już, że jeśli Trump mówi, że MOŻE ci zrobić krzywdę, to znaczy, że bardzo nie chce jej zrobić. Bo jak chce ją zrobić naprawdę, to ją po prostu ROBI, bez oglądania się na przeciwności. Tę oczywistą intuicję wspierają wiarygodne przecieki z Waszyngtonu, takie choćby jak ten opublikowany na portalu Axios, któremu anonimowy współpracownik amerykańskiego przywódcy mówi: „Bardzo chcemy być w tej wojnie niepotrzebni, ale prezydent musi mieć pewność, że nie jesteśmy potrzebni”. Dlatego Trump domaga się od armii pewności, że uderzenie amerykańskimi bunker busters w podziemne fabryki broni nuklearnej, położone w pustynnym środkowym Iranie, daje gwarancję militarnego sukcesu.
.Ta pewność to kluczowa sprawa w całej grze. Ameryka w żadnym razie nie może sobie pozwolić na uwikłanie się w dłuższą i nierozstrzygalną wojnę z Persami. Coś takiego byłoby w dzisiejszych okolicznościach nieszczęściem politycznym dla kraju, a dla samego Trumpa – polityczną katastrofą. Po Iraku i Afganistanie, gdzie USA bezsensownie próbowały siłą zaprowadzić liberalne rządy, prawa kobiet, swobodę aborcji i jeszcze kilka równie nonsensownych rzeczy, Ameryka musi odreagować te własne dziwaczne eksperymenty, podejmowane wcześniej bez sukcesu. Pod tym względem Trump (skądinąd podobnie jak niegdyś Nixon) trafnie i precyzyjnie zdefiniował współczesne interesy swojego kraju. To Amerykanie nie chcą dziś żadnej nowej wojny, a ostatnie badania opinii pokazują, że owa niechęć panuje ponad partyjnymi podziałami i dotyczy zarówno elity społecznej, jak i prostych ludzi z amerykańskiego interioru. I Amerykanie, nie chcąc wojny, intuicyjnie pojmują to, czego dziś potrzebuje Ameryka.
PAP/Tadeusz Brzozowski/MJ








