Co się dzieje we Francji? [Gilles FINCHELSTEIN i Mathieu BOCK-CÔTÉ]

co się dzieje we Francji

Na pytanie o to, co się dzieje we Francji, odpowiadają Gilles Finchelstein i Mathieu Bock-Côté w dyskusji na łamach „Journal du Dimanche”. Główna kwestia, która ich zajmuje, to czy demokracja liberalna jest na wyczerpaniu?

Gilles Finchelstein i Mathieu Bock-Côté – ich wszyscy czytają, w ich opinie wszyscy się wsłuchują

.To dwóch eseistów z uwagą zawsze słuchanych i czytanych przez Francuzów. Gilles Finchelstein jest sekretarzem generalnym Fundacji Jeana Jaurèsa i co tydzień występuje w telewizyjnym programie „Quotidien”. Mathieu Bock-Côté zaś to jedna z czołowych postaci konserwatyzmu, publicysta telewizji CNews, tygodnika „JDNews” i „Le Figaro”. Na łamach tygodnika „Journal du Dimanche” skonfrontowali swoje spojrzenia na sytuację polityczną Francji.

Gilles Finchelstein: „Nasza demokracja ma dziś trzy cechy: jest bezkształtna, niestabilna i łatwopalna”.

Gilles Finchelstein w swojej najnowszej książce diagnozuje „gazowy” stan demokracji francuskiej, w odróżnieniu od stanu „stałego” czy „ciekłego”. „Metafora chemiczna wydała mi się trafna, by porównać różne stany materii z różnymi stanami demokracji. We Francji znaliśmy demokrację w stanie „stałym” w okresie, który nazywam „trzydziestoma chwalebnymi latami demokracji”, rozpoczynającymi się w 1962 roku wraz z referendum konstytucyjnym ustanawiającym powszechne, bezpośrednie wybory prezydenta Republiki. Demokracja miała wówczas formę — podział lewica–prawica — wystarczająco strukturyzującą, by rozumieć zarówno zachowania wyborcze, jak i główne polityki publiczne. Okres ten kończy się w 1992 roku wraz z referendum w sprawie traktatu z Maastricht, które wyznacza początek demokracji w stanie „ciekłym”. W stanie ciekłym demokracja, podobnie jak materia, traci własną formę. Zachowuje polityczne ślady poprzedniej epoki — podział lewica–prawica pozostaje centralny na poziomie wyborczym, lecz coraz mniej strukturyzuje społeczeństwo” – tłumaczy eseista.

Jego zdaniem od 2017 roku i wyboru Emmanuela Macrona na urząd prezydenta weszliśmy w to, co Gilles Finchelstein nazwał demokracją w stanie „gazowym”. „W stanie gazowym materia nie ma ani formy, ani objętości; cząsteczki są ze sobą słabiej powiązane. W tym stanie nasza demokracja ma dziś trzy cechy: jest bezkształtna, niestabilna i łatwopalna. Bezkształtna — nie ma już jednego podziału strukturyzującego debatę publiczną. Niestabilna — mobilność wyborcza stała się normą większościową. I wreszcie łatwopalna, z powodu rosnącej wagi spiskowości i populizmów, z podszytą nimi ideą, że przemoc może być uprawnionym środkiem artykulacji roszczeń. Do tego dochodzi nieufność wobec krajowych instytucji politycznych oraz wobec elity politycznej niemal w całości”.

Gilles Finchelstein: „Bez wątpienia przeżywamy najgłębszy kryzys polityczny od początków V Republiki”.

Gilles Finchelstein twierdzi, że Francja jest dziś w potężnym kryzysie instytucjonalnym. „W demokracji w stanie stałym wybrany prezydent korzystał z silnej legitymacji — zgodnie z intencją generała de Gaulle’a — wynikającej z głosowania w drugiej turze, w której jeden obóz wygrywał z drugim. W stanie gazowym wszystko się zmienia. Wraz z rozdrobnieniem oferty wyborczej legitymacja prezydenta Republiki redukuje się do jego bazy z pierwszej tury. Druga tura staje się jedynie sumą odrzuceń, która nie daje mu własnej legitymacji, co widzieliśmy w 2022 roku. Wybory prezydenckie nie spełniają już swojej funkcji” – przekonuje eseista.

Mathieu Bock-Côté: „Zwarły się siły świata wczorajszego, które za wszelką cenę próbują utrzymać się przy władzy z siłami je kontestującymi i roszczącymi sobie prawo do restauracji demokracji”

Gdy podział na prawicę i lewicę przestaje być podziałem sensownym, zaczynają się inne podziały. Stąd, co zauważa Mathieu Bock-Côté, pojawiające się pomysły opisania opozycji między progresistami a konserwatystami (lub nacjonalistami), między suwerenistami a europeistami, między zwolennikami wolnego handlu a protekcjonistami…

„Rozróżnienia te nie są satysfakcjonujące, bo żadne nie wyczerpuje rzeczywistości politycznej. Powiedziałbym jednak, że dziś rzeczy się krystalizują wraz z ukształtowaniem się „skrajnego centrum”. Zwarły się siły świata wczorajszego, które za wszelką cenę próbują utrzymać się przy władzy z siłami je kontestującymi i roszczącymi sobie prawo do restauracji demokracji”” – mówi Mathieu Bock-Côté.

Eseista zauważa, że demokracja liberalna — którą osobiście uważa on za optymalną formę polityczną — „jest dziś kwestionowana przez tych samych, którzy twierdzą, że jej bronią, a broniona przez tych, którym zarzuca się chęć jej zniesienia. Populiści domagają się dziś polityki referendalnej i sprzeciwiają się wszelkim formom nadzoru czy ograniczania wolności słowa. I odwrotnie, obóz najmniej ufający demokracji to skrajne centrum!”.

Mathieu Bock-Côté: „Od trzydziestu lat wielkie kierunki integracji europejskiej były wyznaczane niezależnie od woli ludu”.

To chyba najmocniejsze zdanie, z jakim wyszedł Mathieu Bock-Côté w rozmowie na łamach „Journal du Dimanche” : „Gdy tylko lud zyskał możliwość wyjścia, skorzystał z niej — albo głosując za Brexitem, albo popierając partie „moralnie zakazane”.

Gilles Finchelstein przekonuje, że wybranie kandydatki lub kandydata Zjednoczenia Narodowego w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 r., oznaczać będzie potężny kryzys konstytucyjny, bowiem Rada Konstytucyjna nie zgodzi się na żadne referendum w sprawie migracji (co jest jednym z punktów programu partii Marine Le Pen i Jordana Bardelli). Mathieu Bock-Côté ripostuje: „Ewentualna blokada referendum w sprawie migracji byłaby postrzegana jako ostateczna autorytarna radykalizacja elity oderwanej od społecznych oczekiwań”.

Co się dzieje we Francji?

Jaka będzie przyszłość tego kraju? Co wydarzy się w trakcie wyborów prezydenckich 2027 roku? Gilles Finchelstein chciałby, aby Francuzi z dumą bronili demokracji liberalnej we Francji, przywracali jej większą legitymację, na nowo wymyślali jej procedury i stawiali na inteligencję Francuzów. Z kolei Mathieu Bock-Côté wierzy w suwerenność ludową.

Mimo sporu, który pojawia się na kartach fascynującej debaty w „Journal du Dimanche”, warto zaobserwować, że eseiści z dwóch tak różnych biegunów ideowych mówią podobnie o Francji, a dokładniej: z podobnym niepokojem.

Wybory prezydenckie 2027 dookreślą szanse, które staną przed Francją. Pytanie, jak zagłosują Francuzi?

Oprac. Arkadiusz Jordan

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 8 lutego 2026