Czy XXI wiek będzie należał do Indii?

Przez dziesięciolecia XXI wiek opisywano głównie jako epokę rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Chin. Tymczasem coraz więcej strategów, ekonomistów i analityków geopolitycznych uważa, że największa historia tego stulecia może dopiero nadchodzić. Jej głównym bohaterem mogą stać się Indie — państwo, które jeszcze niedawno postrzegano głównie jako kraj rozwijający się, a które dziś zaczyna wyrastać na jedno z najważniejszych centrów światowej gospodarki, technologii i demografii.
W nowej mapie świata to właśnie Indie mogą okazać się państwem najlepiej przygotowanym do epoki wielobiegunowości. Są wystarczająco duże, by stać się mocarstwem, ale jednocześnie wystarczająco elastyczne, by nie zostać całkowicie podporządkowane ani Stanom Zjednoczonym, ani Chinom.
Indie mają przewagę, której Europa już nie posiada
Największą siłą Indii jest dziś demografia. To właśnie Indie wyprzedziły Chiny pod względem liczby ludności i stają się największym rezerwuarem młodej siły roboczej na świecie. W czasie gdy Europa starzeje się coraz szybciej, Indie pozostają państwem młodym, dynamicznym i głodnym wzrostu.
Ta przewaga demograficzna zaczyna przekładać się na gospodarkę. Indie rozwijają sektor technologiczny, inwestują w infrastrukturę, przyciągają przemysł przenoszony z Chin i budują własne ambicje kosmiczne oraz cyfrowe.
Nieprzypadkowo największe światowe koncerny coraz intensywniej inwestują właśnie tam. Dla Zachodu Indie stają się alternatywą wobec uzależnienia od Chin. Dla wielu państw Globalnego Południa są natomiast dowodem, że można rozwijać się poza zachodnim modelem politycznym i gospodarczym.
Indie próbują stworzyć własną drogę między USA i Chinami
Najciekawsze w indyjskiej strategii jest jednak to, że New Delhi nie chce być częścią żadnego bloku. Indie współpracują ze Stanami Zjednoczonymi przeciw rosnącej potędze Chin, ale jednocześnie nie chcą stać się amerykańskim wasalem. Kupują broń na Zachodzie, lecz utrzymują również relacje z Rosją. Rozwijają handel z Europą, ale coraz mocniej inwestują także w Azji, Afryce i na Bliskim Wschodzie.
To właśnie dlatego Indie mogą stać się jednym z głównych beneficjentów nowego świata wielobiegunowego. W epoce, w której coraz więcej państw średniej i dużej wielkości próbuje prowadzić elastyczną politykę pomiędzy największymi mocarstwami, Indie wydają się jednym z najbardziej naturalnych kandydatów do roli nowego centrum siły.
Indie chcą być potęgą technologiczną
Jeszcze niedawno Indie kojarzyły się głównie z outsourcingiem i tanimi usługami cyfrowymi. Dziś coraz wyraźniej próbują wejść do światowej czołówki technologicznej. Rozwijają własne programy kosmiczne, inwestują w półprzewodniki, sztuczną inteligencję i infrastrukturę cyfrową.
Wielu analityków uważa, że właśnie technologia będzie decydowała o globalnej hierarchii XXI wieku. Państwa zdolne do kontrolowania AI, danych, sieci cyfrowych i nowoczesnej produkcji przemysłowej mogą zdobyć przewagę większą niż dawniej dawały armie czy surowce naturalne.
To dlatego Indie próbują dziś budować własną suwerenność technologiczną. Nie chcą powtórzyć europejskiego błędu polegającego na zbyt dużym uzależnieniu od zewnętrznych platform i technologii.
XXI wiek może być bardziej azjatycki niż zachodni
Największa zmiana XXI wieku polega być może na tym, że centrum świata przesuwa się z Atlantyku do Azji. To tam koncentruje się coraz większa część ludności, przemysłu, technologii i wzrostu gospodarczego.
Chiny już stały się globalnym mocarstwem. Indie mogą być kolejnym państwem, które dołączy do tej grupy. Jeśli utrzymają tempo rozwoju, za kilkanaście lub kilkadziesiąt lat mogą stać się jednym z filarów światowego systemu.
To nie oznacza automatycznie upadku Zachodu. Oznacza jednak, że świat tworzony przez Europę i Stany Zjednoczone przestaje być jedynym możliwym modelem przyszłości.
A właśnie Indie mogą stać się jednym z symboli tej nowej epoki.
Sebastian Nizio







