Podręcznik szkolny zachęca uczniów, aby nie mieli dzieci, by ratować planetę. Co my robimy? [David LISNARD]

David Lisnard jest merem Cannes i liderem partii Nouvelle Énergie / Nowa Energia. Uznawany jest za jednego z najpoważniejszych kandydatów centroprawicowych w wyborach prezydenckiego 2027 r. Na łamach dziennika „Le Figaro” zwraca uwagę na błąd, jaki czynimy wprowadzając antynatalistyczne treści do podręczników szkolnych. I to w czasie, gdy więcej Francuzów umiera, niż się rodzi.
Licealiści przekonywani są: „najskuteczniejszym sposobem ratowania planety jest posiadanie o jedno dziecko mniej”
Wzburzenie mera Cannes i polityka Nowej Energii spowodował podręcznik szkolny wydawany przez poważne wydawnictwo Nathan, w którym licealiści przekonywani są, że najskuteczniejszym sposobem ratowania planety jest „posiadanie o jedno dziecko mniej”.
Program ideologiczny, który pod pozorem nauki ma kształtować wybory egzystencjalne, wkładany jest do głów uczniów – alarmuje David Lisnard. „Licealiści uczący się „nauk o życiu i Ziemi” z podręcznika wydanego przez Nathan w 2020 roku znajdują w nim wykres zestawiający „rozwiązania ograniczania emisji dwutlenku węgla”, takie jak „życie bez samochodu”, „unikanie lotu transatlantyckiego”, „recykling” czy „wymiana żarówek”. Dla naszych ideologicznych pedagogów to rozwiązania pożądane, lecz dalece niewystarczające, ponieważ na czele listy umieszczają „działanie” zdecydowanie najbardziej „skuteczne” w ratowaniu planety: „posiadanie o jedno dziecko mniej”!
David Lisnard przekonuje, że „szkoła Republiki, której misją jest przekazywanie wiedzy i kształtowanie krytycznego myślenia, staje się tu przekaźnikiem maltuzjańskiej indoktrynacji, w której narodziny dziecka przestają być zarazem naturalną oczywistością i pierwszą z radości, a stają się uciążliwością, której należy unikać. Takie pranie mózgów jest dramatyczne w środowisku szkolnym, tam, gdzie powinien kształtować się rozum krytyczny i przygotowywać przyszłość narodu. Niezbędna neutralność podręczników ustępuje miejsca małym czerwono-zielonym książeczkom. Tym bardziej jest to poważne, że jeśli istnieje jakaś rzeczywista „degeneracja”, to jest nią spadek poziomu nauczania”.
.Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” o kalkulatorze śladu węglowego pisał już Jean-Paul Oury [LINK]. Jak zauważył, na stronie internetowej Doconomy możemy przetestować Lifestyle Calculator 2.0, narzędzie zbudowane zgodnie z Ramową konwencją Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (UNFCCC). Kalkulator ten jest przedstawiany jako „łatwe w użyciu narzędzie ustalania indywidualnego śladu węglowego”. Firma uzasadnia, że „gdy zrozumiemy oddziaływanie naszych decyzji, dużo łatwiej będziemy mogli zmienić nasze zachowanie i dokonać w nim pozytywnych zmian. Kalkulator jest częścią oferty Doconomy i mogą z niego korzystać wszyscy ci, których ambicją jest przekonanie jak największej liczby osób do bardziej zrównoważonego sposobu życia”. Odpowiadając na kilkanaście pytań, otrzymujemy informacje na temat swojego śladu węglowego.
Grafika, która trafiła do podręcznika dla francuskich licealistów, o której pisze David Lisnard, posiłkuje się badaniem opublikowanym w 2017 roku w Environmental Research Letters przez Setha Wynesa i Kimberly Nicholas. Autorzy proponują w nim modelowanie przypisujące rodzicom część przyszłych emisji ich potomków, przy założeniu, że każde pokolenie przez długi czas zachowa obecny poziom śladu węglowego. I na tej podstawie dochodzą do wyniku 58,6 tony ekwiwalentu CO₂ rocznie dla „jednego dziecka mniej”.
Kłamstwo w podręczniku dla uczniów liceów
Tymczasem badanie to zostało zakwestionowane w tym samym czasopiśmie z powodu poważnych błędów metodologicznych: podwójnego liczenia emisji między pokoleniami, projekcji na ponad pięć stuleci przy stałym poziomie emisji oraz pominięcia ścieżek dekarbonizacji. Po przeliczeniu przy realistycznych założeniach inni badacze uzyskują wpływ rzędu 1–2 ton rocznie, czyli trzydzieści do sześćdziesięciu razy mniejszy. Jednocześnie sami autorzy przyznają, że w zależności od przyjętych scenariuszy dekarbonizacji wpływ ten może zostać podzielony przez 17. Podręcznik zachowuje jednak wyłącznie wartość maksymalną skrajnej hipotezy i przedstawia ją jako ustalony fakt naukowy.
„Stawianie na jednej płaszczyźnie zachowania lub gestu technicznego oraz narodzin dziecka oznacza przestanie postrzegać życie jako obietnicę, a zaczęcie traktowania go jak zmiennej korygującej” – pisze David Lisnard.
Warto zauważyć, że dzieje się to, gdy spadek dzietności stał się głównym faktem demograficznym i problemem. We Francji w 2025 roku, po raz pierwszy od 1945 roku, saldo naturalne pokazało się na minusie: 651 000 zgonów wobec 645 000 urodzeń. Wskaźnik dzietności spadł we Francji do 1,56 dziecka na kobietę – najniższego poziomu od 1918 roku.
David Lisnard: działanie przeciwko przyszłości narodu
„Wmawianie naszym licealistom, że narodziny mogą być szkodliwe dla planety, w takim kontekście oznacza towarzyszenie demograficznemu załamaniu, które zagraża samej przyszłości narodu. Żaden naród nie może poświęcić swojej demografii – a więc swojego istnienia – na ołtarzu (w dodatku fałszywego) utylitarnego rachunku CO₂. To właśnie przyszłe pokolenia wytworzą rozwiązania dla wyzwań klimatycznych. Pod warunkiem, że przyjdą na świat” – alarmuje David Lisnard w „Le Figaro”.
Oprac. Arkadiusz Jordan




