Dlaczego ryby karleją?

Ryby karleją nie tylko z powodu intensywnych połowów, ale także wskutek ewolucji wywołanej zmianami klimatu – wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z Polski i Australii, a opublikowanych w czasopiśmie „Science”.

35 proc. łowisk jest przeeksploatowanych

.Prof. Jan Kozłowski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, jako pierwszy autor publikacji, wraz z zespołem opracował model, który wyjaśnia to zjawisko i pozwala prognozować jego skutki dla przyszłych połowów. Pokazuje on, że ryby „decydują”, jak wykorzystać energię – czy przeznaczyć ją na wzrost, czy na rozmnażanie.

– Wzrost to inwestycja w przyszłość. Jeśli ryby częściej giną, na przykład przez połowy lub wyższą temperaturę wody, ta inwestycja przestaje się opłacać – wyjaśnił w rozmowie z PAP prof. Jan Kozłowski. Jak dodał, w takiej sytuacji lepiej wcześniej osiągnąć dojrzałość i przeznaczyć więcej energii na rozród.

W efekcie kolejne pokolenia ryb dojrzewają szybciej i osiągają mniejsze rozmiary. Badacz podkreślił, że dotyczy to zarówno wpływu rybołówstwa, jak i zmian klimatu. – Każdy wzrost śmiertelności działa w tym samym kierunku – sprzyja mniejszym rozmiarom ciała. Dotyczy to zarówno odławiania ryb, jak i ocieplenia wód, a także innych czynników, jak zanieczyszczenie środowiska – wyjaśnił.

Naukowcy wskazali, że ewolucja, którą jeszcze niedawno uważano za proces bardzo powolny, może zachodzić znacznie szybciej. – Ewolucja może przebiegać w ciągu kilku lub kilkunastu pokoleń, jeśli zmieniają się warunki środowiska – powiedział prof. Kozłowski.

Dotychczasowe modele stosowane w rybołówstwie nie uwzględniały tych procesów. Opierały się na uproszczonych założeniach dotyczących wzrostu ryb i liczby składanych jaj oraz ignorowały wpływ ewolucji na populacje.

– Wprowadziliśmy ewolucję do modeli dotyczących rybołówstwa i pokazaliśmy, że nie można jej ignorować – wskazał naukowiec z UJ. Nowy model został przetestowany na danych ponad 2000 gatunków ryb i dobrze odtwarza ich wzrost oraz wiek dojrzewania. Pokazuje też, że duże samice mają kluczowe znaczenie dla reprodukcji.

– Jedna samica o masie 10 kg złoży znacznie więcej jaj niż dziesięć samic o masie 1 kg – zaznaczył badacz.

Uwzględnienie procesów ewolucyjnych zmienia prognozy dla rybołówstwa. Jak wynika z badań, do 2100 roku połowy 43 kluczowych gatunków ryb mogą spaść o ok. 22 proc., jeśli uwzględnić ich zmniejszanie się. Bez tego czynnika spadek wyniósłby ok. 14 proc.

Z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) z 2025 roku wynika, że już dziś 35 proc. łowisk jest przeeksploatowanych. Jednym z przykładów zmian jest dorsz bałtycki – między 1996 a 2019 rokiem jego maksymalna długość spadła z 115 do 54 cm, a rozmiar dojrzewania zmniejszył się z 40 do 20 cm.

Naukowcy podkreślili, że ocieplenie oceanów dodatkowo pogarsza sytuację. – Jeśli zmiany będą szybsze, sytuacja może być jeszcze gorsza – ostrzegł prof. Kozłowski.

Ryby karleją stopniowo. Czy da się to powstrzymać?

.Zmniejszanie się ryb ma znaczenie nie tylko dla gospodarki, ale także dla bezpieczeństwa żywnościowego. Choć w Polsce może to nie być szczególnie odczuwalne, w wielu regionach świata sytuacja jest znacznie poważniejsza. – Dla setek milionów ludzi ryby to podstawowe źródło białka. To nie jest kwestia luksusu – zwrócił uwagę badacz.

Zdaniem naukowców konieczne są zmiany w zarządzaniu rybołówstwem. Jednym z kluczowych działań powinna być lepsza ochrona dużych osobników. – Najlepszym rozwiązaniem jest rozwój dużych rezerwatów morskich, gdzie ryby mogą dorastać do dużych rozmiarów i się rozmnażać. Ich potomstwo może potem zasilać obszary, gdzie prowadzi się połowy – uważa prof. Kozłowski. Na pytanie, czy te zmiany można odwrócić, nie ma prostej odpowiedzi. Jak wyjaśnił badacz, wszystko zależy od tego, czy w populacji zachowa się odpowiednia różnorodność genetyczna.

– Dopóki istnieją geny umożliwiające powrót do wcześniejszej strategii, proces jest odwracalny. Szybkie zmiany ewolucyjne polegają na zmianach częstości genów, a nie ich zanikaniu – tłumaczył. Zastrzegł jednak, że jeśli pewne warianty genów znikną, powrót do większych rozmiarów będzie bardzo trudny i długotrwały. – Powstawanie nowych genów to rzadkie zjawisko. Dlatego lepiej zapobiegać niż próbować odwracać skutki zmian – dodał.

Badacze uważają, że kluczowe jest ograniczenie presji połowowej, ochrona dużych ryb oraz rozwój obszarów chronionych w morzach. Istotne jest także spowalnianie zmian klimatu.

– Jeśli zmiany zachodzą wolniej, przyroda ma większą szansę sobie z nimi poradzić – podsumował prof. Kozłowski.

Lasy i woda. Próba odpowiedzi

.Na ile lasy mogą zatrzymywać wodę opadową, zależy od ich rodzaju, struktury oraz sposobu zarządzania nimi – pisze Andrzej TALARCZYK

Przy okazji powodzi na Dolnym Śląsku w mediach społecznościowych pojawiła się narracja o tym, jakoby gospodarka prowadzona w tamtejszych lasach górskich była jednym z czynników, które zwiększyły rozmiar katastrofy czy nawet bezpośrednio ją spowodowały. Przy czym „gospodarka” jest tu eufemizmem, w rzeczywistości mogliśmy przeczytać: „wycinanie lasów”, „rabunkowa gospodarka”, „rzeź drzew” itp.

Temat stał się jednym z frontów wojny politycznej toczonej w mediach społecznościowych. Niedawno jednak podobne tezy usłyszałem w niedzielnej dyskusji na Kanale Zero z ust doświadczonych dziennikarzy, którzy traktowali je jak niewymagający dowodzenia pewnik. No więc jak to jest z lasami i wodą w Sudetach Zachodnich?

Dzisiejszy wygląd lasów w Sudetach Zachodnich jest konsekwencją ich złożonej historii. Pierwotnie rósł tu las mieszany z przewagą gatunków liściastych. Na przełomie XIX i XX w. ówcześni niemieccy właściciele tych gruntów sadzili na nich świerki, które w ówczesnych uwarunkowaniach gospodarczych dawały nadzieję na szybki zysk (oczywiście w skali czasowej leśnictwa, czyli po jakichś 70 latach). W dodatku często sprowadzano nasiona z odległych rejonów nizinnych (np. z Niderlandów), z których wyrastały drzewa niedostosowane do sudeckiego klimatu. W tej chwili te drzewostany mają ponad sto lat i zamierają.

Szczególnie przejmującą ilustracją tego problemu była katastrofa ekologiczna, jaka miała miejsce w latach 80. ubiegłego wieku. Na niedostosowane monokultury świerkowe zaczęły opadać tzw. kwaśne deszcze wywołane intensywną industrializacją w PRL, Czechosłowacji i NRD. Doprowadziło to do zamarcia 39 proc. wszystkich lasów w Górach Izerskich.

Leśnicy w innych obszarach Sudetów Zachodnich cały czas mierzą się z tym dziedzictwem historycznym, zamieniając dożywające swoich dni drzewostany świerkowe na bardziej naturalne lasy mieszane jodłowo-bukowo-jaworowe. Turyści, widząc często wycięte świerki i pozostałe po nich tereny, mogą mieć wrażenie, że dzieje się tu coś nietypowego. I w pewnym sensie mają rację, tylko, że nie jest to „rabunkowa gospodarka leśna”, jak chcieliby niektórzy ekoaktywiści, lecz planowa przebudowa, która zapewni tu obecność lasów dla następnych pokoleń.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/andrzej-talarczyk-lasy-i-woda/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 marca 2026