Dwie Cerkwie i dwie postawy wobec wojny na Ukrainie

Wojna rosyjsko-ukraińska to też starcie cywilizacyjne, w którym religia jest narzędziem do legitymizacji działań obu stron – pisze dr Andrzej Szabaciuk z Katedry Teorii Polityki i Studiów Wschodnich KUL oraz analityk Instytutu Europy Środkowej w książce „Między »russkim mirom« a duchową niezależnością”.

„Konflikt rosyjsko-ukraiński wykracza daleko poza ramy konwencjonalnej wojny, ewoluując w starcie cywilizacyjne”

.Cerkwie mogą wspierać demokratyzację państwa oraz gospodarkę wolnorynkową lub rosyjski model autorytaryzmu i gospodarkę zdominowaną przez oligarchów” – tłumaczy dr Szabaciuk w książce opublikowanej przez Instytut Europy Środkowej.

Publikacja dotyczy m.in. postaw cerkwi na Ukrainie wobec rosyjskiej agresji oraz rywalizacji dwóch głównych kościołów prawosławnych – utworzonej w 2018 r. poprzez zjednoczenie niezależnych struktur cerkiewnych autokefalicznej (autonomicznej) Cerkwi Prawosławnej Ukrainy oraz Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego – które przyjmują odmienne postawy wobec wyzwań geopolitycznych Ukrainy.

„Cerkiew Prawosławna Ukrainy (oraz jej poprzedniczki) aktywnie wspiera procesy demokratyzacji, desowietyzacji i derusyfikacji (…) a autokefalia jest postrzegana jako niezbędny atrybut niepodległego państwa. W opozycji do tego modelu stoi Patriarchat Moskiewski, który poprzez sakralizację wojny i wsparcie dla autorytarnego reżimu w Rosji, dąży do restytucji imperialnej dominacji oraz delegitymizacji ukraińskich władz jako »instrumentu Zachodu«” – pisze Szabaciuk.

Jak tłumaczy, według doktryny »russkogo mira« (czyli rosyjskiej koncepcji neoimperialnej) prawosławie może łączyć Ukraińców, Rosjan i Białorusinów w duchu tradycji religijnej Rusi Kijowskiej i moskiewskiej ortodoksji. Natomiast z punktu widzenia zwolenników ukraińskiej autonomii cerkiewnej i „duchowej niezależności” prawosławie kijowskie jest „odrębną tradycją eklezjalną”, która została częściowo zawłaszczona przez Rosję i spolityzowana w duchu rosyjskiego nacjonalizmu. „Wspieranie (…) dążenia do uzyskania autonomii i autokefalii, łączą się z określonymi, prozachodnimi aspiracjami ukraińskich elit” – pisze ekspert.

Cerkwie reprezentujące nurt autokefaliczny – według Szabaciuka – wykorzystały wydarzenia związane z agresją Rosji na Ukrainę w 2014 i 2022 r. „do zerwania wielowiekowej zależności od Rosji”, jednoznacznie popierając prozachodnie ambicje Ukrainy, w tym integrację z UE i NATO, jako gwarancję „duchowej niezależności” i suwerenności państwowej. „Geopolityczny wybór Zachodu jest (tutaj-PAP) tożsamy z cywilizacyjnym zerwaniem kolonialnych zależności z Federacją Rosyjską i Patriarchatem Moskiewskim” – pisze ekspert.

Natomiast Cerkiew rosyjska – jak tłumaczy Szabaciuk – traktuje Ukrainę jako część swojego terenu kanonicznego, dlatego delegitymizuje autokefaliczną Cerkiew Prawosławną Ukrainy jako strukturę „schizmatycką”, „projekt polityczny” i blokuje jej uznanie w świecie prawosławnym.

Ten spór religijny – w ocenie eksperta – splata się z historią i kulturą. „Rosyjska negacja ukraińskiej państwowości znajduje swoje uzasadnienie w micie »Świętej Rusi«, podczas gdy dla Ukrainy derusyfikacja sfery sacrum jest aktem ostatecznej dekolonizacji i niezbędnym dopełnieniem suwerenności politycznej” – napisał.

Konflikt ten – zdaniem Szabaciuka – ma też wymiar ustrojowy i dotyczy sporu o model relacji państwo–Kościół oraz uznania demokratycznych zmian w Ukrainie. Jego zdaniem stawką w tej wojnie jest nie tylko przetrwanie państwa ukraińskiego, lecz także „przyszłość Ukrainy jako projektu tożsamościowego – w wymiarze ideologicznym, religijnym i cywilizacyjnym”.

„Konflikt rosyjsko-ukraiński wykracza daleko poza ramy konwencjonalnej wojny, ewoluując w starcie cywilizacyjne, w którym płaszczyzna religijna stała się centralną osią legitymizacji działań obu stron” – pisze Szabaciuk.

Szabaciuk podkreśla, że w realiach wojny zarówno po stronie rosyjskiej, jak i ukraińskiej następuje mechanizm sekurytyzacji religii, czyli procesu, w którym religia przestaje być tylko sprawą prywatną, a jest postrzegana jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Przejawem tego jest m.in. uchwalona w Ukrainie 20 sierpnia 2024 r. ustawa, która zakazuje działalności Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i powiązanych z nią organizacji na terytorium Ukrainy, gdyż została ona uznana za „ideologiczne zaplecze reżimu agresora” współuczestniczące w zbrodniach wojennych i propagandzie »russkogo mira«. Według ustawy organizacja, która szerzy tę ideologię lub współpracuje z okupantem, może zostać zlikwidowana przez sąd.

Nowe uregulowania prawne – przypomina Szabaciuk – były konsekwencją jednoznacznego wsparcia przez patriarchę Moskwy i całej Rusi Cyryla rosyjskiej agresji na Ukrainę, a także ujawnienia kilkudziesięciu przypadków kolaboracji duchownych i szerzenia przez nich ideologii »russkogo mira«.

Dwie ukraińskie cerkwie są na przeciwstawnych biegunach

.Zapisy ustawy wywołały kontrowersje i były krytykowane jako naruszające prawo do wolności religii i wyznania. To z kolei – jak przypomina Szabaciuk – cynicznie wykorzystywała w wojnie informacyjnej Rosja i Rosyjska Cerkiew Prawosławna do rozpowszechniania opinii o rzekomym prześladowaniu w Ukrainie chrześcijan. Działania Ukrainy przedstawiane jako „prześladowanie kanonicznego prawosławia” wykorzystywano też do osłabiania międzynarodowego poparcia dla walczącej Ukrainy.

Pogłębiający się wielowymiarowy konflikt rosyjsko-ukraiński, według eksperta, wzmocnił też na Ukrainie postrzeganie znaczenia i roli religii w kształtowaniu tożsamości narodowej. Przywołuje w tym kontekście badania ukraińskiego Centrum Razumkowa, które wskazują, że w 2000 r. aż 53 proc. respondentów sprzeciwiało się „narodowej orientacji” związków wyznaniowych, a 29 proc. to popierało. Natomiast w 2024 r. proporcje te całkowicie się odwróciły – grupa przeciwników skurczyła się do 27 proc., a zwolenników wzrosła do 52 proc. ogółu badanych.

„Przyszłość Cerkwi prawosławnej w Ukrainie – a wraz z nią kierunek rozwoju cywilizacyjnego całego państwa – będzie zależeć od zdolności elit cerkiewnych i politycznych do trwałego przełamania moskiewskiego modelu symfonii (władzy politycznej i cerkwi – PAP) na rzecz suwerennego, demokratycznego i prozachodniego porządku instytucjonalnego, przy jednoczesnym zachowaniu równowagi między bezpieczeństwem narodowym a wolnością religijną. W tym sensie »duchowa niezależność« pozostaje nie tylko projektem stricte cerkiewnym, lecz jednym z kluczowych filarów ukraińskiej suwerenności w XXI w.” – pisze Szabaciuk.

Z badań Centrum Razumkowa z 2024 r. wynika, że dominującym wyznaniem na Ukrainie jest prawosławie, z którym identyfikuje się ok. 55 proc. badanych. Około 10-12 proc. stanowią grekokatolicy. 18 proc. badanych nie utożsamia się z żadna religią.

Wśród osób określających się jako „prawosławni” ponad 70 proc. badanych definiuje się jako wierzący, 19 proc. – jako wątpiący. Pozostali wahają się między wiarą a jej brakiem, deklarują się jako niewierzący lub obojętni wobec religii. Według badaczy oznacza to, że przynależność do prawosławia dla wielu osób ma charakter bardziej społeczno-kulturowy lub etniczny niż religijny.

22 proc. respondentów stwierdziło, że po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej agresji na Ukrainę w 2022 r. stali się bardziej religijni.

Publikacja „Między »russkim mirom« a duchową niezależnością. Cerkwie prawosławne w Ukrainie wobec konfliktu rosyjsko-ukraińskiego po 2014 roku” autorstwa dr. Szabaciuka jest dostępna w całości na stronie internetowej Instytutu Europy Środkowej w Lublinie.

Rosja. Dyktat braku wyboru?

.a odwiedzających Rosję spogląda twarz 65-letniego polityka – z plakatów pełnych dumnych haseł „Silny prezydent – silna Rosja”, obok których jednak tak często możemy zobaczyć inne, proszące o pomoc, o zbiórkę pieniędzy na leczenie w Izraelu czy Europie Zachodniej, bo tych problemów Rosja nie potrafi rozwiązać, chociaż stalowy wzrok niebieskich oczu prezydenta jest nieprzejednany.

Wszystko ma być takie proste. Persona, która zatrzymała faszystów ocierających się o granice Świętej Rusi, która przywróciła Krym do macierzy, która broni interesów Rosji w świecie, powinna osiągnąć taki wynik, jaki sobie tylko wymarzy; mówiono o 70% na 70% (frekwencja i wynik wyborczy). Jednak ludzie zapominają o tych sukcesach.

Od dumy z tego, że po raz kolejny Rosja wstaje z kolan, ważniejszy jest uciążliwy problem zakupu dobrego sera bądź wina produkowanego w Europie Zachodniej.

Krym dziś raczej kojarzony jest ze słowami premiera Miedwiediewa, skierowanymi do emerytów, że pieniędzy dla nich w budżecie nie ma, ale „niech się trzymają”, bo w końcu indeksacja nadejdzie. Sam premier nie rozumie problemów ludu, mając na swojej daczy osobny budynek dla kaczek. Nie pomogły też sukcesy w Syrii, obrona interesów innego dyktatora, która mało interesowała rosyjską opinię publiczną, kiwającą nad tym głową, podobnie jak nad kolejnymi popisami retoryki Władimira Żyrinowskiego w programach publicystycznych.

Rosjanie także w tym boju wyborczym dostali kontrkandydatów. Realną alternatywą miała okazać się Ksenia Sobczak, atakowana z każdej strony i doprowadzona do łez w jednej z ostatnich debat. Jak sama mówi, nazywa Putina prywatnie „wujkiem Wowa”. Mogła być ciekawą postacią, tak jak Ziuganow, człowiek, który otarł się już kiedyś o sukces, walcząc w II turze z Jelcynem, albo jak kandydat komunistów Paweł Grudinin, na którego jednak znalazł się niejeden kwit. Tylko Władimir Żyrinowski pozostał sam na placu boju, bez swego ulubionego, komunistycznego oponenta, ratując się odwiedzaniem stołówek studenckich i mówiąc, że jedzenie jest teraz świetne, bo rosyjskie.

Mickiewicz napisał kiedyś:

Ale gdy słońce wolności zaświeci,
Jakiż z powłoki tej owad wyleci?
Czyż motyl jasny wzniesie się nad ziemię,
Czy ćma wypadnie, brudne nocy plemię?

Z przemian lat 90., okresu rozpadu Związku Radzieckiego, lat Borysa Nikołajewicza Jelcyna, wciąż wspominanego rzewnie przez Zachód, narodziła się sytuacja, którą mamy dziś. Zabetonowany system, który czasem jednak kruszeje. Gleb Pawłowski, dawniej naczelny „polittechnolog” Kremla, zwykł mawiać, że dzisiejsza władza w Rosji ma jeden zasadniczy problem – brak treści, którą mogłaby wypełniać i żyrować swoje dokonania, brak podbudowy ideologicznej.

Władza istniejąca dla samej władzy może zostać łatwo wywrócona przez kryzys ekonomiczny, przez niechęć społeczną, dziś przez sankcje, a nawet ich zapowiedź.

Związek Radziecki, poszerzając swoje panowanie w Europie i Azji, wiedział, co robić, mógł zajrzeć do instrukcji obsługi napisanej przez kilku dosyć ponurych klasyków i stwierdzić: „Wot, sytuacja rewolucyjna, kraj zacofany, droga nr 5”. Owszem, bywało, że nakłady finansowe ponoszone przez imperium nie dawały oczekiwanych rezultatów, czasem może z wyjątkiem budowy jakiegoś stadionu czy huty w kraju Trzeciego Świata, ale jednak dawały jakieś oparcie, wiarę, że jednak można. Dziś można było zająć Krym, wkroczyć na teren wschodniej Ukrainy, spacyfikować Czeczenów, ale każde z tych działań było rozpaczliwym krzykiem: „Zacznijcie nas doceniać, zobaczcie w nas imperium” (chociaż w działaniu XIX-wieczne), była to prowizorka, a nie długofalowa polityka.

Gdy wsłuchujemy się w słowa głoszone przez Kreml i jego zwolenników, czasem możemy mieć wrażenie, że są to ludzie, którzy zażyli „pigułkę Murti-Binga”, mongolskiego filozofa z powieści Witkiewicza „Nienasycenie”, który zdołał wyprodukować środek przenoszący światopogląd drogą organiczną, a ten, kto tego spróbował, zmieniał się zupełnie. Mieliśmy więc już władzę, która potrafiła z jednej strony mówić dobrze o potędze Związku Radzieckiego, doceniać jego osiągnięcia, wspominać wielkich czynowników, by jednocześnie brać udział w prawosławnych liturgiach, pomagać w budowie i restaurowaniu obiektów Cerkwi prawosławnej. Widzieliśmy prezydenta Rosji odwiedzającego rokrocznie patriarchę Moskwy i wręczającego mu białe róże na urodziny, a następnie wspominającego, że zabalsamowane zwłoki Lenina na placu Czerwonym przypominają mu cudownie zachowane relikwie prawosławnych świętych, tylko bez cudu. Do prawosławia wedle danych podawanych przez Cerkiew przyznaje się dziś nawet 70% Rosjan, jednak do cerkwi chodzi mniej niż 10%. Trudno w wielonarodowej, wieloetnicznej i kulturowej przestrzeni opierać się wyłącznie na Cerkwi.

Do walki o dusze i wielkość władzy zaprzęga się wielu. Dziś można kupić opasłe tomy wydawane przez Dugina od Serbii po Amerykę Łacińską, w Moskwie można sięgnąć po historyków dowodzących, że wszystko, co ważne na świecie, wynaleźli Rosjanie (taki XXI-wieczny odpór na Czaadajewa). Mamy także wielu intelektualistów, którzy już lata temu obrali reakcje przystosowawcze i obronne wobec reżimu i wobec których władza jest silna i pewna siebie – na ich poparcie bądź ciche przyzwolenie może liczyć, bez jawnego poddawania społeczeństwa ideologicznemu przymusowi.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/dariusz-plochocki-rosja-dyktat-braku-wyboru/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 lutego 2026