Francja i widmo kryzysu zadłużenia przed wyborami prezydenckimi

Francja przez lata mogła odkładać najtrudniejsze reformy. Dziś jednak wzrost gospodarczy słabnie, deficyt pozostaje wysoki, a koszty obsługi długu rosną. Coraz więcej ekonomistów ostrzega, że wybory prezydenckie 2027 mogą odbywać się w cieniu największego wyzwania dla państwa od dekad: kryzysu finansów publicznych.
.Jeszcze kilka lat temu samo porównanie Francji do Grecji mogłoby zostać uznane za prowokację. Francja pozostaje przecież drugą gospodarką strefy euro, jednym z filarów Unii Europejskiej, państwem dysponującym bronią atomową, stałym miejscem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i ogromnym wpływem politycznym na kontynencie. Trudno wyobrazić sobie kraj bardziej odległy od obrazu Grecji z czasów kryzysu zadłużeniowego.
A jednak coraz częściej we francuskiej debacie publicznej pojawia się pytanie, które jeszcze niedawno znajdowało się wyłącznie na marginesie analiz ekonomicznych. Nie brzmi ono już: czy finanse publiczne Francji są w dobrej kondycji? Pytanie brzmi: jak długo Francja będzie mogła finansować swoje wydatki bez poważnego kryzysu zaufania ze strony rynków finansowych?
W ciągu ostatnich miesięcy niemal wszystkie wskaźniki zaczęły wysyłać sygnały ostrzegawcze. Wzrost gospodarczy wyhamował niemal do zera. Bezrobocie ponownie zaczęło rosnąć. Rynek nieruchomości pozostaje osłabiony. Konsumpcja gospodarstw domowych spada. Deficyt publiczny utrzymuje się na poziomie znacznie wyższym od unijnych limitów. Zadłużenie państwa przekroczyło poziom, który jeszcze kilkanaście lat temu wydawał się niewyobrażalny.
Najważniejsze jest jednak coś innego: przez wiele lat Francja mogła pozwolić sobie na odkładanie reform. Korzystała z niskich stóp procentowych, silnej pozycji w strefie euro oraz przekonania inwestorów, że państwo francuskie jest zbyt ważne, aby mogło znaleźć się w sytuacji zagrożenia niewypłacalnością.
To przekonanie nadal istnieje. Nie jest już jednak tak bezwarunkowe jak jeszcze kilka lat temu.
Francja nie jest Grecją, ale to nie oznacza bezpieczeństwa
Porównanie do Grecji ma oczywiście swoje ograniczenia. Skala obu gospodarek jest nieporównywalna. Struktura przemysłu jest inna. Inna jest również pozycja polityczna. Jednak kryzysy zadłużeniowe rzadko zaczynają się od samego poziomu długu. Najczęściej zaczynają się od utraty zaufania.
Kiedy inwestorzy zaczynają wierzyć, że państwo nie jest zdolne do ograniczenia wydatków, koszty finansowania długu rosną. Wyższe oprocentowanie oznacza większe wydatki budżetowe. Większe wydatki oznaczają jeszcze większy deficyt. Większy deficyt prowadzi do kolejnego wzrostu kosztów obsługi długu. W ten sposób powstaje spirala, którą bardzo trudno zatrzymać.
Właśnie dlatego ekonomiści coraz częściej zwracają uwagę nie na sam poziom zadłużenia Francji, lecz na brak politycznej zgody dotyczącej sposobu jego ograniczenia.
Przez lata kolejne rządy odkładały najtrudniejsze decyzje. Wydatki publiczne rosły szybciej niż gospodarka. Kolejne reformy były osłabiane lub wycofywane pod presją ulicznych protestów. Państwo stawało się coraz droższe, a jednocześnie coraz mniej zdolne do finansowania własnych zobowiązań.
Problem polega na tym, że kampania prezydencka 2027 może jeszcze bardziej utrudnić podejmowanie niepopularnych decyzji.
Wybory 2027 mogą stać się referendum nad finansami publicznymi
Od miesięcy francuska debata polityczna koncentruje się wokół bezpieczeństwa, migracji, przestępczości, kryzysu integracji, pozycji Francji w Europie oraz wojny na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. Są to tematy ważne i obecne w strategiach niemal wszystkich kandydatów.
Jednak za tymi sporami kryje się pytanie bardziej fundamentalne: skąd państwo będzie miało pieniądze na realizację wszystkich obietnic?
Przyszły prezydent obejmie urząd w sytuacji znacznie trudniejszej niż Emmanuel Macron w 2017 roku. Nie będzie mógł liczyć ani na wyjątkowo tanie finansowanie długu, ani na szybki wzrost gospodarczy, ani na względny spokój międzynarodowy.
Każda propozycja dotycząca bezpieczeństwa, armii, edukacji, ochrony zdrowia, polityki rodzinnej czy transformacji energetycznej będzie musiała zostać skonfrontowana z tym samym pytaniem: kto za to zapłaci?
Właśnie dlatego wybory 2027 mogą stać się pierwszą od wielu lat kampanią prezydencką, w której finanse publiczne nie będą jedynie dodatkiem do debaty politycznej, ale jednym z jej głównych tematów.
Europejski Bank Centralny jako ostatnia linia obrony
Wśród ekonomistów coraz częściej pojawia się scenariusz, który jeszcze niedawno wydawał się mało prawdopodobny.
Jeżeli Francja znalazłaby się pod silną presją rynków finansowych, konieczna mogłaby okazać się interwencja Europejskiego Banku Centralnego. Dla strefy euro upadek zaufania do francuskiego długu byłby wydarzeniem o znaczeniu historycznym. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której Europejski Bank Centralny pozwoliłby drugiej gospodarce unii walutowej wejść w niekontrolowany kryzys.
Pomoc nie byłaby jednak darmowa. Historia kryzysów zadłużeniowych pokazuje, że wsparcie zewnętrzne niemal zawsze wiąże się z warunkami. Oznacza reformy. Oznacza oszczędności. Oznacza ograniczenie swobody prowadzenia polityki gospodarczej.
To właśnie ta perspektywa budzi największy niepokój części francuskich ekonomistów. Nie obawiają się oni nagłego bankructwa państwa. Obawiają się raczej stopniowej utraty zdolności samodzielnego decydowania o własnej polityce budżetowej.
Koniec epoki łatwych wyborów
Przez dziesięciolecia francuska polityka mogła funkcjonować w warunkach względnego komfortu. Partie rywalizowały ze sobą, proponując nowe wydatki, nowe programy społeczne i nowe interwencje państwa. Coraz więcej wskazuje jednak na to, że ten model zbliża się do swoich granic.
Niezależnie od tego, czy zwycięzcą wyborów zostanie Jordan Bardella, Édouard Philippe, Gabriel Attal, Bruno Retailleau, Jean-Luc Mélenchon czy inny kandydat, będzie musiał zmierzyć się z tym samym problemem. Nie będzie nim wyłącznie migracja. Nie będzie nim wyłącznie bezpieczeństwo. Nie będzie nim wyłącznie miejsce Francji w Europie.
Najtrudniejszym wyzwaniem może okazać się odbudowanie równowagi finansów publicznych państwa, które przez lata żyło ponad swoje możliwości.
Dlatego najważniejsze pytanie wyborów prezydenckich 2027 może nie brzmieć: kto będzie rządził Francją? Coraz bardziej prawdopodobne jest, że prawdziwe pytanie będzie inne. czy przyszły prezydent zdoła uchronić Francję przed jej własnym greckim momentem?
Arkadiusz Jordan
Paryż





