Francja Humanistyczna. Dominique de Villepin zakłada partię na wybory prezydenckie?

Francja Humanistyczna

Były premier i były szef MSZ Francji Dominique de Villepin poinformował 24 czerwca, że tworzy nową partię polityczną o nazwie Francja Humanistyczna. 71-letni polityk był współpracownikiem prezydenta Jacques’a Chiraca na początku XXI wieku i wciąż cieszy się popularnością.

Francja Humanistyczna. Dominique de Villepin zakłada nową partię

.W rozmowie z dziennikiem „Le Parisien” Dominique de Villepin powiedział, że chce stworzyć „ruch idei i obywateli” i że nową partią kierował będzie samorządowiec Benoit Jimenez. Media francuskie interpretują decyzję byłego premiera jako krok w kierunku zgłoszenia jego kandydatury w wyborach prezydenckich, które mają się odbyć w 2027 roku. On sam jednak nie zadeklarował otwarcie takich zamiarów.

Dominique De Villepin, szef MSZ w latach 2002-2004 i premier w latach 2005-2007, jest obecny w mediach. Wypowiada się na tematy międzynarodowe, jak wojna Rosji przeciwko Ukrainie, wojna w Strefie Gazy, czy obecny konflikt zbrojny Izraela z Iranem. Jednak jego popularność nie przekłada się na poparcie polityczne. Gdy w 2012 roku próbował rywalizować z Nicolasem Sarkozym, poparcie dla niego w sondażach nie przekraczało 3 procent głosów. Zrezygnował wówczas z kandydowania.

Obecnie pamiętane jest przede wszystkim jego przemówienie na forum ONZ w 2003 roku, gdy sprzeciwił się interwencji amerykańskiej w Iraku. Odwrócenie się Francji od USA przed tą interwencją było potem oceniano jako najlepsze posunięcie ówczesnego prezydenta Jacques’a Chiraca na arenie międzynarodowej. W wyborach w 2027 roku obecny prezydent Emmanuel Macron nie będzie już mógł kandydować – sprawuje obecnie drugą kadencję. O zamiarze startu w wyborach poinformował jego dawny współpracownik, były premier Edouard Philippe. Po raz czwarty zamierza ubiegać się o prezydenturę liderka skrajnej prawicy Marine Le Pen.

Rządzący muszą muszą przestać kłamać, przestać pogardzać obywatelami

.Potrzebna jest prawdziwa globalna świadomość, katharsis, prawie rewolucja. Rządy, zwłaszcza francuski i niemiecki, muszą w końcu przyznać, że sytuacja jest bardzo zła. Muszą zacząć ich słuchać. To nieuniknione, jeśli Europa chce pójść do przodu – mówi Boualem SANSAL w rozmowie z Nathanielem GARSTECKA

Nathaniel GARSTECKA: Jakie są Pana osobiste więzi z Europą Środkową?

Boualem SANSAL: Moja pierwsza żona była Czeszką, mamy dwie dorosłe córki, było to w czasach Czechosłowacji i komunizmu, więc kilka lat w tych niespokojnych czasach tam mieszkałem. Bywałem potem także w innych krajach Europy Środkowej, w Polsce, na Węgrzech itd. Polskę odwiedziłem wiele razy. Kilka moich książek zostało przetłumaczonych na polski, w tym 2084. Miałem także sposobność odbyć kilka podróży literackich po kraju, organizowanych przez mojego polskiego wydawcę. Jestem osobą bardzo wrażliwą na wszystko, co dzieje się w tym regionie świata, bo nadal żyją tutaj moje dzieci.

Jaka jest Pana obecna sytuacja po tym, jak kilkukrotnie już nawoływał Pan do potępienia islamizmu?

Jestem Francuzem algierskiego pochodzenia. Na razie wolę mieszkać w Algierii, głównie ze względów zawodowych. Początkowo byłem badaczem, naukowcem. Moja wiedza zaprowadziła mnie do pracy dla organizacji międzynarodowych, w tym NASA. Jednak obecnie rozważam przeprowadzkę na stałe do Francji. Sytuacja w Algierii stała się dla mnie bardzo trudna.

Jak możemy wyjaśnić Europejczykom, że z jednej strony rzeczywiście miały miejsce okropności XX wieku, ludobójstwa, masakry i że nieuchronnie musi istnieć świadomość zbrodni popełnionych w przeszłości, a z drugiej strony, że na ich ziemi rozwija się potężna kultura, islam, i że trzeba zareagować? Czy to nie paradoks, że mówimy Europejczykom, że muszą dźwigać tę winę za przeszłość, że nie mogą zajmować się kwestiami kultury, cywilizacji, religii, bo to prowadzi do przestępstw, a z drugiej strony, że pozwala się na pewną sytuację i rezygnuje z reakcji? Jak możemy obudzić Europejczyków, nie budząc jednocześnie demonów przeszłości?

Europa traci swoje mechanizmy obronne. Naród, państwo, kraj to żywe organizmy, które podlegają wpływom zewnętrznym, jednym szkodliwym, innym korzystnym, ale mają układ odpornościowy, który ma je chronić przed wszystkim, co agresywne i co może je zniszczyć. Trzeba wiedzieć, że układ odpornościowy jest bardzo inteligentny. Wymyśla własne mechanizmy obronne, własne środki zaradcze. Europa to jednak utraciła. Najmniejsza epidemia powoduje znaczne szkody. Tak to po prostu działa.

Ważnym elementem tego układu odpornościowego była na przykład religia, religia chrześcijańska, która nadawała sens życiu i służyła ludności. Kolejnym elementem byli przedsiębiorcy. Odważni ludzie, gotowi prowadzić wojnę gospodarczą, odkrywać i eksplorować. Nieśli siłę, wewnętrzną energię cywilizacji. A potem oczywiście była historia. Ta historia była świetnym spoiwem. Kiedy dzielimy tę samą historię, możemy się zrozumieć, możemy budować wspólne losy. Kultura i nauka również przyczyniły się do rozwoju układu odpornościowego, pomagały mu się odnowić. Wszystko to ulega załamaniu w wyniku celowego wpływu działań pochodzących nie tylko z zewnątrz – z Rosji, Chin, Ameryki oraz świata arabsko-muzułmańskiego i afrykańskiego – ale także z wewnątrz.

Europa w sensie instytucjonalnym odgrywa rolę niezwykle szkodliwą, rozumuje jedynie normatywnie, nie potrafiła wyposażyć się w atrybuty państwa, czyli konstytucję, „obronę wspólnego języka”. W Brukseli, w Strasburgu, trzeba stale negocjować i nic nie posuwa się do przodu.

Ale czy w związku z tym Europa nie powinna stać się jednorodnym państwem? Czy nie powinna zmierzać w stronę większego federalizmu, w stronę politycznej, gospodarczej czy wręcz demograficznej unifikacji?

O nie, teraz jest już za późno. Na razie się to nie zmieni, będą ruchy trochę w lewo, trochę w prawo… Tym, czego potrzeba, jest prawdziwa globalna świadomość, katharsis, prawie rewolucja. Rządy, zwłaszcza francuski i niemiecki, muszą w końcu przyznać, że sytuacja jest bardzo zła, i nadać impuls do odnowy. Rządy europejskie muszą przestać kłamać, przestać pogardzać obywatelami. Muszą zacząć ich słuchać. To nieuniknione, jeśli Europa chce pójść do przodu.

Jeśli chodzi o kraje światowego Południa, to gdy stamtąd spogląda się na Europę, dochodzi się do głębokiego przekonania, że to już koniec, że to domek z kart, który zawali się przy najmniejszym wstrząsie. Wystarczy komando odważnych Irakijczyków lub Syryjczyków, aby Europa wybuchła jak beczka prochu.

.Do tego wszystkiego Europa dodaje swoje własne problemy. Jest niewiarygodnie zadłużona, zbiurokratyzowana w taki sposób, że niczego nie da się tutaj dokonać. Cokolwiek robisz, zderzasz się z administracją. Znam ludzi, którzy mają pieniądze, którzy chcieliby inwestować, ale nie mogą ze względu na przytłaczającą biurokrację, normy, przepisy.

Rozmowa dostępna na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/boualem-sansal-europa-traci-swoje-mechanizmy-obronne/

PAP/Anna Wróbel/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 24 czerwca 2025