„Francuskie odstraszanie nuklearne nie podlega współdzieleniu” [Bruno RETAILLEAU]

Bruno Retailleau, polityk niegdyś bliski Nicolasowi Sarkozyemu i Republikanom, dziś minister spraw wewnętrznych w rządach premierów powoływanych przez prezydenta Emmanuela Macrona, jest dziś jednym z najpoważniejszych kandydatów w wyborach prezydenckich 2027 roku. W tekście opublikowanym w tygodniku „Journal du Dimanche” przekonuje, że francuskie odstraszanie nuklearne jest wielkim atutem Francji – i tak powinno pozostać.
Spór Bruno Retailleau z Emmanuelem Macronem o francuskie odstraszanie nuklearne i dzielenie się nim z Niemcami
Tekst Bruno Retailleau w „Journal du Dimanche” ukazuje się na kilkadziesiąt godzin przed tym, gdy sef państwa przemówi z Île Longue – bazy francuskich atomowych okrętów podwodnych przenoszących pociski balistyczne, stanowiących oceaniczny komponent odstraszania. Okręty typu SNLE, z których jeden nieustannie przebywa na morzu, zapewniają Francji zdolność do odwetu, podczas gdy lotniczy komponent nuklearny, pozostający również w stałej gotowości, umożliwiłby w razie potrzeby przekazanie strategicznego sygnału groźnemu przeciwnikowi.
Na rok przed opuszczeniem Pałacu Elizejskiego prezydent Emmanuel Macron pragnie na nowo określić rolę francuskiego odstraszania w nowym porządku światowym i europejskim w tym, jak słychać wśród doradców prezydenta Francji, dzielenia się swoimi zasobami nuklearnymi z innymi, np. Niemcami.
Poprzednie przemówienie prezydenta Emmanuela Macrona na temat odstraszania, wygłoszone w lutym 2020 roku, odbyło się w École militaire w Paryżu. Jak zauważa dziennik „Le Figaro”, Donald Trump był wówczas prezydentem Stanów Zjednoczonych, a zwierzchnik sił zbrojnych wyrażał już zaniepokojenie „kryzysem multilateralizmu” oraz ryzykiem „poważnego konfliktu”. W duchu swoich poprzedników, lecz z większą jednoznacznością, Emmanuel Macron przypomniał wówczas o „europejskim wymiarze” żywotnych interesów Francji. Zaproponował otwarcie „dialogu strategicznego” z europejskimi partnerami Francji „na temat roli francuskiego odstraszania w zbiorowym bezpieczeństwie kontynentu”. Propozycja ta pozostała bez dalszego ciągu.
Teraz jest jednak inaczej: to europejscy partnerzy Francji chcieliby skorzystać z jej parasola atomowego. Europejczycy – jak donosi „Le Figaro” – pytają o „definicję francuskich żywotnych interesów” i ich „wymiar europejski”, o „scenariusze użycia”.
Francuskie odstraszanie nuklearne jest wielkim atutem Francji – i nie podlega współdzieleniu z innymi krajami
Bruno Retailleau w tekście opublikowanym w „Journal du Dimanche” zwraca uwagę na fakt, że francuskie odstraszanie nuklearne, owoc dziesięcioleci ogromnego wysiłku naukowego i budżetowego, od 1964 roku zapewnia ochronę żywotnych interesów Francji.
Minister spraw wewnętrznych i kandydat Republikanów w zbliżających się wyborach prezydenckich 2027 r. przypomina dalekowzroczność generała de Gaulle’a, dzięki któremu francuskie odstraszanie nuklearne okazało się najpewniejszym atutem wobec zewnętrznej agresji, poprzez niedopuszczalne straty, jakie może zadać potencjalnemu napastnikowi. Nazywa ją wręcz „polisą na życie narodu”, utrzymywaną przez dekady przez kolejne pokolenia francuskich wojskowych.
Dziś francuskie odstraszanie nuklearne pokazuje, jak ważna jest suwerenność, która wcale nie jest reliktem przeszłości. Więcej, bardziej niż kiedykolwiek jest najważniejszą tarczą Francji i pozwala nam na samostanowienie i samodecydowanie, czy to w wymiarze wojskowym, politycznym, czy dyplomatycznym.
Cztery nierozerwalne fundamenty budowania pozycji Francji
Francuskie odstraszanie nuklearne zdaniem Bruno Retailleau wymaga dochowania czterech nierozerwalnych fundamentów.
Jako pierwszy wskazuje on niezależność i wiarygodność francuskich środków operacyjnych – zarówno komponentu oceanicznego, jak i powietrznego odstraszania, z francuskimi okrętami podwodnymi SNLE i samolotami Rafale.
Drugim jego zdaniem jest niezależność i wiarygodność francuskiej wspólnoty – przemysłowej, naukowej i technicznej, która zapewnia projektowanie, produkcję, utrzymanie i modernizację tych środków.
Jako trzeci wskazuje – i to są bardzo ważne słowa Bruno Retailleau, na które warto zwrócić szczególną uwagę – autonomię decyzyjna Prezydenta Republiki, legitymizowanego bezpośrednim mandatem powszechnych wyborów, oraz jednolitość narodowego łańcucha dowodzenia, wolnego od zewnętrznych ingerencji.
Czwartym fundamentem zdaniem Bruno Retailleau jest całość francuskich sił konwencjonalnych: to one wspierają odstraszanie, podnoszą próg jego użycia.
„Francja jest mocarstwem sprawnym, suwerennym, wolnym”
Bruno Retailleau przekonuje, że podobnie jak suwerenność nie podlega podziałowi, także francuskie odstraszanie nuklearne nie podlega współdzieleniu, uzgadnianiu ani rozszerzaniu. „Ani w autonomii decyzyjnej Prezydenta Republiki, jakiej chciał generał de Gaulle, ani w jego komponentach operacyjnych, ani w jego powołaniu do ochrony żywotnych interesów Francji” – pisze kandydat Republikanów.
I doprecyzowuje: „O ile bowiem nasze żywotne interesy wykraczają poza granice geograficzne – zważywszy na współzależność naszego bezpieczeństwa z bezpieczeństwem kontynentu europejskiego, jak wskazywała już Biała Księga Obrony z 1972 roku – o tyle nie mogą się one utożsamiać z interesami Europy jako całości. Tymczasem gdy prezydent Emmanuel Macron, odpowiadając na apele kanclerza Niemiec Friedricha Merza, zapowiada „otwarcie strategicznej debaty nad objęciem naszych sojuszników na kontynencie europejskim ochroną naszego odstraszania” lub niedawno zapowiada „artykulację doktryny narodowej”, wkracza potencjalnie na obszar gramatyki odstraszania i europejskiego wymiaru naszych żywotnych interesów, które z natury rzeczy są zmienne i zależne od okoliczności. A przecież to właśnie z tej zamierzonej i podtrzymywanej niepewności strategicznej wynika nasze bezpieczeństwo – oraz bezpieczeństwo naszych europejskich partnerów”.
„Sprawa jest zbyt poważna, by traktować ją lekkomyślnie, czy też w duchu krótkowzrocznej kultury przekraczania granic, która zbyt często naznaczała francuską politykę w ostatnich latach”.
„Nie powinno być dyskusji o naturze ani zakresie naszych żywotnych interesów – także w ich wymiarze europejskim – z żadnym z naszych rozmówców, czy to sojusznikami, partnerami europejskimi, a tym bardziej potencjalnymi przeciwnikami. Nie mylmy strategicznej niepewności, która chroni, z semantyczną bądź operacyjną dwuznacznością, która wystawia na ryzyko. Nie igrająmy z ochroną Francji i Francuzów” – apeluje Bruno Retailleau.
Oczywiście, w interesie francuskim leży wzmacnianie współpracy operacyjnej i przemysłowej z europejskimi partnerami tam, gdzie to możliwe; lepsze objaśnianie im doktryny Francji; włączanie ich w ćwiczenia i manewry konwencjonalne; dzielenie się szerzej francuską kulturą strategiczną i wojskową – „lecz bez naruszania samego serca odstraszania ani uzależniania jego sprawnego funkcjonowania, bezpośrednio czy pośrednio, od innych podmiotów”.
„Francuskie odstraszanie nuklearne musi pozostać tym czym zawsze było: ściśle narodową prerogatywą, wykonywaną przez Prezydenta Republiki wybranego w powszechnym głosowaniu bezpośrednim, gdy zagrożone są żywotne interesy narodu” – stwierdza kandydat Republikanów. „To wizję Francji suwerennej, odpowiedzialnej i silnej będę reprezentował”.
.Dla Bruno Retailleau pozostają w mocy słowa generała de Gaulle’a z 27 kwietnia 1965 roku: „Z punktu widzenia bezpieczeństwa nasza niezależność wymaga w epoce atomowej, w której żyjemy, abyśmy sami dysponowali środkami odstraszania ewentualnego agresora – bez uszczerbku dla naszych sojuszy, lecz tak, by nasi sojusznicy nie trzymali naszego losu w swoich rękach”.
JDD/LeFigaro/AJ




