Berlin narzuca swoje stanowisko Francji spychając ją na margines [Philippe de VILLIERS]

Philippe de Villiers to ceniony pisarz i konserwatywny komentator francuskiej sceny publicystycznej. Jest znanym obrońcą wartości narodowych, który krytykuje to, co uznaje za erozję tradycji i tożsamości we współczesnej Francji. Był m.in. sekretarzem stanu ds. kultury, przewodniczącym rady departamentu Wandei, eurodeputowanym i dwukrotnym kandydatem w wyborach prezydenckich. Jest też twórcą parku historycznego Puy du Fou.
„Oś francusko-niemiecka chwieje się w posadach”
W swoim felietonie „Niemiecka Europa” opublikowanym w najnowszym wydaniu tygodnika Journal du Dimanche News zatytułowanym „Niemiecka Europa” Philippe de Villiers zauważa, że od sposobu przyjęcia (i wyliczenia) euro, aż po przemysł zbrojeniowy – Berlin narzuca dziś swoje stanowisko Francji zepchniętej na margines w ramach Unii Europejskiej.
Zdaniem Philippe de Villiers stało się już jasne, że oś francusko-niemiecka chwieje się w posadach. Wpierw Berlin postawił tamę marzeniom Emmanuela Macrona o euroobligacjach, co gorsze „jego projekt nowej wspólnej pożyczki spotkał się w Berlinie z drwiną. Oba kraje weszły w długotrwały kryzys, który komisarz do spraw gospodarczych Paolo Gentiloni określił słowami: „Przeżywamy kres europejskiej iluzji”. Iluzji taniej energii dzięki rosyjskiemu gazowi — to już przeszłość. Iluzji chińskiego rynku bez ograniczeń otwartego na nasz eksport — to już przeszłość. Iluzji bezpieczeństwa gwarantowanego przez Stany Zjednoczone — to już przeszłość” – zauważa Philippe de Villiers.
Już nie „francusko-niemiecki motor”, raczej „strategiczne partnerstwo”
Daleko odeszliśmy wszyscy od czasów, gdy generał Charles de Gaulle i kanclerz Konrad Adenauer przypieczętowali pojednanie Francji i Niemiec 22 stycznia 1963 roku w Paryżu. Nie jesteśmy już też w atmosferze epoki Valerego Giscarda d’Estaign i Helmuta Schmidta, gdy wszyscy zachwycali się „parą francusko-niemiecką.
Wszystko zmienił traktat w Maastricht. „Wówczas to Niemcy przejęły kontrolę nad kluczowymi instytucjami Unii. To one w tym duecie noszą spodnie” – zauważa pisarz i komentator
Philippe de Villiers próbuje wyliczyć punkty sporne, ale jest ich tyle, że wręcz trudno któregoś z nich nie pominąć. Bowiem, jak przekonuje, w każdej kwestii to Berlin zmusza Paryż do ustępstw.
Jakie są punkty sporne w relacjach Paryża i Berlina?
Po pierwsze, w dziedzinie energii Niemcy uczyniły wszystko, by zniweczyć przewagę konkurencyjną francuskiej energetyki jądrowej. Zamknięcie Fessenheim było spełnieniem od dawna wysuwanego niemieckiego żądania, które Francja Emmanuela Macrona potulnie wykonała w 2019 roku. Instalacja turbin wiatrowych w znacznej mierze służy niemieckiemu przemysłowi. Europejski rynek energii elektrycznej został zaś zaprojektowany tak, by sprzyjać systemowi niemieckiemu, w którym gaz stanowi 30% miksu energetycznego. W wyniku tego mechanizmu, potwierdzonego przez nowy „program wieloletni”, Francja zmuszona jest sprzedawać energię gospodarstwom domowym i przedsiębiorstwom po cenie wyższej niż jej rzeczywiste koszty produkcji.
Po drugie, Francja traci także, gdy analizie poddamy kwestie handlu i wolnej wymiany. „Zasadę przewodnią wszystkich umów o wolnym handlu negocjowanych przez Komisję Europejską z resztą świata można łatwo zrozumieć i streścić: chodzi o szerokie otwarcie rynków, by zbywać niemieckie samochody, poświęcając w zamian francuskie rolnictwo” – pisze Philippe de Villiers.
Po trzecie, euro — a więc tabu francuskiej debaty politycznej. Temat, o którym stara się, aby był nieobecny w oficjalnej debacie publicznej. A czymże jest wspólna waluta? Zdaniem Philippe de Villiers, niczym innym jak europejską marką, pomyślaną tak, by umacniać Niemcy i osłabiać Francję. Najbardziej wymownym dowodem jest rozbieżność wyników gospodarczych Francji i Niemiec — zarówno pod względem wzrostu, jak i bilansu handlowego. Dziś Francja wykazuje deficyt handlowy rzędu 100 miliardów euro rocznie, podczas gdy Niemcy — nadwyżkę 200 miliardów. Ponadto liczne badania wykazały, że euro zapewnia Niemcom dodatkową konkurencyjność rzędu 10–20%, podczas gdy Francja ponosi stratę sięgającą blisko 25%.
„Pamiętam zwierzenie Jeana-François Deniau, jednego z redaktorów traktatu rzymskiego. Tłumaczył mi: „Uczyniliśmy to wszystko, by spętać Niemcy”. Dziś niczego już się nie krępuje” – pisze Philippe de Villiers.
W 2029 roku budżet wojskowy Francji będzie stanowił połowę budżetu Niemiec
Philippe de Villiers zwraca uwagę, że w ostatnich latach zrobiono wszystko, aby to, co europejskie, budowało pozycję Niemiec, spychając inne kraje do roli podrzędnej.
Widać to chociażby w kwestiach zbrojeń. Gwałtowny wzrost niemieckiego budżetu wojskowego zdaniem Philippe de Villiers zapowiada dynamikę rozwoju ich przemysłu obronnego, której Francja nie będzie w stanie dorównać. W 2029 roku budżet wojskowy Francji będzie stanowił zaledwie połowę budżetu Niemiec.
„Projekt „Europy obrony”, ze wspólnym przemysłem zbrojeniowym i utworzeniem jednolitego rynku obronnego, to nic innego jak łatwiejsze zbywanie produkcji niemieckiego przemysłu militarnego. Do tego kanclerz Niemiec wyraża życzenie współdzielenia z Francją broni nuklearnej. Prezydent Macron gotów jest oddać mu „przycisk pod dwa palce”. To szaleństwo” – pisze Philippe de Villiers.
„Oddaliśmy Niemcom wszystko. Stworzyliśmy niemiecką Europę”
Wszystko to łącznie prowadzi pisarza i komentatora do bardzo poważnego i rzadko dotąd wybrzmiewającego w Europie wniosku: „Oddaliśmy Niemcom wszystko. Po raz pierwszy od deklaracji Schumana Europa myśli o sobie i projektuje swoją przyszłość poza Francją. Idea Europy jako dźwigni Archimedesa — idea Europy francuskiej — umarła. Stworzyliśmy niemiecką Europę. Piękna robota!”
JDD/AJ






