Jak wygląda dziś linia frontu na Ukrainie?

W ciągu ostatniego roku Rosjanie zdobyli mniej niż 1 proc. powierzchni Ukrainy, kosztem setek tysięcy ofiar, ale nie osiągnęli żadnego operacyjnego przełomu – powiedział George Barros z amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną. Jak ocenił, 2025 r. przyniósł – za m.in. sprawą dronów – zmianę taktyki walki.
Linia frontu na Ukrainie 2026
.Jak podkreślił w rozmowie George Barros, Rosjanie posuwają się niezwykle wolno, a linia frontu przesunęła się tylko „trochę”. Rosyjskie siły potrzebowały według niego około 22 miesięcy, aby przemieścić się o blisko 32 km, z pozycji w Awdijiwce w obwodzie donieckim do Pokrowska. Przejęcie tego miasta było celem rosyjskiego dowództwa na jesień 2024 r., ale do tej pory nie zdobyli go w 100 proc.
Według raportu Center for Strategic and International Studies (CSIS) z czerwca 2025 r. siły rosyjskie w takich rejonach jak Charków posuwały się w mijającym roku o średnio 50 metrów dziennie, to znaczy wolniej niż podczas ofensywy nad Sommą w I wojnie światowej. Od stycznia 2024 r. Rosjanie zdobyli w tym tempie około 5 tys. km kw., czyli mniej niż 1 proc. całkowitej powierzchni Ukrainy.
– A więc bardzo mało i to kosztem setek tysięcy ofiar i utraty ponad 1000 transporterów opancerzonych i ponad 500 czołgów. Na poziomie operacyjnym była to więc dość silna i skuteczna obrona ukraińska, a Rosjanie nie osiągnęli żadnego operacyjnego przełomu – ocenił George Barros i dodał, że mimo to wśród wielu analityków „istnieje ogólna tendencja, aby skupiać się na małych rosyjskich zdobyczach bez znaczenia strategicznego, które Armia Czerwona zajęłaby w jeden dzień” i wieszczyć, że linia frontu się załamuje.
Rosjanie stracili 250 tys. żołnierzy od 2022 r.
.„Te małe zdobycze terytorialne” – jak podkreślają analitycy z CSIS – mają wysoką cenę. W okresie od lutego 2022 r. do maja 2025 r. w Ukrainie zginęło 250 tys. Rosjan, w porównaniu z około 50 tys. poległych we wszystkich wojnach między II wojną światową a lutym 2022 r. Razem z rannymi liczba ofiar po stronie Rosji wynosi co najmniej 950 tys. Według szacunków CSIS żadna sowiecka czy rosyjska wojna od II wojny światowej „nie zbliżyła się nawet” do obecnego wskaźnika śmiertelności w Ukrainie.
Śmiertelność wśród ukraińskich żołnierzy także jest wysoka i wynosi od 60 do 100 tys. zabitych, a łączna liczba ofiar (zabici i ranni) to na ten moment według CSIS to 400 tys. Ekspert ISW zwrócił uwagę, że w ciągu ostatniego roku zaobserwowano także niepokojącą tendencję wzrostu liczby ofiar cywilnych w Ukrainie, co jego zdaniem łączy się m.in. z „drastycznym” w 2025 roku zwiększeniem użycia dronów. W ciągu jednej nocy Rosjanie wysyłają na cywilne cele, jak zauważył George Barros, nawet 600 dronów typu Szahid.
Według danych misji ONZ w Ukrainie monitorującej prawa człowieka (HRMMU) opublikowanych 25 listopada 2025 r., drony i rakiety dalekiego zasięgu zabiły 548 cywilów i zraniły 3592 osoby w 2025 r., co oznacza w porównaniu z tym samym okresem ub. roku wzrost odpowiednio o 26 i 75 proc. W sumie w różnych atakach bombowych od stycznia do października br. zginęło lub zostało rannych ponad 12 tys. cywili, co oznacza 27-procentowy wzrost liczby ofiar w stosunku do tego samego okresu 2024 roku i 67-procentowy wzrost w porównaniu z 2023 rokiem.
Masowe użycie dronów na froncie zmieniło także taktykę walki
.Najwięcej ofiar wśród cywili przybyło w ukraińskich miastach oddalonych od linii frontu, ze względu na nasilone rosyjskie ataki bombowe dalekiego zasięgu. Jak podkreśla się w raporcie HRMMU, drony i rakiety dalekiego zasięgu zabiły 548 cywilów i zraniły 3592 osoby w 2025 r., co oznacza w porównaniu z tym samym okresem ub. roku wzrost odpowiednio o 26 i 75 proc. George Barros zwrócił uwagę, że masowe użycie dronów na froncie zmieniło także taktykę walki. Rosjanom udało się na przykład zrobić „znaczące i niepokojące” postępy na południowej linii frontu w pobliżu Hulajpola, dzięki „priorytetowemu traktowaniu” określonych fragmentów bardzo długiej (ponad 1200 km) linii frontu i „infiltracji”.
Jak podkreślił ekspert, żołnierze działają w „taktycznej strefie rażenia” o głębokości od 15 do 30 km. Obie strony bardzo rzadko próbują w niej używać pojazdów zmechanizowanych do penetracji swoich linii, bo wszystko, co jest duże, obserwują śmiercionośne drony. Według George’a Barrosa Ukraińcy skutecznie uniemożliwili Rosjanom użycie czołgów i pojazdów na skalę przekraczającą poziom plutonu, bo „ślad trzech czołgów jest zbyt duży i zostają zniszczone przez drony”. W efekcie na froncie walczą bardzo małe oddziały, po kilku żołnierzy, których misją jest infiltracja oddziałów wroga. – Muszą nałożyć koc termiczny, aby ukryć się przed czujnikami podczerwieni lub termicznymi, oznacza to, że należy poruszać się cicho, działać ukradkiem, unikać silnych pozycji przeciwnika, a następnie móc wejść do akcji – podkreślił George Barros.
Drony sieją śmierć po obu stronach. Według Atlantic Council w mijającym roku około trzy czwarte wszystkich ofiar po stronie rosyjskiej było skutkiem działań ukraińskich dronów. Jak z kolei twierdzą ukraińscy dowódcy cytowani przez dziennik „The New York Times”, drony zabijają obecnie w Ukrainie więcej żołnierzy i niszczą więcej pojazdów opancerzonych niż wszystkie tradycyjne rodzaje broni razem wzięte, w tym karabiny snajperskie, czołgi, haubice i moździerze. Na przykład z 31 czołgów Abrams, które Stany Zjednoczone dostarczyły Ukrainie w 2023 r., 19 zostało zniszczonych, a wiele z nich – jak podaje „NYT” – zostało unieruchomionych właśnie przez drony.
Według Georga Barrosa, Ukraińcy mają przewagę technologiczną nad Rosją w produkcji dronów, ale Moskwa potrafi za to szybko powiększać ich produkcję. Do 2024 roku Kijów wyprodukował ponad milion dronów FPV (First Person View to dron sterowany z perspektywy pierwszej osoby – przyp. red.), ale Rosja twierdzi, że może wytwarzać około 2,5-3 tys. bezzałogowców miesięcznie. Oba kraje wciąż zwiększają produkcję, a każdy z nich planował według danych „NYT” wyprodukować w tym roku od 3-4 mln dronów.
Ukraina pod ścianą?
.Tajne rozmowy przedstawicieli Białego Domu i Kremla na temat zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej przyniosły „porozumienie ramowe”. Ocenę tej propozycji wyrażaną przez wielu rodzimych analityków dobrze obrazuje tytuł: „Skandaliczny plan pokojowy USA i Rosji” – pisze prof. Kazimierz DADAK w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Ukraina pod ścianą?„.
Gdyby autor tych – i autorzy podobnych – słów siedzieli w okopach i walczyli z rosyjskim najeźdźcą albo przynajmniej przeznaczyli oszczędności i przekazywali bieżące dochody na pomoc Ukrainie, to być może mieliby podstawy do tak jednoznacznego zdania.
Tymczasem to podatnik amerykański udzielił Ukrainie ogromnej bezzwrotnej pomocy. Natomiast zdecydowana większość pomocy przekazywanej Ukrainie przez Europę ma formę pożyczek, które wymagają spłaty.
W przyszłym roku tylko koszty związane z prowadzeniem wojny wyniosą co najmniej 120 mld dolarów, z czego Kijów jest w stanie pokryć zaledwie połowę. Pomoc Zachodu jest konieczna także do wypłacania uposażenia pracownikom sektora publicznego i emerytur. Ostatnie spotkania w ramach tzw. Grupy Ramstein wykazały, że Europejczycy nie mają ochoty zastąpić amerykańskiej pomocy. Zatem w istocie rzeczy mamy do czynienia z odwróceniem kota ogonem, czyli zrzuceniem odpowiedzialności na Waszyngton za niezdolność do stawienia czoła Rosji przez samych najbardziej zainteresowanych.
.Europejczycy od dawna wiedli dolce vita kosztem USA. Skutkiem tego Włochy, Francja i Wielka Brytania stoją dzisiaj na skraju bankructwa. Także Polska szybko zmierza w tym kierunku. Co więcej, nasz rząd wydaje miliony na program pilotażowy mający na celu przejście do systemu czterodniowego tygodnia pracy. Jeśli prawdą jest to, że Putin prowadzi wobec nas wojnę hybrydową i niebawem może nas napaść, to oczywistym wnioskiem winien być postulat zwiększenia wysiłków celem mobilizacji sił i środków, a nie myśl o poszerzeniu czasu wolnego!
PAP/Anna Gwozdowska/MJ






