Kim był Jerzy Giedrojc

25 lat temu, 14 września 2000 roku zmarł Jerzy Giedroyc – założyciel i redaktor wydawanego w Maisons-Laffitte pod Paryżem najważniejszego czasopisma polskiej emigracji powojennej – „Kultury”. Stworzone przez Giedroycia i współpracowników pismo było ośrodkiem kultury i myśli politycznej poza krajem.
„Utożsamił się ze swoją pracą do tego stopnia, że nie sposób wyobrazić go sobie bez niej. Bo też jest ona czymś więcej niż pracą
.Na łamach kierowanego przez Giedroycia miesięcznika ukazały się jedne z najważniejszych dzieł powojennej literatury polskiej. „Kultura” wywarła znaczny wpływ na politykę wschodnią Polski po 1989 roku.
„Znam ponad 50 lat, u niego zacząłem pisać w »Buncie Młodych«, potem w »Polityce«. U niego wydałem szereg książek. Książę podobno. Urodzony chyba w Moskwie, a gimnazjum kończył w Mińsku. Ciągle tylko myśli o Wschodzie, o wolnej Ukrainie, o rozbiciu Rosji i to są jego idee” – napisał Stefan Kisielewski w swoim „Abecadle” w 1990 roku. „Wspaniały człowiek, szalonej pracowitości, który właściwie wolałby być politykiem niż redaktorem i dyrektorem wydawnictwa, ale mu się to nie złożyło. Ja całe życie z nim się właściwie kłócę, ale mu wszystko zawdzięczam. Jest urodzony w 1906 – w tej chwili ile ma lat? Dużo. No, ale pracuje ciągle jak koń. Powiedział, że po jego śmierci »Kultura« już nie powinna wychodzić, a książki to inna sprawa” – dodał. „»Kultura« bez niego nie mogłaby wychodzić, bo on tam wynalazł jakichś starych Litwinów, Ukraińców, którzy pisują. Tego nikt z młodych nie będzie kontynuował. Nie potrafią” – podsumował Kisiel.
Sportretował go w powieści „Sprzysiężenie” (1946) jako radcę Gieysztora. „Kochał się w dyplomacji, w tajnych posunięciach, w maskowaniu się i odgrywaniu swej roli z ukrycia, w tajemniczej korespondencji, w ważnych poufnych informacjach – napisał. „Pod tymi upodobaniami Zygmunt wyczuwał w nim jednak obecność głębszej i istotniejszej pasji: żądzę działania, namiętny kult energii i czynu, pragnienie wpływania na bieg wydarzeń i kształtowania losów społeczeństwa – dodał.
Giedroyciowi się to nie spodobało. „Jego poglądy były mi z gruntu obce. A zarazem miałem do niego dużą słabość za jego wielką odwagę. I za jego przekorę. To są cechy, które bardzo lubię i bardzo cenię” – wspominał Kisielewskiego w „Autobiografii na cztery ręce” (2006), przy okazji zdecydowanie źle oceniając jego twórczość beletrystyczną. „Powinien był przez całe życie pisać wyłącznie felietony miast porywać się na powieści i na politykę. Był doskonałym felietonistą, a felieton był formą, w której wyraził się najpełniej” – podkreślił „Redaktor”.
„Utożsamił się ze swoją pracą do tego stopnia, że nie sposób wyobrazić go sobie bez niej. Bo też jest ona czymś więcej niż pracą. Bycie redaktorem jest dla Giedroycia sposobem istnienia i działania, postawą wobec Polski i wobec świata” – tak charakteryzował Giedroycia jego przyjaciel i współpracownik Krzysztof Pomian.
„Jakoż Giedroyc redaguje nie tylko teksty napływające do »Kultury«, usiłuje też redagować Polaków w ogóle, w szczególności zaś inteligentów polskich, którzy irytują go w stopniu najwyższym. Jego lista zarzutów wobec nich jest tak długa, że nie zdołam jej tu wyczerpać. Sam bezinteresowny i wyzuty z egocentryzmu, nie znosi: zadęcia, prywaty, wyłącznej dbałości o własną korzyść, przypisywania sobie urojonych zasług, kombatanctwa, celebry” – pisał Pomian we wstępie do „Autobiografii na cztery ręce”.
Po 1989 roku Jerzy Giedroyc nigdy nie odwiedził Polski
.Jerzy Giedroyc urodził się 27 lipca 1906 roku w Mińsku, na obecnej Białorusi. Dzieciństwo spędził w Mińsku, Moskwie i Petersburgu. W 1919 wraz z rodzicami przeniósł się do Warszawy, gdzie studiował prawo i historię. W trakcie studiów zaangażował się w działalność wydawniczą, a poprzez organizacje akademickie i wydawane przez nie czasopisma – w działalność polityczną. W latach 30. XX w. był redaktorem dwutygodnika „Bunt Młodych”, przekształconego następnie w tygodnik „Polityka”. W latach 1928-39 pracował w ministerstwach, kolejno: rolnictwa oraz przemysłu i handlu. Po wybuchu wojny jako urzędnik został ewakuowany do Rumunii, gdzie do 1941 roku pracował w polskiej służbie dyplomatycznej.
W 1941 roku – po dołączeniu Rumunii do państw Osi – został ewakuowany do Sta,,mbułu; zgłosił się do służby wojskowej i na Bliskim Wschodzie wstąpił do Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich. W 1943 trafił do otoczenia gen. Władysława Andersa roku i rozpoczął pracę w Wydziale Informacji i Oświaty Armii Polskiej na Wschodzie. W 1945 roku na rozkaz gen. Andersa przybył do Londynu. W 1946 roku decyzją gen. Andersa w Rzymie powołany został Instytut Literacki, jako wydawnictwo skierowane do polskich instytucji cywilnych i wojskowych. Tej instytucji Giedroyc poświęcił pozostałą część swojego życia.
Od 1947 roku i pierwszego numeru „Kultury” (wydanego jeszcze we Włoszech) rozpoczęła się trwająca ponad pół wieku działalność Giedroycia jako wydawcy i redaktora, a zarazem twórcy, wraz z grupą współpracowników, najważniejszego emigracyjnego ośrodka kultury i myśli politycznej. Instytut Literacki wydał do 2000 roku 637 numerów „Kultury”, ponad 500 książek (wydawanych jako „Biblioteka Kultury”) i ponad 170 numerów „Kwartalnika Historycznego” (wydawanego do 2010 roku). Instytut Literacki i „Kulturę” współtworzyli w Maisons-Laffitte m.in. Józef Czapski, Zofia i Zbigniewa Hertzowie, Henryk Giedroyc (młodszy brat Jerzego). Jerzy Giedroyc był jednak wyłącznym redaktorem pisma, które zgodnie z jego życzeniem przestało ukazywać się po jego śmierci.
„Kultura” propagowała program, który był odzwierciedleniem poglądów politycznych Giedroycia i sposobu, w jaki rozumiał zadania emigracji. Do tego programu należało przekonanie o konieczności poszukiwania sposobów przeciwdziałania ekspansji komunizmu, utrzymywanie łączności z krajem, później – wsparcia dla opozycji w Polsce. Elementem programu „Kultury” stały się koncepcje Juliusza Mieroszewskiego, tzw. ULB – pojednania z Ukraińcami, Litwinami i Białorusinami i poparcia dla niepodległości wschodnich sąsiadów Polski.
Zasługi „Kultury” dla polskiej kultury powojennej trudno przecenić – na jej łamach ukazywały się utwory dziś należące do kanonu literatury, m.in. Witolda Gombrowicza, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Czesława Miłosza i krajowych pisarzy objętych w Polsce cenzurą. Giedroyc był inspiratorem i organizatorem, nie zaś autorem, do jego dorobku należy zaś bardzo rozległa korespondencja; pisał około 10 listów dziennie.
„Moja aktywność wydawnicza, zarówno przed wojną jak i dzisiaj, wynika tylko z ambicji działania politycznego” – mówił o sobie Giedroyc, który określał siebie samego jako „zwierzę polityczne”. Jak zastrzegał, interesowała go polityka, ale nie ideologia. Opisywał siebie również jako człowieka, który poświęcił swoje życie osobiste dla działalności politycznej. Jego małżeństwo z Tatianą Szwecow rozpadło się krótko przed wojną. W czacie z czytelnikami portalu Onet z 2000 roku, odpowiadając na pytanie jednego internautów, wyznał, że nie mógłby zrezygnować z polityki dla spraw uczuciowych.
Po 1989 roku Giedroyc nigdy nie odwiedził Polski. Krytycznie oceniał rządy III RP wytykając im uwikłanie w walki partyjne. Odmówił przyjęcia Orderu Orła Białego – jak tłumaczył, jeszcze przed wojną przyjął zasadę nieprzyjmowania odznaczeń państwowych swego kraju. „Tak się składa, że praca dla Polski, której ostatecznie poświęciłem swoje życie, jest pracą niewdzięczną” – mówił w czacie przeprowadzonym przez dziennikarzy Onetu 11 sierpnia 2000 roku. Wówczas też, na miesiąc przed śmiercią, powiedział: „gdybym miał zaczynać swoje życie na nowo to myślę, że niewiele odbiegałoby od tego, które miałem”.
Dom „Kultury” zgodnie z wolą Jerzego Giedroycia nie jest muzeum, ale jest miejscem pracy
.Zgodnie z wolą Jerzego Giedroycia, dom „Kultury” w Maisons-Laffitte pod Paryżem jest dziś miejscem pracy – mówi Anna Bernhardt, prezes Stowarzyszenia Instytutu Literackiego Kultura. Siedziba „Kultury” przyjmuje badaczy korzystających z jej archiwum, wpisanego na listę Pamięci Świata UNESCO.
– Dom „Kultury” zgodnie z wolą Jerzego Giedroycia nie jest muzeum, ale jest miejscem pracy. W związku z tym jest otwarty dla wszystkich, którzy chcą go odwiedzać, po wcześniejszym umówieniu się, ale przede wszystkim dla naukowców, dziennikarzy i dla studentów – powiedziała Berhnardt.
Przypomniała, że archiwum „Kultury” w 2009 roku zostało wpisane na listę Pamięci Świata UNESCO. – Powinniśmy się chwalić tym – mówi Bernhardt zauważając, że jest to rzadka sytuacja, gdy na listę UNESCO trafiają archiwa będące owocem pracy właściwie kilkorga emigrantów.
Ze zbiorów w Maisons-Laffitte korzystają naukowcy, dziennikarze i studenci. – Coraz więcej mamy studentów, którzy przyjeżdżają na praktyki Erasmusa – powiedziała prezeska stowarzyszenia. – Odbywają się tutaj warsztaty. Kilka dni temu była tu 23-osobowa grupa: studentki i studenci, którzy tutaj realizowali warsztaty na temat samizdatu, wolności słowa – opowiada Bernhardt. Studenci z Polski nie byli liczni w tej grupie; uczestnicy przyjechali m.in. z Francji, Norwegii, Rumunii i Czech. Byli to również Białorusini studiujący poza swoim krajem.
Badania, które prowadzą pracujący w Maisons-Laffitte naukowcy niekoniecznie są związane z samą „Kulturą”. – Na łamach „Kultury” paryskiej były i przekłady, i analizy literackie, były teksty dotyczące socjologii i nawet matematyki czy ekonomii. Jerzy Giedroyc pojmował kulturę w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu, jako właściwie wszystkie dziedziny, które kształtują świadomość ludzi – mówi Bernhardt. – W naszym archiwum i nawet na samych łamach publikacji Instytutu Literackiego można znaleźć wiele tematów, nie tylko historię i politykę w wąskim tego słowa znaczeniu – dodaje.
Niewielki zespół stowarzyszenia przyjmuje gości, prowadzi kwerendy, przygotowuje wystawy, a także materiały, o które proszą wydawnictwa. W Krakowie działa zespół, który prowadzi portal (https://kulturaparyska.com), wprowadzając nowe treści, kolejne zdigitalizowane zbiory. Portal to nie tylko cyfrowe wersje „Kultury” i innych wydawnictw Instytutu Literackiego – to także zbiory zdjęć, listów, wywiadów, nagrań audio i wideo z wypowiedziami najwybitniejszych postaci związanych z „Kulturą” i polską historią najnowszą.
– Bierzemy udział w konferencjach, w wystawach, przygotowujemy się do remontu biblioteki (…). Walczymy o kolejne fundusze, bo jesteśmy stowarzyszeniem niezależnym, więc startujemy do różnych programów, bo chcemy kontynuować digitalizację zbiorów – opowiada Anna Bernhardt. Stowarzyszenie przygotowuje się do Roku Jerzego Giedroycia – będzie on obchodzony w 2026 roku, gdy mija 80. lat od powołania Instytutu Literackiego.
Zgadza się z opinią, że przyszły rok, w związku z tym jubileuszem, będzie okazją do refleksji nad rolą „Kultury” paryskiej i jej twórców.
– Dzięki Jerzemu Giedroyciowi mieliśmy największe postacie polskiej literatury – przypomina. Cytuje opinię Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który powiedział, że nie bardzo sobie wyobraża, czy gdyby Giedroyc nie otworzył łamów miesięcznika dla niego, Witolda Gombrowicza czy Czesława Miłosza, to czy ci pisarze by zaistnieli. – To nie znaczy, że oni nie pisaliby bez Giedroycia, ale (…) nie pojawiliby się w kanonie polskiej literatury współczesnej, gdyby nie „zapędził” ich i pilnował – bo czasami nawet pilnował i naganiał do pisania – Jerzy Giedroyc – zauważa Benrhardt.
Jej zdaniem myśl Giedroycia jest nadal aktualna; aktualne są tematy, które podejmował, a przede wszystkim – sposób, w jaki rozwiązywał i analizował zagadnienia dotyczące najważniejszych spraw Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. – Ten świat, zwłaszcza w naszej części Europy, w naszym kraju, wyglądałby inaczej, gdyby nie działalność tego właśnie ośrodka podparyskiego. Powinniśmy wszyscy się poczuwać odpowiedzialni za to dziedzictwo – powiedziała Bernhardt.
Rocznicę jego śmierci uczczono w siedzibie „Kultury” paryskiej, w Maisons-Laffitte pod Paryżem.
Jak przypomniała na spotkaniu Anna Bernhardt. Jerzy Giedroyc zmarł pracując nad ostatnim numerem „Kultury”. Ukazał się on w 2000 roku po jego śmierci. Redaktor „Kultury” pozostawił testament z konkretnymi poleceniami dotyczącymi opracowania, uporządkowania i skatalogowania biblioteki, czasopism archiwum, korespondencji i zdjęć. Dziś część tych prac wciąż jest w fazie realizacji. W 2024 roku wydany został litewski numer „Kultury”, którego Giedroyc nie zdążył wydać. Benrhardt podkreśliła, że rok 2026 ogłoszony został przez Senat Rokiem Jerzego Giedroycia, w związku z 80. rocznicą założenia Instytutu Literackiego.
– Myślę, że dziś najaktualniejsza, jeśli chodzi o wpływ Giedroycia na politykę, jest oczywiście kwestia wschodnia i słynna koncepcja „ULB” (Juliusza) Mieroszewskiego – powiedział wicemarszałek Grupiński. Przypomniał, że było to spojrzenie na kraje sąsiadujące z Polską: Ukrainę, Litwę i Białoruś – wówczas będące „jeszcze pod sowieckim butem” – jako na przyszłe państwa niepodległe, „które nie powinny być traktowane przez Polskę z góry”. W tej koncepcji – dodał – Polska nie powinna odgrywać roli „starszego brata”, patrona, tylko „wspierać ambicje niepodległościowe tych państw i na nich opierać swoje bezpieczeństwo wschodnie”.
– Jerzy Giedroyc był w tym względzie kimś, kto przewidywał zmiany, miał przynajmniej taką nadzieję, że do tych zmian dojdzie i potrafił w swojej strategii przewidywać jakieś warunki brzegowe, co i jak powinniśmy w przyszłości robić – powiedział wicemarszałek.
– Z drugiej strony, powinniśmy patrzeć na jego osiągnięcia w kulturze jako takiej, czyli o tym, jak potrafił wynajdywać najciekawszych pisarzy. (Witold) Gombrowicz nie zaistniałby (…), gdyby Giedroyc nie rozpoczął serii (publikacji) Instytutu Literackiego właśnie od Gombrowicza. Tak więc, on miał nie tylko intuicję polityczną, miał też wspaniały słuch do kwestii literackich – podkreślił Grupiński.
Jako kolejne pole działalności redaktora „Kultury” wymienił odkrywanie „białych kart” historii. Jak przypomniał, liczne publikacje ukazujące się na łamach „Zeszytów Literackich” „były poświęcone »białym kartom«, jeśli chodzi o historię – tę, którą wykładano i którą pozwalano publikować w PRL”. Kolejną zasługą Giedroycia była także – jak dodał – pomoc dla opozycji demokratycznej w Polsce. – Ja mogę wspomnieć chociażby o „Czasie Kultury”, moim piśmie założonym w 1985 roku w podziemiu – myśmy odbierali regularnie pomoc finansową od Jerzego Giedroycia i dzięki temu to pismo mogło się ukazywać w podziemiu, bo można było zdobywać papier, farbę, można było drukować i kolportować – powiedział wicemarszałek Senatu.
– Mamy olbrzymi dług wobec środowiska „Kultury”, które było ewenementem w całej plejadzie instytucji emigracyjnych w okresie komunizmu – powiedział Andrzej Peciak, wydawca podziemny, historyk, działacz opozycji antykomunistycznej. – Współpracowałem z Redaktorem od 1986 roku. Miałem ten przywilej, że miał do mnie zaufanie, ja go namawiałem do tego, żeby wydawać książki „Kultury” w Polsce, bo na początku lat 90. od mówił: „panie Andrzeju, za dużo »Kultury« jest, nie ma sensu się reklamować”. Wydałem reprint pierwszego numeru „Kultury” i katalog „W kręgu paryskiej »Kultury«” i wtedy się przełamał (powiedział): »ma pan wolną rękę, może pan wydawać«” – wspominał Peciak. Od tej pory ukazało się około 140 książek poświęconych „Kulturze”.
Z okazji 25. rocznicy śmierci Jerzego Giedroycia ukazało się nowe wydanie „Autobiografii na cztery ręce”, opracowanej i opatrzonej posłowiem przez Jerzego Pomiana. Współwydawcą jest Instytut Europy Środkowej w Lublinie. – To jest wspólne dzieło Krzysztofa Pomiana i Redaktora. Uznaliśmy, że to będzie najlepszy prezent, najlepsza publikacja, która uhonoruje 25. rocznicę śmierci Redaktora – powiedział Andrzej Peciak.
Jerzy Giedroyc i rewolucja konserwatywna
.Konserwatywni mocarstwowcy skupieni wokół Jerzego Giedorycia nadając swojemu pismu tytuł „Bunt Młodych” nie tylko prowokowali, ale także byli głosem pokolenia. W ich przypadku rewolta przeciw „starszym” była najbardziej radykalna, gdyż podnosiła postulat odejścia od „polityki frazesów” i budowania realnej podmiotowości. Idea czystej „racji stanu” na Wisłą zawsze budziła niesmak wśród prawicowych czy lewicowych ideologów; zawsze wywoływała opór zbiurokratyzowanej władzy – pisze Maciej ZAKRZEWSKI.
Wprzypadku „Buntu Młodych” charakter pokoleniowy jest dość wyraźny. Tworzą go głównie roczniki urodzone w okolicach r. 1910, roczniki znajdujące się pomiędzy pokoleniem „legionowym” a pokoleniem „Kolumbów”. Notabene, jedyne, które w pełni dorastało w niepodległym państwie, co też miało wpływ na ich polityczną formację i daleki od romantyzmu sposób myślenia już w czasach powojennych. W przypadku omawianego środowiska występowała dość silnie akcentowana (nawet po zmianie pisma na „Polityka”) świadomość pokoleniowej tożsamości. Z jednej strony istniała dość mocna silna tendencja emancypacyjna względem starszego pokolenia, z drugiej zaś starano się tworzyć szeroką platformę ideową, a nawet w formie zalążkowej polityczną, dla porozumienia różnych pokoleniowych wspólnot. Na gruncie istniejącego umocowania i powiązania, wykształcają się grupy, te zaś dążą do poszerzania swojego zasięgu i reprezentowania całych segmentów, bądź też całego pokolenia. Stanisław Piasecki otwarcie pisał, iż przeciwstawnie: „starzy – młodzi nie jest w dzisiejszej Polsce banalnym przeciwstawienie wieku”. Jest czymś znacznie więcej, przeciwstawianiem dwóch sposobów myślenia . Walka o przywództwo młodych była jednym ze znamion życia politycznego lat 30. Bolesław Piasecki, Henryk Dembiński, Zbigniew Zapasiewicz to tylko przykłady najbardziej charyzmatycznych liderów młodego pokolenia. Nie można spoglądać na środowisko młodego Giedroycia bez właśnie tego kontekstu, bunt młodych nie był tylko ideowym postulatem, ale, w szerokim znaczeniu, rzeczywistością społeczną, objawiającą się programem rewolucyjnym bądź imperialnym . Rzeczywistością dobrze odczytaną przez Giedroycia, podług której wyznaczano program i strategie działania.
Więc czym był ów programowy „bunt młodych”? Przypomnijmy – na łamach omawianych tytułów w pierwszym rzędzie pojawia się odpowiedź o charakterze ramowym: buntujemy się przeciwko nurtom myślenia wykształconym w czasach niewoli, jako nurtom nieadekwatnym do współczesnych wymagań niepodległego państwa. Ten kierunek wyznaczył jeszcze anonimowy autor tekstu Drugi akt buntu młodych, pisząc, że „wszystko co związane z czasami niewoli jest zbutwiałe i bez życia”. Argument ten konsekwentnie pojawiał się w kolejnych latach. Aleksander Bocheński oskarżał myślących w „zaborczych schematach” o brak szerszego instynktu politycznego i skłonność do nihilizmu. Z kolei jego młodszy brat wyciągał rękę do narodowców wraz z wezwaniem do porzucenia podziałów zakorzenionych w czasach przedwojennych, tj. sporu Piłsudski – Dmowski. W tekstach Ksawerego Pruszyńskiego, Stefana Kisielewskiego, Ignacego Kleszczyńskiego czy Alfonsa Klafkowskiego pojawiają się wezwania do sprzeciwu wobec starych form i do szeroko pojętego solidaryzmu pokoleniowego. W Polskiej idei imperialnej otwarcie pisano, że „tylko przyszłość jest ważna. Z błędów przeszłości należy wyciągać nauki, ale nie mogą one w narodzie kopać sztucznych przepaści”. Od strony socjologicznej na zagadnienie spoglądał Stanisław Żejmis, dla niego „bunt młodych” był nie tyle postulatem, co pewnym obiektywnym zjawiskiem społecznym, którego ostrość w Polsce jest jaskrawsza niż w przypadku na przykład Włoch czy Rzeszy. Spowodowane to było tym, że zaburzonemu przez I wojnę światową procesowi wymiany pokoleń towarzyszyła dodatkowa rozbieżność. Starsze pokolenie było ukierunkowane bardziej lewicowo. Inteligencja i elity, zdaniem Żejmisa, były podszyte naukami Marksa, natomiast młodzież prezentuje już pierwiastki prawicowe, konserwatywne i narodowe. Żejmis pisał, że nadejdzie czas, gdy „młodzi” i „kombatanci” staną przed sobą twarzą w twarz, zaś bez przywrócenia formy porozumienia, którego warunkiem jest uznanie przez starszych podmiotowości młodych, może dojść do poważnych konsekwencji przybierającego na gwałtowności konfliktu. Trzeba umożliwić jego zdaniem odbudowanie normalnego cyklu następstwa pokoleń.
Należy jednak podkreślić, że hasło buntu nie było wyłącznie wezwaniem formalnym przeciwko bliżej nieokreślonemu stygmatowi niewoli. Autorzy starali się bezpośrednio dotykać konkretnych obciążeń przeszłości. Mimo konserwatywnych powinowactw zdecydowanie dostrzegali w tradycji istnienie wątków, które, jak to ujął Brzozowski, były „ciągłością dobrowolnej i idealizowanej niewoli”.
Przede wszystkim podejmowano próbę walki ze swoistą narodową biernością, apatią i brakiem ambicji. Nieustannie przejawia się na łamach pisma wątek młodego pokolenia niosącego ze sobą nie tylko nowy program, ale również fundamentalnie odmienne nastawienie do państwa i polityki. Jeden ze zdecydowanie zdolniejszych, acz zapomnianych autorów „Buntu” Anatol Listowski tropił ową polityczną apatię wśród inteligencji, będącą jego zdaniem niczym innym jak dobrowolnym wyłączeniem się z procesu narodowej pracy – powielając zarzut Brzozowskiego wobec dekadentów, pisał np.: „To, co się mieści w głowie przeciętnego inteligenta, wciąż przypomina mieszczański secesyjny i źle przewietrzony salonik, rupieciarnia gratów z przed ćwierćwiecza”. Wcześniej zaś ukonkretniał ów światopogląd następująco: „sieczka boyzimu, winaweryzmu, pozytywizmu z końca ub. w., szanować szanowanych, trochę radykalizować, czytać IKC, przy większych aspiracjach „Wiad. Liter.” lub „precz z żydami” Gazetę Warszawską. Życie duchowe też: więc co drugi walczy o wolnego człowieka i a bas la callotte [sic!], co trzeci a jednak na mszę pójść trzeba, po pierwsze wypada, a po drugie, Matka Boska pewno jest, ale może kto wie, może jest i Pan Bóg”.
Z czasem zaczęto coraz mocniej akcentować sceptycyzm wobec wartości mieszczańskich, aczkolwiek jeszcze do 1934 r. raczej odnoszono się do nich przychylnie. Jan Karczewski w polemice z Wojciechem Wasiutyńskim otwarcie podkreślał, że nie ma różnicy pomiędzy szkołą Dmowskiego a seniorami Legionu Młodych – obie grupy uprawiają politykę mieszczańską, polegającą na sprowadzaniu sporu politycznego z „barykady” do „lady sklepowej”. Autor wskazywał, że narodowy sens polityki pojęli najlepiej socjaliści i „trochę w muzealnym stylu” konserwatyści, lecz pomiędzy tymi obozami nigdy nie stanie lada sklepowa, zawsze barykada. Jednak jedną z najgwałtowniejszych krytyk polskiego modelu polityczności przeprowadził Ryszard Wraga, który stwierdzał, że niepodległość nie była dziełem społeczeństwa, ale garstki bohaterów na czele z Piłsudskim, ten depozyt natomiast Polacy traktowali jak folwark, „parcelując to co się da i jak się da, machnąwszy ręką na wszystko co się dzieje dookoła, byle dożywać w spokoju dni żywota, bez trudu, wysiłków, nędzy i broń Boże, wojny. Polska nie ma obywateli – ma kosztownych, krnąbrnych i kapryśnych poddanych, wymagających jeść, wymagających pić, wymagających ciepłych barłogów i stójkowych dla ochrony spokojnego snu i trawienia”.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-zakrzewski-rewolucja-konserwatywna-bunt-mlodych
PAP/MB







