Negatywny ranking Fitcha dla Polski

Polska otrzymała od agencji Fitch Ratings kolejne ostrzeżenie, którego rząd Donalda Tuska nie powinien sprowadzać do technicznego komunikatu dla uczestników rynku finansowego. Fitch utrzymał długoterminowy rating Polski w walucie obcej na poziomie „A-”, ale pozostawił jego perspektywę negatywną, wskazując na brak wiarygodnego planu konsolidacji fiskalnej, szybko rosnący dług oraz ryzyko dalszego zwiększania wydatków przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. Sama nota nie została więc tym razem obniżona, lecz agencja podtrzymała sygnał, że taki ruch może nastąpić, jeśli rząd nie zatrzyma pogarszania się finansów państwa.
.W przypadku wiarygodności kredytowej państwa niebezpieczne jest właśnie oswajanie kolejnych ostrzeżeń, zanim zamienią się one w formalną obniżkę. Negatywna perspektywa nie jest publicystycznym komentarzem ani elementem krajowego sporu politycznego, lecz oceną ryzyka dokonaną przez instytucję, której decyzje analizują banki, fundusze, ubezpieczyciele i inwestorzy kupujący polskie obligacje. Jeżeli rząd potraktuje ją jak wiadomość, którą wystarczy przeczekać, następny komunikat może już dotyczyć niższej oceny kredytowej Polski.
Rating Fitcha dla Polski ostrzega przed utratą kontroli nad finansami
Najważniejsze zdanie w komunikacie Fitch Ratings z 21 sierpnia 2026 roku nie dotyczy utrzymania ratingu „A-”, lecz przyczyn pozostawienia perspektywy negatywnej. Agencja pisze o braku wiarygodnego planu konsolidacji fiskalnej, krajowych wyzwaniach politycznych oraz ryzyku przedwyborczego luzowania budżetowego. W konsekwencji spadło zaufanie Fitch do zdolności władz do przyjęcia dodatkowych działań, które ograniczyłyby bardzo wysokie deficyty.
To ocena tym poważniejsza, że nie odnosi się wyłącznie do poziomu jednego rocznego deficytu. Fitch opisuje mechanizm, w którym duża nierównowaga budżetowa utrzymuje się przez kolejne lata, dług szybko rośnie, koszty jego obsługi zabierają coraz większą część dochodów państwa, a kalendarz wyborczy odbiera rządzącym gotowość do podjęcia niepopularnych decyzji. Polska nie znajduje się dziś w kryzysie wypłacalności, jednak idzie ścieżką, która zawęża pole manewru państwa i zwiększa jego podatność na przyszły wstrząs.
Ocena „A-” nadal należy do kategorii inwestycyjnej, ale nie może służyć jako uspokajający slogan. Model Fitch wskazywałby na rating „A”, lecz agencja obniżyła wynik końcowy o jeden poziom po zastosowaniu korekty jakościowej. Powodem jest ryzyko, że przedłużający się impas polityczny ograniczy zdolność Polski do prowadzenia reform, w tym przede wszystkim do uporządkowania finansów publicznych.
Deficyt Polski ponad dwukrotnie wyższy od mediany
Liczby przedstawione przez Fitch powinny wywołać poważną debatę o odpowiedzialności rządu. Agencja przewiduje, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniesie w 2026 roku 6,9 proc. PKB, podczas gdy mediana dla państw porównywanych z Polską to 3 proc. Oznacza to, że polska nierównowaga pozostanie ponad dwukrotnie większa od punktu odniesienia dla krajów o zbliżonej ocenie kredytowej.
Niepokój pogłębia prognoza na rok wyborczy. Fitch podniósł przewidywany deficyt w 2027 roku z 6,2 do 6,7 proc. PKB i jednocześnie zastrzegł, że dodatkowe wydatki podejmowane przed wyborami parlamentarnymi mogą jeszcze pogorszyć ten wynik. Nie mamy zatem do czynienia z szybką drogą powrotu do równowagi, lecz z perspektywą utrwalenia deficytu na poziomie, który w normalnych warunkach powinien uruchamiać alarm w całym państwie.
Na łamach „Wszystko co Najważniejsze” Jan Rokita zwracał już uwagę, że deficyt za 2025 rok wyniósł 7,3 proc. PKB, a prognoza na 2026 rok pozostaje wyższa od założeń zapisanych wcześniej przez rząd. Autor tekstu „Dziura Domańskiego” przypominał, że ćwierć wieku temu znacznie niższe wartości wywoływały w Polsce autentyczny lęk o trwałość gospodarczego sukcesu państwa. Dzisiaj najbardziej niebezpieczna może być nie tylko sama skala deficytu, ale również społeczna i polityczna obojętność wobec jego dalszego wzrostu.
Dług rośnie szybciej niż poczucie zagrożenia
Jeszcze w listopadzie 2023 roku Fitch prognozował, że relacja długu sektora instytucji rządowych i samorządowych do PKB wyniesie 49,5 proc. Według najnowszego raportu pod koniec 2025 roku osiągnęła już 59,7 proc., natomiast w 2028 roku agencja przewiduje wzrost aż do 72,7 proc. PKB. W tym samym czasie mediana dla państw z ratingiem z grupy „A” ma wynosić 58,1 proc. PKB.
Oznacza to wzrost o ponad 23 punkty procentowe pomiędzy punktem odniesienia z końca 2023 roku a prognozą na 2028 rok. Takiej dynamiki nie można przedstawiać jako zwykłego skutku większych potrzeb państwa ani przejściowego zaburzenia, które rozwiąże się wraz ze wzrostem gospodarczym. Fitch wskazuje wprost na utrzymujące się deficyty pierwotne oraz finansowanie wydatków pozabudżetowych jako czynniki napędzające zadłużenie.
Szczególnie niebezpieczne jest to, że krajowe reguły budżetowe coraz słabiej pełnią funkcję hamulca. Konstytucyjny limit zadłużenia odnosi się do krajowej metodologii długu publicznego, innej niż szersza miara stosowana przez instytucje europejskie i agencje ratingowe, a część zobowiązań finansowana jest poza centralnym budżetem państwa. Fitch ocenia, że reguły te prawdopodobnie nie będą skutecznie wiązać rządu przed 2029 rokiem, chociaż Polska już od 2024 roku pozostaje objęta unijną procedurą nadmiernego deficytu.
Coraz większa część dochodów państwa zostanie przeznaczona na odsetki
Rosnący dług nie jest abstrakcyjną wartością zapisaną w tabeli, lecz zobowiązaniem, które trzeba obsługiwać z przyszłych dochodów budżetu. Fitch prognozuje, że w 2028 roku koszty obsługi zadłużenia pochłoną 6,8 proc. dochodów sektora finansów publicznych, podczas gdy mediana dla państw z grupy ratingowej „A” ma wynosić 5 proc. Każda dodatkowa złotówka przeznaczona na odsetki nie będzie mogła zostać wykorzystana na bezpieczeństwo, ochronę zdrowia, inwestycje, naukę ani rozwój infrastruktury.
Obniżka ratingu mogłaby zwiększyć presję na koszty finansowania, ponieważ część inwestorów zażądałaby wyższej premii za ryzyko. Nie istnieje prosty automat, w którym pojedyncza decyzja agencji natychmiast ustala rentowność wszystkich polskich obligacji, ale rating pozostaje jednym z ważnych elementów oceny państwa jako dłużnika. Im większe potrzeby pożyczkowe i im słabsza wiarygodność planu fiskalnego, tym dotkliwsze mogą być skutki zmiany nastrojów na rynku.
Fitch wskazuje, że Polska korzysta z dużej bazy inwestorów krajowych, a udział nierezydentów w krajowym długu był na koniec 2025 roku niski i wynosił 11,2 proc. To ogranicza wrażliwość na nagły odpływ kapitału zagranicznego, lecz nie usuwa kosztu rosnącego zadłużenia i nie zastępuje konsolidacji finansów. Państwo nie może uznać, że skoro jego obligacje kupują w dużej mierze krajowe banki i instytucje, dalszy wzrost długu staje się bezpieczny.
Wzrost gospodarczy nie naprawia polityki budżetowej Donalda Tuska
Fitch przewiduje wzrost realnego PKB Polski o 3,3 proc. w 2026 roku, a następnie spowolnienie do 2,9 proc. w 2027 roku. Są to wyniki wyższe od mediany dla państw porównywalnych, lecz agencja zaznacza, że ostatnie lepsze od oczekiwań tempo wzrostu było wspierane przez luźną politykę fiskalną. Gospodarka rośnie więc częściowo dzięki impulsowi, za który państwo wystawia rachunek przyszłym budżetom.
To zasadnicza słabość obecnej polityki. Wysoki wzrost powinien być okresem odbudowy buforów, zmniejszania deficytu i przygotowywania państwa na gorszą koniunkturę, tymczasem Polska utrzymuje nierównowagę przekraczającą 6 proc. PKB. Jeżeli tak głęboki deficyt występuje przy wzroście gospodarczym zbliżonym do 3 proc., powstaje pytanie, jak budżet zareaguje na recesję, zewnętrzny kryzys albo silny wzrost kosztów finansowania.
Rząd nie przedstawił dotąd planu, który Fitch uznałby za wiarygodną odpowiedź na to zagrożenie. Wśród czynników mogących doprowadzić do obniżenia oceny agencja wymienia niepowodzenie w redukcji deficytów, brak działań konsolidacyjnych, przedwyborcze luzowanie fiskalne, słabszy wzrost oraz istotne zwiększenie kosztów finansowania. Jest to katalog ryzyk dotyczących nie odległej przyszłości, lecz najbliższych kilkunastu miesięcy.
Wcześniejsze obniżenie perspektywy przez Fitch i podobny ruch Moody’s zostały już na łamach „Wszystko co Najważniejsze” opisane jako gospodarcza żółta kartka dla Donalda Tuska i Andrzeja Domańskiego. Najnowsza ocena pokazuje, że przez kolejny rok kartka nie została anulowana, a przyczyny ostrzeżenia nie zniknęły.
Przedwyborcze rozdawnictwo może przybliżyć obniżkę ratingu
Fitch zwraca szczególną uwagę na polityczny kalendarz 2027 roku. Agencja ocenia, że debata przed wyborami wskazuje na ograniczoną gotowość do konsolidacji budżetowej, ponieważ podwyżki podatków i ograniczenia wydatków socjalnych byłyby społecznie oraz politycznie niepopularne. To język techniczny, za którym kryje się poważne ostrzeżenie: interes kampanii może ponownie zostać postawiony ponad długoterminowym bezpieczeństwem finansowym państwa.
Rząd może próbować odsunąć trudne decyzje do czasu po wyborach, jednak dług i odsetki nie respektują kalendarza politycznego. Każdy kolejny rok wysokiego deficytu zwiększa bazę zadłużenia, od której naliczane są przyszłe koszty, a zarazem ogranicza możliwości następnego gabinetu. Im później rozpocznie się naprawa finansów, tym bardziej gwałtowne i społecznie kosztowne mogą okazać się konieczne działania.
W tym sensie rating Fitcha dla Polski jest również wiadomością o stawce, jaką będą miały wybory parlamentarne w Polsce w 2027 roku. Wyłoniona w nich większość nie przejmie państwa z czystą kartą, lecz z narastającym długiem, bardzo wysokim deficytem i kosztami obsługi zobowiązań większymi niż w porównywalnych gospodarkach. Spór wyborczy nie powinien więc dotyczyć wyłącznie nowych obietnic, ale również tego, kto i w jaki sposób przywróci wiarygodność finansom publicznym.
Jaką Polskę rząd Donalda Tuska zostawi następcom?
Prognoza Fitch na 2028 rok pokazuje możliwy bilans, z którym będzie musiał zmierzyć się rząd utworzony po wyborach parlamentarnych. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych ma wówczas nadal wynosić 6,1 proc. PKB, a dług ma sięgnąć 72,7 proc. PKB. Pierwszy pełny budżet nowej większości może być zatem budżetem przymusowej naprawy po latach odkładania decyzji.
To właśnie może okazać się najcięższą częścią politycznego dziedzictwa Donalda Tuska i jego ekipy. Następcy odziedziczą nie tylko zobowiązania podjęte przez poprzedników, lecz również znacznie mniejszą swobodę prowadzenia własnej polityki, ponieważ rosnące odsetki i wymogi unijnej procedury nadmiernego deficytu zaczną wyznaczać granice możliwych decyzji. Im więcej wydatków zostanie dziś sfinansowanych długiem, tym mniej przestrzeni pozostanie przyszłemu rządowi na reagowanie na kryzysy i realizowanie programu, z którym otrzyma mandat wyborców.
Nie oznacza to, że obniżenie ratingu jest przesądzone. Fitch wskazuje możliwość powrotu perspektywy do stabilnej, jeżeli tempo wzrostu zadłużenia osłabnie dzięki trwałej redukcji deficytów lub większej odporności wzrostu gospodarczego. Problem polega na tym, że w najnowszym komunikacie agencja nie widzi jeszcze jasnej strategii, która prowadziłaby Polskę w tym kierunku.
Rząd Donalda Tuska powinien zostać rozliczony nie z tonu komunikatów Ministerstwa Finansów, lecz z kierunku najważniejszych wskaźników. Od 2023 roku wyraźnie wzrosły deficyt, dług i przewidywane koszty jego obsługi, a dwie z trzech największych agencji ratingowych utrzymują negatywną perspektywę oceny Polski. Jesienny przegląd Moody’s zaplanowany na 18 września oraz przegląd S&P Global Ratings wyznaczony na 6 listopada będą następnymi testami wiarygodności państwa.
Negatywny ranking Fitcha dla Polski nie powinien więc przejść bez echa. To nie jest jeszcze decyzja spychająca kraj poza kategorię inwestycyjną ani formalna obniżka noty w sierpniu 2026 roku, ale wyraźne ostrzeżenie przed kierunkiem, w którym zmierzają finanse publiczne. Jeżeli rząd nadal będzie odkładał konsolidację i podporządkowywał budżet logice wyborczej, cenę zapłacą nie tylko jego polityczni następcy, lecz przedsiębiorcy, podatnicy i całe społeczeństwo.
Sebastian Nizio





