Jan ROKITA: Afera Berka

Afera Berka

Photo of Jan ROKITA

Jan ROKITA

Filozof polityki. Absolwent prawa UJ. Działacz opozycji solidarnościowej, poseł na Sejm w latach 1989-2007, były przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wykładowca akademicki. Autor felietonów "Luksus własnego zdania", które ukazują się w każdą sobotę we "Wszystko co Najważniejsze".

Ryc.: Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autora

To właśnie Maciej Berek jest autorem (oczywiście na rozkaz premiera) sławetnej uchwały rządowej 162 z 18 grudnia 2024 roku, mocą której rząd Tuska przyznał sobie prawo zawieszenia mocy kilkunastu przepisów konstytucyjnych, które w aktualnej walce z PiS-em były mu akurat niewygodne – pisze Jan ROKITA

.Na czołówkach mediów czytam lamenty publicystów nad tym, iż premier wysyła do Trybunału Konstytucyjnego swojego ministra Macieja Berka, którego sam zwykł określać mianem swojej „prawej ręki”. Nie dziwi mnie, że lamentują publicyści związani z PiS-em, bo dla nich żadna okazja do załamania rąk nad skandalicznym postępowaniem Tuska nie jest warta przepuszczenia. Ale co ciekawe, lamentują również publicyści prorządowi nad tym, że (jak pisze np. komentatorka „Rzeczpospolitej”): „W praktyce Tusk już się nie różni od PiS-u, czym więc będzie teraz straszył wyborców?”.

Sprawia to wszystko takie wrażenie, jakby po pierwsze – wysyłanie przez partie swoich polityków do sądu konstytucyjnego było jakąś straszliwą obrazą i gwałtem dokonywanym na ustroju państwa, a po drugie – na dodatek praktyką niespotykaną nigdzie w świecie, którą dopiero w Polsce wymyślił straszny Jarosław Kaczyński, a Tusk teraz nikczemnie go naśladuje. Tymczasem jedno i drugie jest nie tylko niedorzecznością, ale są to wręcz dwie niedorzeczności obrażające umysł kogoś, kto jako tako rozumie instytucje demokratycznego państwa.

Ale zacznijmy nie od instytucji, lecz od czystej polityki, czyli rywalizacji o władzę. Przypuszczenie, że Tusk na skutek nominacji Berka traci teraz jakiś szlachetny, rycerski wizerunek wśród swoich zwolenników, również nie ma pokrycia w rzeczywistości. Gros wyborców Tuska nie chce wcale tego, aby robił on coś inaczej niźli PiS, ale pragnie jedynie, aby działał tak, aby PiS zniszczyć albo co najmniej osłabić. Tu przecież leży przyczyna, dla której wyborcy Tuska w większości są skłonni uważać (pokazują to sondaże), że jego postępowanie jest nazbyt „łagodne”, „ostrożne” i „praworządne”, i tylko dlatego politycy PiS-u mogą nadal robić antyrządową politykę, zamiast siedzieć już dawno w kryminale.

W podzielonej partyjnie Polsce dawno już umarło wszelkie marzenie o wysokich standardach władzy (o ile w ogóle kiedyś takie marzenie tu istniało), a zastąpiło je namiętne pragnienie pognębienia znienawidzonego wroga politycznego. Kto nie rozumie tej oczywistości mentalnej przemiany Polaków, ten nie rozumie w ogóle logiki współczesnej polskiej polityki. I dlatego samo przypuszczenie, iż wyborcy Tuska doznają teraz załamania czy rozczarowania na skutek jakiegoś złamania przezeń standardów władzy, jest tak wielką niedorzecznością.

.Ale nie o tym tak naprawdę ma być ten felieton. Jest on bowiem raczej przejawem mojego zdziwienia nad słabym rozumieniem sensu republikańskich instytucji politycznych. Trybunał Konstytucyjny (choć z braku lepszego słowa nazywamy go czasem sądem, sam to również czynię) w istocie rzeczy żadnym sądem nie jest, gdyż nie wymierza sprawiedliwości. Tak zresztą, najzupełniej logicznie, wyraźnie stanowi polska konstytucja, która (w art. 175) wyraźnie wyłącza Trybunał z systemu wymiaru sprawiedliwości. Rolą Trybunału jest swoisty udział w mechanizmie stanowienia prawa, dlatego zresztą faktyczny twórca europejskiej idei sądu konstytucyjnego – wielki prawnik Hans Kelsen – nazwał go właśnie „negatywnym ustawodawcą”. W demokracji ustawodawstwo – to zadanie par excellence przewidziane dla polityków; można by nawet rzec, że stanowienie prawa jest samym sednem działalności demokratycznego polityka.

Sąd konstytucyjny jest zatem instytucją ściśle polityczną, stworzoną po to, by zasiadali w nim politycy. Z dwoma zastrzeżeniami. Pierwszym, że powinni oni trochę więcej od zwykłych posłów wiedzieć na temat prawa, skoro mają wydawać orzeczenia. I drugim – że skoro mają równoważyć parlament i rząd, to zasiadając w sądzie, powinni zrzec się mandatu parlamentarnego i funkcji rządowych.

Wedle tych zasad są urządzone sądy konstytucyjne niemal w całej Europie. By nie być tu gołosłownym, tylko kilka przykładów. Np. w Belgii wymagane jest, aby połowa członków tego sądu miała co najmniej pięcioletni staż parlamentarzysty. We Francji Rada Konstytucyjna składa się niemal wyłącznie z byłych prezydentów, posłów i ministrów, tylko jej dwóch członków – to jeden sędzia i jeden urzędnik. Prezes hiszpańskiego trybunału Conde-Pumpido to zaangażowany polityk tamtejszej rządzącej lewicy, a trybunału niemieckiego Stephan Harbarth – to z kolei do niedawna prawa ręka Angeli Merkel, wiceszef frakcji CDU, który w imieniu ówczesnej kanclerz negocjował powstanie niemieckiej koalicji rządowej. Ten ostatni przypadek jest szczególnie ciekawy, gdyż niemiecki trybunał był konstruowany przez okupacyjne władze amerykańskie, z oczywistych względów nieufające po II wojnie światowej niemieckim politykom, próbujące więc ograniczyć niemiecką politykę rozszerzoną władzą niezależnej kasty sędziowskiej. Jak widać, po latach taki model przestał być funkcjonalny.

Zresztą nie inaczej było przecież dotąd w Polsce, a lista partyjnych polityków w Trybunale Konstytucyjnym jest bardzo długa. Począwszy od jego prezesa Jerzego Stępnia – wiceministra spraw wewnętrznych w rządzie AWS, poprzez Marka Kotlinowskiego – posła i prezesa Ligi Polskich Rodzin, Janusza Niemcewicza – czołowego posła i ministra Unii Wolności, Marka Mazurkiewicza – posła i jednego z liderów postkomunistycznej lewicy, Teresę Liszcz – polityk, która była weteranką partyjnej polityki, reprezentując w sejmie kolejno ZSL, PC i AWS, czy Jerzego Ciemniewskiego, który z roli kluczowego ministra w rządzie Mazowieckiego przeszedł do Trybunału.

Taką praktykę przez lata uznawano w Polsce za normalną i nienaruszającą żadnych standardów, aż do roku 2019, kiedy to Jarosław Kaczyński wysłał do Trybunału dwoje swoich posłów: Krystynę Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza. A że czas już był wtedy taki, iż każdy bicz na PiS był dobry do użycia, a dwójka nowych sędziów wyróżniała się ostrością uprawianych polemik partyjnych, więc antypisowska propaganda wmówiła znacznej części opinii publicznej, iż te dwie nominację trybunalskie były jakimś niesłychanym ustrojowym skandalem, wołającym o pomstę do nieba. Najwyraźniej w ten propagandowy nonsens uwierzyli na serio do dziś dnia niektórzy publicyści, stąd naiwny lament nad dzisiejszym postępowaniem Tuska.

Do tego wszystkiego trzeba jednak dodać jeszcze jedną rzecz, osobiście dotyczącą figury ministra Macieja Berka. Otóż sam miałbym zastrzeżenia do jego trybunalskiej kandydatury, ale z całkiem innych i, mam wrażenie, mało dziś kogokolwiek obchodzących powodów. Zdaje się, że to właśnie Berek jest autorem (oczywiście na rozkaz premiera) sławetnej uchwały rządowej 162 z 18 grudnia 2024 roku, mocą której rząd Tuska przyznał sobie prawo zawieszenia mocy kilkunastu przepisów konstytucyjnych, które w aktualnej walce z PiS-em były mu akurat niewygodne. Tamta uchwała, obowiązująca zresztą do dziś dnia, to najbardziej drastyczny przypadek zlekceważenia konstytucji i zaprowadzenia w Polsce sui generis „ograniczonego stanu wyjątkowego”, to znaczy stanu, w którym dla wygody władzy niektóre prawa przestają na jakiś czas de facto obowiązywać.

.Etycznym obowiązkiem Berka, jako prawnika i legislatora, który dostał rozkaz napisania czegoś takiego, była odmowa wykonania bezprawnego rozkazu. Berek rozkaz wykonał, co przynajmniej w moich oczach dyskredytuje go jako prawnika. Nie powinien więc zasiąść w Trybunale nie dlatego, że jest politykiem i człowiekiem Tuska, ale dlatego, że zrobił coś, czego prawnikowi nie wolno zrobić pod żadnym pozorem. Tyle tylko że – powtórzmy ten smutny fakt – takie „drobiazgi” w dzisiejszej Polsce to już naprawdę nikogo nie obchodzą.

Jan Rokita

Obrazek posiada pusty atrybut alt - plik: bKa6AeN1-image.png
Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 14 sierpnia 2026
Fot. Jacek Szydlowski / Forum