
Polityczny efekt Rashōmon
Spór o Trybunał Konstytucyjny to ewidentna systemowa słabość państwa polskiego. Ale może się okazać ona szansą – pisze Agaton KOZIŃSKI
.W psychologii funkcjonuje termin „efekt Rashōmon”. Nazwa nawiązuje do słynnego filmu Akiry Kurosawy z 1950 roku. Fabuła opowiada o napadzie na samuraja widzianym przez cztery różne osoby. Ich późniejsze relacje różnią się jednak tak bardzo, że właściwie niemożnym okazuje się ustalenie, co się stało w czasie tego napadu.
W szerszym kontekście efekt Rashōmon to sytuacja, w której poszczególni odbiorcy te same fakty interpretują zupełnie inaczej. Ich rozumienie sytuacji różni się tak bardzo, że ustalenie prawdy okazuje się niemożliwe. Wszyscy wjechali w ślepą uliczkę – w dodatku każdy w inną. Pat.
Dokładnie taką sytuację obserwujemy teraz w przypadku sporu o Trybunał Konstytucyjny. Obecna dyskusja o tym, czy prezydent powinien zaprzysiąc wybranych przez Sejm sędziów, to kolejny jej odcinek. Każda strona ma swoje argumenty. Większość parlamentarna pyta prezydenta, dlaczego nie chce przyjąć od nich ślubowania, twierdząc, że to rolą Sejmu jest wskazywanie, kto powinien zasiadać w Trybunale – i ma pod tym względem rację. Ale pytanie ze strony Kancelarii Prezydenta o to, dlaczego czterech sędziów TK nie zostało wybranych od razu, gdy skończyła się kadencja ich poprzedników (a więc w roku poprzednim), również jest zasadne.
W sumie można by się cieszyć – mamy pytania, a dobre pytanie to połowa drogi do rozwiązania problemu. Ale w tym przypadku to tak nie działa. Z jednego powodu: nikt nawet nie próbuje szukać odpowiedzi. Albo jeszcze inaczej – zadający pytania sami sobie od razu odpowiadają i nawet nie próbują słuchać, co do powiedzenia mają inni. Nie ma możliwości, by dojść do prawdy, ustalić rzeczywisty stan rzeczy w sytuacji, gdy mamy dwie równoległe rzeczywistości z dwoma całkowicie odmiennymi interpretacjami zestawu faktów leżących na stole. Efekt Rashōmon w pełnej krasie.
Obserwujemy go właściwie od początku sporu o Trybunał Konstytucyjny od 2015 r. Dwie strony tego konfliktu mają swoje racje. Tłumy prawników stojące za tymi stronami dostarczają argumentów, które te racje jeszcze utwardzają. A jednocześnie całkowity brak rzeczywistego dialogu między nimi. Dwa równoległe monologi. Teoretycznie o tym samym, bo o Trybunale Konstytucyjnym. W praktyce – jakbyśmy mieli całkowicie różne instytucje przez przypadek tylko noszące tę samą nazwę. Niczym w Matrixie, w scenie, gdy trzeba wybrać między czerwoną i niebieską pigułką. Z tą różnicą, że w tym przypadku ręce z dwoma pastylkami wyciągają do nas obie strony.
W tym miejscu można by dopisać kilka akapitów o cynizmie polityków, którzy do swojej rywalizacji wciągnęli zapisane w ustawie zasadniczej instytucje. Jak z konstytucyjnego porządku dwie największe partie uczyniły pole zaciekłej walki. Bo wojna wokół Trybunału tylko z pozoru jest starciem o kształt tej instytucji, w rzeczywistości jest po prostu areną przedwyborczej rozgrywki. O politykę tu chodzi, nie o jakość instytucji.
Ale zróbmy krok do przodu – bo o tym, że sytuacja wokół Trybunału jest patowa, wiadomo od dawna. Ta instytucja stała się ewidentnie słabym ogniwem polskiego systemu instytucjonalnego. I właśnie w tej słabości trzeba szukać szansy – na tej samej zasadzie jak mityczny Dawid w swej słabości szukał szansy w starciu z Goliatem. Goliat najprawdopodobniej cierpiał na dziedziczną chorobę przysadki mózgowej. To właśnie z tego powodu był tak ogromny (gigantyzm to jej efekt uboczny), ale też słabo widział. Drobny Dawid fizycznie od Goliata wyraźnie odstawał, wiedział więc, że w tym starciu musi szukać swoich szans gdzie indziej. Ale widział bardzo dobrze. I szybko dostrzegł, na czym polega jego przewaga.
Dokładnie na tej samej zasadzie trzeba podejść do sporu o Trybunał. Słabość – paraliż Trybunału – trzeba przekuć w szansę. Tą szansą byłoby ułożenie porządku instytucjonalnego od początku. Zerwanie z ciągłym, coraz bardziej rytualnym przerzucaniem odpowiedzialności na drugą stronę za kryzys z TK. Tym bardziej że nie jest on odosobniony – przecież podobny problem jest z KRS, Sądem Najwyższym czy ze statusem wielu sędziów sądów powszechnych.
Na razie trwają próby tworzenia rozwiązań pomostowych, tymczasowych protez, pozwalających spinać całość. Ale na dłuższą metę ten stan rzeczy jest nie do utrzymania. Potrzebna będzie opcja zero. Reset obecnego porządku i zbudowanie go od początku. Tylko w ten sposób uwolnimy się od tego destrukcyjnego efektu Rashōmon w polskiej przestrzeni publicznej.A do tego będzie potrzebna nowa konstytucja.
.Nie ma w Polsce momentu konstytucyjnego. Nie zapowiada się, by szybko on się pojawił. Ale jesteśmy coraz bliżej niego. Obecny spór o Trybunał stanowi jego zalążek. Im szybciej do tej myśli dojrzejemy, tym szybciej uda nam się obecną słabość zamienić w szansę.


