Potrzeba stabilnego prawa

Wiesław JOHANN

Prawnik, obrońca w głośnych procesach politycznych, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Był też pełnomocnikiem rządu ds. likwidacji Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk. Odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Prawo musi być stabilne, czytelne, jasne – a obywatel musi wiedzieć, w jakiej przestrzeni prawnej się porusza – twierdzi mecenas Wiesław JOHANN w rozmowie z Radkiem MOLENDĄ

– W dyskusji o reformie sądownictwa umykają nam pojęcia i sprawy podstawowe, jak samo prawo. Jaka jest jego rola i znaczenie dla społeczeństwa?

– Od samego początku swojego istnienia, od początku cywilizacji ludzie starali się żyć według pewnych zasad przyjętych jako obowiązujące całą społeczność normy prawne – zaczynając od słynnego kodeksu Hammurabiego, poprzez całe prawo rzymskie, późniejsze prawo europejskie. Potrzebujemy pewnego obrazu normatywnego, jak obywatele powinni się zachowywać, ale także jakie są obowiązki władzy publicznej wobec obywateli. Potrzebujemy ująć je w normy prawne. I na nich się opiera funkcjonowanie prawa.

Warto odnieść się do dwóch pojęć. Z jednej strony jest moralność dyktująca każdemu z nas, że powinniśmy zachowywać się w sposób etyczny. Ale to jest tylko powinność. Natomiast z drugiej strony – te normy naszego postępowania powinny być wyraźnie ustalone i zapisane w postaci nakazów czy zobowiązań. I w nowoczesnym systemie prawa mamy taki zapisany podział na obywatelskie obowiązki oraz prawa i wolności. Najlepszym tego przykładem jest nasza konstytucja.

– Dlaczego wiec mamy taki problem z prawem?

– Od zarania ludzkości chodzi o to, by ująć w obowiązujące ramy pewne zasady postępowania. A te zasady dotyczą i obywateli, i władzy publicznej, która ma wobec obywateli określone zobowiązania. Jeśli tę władzę sprawuje, musi mieć świadomość, że robi to w imieniu obywateli.

– Jaka jest relacja między prawem i demokracją?

– Najlepiej odnieść się do zapisów konstytucji, a w niej czytamy, że suwerenem jest naród. W Polsce mamy system demokracji bezpośredniej, kiedy naród w drodze wolnych wyborów wybiera prezydenta oraz swoich przedstawicieli do obu izb parlamentu. I mamy system demokracji pośredniej, np. przez referenda. A więc to naród jest najwyższą władzą – a nie sejm, senat czy prezydent. I de facto to naród poprzez swoich przedstawicieli decyduje o kształcie prawa.

– Znamy jednak wypowiedzi znanych prawników, że suwerenem jest nie naród, ale konstytucja, a nawet „wartości znajdujące się w prawie, na których straży stoją niezależne sądy i niezawiśli sędziowie”.

– To są poglądy dla mnie kompletnie niezrozumiałe, odbiegające od zapisów Konstytucji RP. Gdy się przyjrzymy konstytucjom europejskim, znajdziemy w nich dokładnie te same normy. Suwerenem, podmiotem decydującym o kształcie państwa jest społeczeństwo, które swoimi głosami wybiera władzę. Dlatego mówimy, że jest to władza publiczna. I jest to najbardziej znana, choć ponoć nie najlepsza, forma wyboru władzy ustawodawczej czy w pewnym sensie także władzy wykonawczej.

– Jak więc rozumieć twierdzenia, że władza publiczna zmieniająca prawo to zamach na demokrację?

– Każdy ma prawo do swoich poglądów. Ja z tą postawą absolutnie się nie zgadzam. Można powtórzyć: suweren dokonał wyboru, dał władzę w ręce określonej grupy ludzi, a gdy ta zmienia prawo – jest to normalne zachowanie w demokratycznym państwie. A że ta władza jest krytykowana? Na tym także polega demokracja, że każdy ma prawo nie tylko do wyboru, ale i do oceny władzy i jej organów.

– Czy częste zmiany prawa służą państwu?

– Nie. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem stałych zmian w prawie. Wychodzę z bardzo prostego założenia: prawo musi być stabilne, czytelne, jasne. Prawo nie może podlegać jakimkolwiek interpretacjom, szczególnie takie jego dyscypliny, jak prawo karne czy prawo podatkowe. Nie można z dnia na dzień zmieniać stanów faktycznych, że coś, co jest karalne, nagle nie podlega karze – i na odwrót. To dwie gałęzie prawa odnoszące się bezpośrednio do obywateli, i one muszą być dla nich czytelne.

– Czyli niezmieniające się prawo świadczy o sile, a nie skostnieniu państwa?

– Oczywiście, jeśli jest to prawo przemyślane, dobrze skonstruowane i klarowne. Obywatel musi wiedzieć, w jakiej przestrzeni prawnej się porusza. A potem dopiero można stosować twierdzenie: Ignorantia iuris nocet, że nieznajomość prawa nie zwalnia od konsekwencji jego przestrzegania. Gdy przyglądam się temu, co się obecnie dzieje, czy to odnośnie do kodeksu karnego, czy do cywilnego – to jest to po prostu nie do przyjęcia.

Rozmawiał Radek Molenda
Rozmowa opublikowana w wyd. 32(618)/2017 r. tygodnika „Idziemy. POLECAMY: [LINK]

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z