Nieprawnika uwagi o wymiarze sprawiedliwości przed prezydenckimi konsultacjami

Jarosław OBREMSKI

Senator RP. Były wiceprezydent Wrocławia.

Ryc.: Fabien Clairefond

zobacz inne teksty autora

.Do tej pory wydawało mi się, że głosując, decyduję, czy dana regulacja cząstkowo, długofalowo służy Polakom, czy pomaga jakiejś grupie bez nadmiernego i niesprawiedliwego obciążenia innych. Dziś muszę brać pod uwagę jeszcze inny czynnik. Czy głosując tak, a nie inaczej, obniżam, czy podwyższam społeczną polaryzację i agresję. Nie oznacza to rezygnacji z polemik, ale nakazuje co najmniej łagodzenie języka – pisze senator Jarosław OBREMSKI

Problem pierwszy

Mam wrażenie, że główna oś sporu o polski wymiar sprawiedliwości to pytanie, czy bardziej koncepcja „sprawiedliwość i prawo”, czy „prawo lub sprawiedliwość”. Spójnik „lub” oznacza, że obowiązujący system wyżej stawia, choć często nie jest w sprzeczności, twardą literę prawa i jej interpretację gremiów prawniczych niż powszechne odczucia tego, co słuszne i sprawiedliwe.

Dla wielu z nas pierwotne jest naturalne poczucie sprawiedliwości. Z fundamentu prawa naturalnego rodzi się dobre prawo, niesprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Dobre, czyli także akceptowane przez większość, przyjęte za Rawlsowską „zasłoną niewiedzy”.

Być może to jest jeden z większych problemów III RP. Wmówiono nam, iż jedynym lub prawie jedynym regulatorem naszych zachowań ma być prawo. Tym wymuszano na nas akceptację dla niewinności zbrodniarzy stalinowskich, bezkarności sędziów stanu wojennego, niesprawiedliwej prywatyzacji i niewzruszalności aktów notarialnych po oszustwach reprywatyzacyjnych w stolicy. Prawo tak, przyzwoitość i honor niekoniecznie, a z czasem coraz bardziej rozjeżdżało się to, co prawnie dozwolone, a to, co nasi obywatele uważają za honorowe i przyzwoite. Regulator przyzwoitości, jakim jest kultura, zanikł lub był zastępowany kontrkulturą z dramatycznym zerwaniem ciągłości tradycji, co tylko potęgowało chaos aksjologiczny. Coraz trudniej takiej koncepcji tylko prawnej bazy naszej państwowości bronić. Co więcej, Sąd Najwyższy nie łagodził napięcia między sprawiedliwością a prawem.

Problem drugi

Po 1989 roku, po doświadczeniach PRL-u, baliśmy się silnego państwa. Wydawało nam się, że wolności obywatelskie stworzą bazę społeczeństwa obywatelskiego i wymuszą państwo nam uległe, a w rezultacie sprawne. Dziś wiem, że raczej jest odwrotnie, to zaufanie do państwa buduje zaangażowanie obywatelskie. Sprawna oświata, poczucie bezpieczeństwa, przekonanie o równych szansach uzupełnione o komponent „ciepły”, czyli patriotyzm, dumę z historii, kulturę narodową, media nierozrywające wspólnoty nadmierną polaryzacją, solidarność społeczną typu 500+, napędzają obywatelskie zaangażowanie. Budują przestrzeń socjologiczną między rodziną a narodem. W wielu gminach zbudowaliśmy wspólnoty lokalne właśnie dlatego, że samorząd działał efektywnie. Sprawne państwo to także nieopieszałość postępowań sądowych, większa transparentność, oczyszczanie środowiska sędziowskiego z tych niegodnych noszenia togi.

Problem trzeci

Dookreślenie znaczenia polskiej konstytucji. Znalezienie równowagi między określeniami „taka książeczka” a nadmierną sakralizacją. Jako senator składam przysięgę, że będę jej przestrzegał. Tu zgoda, tak być powinno, ale nie jest to dokument dla mnie święty, jest regulatorem, jest ograniczeniem także mojej samowoli. Motywacją „bycia dla Polski” jednak ten dokument dla mnie nie jest. Jak już, to utożsamiam się z przesłaniem preambuły: „W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny (…) my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej (…) równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski, wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach”. Koncepcja patriotyzmu konstytucyjnego wydaje mi się nie tylko imitacją niemieckiego konceptu po 1945 r., w Polsce sprawą sztuczną. Szacunek do prawa tak, ale polski patriotyzm to nie zachwyt nad prawem i konstytucją, ale co najmniej nie sprzeniewierzanie się tradycji 1 i 31 sierpnia, R. Trauguttowi i J. Nowakowi-Jeziorańskiemu.

Problem czwarty

Współczesna demokracja ma problem z ekspertami. Narzuca się obywatelom dystans, wymusza brak udziału w decyzjach, przesuwając je na kręgi „lepszego wtajemniczenia”, a później narzeka na „ucieczkę od wolności”. Skądinąd państwo musi wiele spraw regulować i siłą rzeczy powołuje do takich ciał fachowców. Stiglitz twierdzi jednak, że są oni podwójnie korporacyjnie uwikłani. Po pierwsze, cała ich fachowość jest wsobna, korporacyjna, a po drugie mają oni świadomość po kadencji powrotu do korporacji zarówno zawodowo, jak i towarzysko. W efekcie ciała regulacyjne, w tym prawnicze, bardziej reprezentują siebie niż obywateli, konsumentów i szukających sprawiedliwości. Następuje naturalna autonomizacja. Potrzebujemy poważnej dyskusji, jak rządów prawa nie zamieniać w rządy prawników, jak rządów prawa nie zamienić na rządy interpretacji prawa. Stąd potrzeba szukania równowagi między trzema władzami i być może poszukiwania bardziej demokratycznych, tzn. z udziałem demosu, sposobów wyłaniania elit wymiaru sprawiedliwości.

Problem piąty

Zastanowienia się wymaga, na ile owo rozumienie prawa, konstytucyjności jest pochodną jednej szkoły interpretacji, jednych wspólnych metazałożeń obowiązujących w „kaście wiednej”, a niekoniecznie akceptowanych i rozumianych przez ogół. Wsobność kasty, system kształcenia, praktyka orzeczeń, własna „bańka informacyjna”, zamknięcie towarzyskie, solidarność zawodowa i sztuka imitacji tego, co bardziej na Zachód, powodują niezdolność dostrzeżenia możliwych innych metazałożeń. Stąd być może takie oburzenie dużej grupy prawników na sam zamiar wprowadzenia zmian. Nie ich świat z wygody intelektualnej jest tylko barbarią. Miałem takie wrażenie, kiedy obserwowałem, jak odrzucany, niezrozumiały i ośmieszany był poprzedni wiceminister sprawiedliwości Królikowski. On był z innej bajki rozumienia litery i ducha prawa. Także dlatego tak ważne jest wzajemne równoważenie się władz. Być może tu się mylę i uogólniam moje spostrzeżenia ze spotkań z europejskimi politykami. Tworzą oni przestrzeń akceptacji wyłącznie do coraz węziej interpretowanej demokracji liberalnej. Polityk motywowany chociażby personalizmem chrześcijańskim, szukający odpowiedzi na ład społeczny w komunitarianizmie jest spychany za limes prawdziwych Rzymian. Czy w sądownictwie nie mamy obowiązującej ideologiczności sprzedawanej w sosie bezalternatywności. Tylko taka sprawiedliwość albo żadna.

Problem szósty

Absolutyzacja wolności. Być może w moim pokoleniu to naturalne odreagowanie. W chrześcijańskim myśleniu o wolności jest ona sytuowana ku jakiemuś dobru, choć jest warunkiem koniecznym naszej wolnej woli. Chodzi mi jednak o coś jeszcze bardziej elementarnego; ograniczenie naszej swobody tym, co ogranicza ją innym. Niezawisłość sędziów to dyspozycja wewnętrzna, zdolność dotarcia do prawdy i znalezienie adekwatności kary. Podmiotem działań sędziego jest osąd i podsądny. Wolność sędziego to zewnętrzne warunki umożliwiające mu pełniejszą niezawisłość. Ta wolność jednak ograniczona jest terminami, administracją, budżetem…Musimy znaleźć odpowiedź, ile nadzoru administracyjnego jest dopuszczalne, ile z obowiązków administracyjnych należałoby odebrać sędziom, a przede wszystkim prezesom sądów jako zbędny balast, co minimalnie poprawia niezawisłość, a skutkuje nieefektywnością. Wolność i powolność sądów wchodzą w konflikt z wolnością obywateli, a dobrem, czyli wolnością „ku”, jest sprawność i sprawiedliwość, tak jak mówi nasza konstytucja.

Komponent parlamentarny, czyli gorsząca produkcja prawa

.Prawo jest stanowione w parlamencie. To tam możemy współtworzyć dla obywateli nie tylko dobre, zrozumiałe prawo, ale współbudować poszanowanie dla niego również przez powagę izb i powagę pracy legislacyjnej. Tu widzę kilka kłopotów.

Po pierwsze. Procedowanie nad tworzeniem prawa musi być poważne, co w wielu przypadkach oznacza, że nieraptowne. Ścieżka przyspieszona może być wykorzystywana z rzadka. Nigdy w sprawach doniosłej wagi. Usprawiedliwieniem nie może być kabaretowość zachowań opozycji parlamentarnej. Ogrywając ją, ogrywa się przy okazji obywateli, stwarza się wrażenie nieczystych intencji. Nie buduje się też na dłuższą metę przekonania obywateli o rzetelności proponowanych rozwiązań i otwiera się drzwi do lekceważenia prawa. Tak było z procedowaniem o Sądzie Najwyższym.

Po drugie. Ośmieszamy się własnym zachowaniem. Zdjęcia telefonem w każdym miejscu i czasie naszej parlamentarnej pracy. Były konstytucyjny minister tropiący telefonicznym aparatem spożywanie bułki przez posłankę z wrogiej partii, senator przebierający się w więzienny strój, poseł pokazujący środkowy palec. To przecież nawet nie poziom gimbazy. Jak obywatele mogą później uwierzyć, że dbamy o dobre prawo? Polacy widzą, że reprezentanci narodu bardziej budują emocje i podziały, niż marszczą czoło nad ustawami. Co więcej, wygląda na to, że parlamentarzyści mają rację, że emocje, a nie dobre prawo da im reelekcję. Mimo wszystko szkoda Polski i Polaków.

Po trzecie. Wróćmy do elementarnej logiki. Rozumowanie „Kali ukraść krowa – dobrze, gdy ktoś Kalemu ukradnie – źle” musi być napiętnowane. Jeżeli walczy się z niekonstytucyjnością ustaw, nie można jednocześnie straszyć parlamentarzystów więzieniem za takie, a nie inne głosowanie, bo to jest niekonstytucyjne (artykuł 105) i sprzeczne z zasadą o prawie niedziałającym wstecz.

Po czwarte. Nie należy wykorzystywać, a to grzech wszystkich od 25 lat, zmian organizacyjnych regulowanych przez ustawy do dokonywania zmian personalnych. Niestety, to oznacza także wcześniejszą, daleko idącą wrażliwość tych, co akurat rządzą, na poszukiwanie nawet swoich, ale niekoniecznie konfrontacyjnych względem aktualnej mniejszości. Bardzo trudne. Wiem.

Do tej pory wydawało mi się, że głosując, decyduję, czy dana regulacja cząstkowo, długofalowo służy Polakom, czy pomaga jakiejś grupie bez nadmiernego i niesprawiedliwego obciążenia innych. Dziś muszę brać pod uwagę jeszcze inny czynnik. Czy głosując tak, a nie inaczej, obniżam, czy podwyższam społeczną polaryzację i agresję. Nie oznacza to rezygnacji z polemik, ale nakazuje co najmniej łagodzenie języka. Mimo wszystko merytoryczność ustaw powinna być jednak ważniejsza niż niepokój o wojnę polsko-polską. Nie można tego jednak nie dostrzegać i z tego też będziemy rozliczani.

.Może mamy obecnie szansę – piszę i sam nie wierzę – obniżenia temperatury sporu, realnego poszukiwania sprawniejszego wymiaru sprawiedliwości i na nowo określenia równoważenia się dwóch pozostałych władz do tej trzeciej. Dziś wiemy, że jest zgoda większości Polaków na zmianę obecnego systemu autonomii władzy sądowniczej i jest chyba zgoda też większości, że proponowane zmiany zbyt przesuwały ową (nie)równowagę w stronę władzy wykonawczej. To może być początek dobrej dyskusji. Trzymajmy kciuki za Prezydenta i innych poważnych uczestników sporu, tych wszystkich, którym leży na sercu dobro wspólne, w tym mimo wszystko wielu parlamentarzystów.

Jarosław Obremski

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

  • Dla środowiska osób protestujących przed sądami niezbywalne warunki reformy to:

    1. wybory na sędziów

    2. ławy przysięgłych

    3.jawność procesów:

    4.dekomunizacja

    Do pkt.1 należałaby zapewne możliwość komentowania prowadzenia procesów przez strony. Jeśli sędzie nie spełnia procedur strony powinny mieć przynajmniej możliwość zaznaczenia tego publicznie.
    Jawność procesów, pk.2 oznacza otwartość posiedzeń, pełny dostęp do wyroków i akt, pełne nagrywanie procesów. Jest też niedopuszczalne, żeby sędzia interpretował i zmieniał po swojemu wnioski strony o zapis do protokołu.
    Ad.4 niestety pewni sędziowie powinni po prostu odejść z wymiaru sprawiedliwości i tu chyba innej drogi nie ma.

    Czy te cztery warunki mają szanse na uwzględnienie w przygotowywanym projekcie Prezydenta Dudy ?
    Pozdrawiam, Zbigniew Lisiecki

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z