Nicolas Maduro. Dyktator, ekscentryk, “dobry wujek” czy krwawy dyktator z Caracas? 

jak schwytano Nicolasa Maduro Wenezuela

Kim jest mężczyzna, który od 12 lat niepodzielnie rządzi Wenezuelą? Jakie wydarzenia sprawiły, że Nicolas Maduro przejął władzę w niedoszłym “socjalistycznym raju”, bogatym w ropę, ale z roku na rok pogrążającym się w kryzysie? 

Wenezuelczycy ofiarami kultu osobowości

.Los Jardines el Vale. Wzgórzysta dzielnica Caracas, dom dla setek rodzin klasy robotniczej, która w 50 i 60 latach XX wieku zaczynała grać coraz większą rolę w polityce Wenezueli. Rewolucyjne myśli i czyny były coraz częstsze, nawet jeżeli nikt nie mógł spodziewać się tego, jak bardzo zmienią ten południowoamerykański kraj. To w takiej atmosferze, w takim otoczeniu, na ulicy Calle 14 dorastał Nicolas Maduro (a raczej Nicolás Maduro Moros), syn działacza lewicowego i związkowca Nicolása Maduro Garcí i Teresy de Jesús Moros z pogranicza Kolumbii i Wenezueli. Wychowany w duchu rewolucyjnych ideałów, Nicolas Maduro był więc niejako “skazany” na rolę działacza. Tego, jak daleko zaprowadzi go ta kariera, nikt nie mógł wiedzieć.

.Żeby w pełni zrozumieć karierę niezamożnego Nicolasa Maduro, trzeba jednak przypomnieć chociaż fragment burzliwej historii rewolucji w Wenezueli. Jest to historia o tyle ciekawa, że o ile jej początek jest typowy dla całej Ameryki Łacińskiej, to jej zakończenie zaskoczyło niemal wszystkich. Wenezuela, była przez dekady (podobnie jak wiele innych krajów Ameryki Południowej) niemal feudalnym królestwem kolejnych wojskowych junt. Poziom nierówności społecznych nie różnił się zbytnio od stanu rzeczy sprzed 100 lat. Biedni robotnicy w miastach, jeszcze bardziej ubodzy chłopi wywodzący się z rdzennej ludności, i opływająca w bogactwa kasta żołnierzy, przemysłowców i polityków, topiących w krwi każde próby zmienienia tego stanu rzeczy. 

1948. 1958. 1992. Każda z tych dat oznacza zamach stanu (udany lub też nie). Było to niestety typowe dla wszystkich państw kontynentu. W Wenezueli miało jednak zdarzyć się coś rzadko spotykanego. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych w wojsku zaczęły kiełkować idee socjalistycznej, narodowej rewolucji. Twarz tej konspiracji. Hugo Chavez, próbował obalić rząd Wenezueli siłą. Lewicowy zamach stanu nie udał się, ale sam Chavez nie został zabity, uwięziony i sponiewierany. Stał się symbolem rewolucji dla wszystkich sfrustrowanych Wenezuelczyków… I po wyjściu z więzienia, rozpoczął kampanię na stanowisku prezydenta. 

W tym samym czasie, Nicolas Maduro zaczynał swoje dorosłe życie. Pracując jako kierowca miejskiego autobusu, założył tajny związek zawodowy, i bardzo szybko stał się liderem lokalnego ruchu robotniczego, idąc tym samym w ślady zmarłego w 1988 roku ojca. To było jednak dla niego za mało. Udał się na Kubę, gdzie jak wielu innych działaczy socjalistycznych odebrał gruntowne wykształcenie. Możemy tylko przypuszczać czego się tam nauczył, ale jedno jest pewne… Nie była to tylko teoria marksizmu, ale zapewne również praktyka. Gdy wrócił do Wenezueli, miał według niektórych źródeł być jednym z pierwszych rewolucjonistów, który skontaktowali się z pewnym popularnym wojskowym o imieniu Chavez. Jego wkład w nieudany pucz pozostaje zagadką, ale jedno jest pewne… BYŁ zaangażowany. 

.Hugo Chavez wygrał wybory, a za jego rządów rozpoczęła się faktyczna rewolucja socjalistyczna, która zmieniła kraj junt wojskowych w socjalistyczną republikę (której demokratyczność pozostawała jednak wiele do życzenia). Nicolas Maduro szybko piął się po szczeblach kariery w rządzie nowej, rewolucyjnej władzy, najpierw jako parlamentarzysta, potem jako minister spraw zagranicznych, ostatecznie zostając wiceprezydentem Wenezueli. Gdy Hugo Chavez ogłosił swój pogarszający się stan zdrowia, to właśnie Nicolas Maduro został ogłoszony jego “następcą”. 

Droga do władzy absolutnej początkowo wyglądała jak “demokratyczna” kariera. Wygrał kolejne wybory zaledwie jednym procentem wszystkich głosów, i mimo że jego rywal protestował przeciwko oszustwom wyborczym,  prosty kierowca autobusu objął rządy w Wenezueli. Przez jakiś czas gospodarka jego kraju prosperowała. Ceny wenezuelskiej ropy były wysokie i pozwalały rządowi na kolejne monumentalne inwestycje w pomoc socjalną, budownictwo i edukację, ale wkrótce wenezuelski raj zaczął podupadać. Budżet wysychał, inflacja postępowała, a socjalistyczna polityka gospodarcza zaczęła pustoszyć kraj. 

Jeżeli dojdzie do faktycznej, siłowej konfrontacji, rzeczywistość szybko zweryfikuje groźby Nicolasa Maduro

.Nicolas Maduro nie pozwalał jednak na wyrwanie mu władzy z rąk. Uliczne gangi z biednych dzielnic, wdzięcznych za programy pomocy socjalnej zaczęły coraz bardziej kontrolować życie w miastach, a protesty młodzieży czy inteligencji były tłumione przez wojsko i policje. Kolejne wybory były prawdopodobnie sfałszowane. Równocześnie, prezydent Wenezueli nie przestawał kreować zupełnie innego wizerunku. Był (i w pewnym sensie nadal jest) “dobrym wujkiem”, wąsatym mężczyzną z ludu, broniącym narodu przed zachodnimi wpływami, krwawą prawicą z sąsiedniej Kolumbii czy Brazyli. I mimo postępującego kryzysu, rosnącego sprzeciwu społeczeństwa, i coraz bardziej słyszalnej opozycji, popiera go nadal zaskakująco spora część społeczeństwa.

Wenezuelczycy są bowiem ofiarami kultu osobowości, który wprawdzie jest kulturowym fenomenem w całej Ameryce Południowej, ale to w “socjalistycznym raju” wisi nad narodem jak zła klątwa. Ojczyzna Simona Bolivara, słynnego bohatera całego kontynentu, jak żaden inny kraj wierzy w konieczność istnienia silnego maczo, który grzeszy, kradnie, zabija, na którego się narzeka i którego się przeklina za zamkniętymi drzwiami, ale który stoi na czele narodu.  

Najbliższe tygodnie i miesiące pokażą jednak, jak trwałe jest poparcie Nicolasa Maduro. Prezydent Donald Trump deklaruje chęć jednoznacznej konfrontacji z socjalistycznym rządem, zarzucając mu współpracę (a czasem i współtworzenie) zbrodniczego kartelu narkotykowego Los Solos. Nicolas Maduro w typowy dla siebie sposób nie skupia się na negowaniu tych zarzutów (wszystko wskazuje bowiem na to, że wenezuelska armia faktycznie bierze udział w przemycie), zamiast tego w płomiennych przemowach podrywając naród do walki z “imperialistycznym najeźdźcą”. 

Jeżeli dojdzie do faktycznej, siłowej konfrontacji, rzeczywistość szybko zweryfikuje to, czy kult osobowości Maduro jest na tyle silny, by przetrwać atak Stanów Zjednoczonych. Jeżeli tak się nie stanie, to Wenezuela wreszcie zrzuci z siebie partyjne kajdany. Jeżeli jednak mieszkańcy odpowiedzą na wezwanie do walki, to socjalistyczny dyktator uzyska zezwolenie na kolejne lata despotycznych rządów.

Maciej Bzura

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 14 grudnia 2025