Prof. Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK: Lula da Silva. Nowy stary prezydent Brazylii

Prof. Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK: Lula da Silva. Nowy stary prezydent Brazylii

Photo of Prof. Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK

Prof. Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK

Latynoamerykanistka, ekonomistka. Ekspertka do spraw Ameryki Łacińskiej w Ośrodku Analiz Politologicznych (OAP) Uniwersytetu Warszawskiego. Promotorka współpracy akademickiej uczelni polskich i latynoamerykańskich. Uwielbia wędrówki po zatłoczonym São Paulo i po kolumbijskich lasach deszczowych. Miłośniczka prozy Gabriela Garcíi Márqueza i poezji Maria Benedettiego.

Ryc. Fabien CLAIREFOND

zobacz inne teksty Autorki

Lula wyszedł z więzienia jako polityk znacznie bardziej pragmatyczny i coraz mniej sentymentalny. Stworzył szeroką koalicję centrolewicową, obejmującą lewicowe ruchy społeczne i jego centrowego rywala z wyborów w 2006 roku, który pomógł uspokoić inwestorów obawiających się bardziej interwencjonistycznej polityki gospodarczej – pisze prof. Joanna GOCŁOWSKA-BOLEK

„Próbowali pogrzebać mnie żywcem, ale oto jestem, aby rządzić tym krajem” – rozpoczął swoje przemówienie Lula da Silva po ogłoszeniu wyników wyborów. Luiz Inácio Lula da Silva to dziś już 77-latek, doświadczony polityk zaprawiony w bojach, obdarzony wyjątkowym instynktem politycznym i charyzmą. Były związkowiec i przywódca lewicowej Partii Pracujących. To jego szósta kampania wyborcza, trzecia zwycięska. 1 stycznia ponownie zasiądzie na fotelu prezydenta w Palácio do Planalto.

30 października Lula pokonał niewielką różnicą głosów (1,9 proc.) urzędującego prezydenta Jaira Bolsonaro w zaciekłej walce ukształtowanej przez antagonizmy ideologiczne i osobistą wrogość. Jego zwycięstwo to jeden z bardziej spektakularnych politycznych powrotów w tym stuleciu.

Doświadczony polityk

Lula ma za sobą dwie kadencje jako prezydent w latach 2003–2010, kiedy to wykorzystał silny wzrost gospodarczy napędzany globalnym boomem surowcowym, aby wyciągnąć miliony Brazylijczyków z biedy poprzez dalekosiężne programy socjalne. Dwa z nich, Bolsa Familia i Fome Zero, zyskały niezwykłą popularność i zostały powielone w wielu innych krajach świata.

To właśnie Lulę były prezydent USA Barack Obama nazwał kiedyś najpopularniejszym politykiem na Ziemi. Uwielbiany przez wielu Brazylijczyków prezydent opuścił urząd z rekordowym poparciem rzędu 87 proc. Cieszył się uznaniem dzięki sukcesom w zmniejszeniu ubóstwa, poszerzeniu dostępu do edukacji i opieki zdrowotnej dla uboższej części społeczeństwa oraz zniwelowaniu głębokich nierówności społecznych. Jego prezydentura ożywiła także brazylijski przemysł naftowy i stoczniowy, a gospodarka wyrosła wówczas na szóstą potęgę gospodarczą świata. Jednak lata, które nastąpiły po jego prezydenturze, przyniosły spowolnienie gospodarcze, podczas gdy ogromny skandal Lava Jato ujawnił korupcyjne powiązania setek polityków i biznesmenów i zmiótł ze sceny politycznej dużą część brazylijskiego establishmentu. I doprowadził do tego, że sam Lula trafił do więzienia w 2018 roku.

Filmowy życiorys

Jego biografia posłuży zapewne w przyszłości jako błyskotliwy scenariusz niejednemu reżyserowi kasowego serialu telewizyjnego. Lula to były robotnik, metalowiec, urodzony jako najmłodsze dziecko w wielodzietnej rodzinie niepiśmiennych robotników rolnych. Przeszedł długą i wyboistą drogę do najwyższego urzędu w państwie. Udało mu się skończyć tylko cztery klasy szkoły podstawowej w rodzinnym stanie Pernambuco. Potem musiał zarabiać na siebie i rodzinę: jako pucybut, goniec czy tokarz. Przy prasie produkcyjnej stracił palec, co stało się potem znakiem rozpoznawczym jego robotniczego pochodzenia i kolejnych kampanii.

W latach 80. XX wieku kierował strajkami związków zawodowych przeciwko dyktaturze wojskowej i współtworzył lewicową Partię Pracujących. Był więziony i walczył o przeżycie. Od powrotu demokracji w Brazylii zasiadał w parlamencie. Na najwyższy urząd w państwie trafił po raz pierwszy w 2003 roku, po dwóch wcześniejszych nieudanych próbach. Jego partia sprawowała rządy przez następnych kilkanaście lat i odeszła w niesławie, po impeachmencie wybranej osobiście przez Lulę następczyni, Dilmy Rousseff.

Oskarżenia i więzienie

Jeszcze niespełna trzy lata temu Lula da Silva przebywał w więzieniu w Kurytybie, oskarżony o przyjęcie od koncernu budowlanego łapówki w postaci atrakcyjnego apartamentu. Oskarżenie było częścią procesu w sprawie największej w historii Brazylii afery korupcyjnej, w którą zamieszani byli politycy niemal wszystkich partii, ale która najmocniej uderzyła w sprawującą wówczas władzę Partię Pracujących.

Głośnym echem tego skandalu było wymuszone przedwczesne odejście naznaczonej przez Lulę następczyni Rousseff. Lula, skazany na 9,5 roku więzienia, został pozbawiony możliwości startowania w wyborach w 2018 roku, które wyniosły do władzy politycznego outsidera, byłego wojskowego Jaira Bolsonaro. Dziwnym zbiegiem okoliczności ministrem sprawiedliwości został wówczas prokurator oskarżający Lulę, Sergio Moro. Lula po 1,5 roku wyszedł z więzienia, bo Sąd Najwyższy uznał, że podczas procesu nie zostały dochowane procedury. Lula zaprzeczał oskarżeniom i wskazywał na spisek politycznych wrogów, jednak dla wielu Brazylijczyków Lula pozostaje symbolem wszechwładnej korupcji, niejasnych powiązań i nieracjonalnej polityki socjalnej rozbuchanej ponad miarę możliwości finansowych państwa.

Niezrażony Lula już w dniu opuszczenia więzienia rozpoczął przygotowania do odebrania władzy swojemu przeciwnikowi ze skrajnie odmiennej strony sceny politycznej. Jak się okazało – skutecznie.

W czasie pobytu Luli w więzieniu zmarła jego druga żona. W tym roku ożenił się po raz trzeci. Żartował publicznie, że z powodu kampanii wyborczej nie miał czasu na miesiąc miodowy.

Męcząca kampania

Kampania obfitowała w przerzucanie się wymyślnymi oskarżeniami, a z kakofonii obraźliwych epitetów trudno było wyłowić poważne argumenty. Debaty telewizyjne pomiędzy kandydatami przyciągnęły przed telewizory tłumy niczym najważniejsze mecze piłkarskie, ale przypominały raczej dobrze wyreżyserowane show niż merytoryczną dyskusję.

Kampania przeradzała się w festiwal bon motów i fake newsów, a zamiast krytyki programów wyborczych oglądaliśmy walkę na wirale w mediach społecznościowych i konkurs na wymyślne epitety. W narracji Jaira Bolsonaro jego przeciwnik to „złodziej”, „przestępca” i „komunista”, z kolei on sam doczekał się barwnych przydomków, jak „faszysta”. „morderca”, „pedofil” czy „kanibal”.

Co ciekawe, Lula tradycyjnie cieszył się poparciem katolików, podczas gdy Jaira Bolsonaro wspierało potężne lobby wciąż rozrastających się Kościołów ewangelikalnych, dysponujących często ogromnymi wpływami, budżetem, a nierzadko np. własnymi rozgłośniami radiowymi i telewizyjnymi. Bolsonaro budował swój medialny wizerunek jako obrońca tradycyjnych wartości, rodziny, krytykując zwolenników aborcji czy mniejszości seksualne. Mając to na uwadze, także Lula starał się przekonać wyborców o swojej pobożności, obalając zarzuty dotyczące planów zamykania kościołów i powiązania z satanizmem. W końcu sam papież Franciszek skierował do kandydatów słowa, prosząc patrona Brazylii o uwolnienie Brazylijczyków od nienawiści, nietolerancji i przemocy przed wyborami.

Milionów wyświetleń i tysięcy obraźliwych komentarzy doczekał się filmik z Bolsonaro w loży masońskiej – podobnie jak oskarżenia o kanibalizm. Zdarzały się przypadki zabójstw pomiędzy gorącymi zwolennikami obu kandydatów. To była męcząca kampania.

Podzielona Brazylia

W drugiej turze wyborów Lula da Silva zdobył 50,9 proc. głosów, a jego przeciwnik, urzędujący prezydent Jair Bolsonaro, 49,1 proc. I chociaż tuż po zwycięstwie Lula nawoływał do porozumienia i podkreślał, że istnieje jedna, wspólna dla wszystkich Brazylia, to kraj jest wyjątkowo silnie podzielony, a emocje sięgają zenitu. Po wyborach wiele autostrad kraju zostało zablokowanych przez zwolenników Jaira Bolsonaro, a policja nie kwapiła się do ich odblokowania. 58 milionów Brazylijczyków głosowało na Bolsonaro, a prawica jest dziś najsilniejsza od czasu obalenia dyktatury wojskowej w 1985 roku. Stanowi znaczną siłę w Kongresie, co daje przedsmak trudności w przeprowadzaniu jakichkolwiek radykalnych zmian przez administrację Luli.

Wielu Brazylijczyków nie głosowało na Bolsonaro w uznaniu jego zasług – bo te można określić jako mocno wątpliwe – ale przeciwko powrotowi do władzy lewicy. Partia Pracujących wielu kojarzy się z korupcją i wprowadzaniem zmian niekorzystnych dla biznesu. A dziś Brazylia bardzo potrzebuje impulsu do rozwoju i napływu inwestycji. Kierowcy ciężarówek, którzy wspierają ustępującego prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro, nasilili protesty, blokując drogi w całym kraju. To jeszcze bardziej destabilizuje gospodarkę i utrudnia eksport jednego z największych producentów żywności na świecie i może wywołać większy chaos gospodarczy.

Chociaż druga runda została rozstrzygnięta i nie zgłoszono wiarygodnych zastrzeżeń co do uczciwości wyborów, Jair Bolsonaro długo nie zdecydował się na uznanie swojej porażki i nie pogratulował rywalowi. Wcześniej Jair Bolsonaro od wielu miesięcy wypowiadał się, że ewentualnej porażki nie zaakceptuje, bo jego zdaniem oznaczałaby ona fałszerstwo wyborcze. Jednak Jair Bolsonaro był świadomy, że nie może liczyć na wsparcie armii czy policji w razie próby urzeczywistnienia swoich gróźb o zamachu stanu. Ale jeśli Brazylijczycy wyposażeni – hojnie w ostatnich czterech latach – w broń wyszliby na ulice, aby demonstrować swoje niezadowolenie i domagać się pozostania ich kandydata na stanowisku prezydenta, mogłoby dojść do wybuchu trudnej do opanowania przemocy.

Plany Luli

Lula da Silva wyszedł z więzienia jako polityk znacznie bardziej pragmatyczny i coraz mniej sentymentalny. Stworzył szeroką koalicję centrolewicową, obejmującą lewicowe ruchy społeczne i jego centrowego rywala z wyborów w 2006 roku, byłego gubernatora Sao Paulo Geraldo Alckmina, który pomógł uspokoić inwestorów obawiających się bardziej interwencjonistycznej polityki gospodarczej.

Lula obiecał cofnąć niektóre decyzje swojego poprzednika, w tym wycofać ustawy ułatwiające dostęp do broni i wprowadzić ochronę środowiska w amazońskich lasach deszczowych oraz przyciągnąć zagraniczne inwestycje poprzez przywrócenie wiarygodności Brazylii na międzynarodowych rynkach.

Obiecuje walczyć z rosnącym głodem i bezrobociem, ukierunkowując pożyczki publiczne i inwestycje na strategiczne branże, jednocześnie zobowiązując się do odpowiedzialności budżetowej. Będzie miał niełatwe zadanie – gospodarka Brazylii jest dziś w dużo gorszej kondycji, zadłużona i osłabiona kryzysem, z wysokim bezrobociem i niskim poziomem zaufania do elit politycznych. Optymizmem nie napawa też sytuacja międzynarodowa, a na powrót boomu surowcowego, który pozwalał Luli na sfinansowanie kosztownych programów społecznych też trudno liczyć. Tymczasem oczekiwania Brazylijczyków, zwłaszcza tych z niższych klas społecznych, są ogromne. Lula obiecał zlikwidować głód w kraju poprzez wzmocnienie programów transferu dochodów, wznowić wielostronną politykę międzynarodową i przywództwo regionalne oraz zwiększyć środki ochrony Amazonii, bo Jair Bolsonaro pozwolił, by wylesianie wzrosło do poziomu najwyższego od 15 lat.

Czy Amazonia może czuć się bezpieczna?

Gdy Lula obejmował urząd w 2003 roku, poziom wylesiania był niemal najwyższy w historii. Do 2010 roku, ostatniego roku jego urzędowania, wylesianie spadło o 72 proc., do rekordowo niskiego poziomu. Jego administracja wzmocniła Brazylijski Instytut Środowiska i Zasobów Naturalnych IBAMA i utworzyła agencję obsługi parków ICMBio.

Ale Lula poparł również budowę ogromnej tamy hydroelektrycznej Belo Monte w Amazonii, która zniszczyła siedliska rzeczne i zmusiła do wysiedleń rdzenną ludność. Wylesianie zaczęło ponownie rosnąć pod rządami jego następczyni Dilmy Rousseff, która osłabiła niektóre polityki sprzyjające rozwojowi. Podczas prezydentury Jaira Bolsonaro problem wylesiania powrócił ze zdwojoną siłą – wszelkie statystyki poszybowały w górę, do poziomu najwyższego od 2006 r. Farmerzy pozyskujące przez wypalenia bezcennych lasów tereny pod uprawy bądź pastwiska, ale także nielegalne kopalnie złota czuli się bezkarni. Jair Bolsonaro naciskał na intensyfikację górnictwa i rolnictwa komercyjnego w Amazonii, twierdząc, że rozwinie to gospodarczo region i pomoże w walce z ubóstwem. Osłabił instytucje zajmujące się egzekwowaniem prawa w zakresie ochrony środowiska, obcinając ich budżety i redukując personel, jednocześnie utrudniając karanie przestępców. Odebrał uprawnienia i drastycznie zmniejszył budżet IBAMA, a społeczności rdzenne były systematycznie wyganiane ze swoich tradycyjnych terenów.

Teraz Lula da Silva obiecuje „ekologiczny przegląd polityki rządu” na skalę podobną do propozycji amerykańskiego Nowego Zielonego Ładu. Pozostaje pytanie, czy uda mu się zebrać w Kongresie większość potrzebną do zatwierdzenia finansowania tak ambitnego pomysłu. Z pewnością Lula będzie zabiegać o międzynarodowe wsparcie finansowe swojej polityki środowiskowej. Niemcy i Norwegia już zapowiedziały, że rozważają wznowienie finansowania funduszu, który ma wspierać ochronę Amazonii, zawieszonego po kłótni z prezydentem Bolsonaro.

.Brazylijski prezydent elekt Lula da Silva weźmie udział w odbywającym się w tym miesiącu szczycie klimatycznym ONZ COP27 w Egipcie. Dość niezwykła decyzja, bo urzędującym prezydentem wciąż będzie jeszcze Jair Bolsonaro. Poprzedni szczyt klimatyczny w Glasgow prezydent Bolsonaro po prostu zignorował. Uczestnictwo Luli w COP27 ma wysłać ​​światu jasny sygnał, że klimat jest dla Brazylii priorytetem. Lula sygnalizuje rozwijającemu się światu, że Brazylia powraca do ważnej roli we wzmacnianiu multilateralizmu. Jednak jeśli oczekujemy, że z dnia na dzień od 2 stycznia zniknie problem wylesiania w Amazonii, to jesteśmy w błędzie. To długa, skomplikowana i kosztowna droga.

Joanna Gocłowska-Bolek

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 5 listopada 2022