Nie będzie francusko-niemieckiego myśliwca nowej generacji

Niemcy i Francja odłożyły na czas nieokreślony decyzję o budowie myśliwca nowej generacji FCAS – przekazał agencji dpa rzecznik niemieckiego rządu. Jak dodał, na razie nie wyznaczono nowego terminu podjęcia decyzji, a przyszłość projektu pozostaje otwarta.
Przyszłość projektu pozostaje otwarta, ale nowy termin podjęcia decyzji nie został wyznaczony
.Wbrew pierwotnym planom ostateczna decyzja w sprawie kontynuacji projektu FCAS, która miała zapaść do końca roku, nie została jeszcze podjęta” – poinformował rzecznik.
Jak wyjaśnił, powodem jest „obszerna agenda niemiecko-francuska w zakresie polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, która nie pozwoliła na zajęcie się sprawą (FCAS – PAP) na szczeblu prezydenta Francji i kanclerza Niemiec”.
Rzecznik dodał, że przyszłość projektu pozostaje otwarta, a nowy termin podjęcia decyzji nie został wyznaczony.
Negocjacje w sprawie myśliwca FCAS przeciągają się głównie z powodu sporów o podział prac między koncernami
.FCAS (Future Combat Air System) to planowany system bojowy nowej generacji, który miałby zastąpić od 2040 roku używane przez Niemcy myśliwce Eurofighter i francuskie Rafale. Projekt, którego koszt szacuje się na setki miliardów euro, zakłada współdziałanie myśliwca z dronami i siecią dowodzenia typu combat cloud.
Pierwotnie decyzja miała zapaść w sierpniu podczas niemiecko-francuskiej Rady Ministrów w Tulonie, ale została przesunięta na koniec roku. W listopadzie minister obrony Niemiec Boris Pistorius zapowiedział, że termin zostanie dotrzymany, ale ostatecznie tak się nie stało.
Negocjacje przeciągają się głównie z powodu sporów o podział prac między koncernami: francuskim Dassault, niemieckim Airbus Deutschland i hiszpańską Indrą. Strona francuska domaga się większego udziału w projekcie, podczas gdy Niemcy oczekują równych zasad współpracy – podał dziennik „Die Welt”.
Niemcy, chory człowiek czy hegemon?
.Idea Großdeutschland i niemieckiej Europy jest żywa, od lewej strony do prawej. Jest takie niemieckie słowo „Besserwisser” – ktoś, kto wszystko wie lepiej. Można mieć opinie o wszystkim. Ale jeżeli mówią to Niemcy o Polsce, do tego z wyraźną sugestią, że nie chcą zadowolić się obserwacją, ale chcą zmiany wymusić, to mamy problem – pisze Jan ŚLIWA.
Mniej więcej od cudu gospodarczego lat 50/60-tych Niemcy stały się szanowanym państwem w Europie. Z Izraelem zostało zawarte porozumienie: dobra opinia („biała kamizelka”, weiße Weste) w zamian za pomoc gospodarczą i wojskową. Byli oficerowie ubrali garnitury i założyli szkoły managementu, Niemcy tańczyli rock and rolla i jeździli na wakacje do Włoch. Boom gospodarczy potrzebował rąk do pracy, Niemcy stały się atrakcyjnym pracodawcą dla mieszkańców z ubogiego południa, a potem wschodu Europy. Czy się lubiło, czy nie, opłacało się przyjechać.
Przez wiele lat Niemcy były lokomotywą gospodarczą Europy. Niemieckie znaczyło solidne. Miasteczka bawarskie zachwycały schludnością. Czystość, porządek, punktualność, pracowitość. Dziś jest inaczej. To z Polski Niemcy wysyłają filmiki o tym, jak jest czysto, smacznie, porządnie i bezpiecznie. Co się zmieniło? Niemieckie pociągi są tak niepunktualne, że szwajcarskie na granicy nie czekają na nie, bo by im się zawalił rozkład jazdy. Codziennie słyszy się o atakach nożowników, gwałtach i wojnach gangów. Cały model gospodarczy i społeczny zaczyna się sypać. Upadek Niemiec stał się modnym tematem książek.
olfgang Münchau w dostępnej po polsku książce „Kaput” przedstawia przyczyny załamania Niemiec, koncentrując się na sprawach gospodarczych. Spory fragment poświęcony jest bankom – muszę go zostawić specjalistom. Dalej autor pisze, jak uśpione dawnym cudem gospodarczym Niemcy zaniedbały nowe technologie. Nawet kompletne pokrycie kraju szybką siecią komórkową nie wydawało się dość ważne, mimo że ma ono podstawowe znaczenie dla nowoczesnej gospodarki, jest jednym z warunków dla przyciągnięcia inwestycji. Dla dyrektorów Siemensa prywatne telefoniki wydawały się niepoważną zabawką. Jeszcze w 2013 Angela Merkel określiła technologię cyfrową jako Neuland – nowe, nieznane ziemie. Ma ona doktorat, ale z chemii kwantowej. Autor twierdzi, że w Niemczech oddźwięk znajduje technofobia. Wymienia tu książkę Manfreda Spitzera „Cyfrowa demencja: W jaki sposób pozbawiamy rozumu siebie i swoje dzieci”. Nie jestem pewien, czy autor ma rację. Przed negatywnymi skutkami używanie smartfonów wśród młodzieży ostrzega Jonathan Haidt w „The Anxious Generation”.
Technofobia spowodowała też bezsensowne i dogmatyczne odejście od energii atomowej. Hamulcem rozwoju jest ciągle stawianie na sprawdzone warianty i niechęć do ryzyka. Startupy mają trudności ze zdobyciem kapitału, dlatego w nowoczesnych technologiach Niemcy wyraźnie odstają. Hamulcem jest też według autora obawa przed budżetowym deficytem. Według mnie patrzenie na wydatki jest jednak cnotą. To zależy zresztą, o jakie wydatki chodzi. Nawet duże inwestycje z jasnym celem i planem, z przejrzystą kontrolą mają sens. Ale jeżeli tylko otworzy się tamę i da do dyspozycji setki miliardów nie wiadomo na co według zasady „hulaj dusza, piekła nie ma”, to co innego. Podobne mam wrażenie przy polskim KPO. Co jakiś czas „spływają” jakieś pieniądze i zostają na coś tam wydawane. Chętnie bym widział, czy za tymi wydatkami jest jakaś koncepcja, zwłaszcza że są one do oddania. Przejmowanie przez Polskę nadmiarowej niemieckiej produkcji nie powinno być celem.
Również uważam, że zachowanie proporcji między starą i nową gospodarką jest konieczne, zwłaszcza obecnie, gdy samowystarczalność (lub odporność) w podstawowych dziedzinach może być niezbędna. Zgodzimy się jednak, że nadmierna zależność od rosyjskiego gazu była błędem, choć pokusa była wielka – zwłaszcza gdy wiązało się to z prywatnymi wizytami u Putina i „carskimi” przyjęciami w rosyjskiej ambasadzie. To samo dotyczy toksycznej współpracy z Chinami. Dotyczy ona w dużej mierze samochodów elektrycznych, które miały być atutem Niemiec, a które teraz lepiej i taniej (wykorzystując podkradzioną, ale też rozwiniętą technologię) robią Chiny. Skądinąd przyszłość samochodów elektrycznych, które w dużej mierze były subsydiowane, jest dyskusyjna. Poza tym nie jest pewne pokrycie takiego zapotrzebowania na energię, gdy decyzje w tej dziedzinie są ideologiczne, a nie ekonomiczne.
Münchau porusza też problem migracji, głównie w aspekcie zdobywania wysoko kwalifikowanych kadr. Niemcy mają pecha, że ich język ma znaczenie tylko regionalne (przed wojnami było inaczej, Oppenheimer studiował w Getyndze), nie jest więc motywujący przy budowaniu kariery. Przeszkodą jest też słaba infrastruktura, biurokracja, wysokie podatki i ceny energii. Te ostatnie czynniki powodują też opuszczanie Niemiec przez firmy, zwłaszcza innowacyjne. Do tego dochodzi coraz gorsze osobiste bezpieczeństwo, zwłaszcza dla rodziny z dziećmi. Ten problem dotyczy zresztą całego Zachodu.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/jan-sliwa-niemcy-chory-czlowiek-czy-hegemon-niemcy-o-polsce/
PAP/MB








