Niemcy muszą zmierzyć się z epokowymi zmianami geopolitycznymi i technologicznymi [Friedrich MERZ]

Kanclerz Republiki Federalnej Niemiec Friedrich Merz

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz 31 grudnia w orędziu na nowy rok do rodaków wezwał do zmierzenia się z „epokową zmianą” w obszarze gospodarki, technologii i geopolityki. „Nie mamy związanych rąk”, a Niemcy „nie są ofiarami zewnętrznych okoliczności” – przekonywał.

Orędzie noworoczne Friedricha Merza

.Jak podkreślił szef rządu, 2025 rok przyniósł Niemcom i całemu światu poważne wyzwania. Wśród nich wymienił „toczącą się w Europie okrutną wojnę, która stanowi bezpośrednie zagrożenie dla naszej wolności i bezpieczeństwa”. Friedrich Merz podkreślił, że wojna w Ukrainie „nie jest odległym” konfliktem dla Niemiec. – Widzimy coraz wyraźniej, że agresja Rosji była i jest elementem planu wymierzonego w całą Europę. Niemcy każdego dnia mierzą się z aktami sabotażu, szpiegostwem i cyberatakami – powiedział. Jak wyjaśnił, jego rząd widzi swoje główne zadanie w „odnowieniu fundamentów naszej wolności, bezpieczeństwa i dobrobytu”.

– Jednocześnie zmienia się nasze partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi, które przez długi czas było niezawodnym gwarantem naszego bezpieczeństwa – zauważył lider chadeków. W jego ocenie oznacza to, że państwa europejskie „muszą znacznie mocniej samodzielnie bronić swoich interesów i je artykułować”. Friedrich Merz wyraził ubolewanie z powodu „powrotu protekcjonizmu do globalnej gospodarki”. Z niepokojem zauważył, że „strategiczna zależność Niemiec od surowców jest coraz częściej wykorzystywana jako dźwignia polityczna”.

Powiedział, że jego rząd chce wprowadzać ulgi podatkowe oraz ograniczyć biurokrację, a także zredukować możliwość nielegalnej migracji do kraju. W ocenie Friedricha Merza procesy geopolityczne, gospodarcze i technologiczne oznaczają „epokową zmianę”, a zadaniem Niemiec jest zmierzenie się z tymi wyzwaniami. – Nie jesteśmy ofiarami zewnętrznych okoliczności. Nie jesteśmy zdani na łaskę wielkich mocarstw. Nie mamy związanych rąk — powiedział kanclerz. To pierwsze noworoczne orędzie Friedricha Merza, który w maju objął urząd kanclerza RFN.

Obserwujemy wyraźny powrót do państwa narodowego

.Istnieje ryzyko, że Europa wkrótce zamieni się w cmentarzysko upadłych potęg. Ale jeszcze nim nie jest. I cały czas ma szansę zachować swoją pozycję – mówi prof. Andreas RÖDDER,

Agaton KOZIŃSKI: Kanclerz Friedrich Merz chce stworzyć największą armię konwencjonalną w Europie. O czym myślą Niemcy, gdy słyszą takie propozycje?

Andreas RÖDDER: Myślą o dziwnej kombinacji kilku czynników. Z jednej strony mamy niemiecką determinację, by przejąć przywództwo w demokratycznej Europie w celu obrony Unii Europejskiej, zachodnich wartości, praworządności. Tego wszystkiego, czym stała się Europa po 1990 r. Ale z drugiej strony – w ramach powojennego porządku światowego – Niemcy nie zdołały odegrać wiodącej roli. Nigdy nie stały się takim liderem, jakim powinny być według słów Radosława Sikorskiego z 2011 r.

– Szef polskiego MSZ podczas wystąpienia w Berlinie mówił wtedy, że mniej się boi niemieckiej hegemonii niż niemieckiej bezczynności. Te jego uwagi do dziś silnie rezonują politycznie. W Niemczech także?

– Tak, ten cytat zyskał w Niemczech status kultowego. Uważam też, że to absolutna prawda. Oddzielna sprawa, że każda osoba znająca historię będzie podchodzić do takiego oświadczenia z pewną ostrożnością. Chodzi także o twierdzenia, że Niemcy powinny mieć największą armię w Europie. Ale też uważam, że nie ma to takiego samego znaczenia jak 80 lat temu. To nie jest tak – jak mówił w 2011 r. polityk CDU/CSU Volker Kauder – że „Europa mówi po niemiecku”, tamto stwierdzenie było bardzo nieprzemyślane z jego strony. Niemcy są jednak czasami nieco nieostrożni, jeśli chodzi o to, jak ich słowa mogą zostać odebrane przez innych.

– Widzę dwie sprzeczności i jedną wątpliwość w tym, co Pan Profesor mówi. Pierwsza sprzeczność – czy trzeba budować armię, by bronić europejskich wartości? Druga – czy rzeczywiście można twierdzić, że wielka armia będzie się radykalnie różnić od tej sprzed 80 lat? I wątpliwość – czy Niemcy są w ogóle w stanie taką armię zbudować? Zapowiadał to już poprzedni kanclerz Olaf Scholz, ale ten proces nie wyszedł poza papierowe opracowania.

– Zacznę od końca, bo podzielam tę wątpliwość – nie ma żadnej pewności, że obecny rząd jest w stanie zrealizować ten projekt. Trzeba pamiętać, że partnerem koalicyjnym CDU/CSU jest SPD, a to partia nastawiona pacyfistycznie, sceptycznie podchodząca do zwiększania wydatków na obronność. Musimy poczekać, by przekonać się, na ile zapowiedzi kanclerza Merza będą realizowane. Choć też mam wrażenie, że w Niemczech pod tym względem sytuacja się zmieniła, jest dziś więcej woli politycznej do działania, niż było za czasów Angeli Merkel czy Olafa Scholza. Na pewno Berlin wyraźniej formułuje wolę zdecydowanej samoobrony Niemiec i Europy.

.W odniesieniu do Pana kolejnego pytania o różnicę między armiami – obecną i tą z trzeciej dekady XX wieku. W tym wszystkim nie chodzi o samo wojsko, lecz o system polityczny, który za nim stoi. Dziś chodzi o samoobronę Niemiec, kraju szanującego i chroniącego prawa człowieka, demokrację, praworządność, przed dyktatorskim, ekspansywnym reżimem. To zupełnie inna sytuacja niż wtedy, kiedy w Berlinie rządził nazistowski reżim prowadzący imperialną politykę za pomocą siły. To naprawdę ma znaczenie. Ramy współczesnej niemieckiej polityki są oparte na twardych zasadach.

PAP/Mateusz Obremski/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 31 grudnia 2025