Niemcy się zbroją. Co to znaczy dla nas?

Rekordowe miliardy i nowy model służby wojskowej mają wzmocnić Bundeswehrę po latach zaniedbań. Skala wydatków obronnych jest historyczna, ale niemieckie siły zbrojne mogą mieć poważny z problem z zyskaniem nowego personelu – powiedział dr Karol Janoś z Instytutu Zachodniego.
Niemcy się zbroją
.Niemiecki parlament uchwalił w grudniu, po długich negocjacjach i protestach społecznych, nowy model służby wojskowej. Przewiduje on obowiązkową kwalifikację wojskową dla wszystkich młodych mężczyzn oraz możliwość wprowadzenia poboru w drodze losowania, jeśli liczba ochotników okaże się niewystarczająca. Nowe przepisy nie oznaczają jednak automatycznego przywrócenia powszechnej służby wojskowej i wchodzą w życie 1 stycznia.
Jak ocenia ekspert ds. niemieckiej polityki bezpieczeństwa z Instytutu Zachodniego dr Karol Janoś, przyjęty model najprawdopodobniej nie rozwiąże problemów personalnych Bundeswehry. – Potrzeby niemieckiej armii są bardzo duże. Do 2035 roku Bundeswehra miałaby liczyć 260 tys. żołnierzy zawodowych i kontraktowych oraz 200 tys. rezerwistów. Obecnie armia liczy ok. 182 tys. żołnierzy i ok. 50 tys. rezerwistów – wskazał Karol Janoś, podkreślając, że rzeczywiste zapotrzebowanie kadrowe może być większe biorąc pod uwagę zapotrzebowanie zgłaszane przez część dowódców poszczególnych rodzajów wojsk Bundeswehry.
Karol Janoś przypomniał, że Bundeswehra nie osiągnęła dotąd celu liczebnościowego wyznaczonego w 2018 roku, gdy resortem obrony kierowała Ursula von der Leyen. Zgodnie z tymi założeniami niemiecka armia miała liczyć w 2031 roku 203 tys. żołnierzy. W jego ocenie w dłuższej perspektywie wprowadzenie częściowego obowiązkowego poboru może okazać się konieczne.
Nowy model służby wojskowej w Niemczech
.Ekspert zwrócił uwagę, że nowy model służby wojskowej był długo negocjowany, a prace nad nim przebiegały w atmosferze napięć w koalicji rządowej. – Głosowaniu w Bundestagu towarzyszyły protesty uczniów, rodziców i rodzin z dziećmi w wielu miejscowościach w Niemczech – dodał.
Zgodnie z nowymi przepisami resort obrony będzie co pół roku informował Bundestag o stopniu realizacji celów liczebnościowych Bundeswehry. Jeśli nie zostaną one osiągnięte lub będzie tego wymagać sytuacja bezpieczeństwa, parlament będzie mógł zdecydować o uruchomieniu częściowego poboru w drodze losowania.
Z badań opinii publicznej wynika, że jedynie 16 proc. osób w wieku 14–29 lat wyobraża sobie swoją służbę w niemieckich siłach zbrojnych. Wśród młodych mężczyzn odsetek ten wynosi ok. 30 proc. – wynika z sondażu Instytutu Forsa. – Poparcie dla obowiązkowego poboru jest najwyższe wśród osób starszych, czyli tych, których bezpośrednio on nie dotyczy. Im młodsi respondenci, tym sprzeciw jest większy – zaznaczył Karol Janoś.
Rekordowe wydatki na niemiecką armię
.Równolegle Niemcy znacząco zwiększają wydatki na obronność. W 2027 roku na ten cel przeznaczą ok. 108 mld euro, z czego ok. 83 mld euro pochodzić będzie z budżetu resortu obrony, a ok. 25 mld euro ze specjalnego funduszu na modernizację Bundeswehry. Uwalnianie tych środków jest powiązane z konkretnymi zamówieniami wojskowymi.
Jak zauważył Karol Janoś, w kolejnych latach wydatki mają dalej rosnąć. – W 2028 roku zaplanowano na obronność ponad 136 mld euro, a w 2029 roku – ponad 152 mld euro. Same Niemcy będą wydawać wkrótce więcej niż Unia Europejska przewidziała w programie SAFE dla 19 państw członkowskich – podkreślił. Dodał, że uwolnienie wydatków zbrojeniowych spod zasady hamulca zadłużenia było decyzją przełomową, która znacząco zwiększyła możliwości działania rządu.
W grudniu komisja budżetowa Bundestagu zatwierdziła pakiet zakupów sprzętu i uzbrojenia Bundeswehry o wartości ok. 50 mld euro. Jak wskazał Karol Janoś, kwota ta odpowiada budżetowi resortu obrony z 2021 roku. Przypomniał również, że już w 2025 roku łączne wydatki na nowy sprzęt i uzbrojenie dla armii sięgnęły ok. 83 mld euro.
Zmiana w doktrynie operacyjnej Bundeswehry
.Zwiększone nakłady finansowe przekładają się na przyspieszenie modernizacji armii. Ekspert podkreślił, że niedobory sprzętowe dotyczyły wszystkich rodzajów sił zbrojnych, a przez lata Bundeswehra otrzymywała systemy uzbrojenia z dużym opóźnieniem. – Od czasu ogłoszenia epokowego przełomu obserwujemy rosnącą liczbę nowych zamówień sprzętu i uzbrojenia – zaznaczył.
W wojskach lądowych planowane są m. in. kolejne zakupy najnowszej wersji czołgów Leopard 2 oraz zwiększenie liczby bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych. Siły powietrzne zyskają wielozadaniowe myśliwce F-35, z których część ma zostać przeznaczona do natowskiego programu Nuclear Sharing. Równolegle Niemcy inwestują w rozwój samolotów Eurofighter we współpracy z innymi państwami europejskimi – powiedział Karol Janoś.
Zmianie ma ulec również doktryna operacyjna Bundeswehry. Rosnące znaczenie zyskują zdolności rażenia dalekiego zasięgu, zwłaszcza w systemach lądowych. – Według zapowiedzi dowództwa wojsk lądowych zdolność do prowadzenia walki na dystans ma mieć priorytetowe znaczenie – wskazał ekspert.
Niemcy stawiają na armię lądową
.W przygotowaniach do potencjalnego konfliktu o dużej skali w Europie Niemcy kładą nacisk na rozwój wojsk lądowych, ale równolegle rozbudowują marynarkę wojenną. Planowane są zakupy nowoczesnych jednostek nawodnych i podwodnych, m.in. we współpracy z Norwegią, oraz intensyfikacja współpracy z Wielką Brytanią i państwami skandynawskimi.
Bundeswehra wzmacnia także zdolności rozpoznawcze. Niemcy będą niedługo w posiadaniu floty samolotów patrolowych P-8A Poseidon, przeznaczone m.in. do wykrywania i zwalczania okrętów podwodnych. Część z nich będzie stacjonować w Wielkiej Brytanii i działać we współpracy z tamtejszymi siłami zbrojnymi.
Istotnym elementem modernizacji są również inwestycje w zdolności kosmiczne, w tym systemy satelitarne, oraz w rozwój dronów. – Bezzałogowe systemy będą odgrywać ważną rolę na przyszłym polu walki – podkreślił Karol Janoś. Zdaniem eksperta obecna skala reform i wydatków jest odpowiedzią na wieloletnie zaniedbania. – Przed rosyjską inwazją na Ukrainę Bundeswehra zmagała się z głębokimi problemami strukturalnymi, w tym niewydolnym i skrajnie zbiurokratyzowanym systemem zamówień wojskowych. Decyzje podejmowane na niskim szczeblu wymagały zatwierdzeń na wielu poziomach, co czyniło cały proces powolnym i nieefektywnym – zaznaczył.
Jak przypomniał Karol Janoś, kryzys armii w Niemczech stał się widoczny dla opinii publicznej bezpośrednio po wybuchu wojny w Ukrainie, gdy dowódca wojsk lądowych przyznał, że Bundeswehra jest w zasadzie „goła”. – Zapowiedziany wówczas przez kanclerza Olafa Scholza zwrot w polityce bezpieczeństwa i utworzenie przez kanclerza Merza specjalnego funduszu w wysokości 100 mld euro na rzecz sił zbrojnych można określić jako decyzje przełomowe, choć od początku było jasne, że to suma niewystarczająca. Od tego momentu obserwujemy jednak stopniową intensyfikację działań służących wzmocnieniu zdolności Bundeswehry, która zamawia bardzo dużo – podsumował ekspert.
Powrót niemieckiej siły
Jeśli Niemcy rzeczywiście przeznaczą 5 proc. swojego PKB na zbrojenia, będzie to nie tylko największy wysiłek od czasów zimnej wojny, ale i punkt zwrotny dla układu sił w Europie – pisze Mateusz MORAWIECKI na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.
Ostatnio polska dyskusja o Niemczech toczy się pod wpływem dwóch zjawisk: intensywnego przerzucania przez niemiecką policję nielegalnych imigrantów na teren Polski oraz słusznie oburzającego polską opinię publiczną tzw. upamiętnienia w Berlinie polskich ofiar wojny. W obu tych sprawach obecny polski rząd całkowicie skapitulował. Żeby jednak lepiej zrozumieć to, co dzieje się w Niemczech, warto sięgnąć do książki Kaput Wolfganga Münchaua. To przenikliwa diagnoza rozpadu niemieckiego modelu gospodarczego. Autor trafnie punktuje iluzje, na których opierała się niemiecka potęga: tania energia z Rosji, eksport do Chin, tradycyjny przemysł, dogmatyczny fiskalizm. Wszystkie te refleksje są ważne. Ale czy nie przychodzą zbyt późno – w momencie, gdy Niemcy już realizują nowy plan gospodarczy?
Gdy czytałem analizę Münchaua, towarzyszyła mi pewna myśl – skądinąd także zakorzeniona w niemieckiej tradycji intelektualnej. „Sowa Minerwy wylatuje o zmierzchu” – pisał Hegel. Mądrość przychodzi po fakcie, dopiero wtedy, gdy zjawisko, nad którym się zastanawiamy, dobiega końca. Mam wrażenie, że tak jest z Kaput. Książka ta trafnie opisuje świat, który właśnie odchodzi w przeszłość. Tymczasem na naszych oczach zaczyna się coś nowego: przebudzenie przemysłowe Niemiec, a wraz z nim – co jeszcze ważniejsze – przebudzenie militarne. Berlin wychodzi z dekad zbrojeniowego minimalizmu i szykuje się do roli realnej siły. Tym razem to nie są symboliczne gesty ani zagrywki wizerunkowe – lecz systemowa zmiana, którą trzeba śledzić uważnie. I rozumieć, zanim znów będzie za późno.
Od bierności do kontrofensywy
.Wojna na Ukrainie zmusiła europejskie rządy do głębokiej refleksji nad ich zdolnościami obronnymi. Coraz mocniej się zbroimy, próbując jak najszybciej odrobić zaniedbania minionych kilku dekad. Samo postrzeganie kwestii militarnej uległo znaczącej zmianie – dziś panuje dużo większa zgoda społeczna, aby państwa zwiększały swój potencjał obronny. Łatwiej nam zrozumieć, że w obliczu ogromnego zagrożenia, jakie stanowią Rosja oraz Chiny, inwestowanie w przemysł zbrojeniowy i wojsko stanowi jedyny możliwy mechanizm odparcia agresji. Nawet społeczeństwa przez lata uważające się za pacyfistyczne prezentują otwarcie zmianę kierunku. W takiej sytuacji najmniejsze drgania mogą wywołać lawinę zmian, podważając fundamenty wzajemnego zaufania.
Pomimo swojej początkowej bierności po wybuchu wojny na Ukrainie, pomimo haniebnego oczekiwania na upadek Kijowa i powrót do „business as usual” obecnie taką właśnie strategię przyjęła niemiecka elita, podejmując kroki zmierzające do odbudowania armii, a przez to znacznego zwiększenia swojej pozycji w Europie i w strukturach sojuszu NATO. Po II wojnie światowej, starając się wyraźnie odciąć od swojej zbrodniczej przeszłości, nasi zachodni sąsiedzi przedstawiali się jako kraj o pacyfistycznym nastawieniu, co miało na celu odbudowę międzynarodowego wizerunku, który nie polega już na zbrojeniach i wzmacnianiu siły niemieckiej armii. Ten stan rzeczy ulega jednak bardzo istotnej zmianie. Ostatnie badania wskazują, że aż 76 proc. Niemcówopowiada się za zwiększeniem finansowania Bundeswehry i wzrostem wydatków na obronność. Częściowo wynika to z braku wiary w potencjalne wsparcie militarne ze strony USA, na co wskakuje aż 74 proc. badanych. Każdy powód jest dobry. Z drugiej strony obecne realia sprawiły, że Niemcy dostrzegają konieczność utrzymania swojej pozycji, wpływów oraz zwiększenia siły gospodarczej. W obliczu coraz bardziej widocznych problemów niemieckiego przemysłu samochodowego w niemieckiej klasie politycznej i w niemieckim biznesie trwa ożywiona dyskusja nad odbudową potęgi przemysłowej.
Tezy Kaput o upadku niemieckiego modelu rozwoju mocno rezonują w polskiej debacie. Ale nie dajmy się zwieść przekonaniu, że mimo swoich trudności nasi zachodni sąsiedzi to państwo słabe lub tracące zdolność do walki o swoje interesy. Niemcy nadal należą bowiem do grona najpotężniejszych graczy na scenie polityki europejskiej i światowej, nawet jeśli obecna kondycja ich armii jest skutkiem wieloletnich zaniedbań. Dziś jednak z determinacją podejmują wysiłki, by jak najszybciej odwrócić negatywne skutki przeszłości” – pisze Mateusz Morawiecki.
Pełna wersja tekstu: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/mateusz-morawiecki-powrot-niemieckiej-sily
Obserwujemy wyraźny powrót do państwa narodowego
.Istnieje ryzyko, że Europa wkrótce zamieni się w cmentarzysko upadłych potęg. Ale jeszcze nim nie jest. I cały czas ma szansę zachować swoją pozycję – mówi prof. Andreas RÖDDER,
Agaton KOZIŃSKI: Kanclerz Friedrich Merz chce stworzyć największą armię konwencjonalną w Europie. O czym myślą Niemcy, gdy słyszą takie propozycje?
Andreas RÖDDER: Myślą o dziwnej kombinacji kilku czynników. Z jednej strony mamy niemiecką determinację, by przejąć przywództwo w demokratycznej Europie w celu obrony Unii Europejskiej, zachodnich wartości, praworządności. Tego wszystkiego, czym stała się Europa po 1990 r. Ale z drugiej strony – w ramach powojennego porządku światowego – Niemcy nie zdołały odegrać wiodącej roli. Nigdy nie stały się takim liderem, jakim powinny być według słów Radosława Sikorskiego z 2011 r.
– Szef polskiego MSZ podczas wystąpienia w Berlinie mówił wtedy, że mniej się boi niemieckiej hegemonii niż niemieckiej bezczynności. Te jego uwagi do dziś silnie rezonują politycznie. W Niemczech także?
– Tak, ten cytat zyskał w Niemczech status kultowego. Uważam też, że to absolutna prawda. Oddzielna sprawa, że każda osoba znająca historię będzie podchodzić do takiego oświadczenia z pewną ostrożnością. Chodzi także o twierdzenia, że Niemcy powinny mieć największą armię w Europie. Ale też uważam, że nie ma to takiego samego znaczenia jak 80 lat temu. To nie jest tak – jak mówił w 2011 r. polityk CDU/CSU Volker Kauder – że „Europa mówi po niemiecku”, tamto stwierdzenie było bardzo nieprzemyślane z jego strony. Niemcy są jednak czasami nieco nieostrożni, jeśli chodzi o to, jak ich słowa mogą zostać odebrane przez innych.
– Widzę dwie sprzeczności i jedną wątpliwość w tym, co Pan Profesor mówi. Pierwsza sprzeczność – czy trzeba budować armię, by bronić europejskich wartości? Druga – czy rzeczywiście można twierdzić, że wielka armia będzie się radykalnie różnić od tej sprzed 80 lat? I wątpliwość – czy Niemcy są w ogóle w stanie taką armię zbudować? Zapowiadał to już poprzedni kanclerz Olaf Scholz, ale ten proces nie wyszedł poza papierowe opracowania.
– Zacznę od końca, bo podzielam tę wątpliwość – nie ma żadnej pewności, że obecny rząd jest w stanie zrealizować ten projekt. Trzeba pamiętać, że partnerem koalicyjnym CDU/CSU jest SPD, a to partia nastawiona pacyfistycznie, sceptycznie podchodząca do zwiększania wydatków na obronność. Musimy poczekać, by przekonać się, na ile zapowiedzi kanclerza Merza będą realizowane. Choć też mam wrażenie, że w Niemczech pod tym względem sytuacja się zmieniła, jest dziś więcej woli politycznej do działania, niż było za czasów Angeli Merkel czy Olafa Scholza. Na pewno Berlin wyraźniej formułuje wolę zdecydowanej samoobrony Niemiec i Europy.
.W odniesieniu do Pana kolejnego pytania o różnicę między armiami – obecną i tą z trzeciej dekady XX wieku. W tym wszystkim nie chodzi o samo wojsko, lecz o system polityczny, który za nim stoi. Dziś chodzi o samoobronę Niemiec, kraju szanującego i chroniącego prawa człowieka, demokrację, praworządność, przed dyktatorskim, ekspansywnym reżimem. To zupełnie inna sytuacja niż wtedy, kiedy w Berlinie rządził nazistowski reżim prowadzący imperialną politykę za pomocą siły. To naprawdę ma znaczenie. Ramy współczesnej niemieckiej polityki są oparte na twardych zasadach.
PAP/Iwona Weidmann/MJ









