Niemcy zbudują nowy ośrodek cyberwywiadu.

Niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza (BND) zamierza utworzyć w Bonn nowe centrum cyberwywiadowcze – informuje dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. Planowany ośrodek już nazywany jest „niemiecką NSA”, od amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego.

Za pomocą centrum informacje mają być przetwarzane szybciej

.Na południu Bonn już teraz znajduje się ogrodzony i strzeżony przez kamery monitoringu kompleks kilku budynków, który – jak ujmuje to „SZ” – „najlepsze lata ma za sobą”. Pracują tu kryptolodzy, informatycy oraz eksperci od łączności radiowej. Miejsce ma zostać rozbudowane, stać się głównym cyberośrodkiem BND i nosić nazwę Centrum Technologii Kryptocybernetycznych (KCT).

Zadaniem zatrudnionych w KCT będzie badanie nowoczesnych technologii, takich jak sztuczna inteligencja i komputery kwantowe, łamanie szyfrów oraz wzmacnianie zdolności cyberszpiegowskich BND. W nadchodzących latach na sprzęt i kadry mają zostać przeznaczone znaczne środki.

Za pomocą centrum informacje mają być przetwarzane szybciej, a ogromne ilości danych, np. zdjęć satelitarnych, analizowane skuteczniej.

Gdzie powstanie nowe centrum cyberwywiadowcze?

.Wzorem dla BND ma być na niektórych polach amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), dlatego w środowiskach bezpieczeństwa pojawiają się porównania do „niemieckiej mini-NSA” – pisze „SZ”.

Samo BND odmawia komentarza, a media nie podają szczegółów na temat harmonogramu powstania ośrodka ani aspektów finansowych.

„SZ” zauważa, że budowa nowego centrum technologicznego budzi kontrowersje. W Monachium z inicjatywy MSW działa już bowiem Centralna Jednostka ds. Technologii Informatycznych w Obszarze Bezpieczeństwa (ZITiS), gdzie eksperci opracowują technologie dla federalnych służb bezpieczeństwa, w tym policji, kontrwywiadu oraz BND. Krytycy obawiają się, że nowy ośrodek może stać się dla niej konkurencją.

Stuxnet. Początek ataku na infrastrukturę krytyczną świata

.Pierwszy „strzał” zwiastujący erę wojen cyfrowych padł na przełomie 2009 i 2010 roku w zakładzie wzbogacania uranu pod Natanz w środkowym Iranie. Przedstawiciele jednostki ONZ odpowiedzialnej za monitorowanie irańskiego programu nuklearnego zorientowali się, że wirówki służące do wzbogacania uranu zaczęły się psuć na ogromną skalę bez pozornie wytłumaczalnych przyczyn. Nie wiedzieli jeszcze, że kilka miesięcy wcześniej, w czerwcu 2009 roku, ktoś dyskretnie uruchomił niszczycielską broń cyfrową na komputerach w Iranie. Ta broń, nazwana Stuxnet, po cichu wśliznęła się do krytycznych systemów w Natanz z jednym zadaniem: sabotować program nuklearny w Iranie.

W styczniu 2010 r. oficjele z Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), jednostki Organizacji Narodów Zjednoczonych odpowiedzialnej za monitorowanie irańskiego programu nuklearnego, po raz pierwszy dostrzegli nietypowe zjawiska w zakładzie wzbogacania uranu pod Natanzem w środkowym Iranie.

W wielkiej hali, umiejscowionej jak bunkier ponad 15 m pod powierzchnią pustyni, tysiące lśniących aluminiowych wirówek obracały się z ponaddźwiękową szybkością, wzbogacając sześciofluorek uranu. Urządzenia pracowały tak już od przeszło dwóch lat. Jednak w ostatnich tygodniach pracownicy zakładu zaczęli zastępować grupy starych wirówek nowymi i robili to w wielkim pośpiechu.

W Natanzie czas życia wirówek IR-1 wynosi ok. dziesięciu lat. Urządzenia te są jednak wrażliwe na usterki i często się psują. W standardowych warunkach Iran musiał każdego roku wymieniać do 10% wirówek z powodu wad materiałowych, problemów z konserwacją lub wypadków powodowanych przez pracowników.

W listopadzie 2009 r. Irańczycy używali w Natanzie ok. 8700 wirówek, dlatego nie było niczym dziwnym, że technicy w ciągu roku wymienili mniej więcej 800 z nich, gdy urządzenia z różnych powodów zaczęły zawodzić. Jednak gdy oficjele MAEA policzyli wirówki zdemontowane w ostatnich tygodniach 2009 r. i na początku stycznia następnego roku, zrozumieli, że Iran wymieniał urządzenia z niespotykaną częstotliwością.

Inspektorzy z wydziału bezpieczeństwa MAEA odwiedzali zakład w Natanzie średnio dwa razy w miesiącu — czasem po umówieniu się, a czasem niezapowiedzianie — aby kontrolować przebieg irańskiego programu wzbogacania uranu. Kiedy pracownicy zakładu wycofywali z użytku uszkodzone i nieprzydatne już urządzenia, musieli umieszczać je w obszarze kontrolnym przy drzwiach hali wirówek. Urządzenia pozostawały tam do czasu, gdy inspektorzy z MAEA mogli je skontrolować w trakcie kolejnej wizyty. Inspektorzy badali każdą wirówkę ręcznym spektrometrem promieniowania gamma, aby się upewnić, że w urządzeniach nie są przemycane materiały nuklearne, a następnie zatwierdzali usunięcie wirówek. W raportach przesyłanych do siedziby głównej MAEA w Wiedniu kontrolerzy za każdym razem podawali liczbę wycofywanych urządzeń.

Kamery cyfrowe agencji MAEA, zainstalowane przy drzwiach każdej sali wirówek na potrzeby monitorowania irańskiego programu wzbogacania uranu, zarejestrowały przemykających się techników w białych fartuchach i niebieskim plastikowym obuwiu. Technicy wynosili kolejne lśniące cylindry o długości niecałych 2 m i średnicy ok. 15 cm. Ci pracownicy, zgodnie z ustaleniami z MAEA, musieli ręcznie przenosić te delikatne urządzenia, opakowane w plastikowe rękawy lub w otwartych skrzynkach. Dzięki temu kamery mogły zarejestrować wszystko, co jest wynoszone z sal.

Kamery, nieinstalowane w salach z wirówkami, rejestrowały obraz na potrzeby późniejszych kontroli. Inspektorzy w trakcie każdej wizyty w Natanzie przeglądali zarejestrowane nagrania, aby się upewnić, że Irańczycy nie wynieśli z sal dodatkowych wirówek ani nie podjęli innych niedozwolonych działań. Wraz z upływem tygodni i przesyłaniem do Wiednia kolejnych raportów kontrolerzy zauważyli, że liczba demontowanych wirówek znacznie przekroczyła normalne wartości.

Oficjalnie MAEA nie podała, ile wirówek Iran wymienił w opisywanym okresie. W wiadomościach reporterzy cytujący europejskich „dyplomatów” oszacowali tę liczbę na 900 do 1000. Jednak jeden z byłych wysokich urzędników MAEA uważa, że w rzeczywistości liczba ta była znacznie wyższa. „Szacuję, że uszkodzonych zostało 2000 urządzeń” — powiedział Olli Heinonen, który do czasu rezygnacji w październiku 2010 r. zajmował stanowisko zastępcy dyrektora w wydziale bezpieczeństwa.

Niezależnie od liczb było oczywiste, że z urządzeniami dzieje się coś złego. Niestety, Iran nie był zobowiązany do informowania inspektorów o przyczynach wymiany wirówek. Oficjalnie inspektorzy MAEA nie mieli też prawa o to pytać. Agencja miała uprawnienia do kontrolowania tego, co dzieje się z uranem w zakładzie wzbogacania, a nie do badania uszkodzonego sprzętu.

Inspektorzy nie wiedzieli, że odpowiedzi mieli na wyciągnięcie ręki — ukryte w bitach i pamięci komputerów w sterowni przemysłowej w Natanzie. Kilka miesięcy wcześniej, w czerwcu 2009 r., ktoś dyskretnie uruchomił niszczycielską cyfrową broń na komputerach w Iranie. Ta broń po cichu wśliznęła się do krytycznych systemów w Natanzie z zadaniem dokonania sabotażu programu wzbogacania uranu i zapobieżenia zbudowaniu bomby atomowej przez prezydenta Mahmuda Ahmadineżada.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/kim-zetter-stuxnet/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 20 marca 2026