Nowy skandal związany z francuskimi mediami publicznymi

Jak wynika z raportu, francuskie audiowizualne media publiczne kosztują francuskich podatników 4 miliardy euro rocznie. To kropla w morzu, ale nie jest to kwota bez znaczenia.
.Raport francuskiego Trybunału Obrachunkowego wskazuje na pogorszenie się sytuacji finansowej France Télévisions, spółki zarządzającej mediami publicznymi. Wywołało to intensywną debatę, ponieważ media publiczne są zazwyczaj uważane za nietykalne.
Jak wynika z raportu, francuskie audiowizualne media publiczne kosztują francuskich podatników 4 miliardy euro rocznie. To kropla w morzu, ale nie jest to kwota bez znaczenia. Nie zapominajmy, że rząd premiera François Bayrou upadł z powodu sprawy dni wolnych od pracy, których zniesienie przyniosłoby zaledwie 2 miliardy euro oszczędności.
Ponadto pojawia się ważniejsze pytanie: w jaki sposób wykorzystywane są nasze pieniądze? Media publiczne mają do spełnienia misję, misję służby publicznej. Dostarczanie obywatelom tego, czego według niektórych nie są w stanie zapewnić media prywatne: programów wysokiej jakości, neutralności punktu widzenia, pluralizmu reprezentującego wszystkie nurty polityczne w kraju.
Czy można choćby przez chwilę wyobrażać sobie, że francuska telewizja publiczna spełnia te kryteria? Raport Trybunału Obrachunkowego pojawia się w momencie, gdy narasta kontrowersja dotycząca skrajnej polityzacji mediów dotowanych przez państwo. Czasopismo „L’Incorrect” opublikowało nagranie, na którym widać dziennikarzy Thomasa Legranda i Patricka Cohena spiskujących z przedstawicielami Partii Socjalistycznej w restauracji i mówiących o „zrobieniu tego, co trzeba na temat Rachidy Dati”, kandydatki „wspólnej platformy” (sojusz bloku centrowego i centroprawicowych Republikanów) w wyborach samorządowych w Paryżu w 2026 roku. Te intrygi są finansowane z podatków wszystkich Francuzów, w tym prawicowych, którymi otwarcie pogardzają dziennikarze mediów publicznych.
Kiedy Delphine Ernotte, prezes France Télévisions, wypowiada wojnę telewizji CNews, oskarżając stację o bycie „skrajnie prawicową”, wyraźnie wykracza poza swoją rolę neutralnego i bezstronnego dostawcy usług publicznych. Bierze udział w debacie politycznej i ideologicznej, otwarcie opowiadając się po lewej stronie barykady politycznej, zwłaszcza gdy wiadomo, że przedstawiciele prawicy są rzadziej zapraszani do stacji, którymi kieruje, i są w nich częściej atakowani.
Istnieją dwie przeciwstawne koncepcje mediów publicznych. Z jednej strony mamy do czynienia z nietykalnym, uświęconym sektorem audiowizualnym, w którym najmniejsza próba reformy wywołuje burzę sprzeciwu ze strony wszystkich „przeciwwładz”. Tak jest w przypadku Francji, gdzie media publiczne są nadmiernie nastawione na lewicę, nawet gdy rządzi centroprawica. Z drugiej strony mamy sektor całkowicie zależny od polityki i służący jako narzędzie propagandy dla rządzących. Tak jest w Polsce, do tego stopnia, że mówi się tam raczej o mediach „rządowych” lub „reżimowych”.
.Jakie jest rozwiązanie? Konieczna jest oczywiście reforma – wraz z niezbędną dezideologizacją dziennikarzy mediów publicznych. Czy jest to możliwe? W każdym razie wydaje się to mało prawdopodobne. Francuska prawica wzywa do prywatyzacji publicznych mediów audiowizualnych. Pozwoliłoby to niewątpliwie na oszczędności, ale powinno być jedynie rozwiązaniem ostatecznym. Przedtem należy spróbować skierować media publiczne z powrotem ku ich pierwotnej misji: zapewnieniu wysokiej jakości, neutralnych i pluralistycznych informacji i programów.
Nathaniel Garstecka
Autor prowadzi cotygodniową kronikę w tygodniku „Gazeta na Niedzielę” [LINK], skąd pochodzi powyższy tekst. Przedruk za zgodą redakcji.





