Od września mer Marsylii otrzymał 402 groźby śmierci

Mer Marsylii Benoit Payan poinformował, że od września otrzymał 402 groźby śmierci i choć – jak zastrzegł – nie chodzi o jawne groźby handlarzy narkotykami, złożył skargę. Benoit Payan uznał za potrzebne, aby w Marsylii miała siedzibę prokuratura ds. przestępczości zorganizowanej.
Ci, którzy kierują handlem narkotykami, przebywają poza Francją [Mer Marsylii]
Mer Marsyli wypowiadał się w radiu RTL, niemal tydzień po zabiciu w Marsylii Mehdiego Kessaciego, brata znanego aktywisty antynarkotykowego – Amine’a Kessaciego. Mówiąc o ponad 400 groźbach śmierci, zastrzegł, że „są czasami ludzie, którzy są szurnięci”, ale przyznał, że „to, co stało się z Mehdim, oznacza: »milczcie«”. Mer Marsyli zadał pytanie, czy mogą być kolejne ofiary, jak np.: dziennikarz, sędzia, a także on sam.
Benoit Payan wyraził przekonanie, że ci, którzy kierują handlem narkotykami – i których nazwał „narkoterrorystami” – przebywają poza Marsylią i ogółem poza krajem.
Zaapelował o przywrócenie w Marsylii – drugim co do wielkości mieście Francji – prefektury policji, a także o pojawienie się tam siedziby Krajowej Prokuratury ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną (PNACO).
Europa traci swoje mechanizmy obronne
.Potrzebna jest prawdziwa globalna świadomość, katharsis, prawie rewolucja. Rządy, zwłaszcza francuski i niemiecki, muszą w końcu przyznać, że sytuacja jest bardzo zła. Muszą przestać kłamać, przestać pogardzać obywatelami. Muszą zacząć ich słuchać. To nieuniknione, jeśli Europa chce pójść do przodu – mówi Boualem SANSAL w rozmowie z Nathanielem GARSTECKA
Nathaniel GARSTECKA: Jakie są Pana osobiste więzi z Europą Środkową?
Boualem SANSAL: Moja pierwsza żona była Czeszką, mamy dwie dorosłe córki, było to w czasach Czechosłowacji i komunizmu, więc kilka lat w tych niespokojnych czasach tam mieszkałem. Bywałem potem także w innych krajach Europy Środkowej, w Polsce, na Węgrzech itd. Polskę odwiedziłem wiele razy. Kilka moich książek zostało przetłumaczonych na polski, w tym 2084. Miałem także sposobność odbyć kilka podróży literackich po kraju, organizowanych przez mojego polskiego wydawcę. Jestem osobą bardzo wrażliwą na wszystko, co dzieje się w tym regionie świata, bo nadal żyją tutaj moje dzieci.
Jaka jest Pana obecna sytuacja po tym, jak kilkukrotnie już nawoływał Pan do potępienia islamizmu?
Jestem Francuzem algierskiego pochodzenia. Na razie wolę mieszkać w Algierii, głównie ze względów zawodowych. Początkowo byłem badaczem, naukowcem. Moja wiedza zaprowadziła mnie do pracy dla organizacji międzynarodowych, w tym NASA. Jednak obecnie rozważam przeprowadzkę na stałe do Francji. Sytuacja w Algierii stała się dla mnie bardzo trudna.
Po kilkudziesięciu latach nieobecności kwestia islamu i islamizmu na nowo zagościła w debacie publicznej. Czy możemy mówić o jakiejś formie przebudzenia?
Widzimy, że we wszystkich krajach muzułmańskich istnieją partie zwane „Ennahda”. To arabskie słowo oznacza właśnie „przebudzenie”, „rewolucję”. Od VII do XII wieku islam przeżywał fazę ekspansji w kierunku Europy, Azji i Afryki. Dało to początek znamienitym imperiom, takim jak imperium Abbasydów. Między XI a XII wiekiem Imperium Arabskie było odpowiednikiem Cesarstwa Zachodniego. Potem nastąpiło swego rodzaju osłabienie – upadek imperium arabsko-muzułmańskiego, podobnie jak wcześniej, w V wieku, stało się to z imperium rzymskim. Imperium arabsko-muzułmańskie upadło wskutek ataku Mongołów, którzy zdobyli Bagdad, niszcząc wszystko dokoła. Imperium arabskie utraciło w ten sposób swoją siłę intelektualną i gospodarczą. Tym, co po nim zostało, jest jedynie tradycja.
Jak więc doszło do odrodzenia? Początek dali mu europejscy orientaliści, którzy od XVII–XVIII wieku zaczęli odwiedzać Afrykę, Azję, świat arabsko-muzułmański, i spotykać się z ludźmi. W ten sposób odkryli islam, o którym wiedzieli bardzo niewiele, jeśli nie nic. Orient ich uwiódł. Kiedy wracali do siebie, do Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii, opowiadali o tym, jak odkryli islam. Zdawali relację z tego, co widzieli, robiąc to w romantyczny i fantazyjny sposób.
W tamtym czasie niejaki Dżamal ad-Din al-Afghani podczas rozmów z orientalistami wpadł na słowo „Ennahda”, „przebudzenie”. To był prawdziwy szok zarówno w świecie zachodnim, jak i muzułmańskim. Słowo zaczęło żyć swoim życiem i wszędzie ludzie zaczęli mówić o powrocie islamu, przebudzeniu islamu, przebudzeniu wielkiej cywilizacji arabsko-islamskiej.
Ówcześni muzułmanie zastanawiali się, w jaki sposób zamierzają uczynić „Ennahdę” rzeczywistością. Niektórzy mówili: „Róbmy jak ludzie Zachodu, Europejczycy, idźmy w stronę oświecenia, stwórzmy oświecenie muzułmańskie za pomocą nauki, refleksji, studiów, wprowadzenia racjonalizmu do wiary”. Stworzyli ruch intelektualny w Afganistanie, Iranie, Syrii, gdzie zaczęto pracować nad przebudzeniem, ponownym odkryciem Koranu i języka arabskiego, sukcesywnym odkrywaniem cywilizacji muzułmańskiej. Było wielu interesujących pisarzy i intelektualistów, którzy zresztą zafascynowali także Europę.
To wówczas zaczęto się zastanawiać, kto tak naprawdę jest prawdziwym muzułmaninem, kto może tworzyć „Ennahdę”. Arabowie mówili, że tylko oni są do tego uprawnieni, ponieważ islam narodził się w ich świecie, prorok jest Arabem oraz Koran jest napisany po arabsku. Potem włączyli się Persowie. Dla nich to sunnici są zdrajcami islamu. Prawdziwym islamem jest Iran, czyli islam szyicki.
Kolejnym problemem stała się metoda działania. Ponieważ Prorok i jego towarzysze podbili świat bronią, poprzez dżihad, to „Ennahdę” islamu także należało przeprowadzić z użyciem przemocy. Dlaczego? Dlatego, że miecz ma tę zaletę, że mobilizuje, stwarza człowieka odważnego, mającego poczucie oddania sprawie, poświęcenia. To podejście, które dziś nazywamy islamizmem, ma na celu stworzenie „Ennahdy” islamu, promocji islamu poprzez przemoc. I to był błąd, ponieważ zwolennicy tej metody odkryli, że świat muzułmański jest bardzo słaby i bardzo biedny.
Należało więc opracować pewną liczbę instrumentów, do których zaliczały się głoszenie kazań, entryzm, sianie podziałów w krajach przyjmujących muzułmańskich imigrantów, następnie także terroryzm.
Dlatego właśnie „Ennahda” przeniosła się dziś do Europy. Ideolodzy islamizmu zrozumieli bowiem, że trzeba to zrobić właśnie tam, w potężnych i zaawansowanych technologicznie krajach. Szczególnie na przedmieściach, gdzie populacja muzułmanów ciągle rośnie. To Europa umożliwia kontakt ze współczesnym światem, IT i uniwersytetami. To tu „Ennahda” spotyka się z polityką, której nie ma w świecie muzułmańskim. Przedstawia kandydatów w wyborach i tworzy stowarzyszenia, przenika do wszystkich ruchów dezintegrujących zachodnie społeczeństwo. Islamiści wspierają LGBT, ruch woke, rewolucyjną lewicę, która chce obalić „kapitalistyczny i wyzyskujący” Zachód. Dziś w krajach muzułmańskich mamy do czynienia z islamem, który jest bardzo regresywny, brutalny i tradycjonalistyczny. To on dominuje w Afganistanie, Iranie, Algierii, Sahelu, niemal wszędzie. Jednak najbardziej groźny islam to ten, który rodzi się w Europie, wyzyskując cały dorobek Europy w zakresie kultury, władzy itp.
Jak na tym historycznym tle możemy umiejscowić rewolucję islamską w Iranie? Jaką rolę ona odgrywa?
Irańczycy szybko dostrzegli, że w świecie sunnickim zaczęła się „Ennahda”. Przede wszystkim w sposób czysto religijny: odkrywano na nowo Koran, język, islam. Trzeba wiedzieć, że muzułmanie na całym świecie zapomnieli o prawdach wiary. W momencie uzyskania niepodległości, uwalniając się spod angielskiego i francuskiego nadzoru oraz dzięki dochodom z ropy naftowej, kraje arabskie mogły zainicjować ten ruch. Zbudowano uniwersytety, instytuty islamskie, które zaczęły rozprzestrzeniać się w całym świecie muzułmańskim, rozwinięto skuteczną politykę i dyplomację.
W pewnym momencie Irańczycy zwrócili uwagę, że sunnici to heretycy, ludzie, którzy zdradzili Proroka i jako tacy nie mają prawa stać na czele odrodzenia islamu. Iran był wówczas krajem świeckim, ulegającym westernizacji i zbliżającym się do Europy i Stanów Zjednoczonych. Chciał zerwać z religią, tak jak zrobiła to Turcja. Wraz z rewolucją Irańczycy próbowali przekonać świat muzułmański, że tylko oni mieli prawo przewodzić islamskiej „Ennahdzie”. Ale Irańczycy są szyitami, a Arabowie sunnitami i żadna przyjaźń, żadne porozumienie między nimi nie jest możliwe. Mają inne zwyczaje, inną kulturę, nie wyznają tych samych wartości.
Wreszcie jest Turcja, która twierdzi, że to ona ma legitymację do przeprowadzenia „Ennahdy”. Nie zapominajmy, że to ona była ostatnim kalifatem i że to stanowi jej główny argument w tej walce o wpływy i władzę. Kalifat zajmował dużą część wybrzeża Morza Śródziemnego i dopiero interwencja Zachodu położyła mu kres. Kontrolę nad Bliskim Wschodem przejęli wówczas Francuzi i Anglicy. Turcja wypracowała dziś prawdziwą politykę międzynarodową, jest członkiem NATO i dysponuje nowoczesną bronią. Jest to jeden z najbardziej rozwiniętych krajów muzułmańskich.
Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/boualem-sansal-europa-traci-swoje-mechanizmy-obronne/
PAP/MB




