Prawo do aborcji centralnym punktem programu Kamali Harris

Wiceprezydent USA Kamala Harris udała się do Wilmington w stanie Delaware, aby spotkać się personelem kampanii wyborczej, dzień po wycofaniu się Joe Bidena z wyścigu do Białego Domu. Harris zapowiedziała m.in. walkę o prawo kobiet do aborcji, a także wzmocnienie klasy średniej.
Kamala Harris ma 106 dni na przekonanie do siebie wyborczej
.”Będziemy walczyć o wolność reprodukcyjną. Wiedząc, że jeśli Trump dostanie szansę, podpisze ogólnokrajowy zakaz aborcji” – powiedziała.
Demokratka podczas swojego pierwszego wydarzenia w kampanii wyborczej jako cel swojej prezydentury określiła też wzmocnienie klasy średniej.
Kocham Joe Bidena (..) Wygramy. Widzę, jakim typem faceta jest Donald Trump” – kontynuowała, porównując go do „drapieżnika” i „oszusta”.
Harris opisała swoje doświadczenia jako prokuratora generalnego w Kalifornii.
„W tej roli mierzyłam się z wszelkiego rodzaju typami (…) Drapieżców, którzy wykorzystywali kobiety, oszustów, którzy okradali ludzi (…) Posłuchajcie więc mnie: znam typ Donalda Trumpa” – przekonywała.
Zwróciła uwagę, że każdy stoi przed pytaniem, w jakim kraju chce żyć: w kraju wolności, współczucia i rządów prawa, czy w kraju chaosu, strachu i nienawiści?
„Każdy z nas ma możliwość odpowiedzi na to pytanie. Zatem przez następne 106 dni mamy pracę do wykonania” – powiedziała Harris, zwracając się do zespołu wyborczego Demokratów.
Czy Donald Trump odniesie kolejny wyborczy sukces?
.Prof. Andrzej K. KOŹMIŃSKI, ekonomista, profesor nauk ekonomicznych pisze na łamach Wszystko co Najważniejsze, że po pierwsze, wbrew pozorom Trump nigdzie nie odszedł. Nadal jest silnie obecny w amerykańskiej, nie tylko republikańskiej polityce. Wiele wskazuje też na to, że będzie (może raczej musi być) republikańskim kandydatem i że to będzie ten sam Donald Trump, bo nic nie wskazuje, że chciałby cokolwiek zmienić, że czegokolwiek żałuje. Można też wyobrazić sobie sytuację, w której Trump powraca w formie „trumpizmu” uprawianego przez innych polityków, mniej lub bardziej „trumpopodobnych”. Na tej zasadzie w Argentynie do dziś dnia żywy jest peronizm, a w Rosji stalinizm.
„Po drugie, pojęcie świata dziś nieco trąci myszką, bo pochodzi z okresu szybkiego postępu globalizacji i unipolarnego obszaru zdominowanego przez jeden wzorzec cywilizacyjny, ekonomiczny, ustrojowy. Obecny świat jest coraz bardziej zróżnicowany, wielobiegunowy. Zakłócone zostały nie tylko łańcuchy dostaw, ale także przepływy informacji, wiedzy, ludzkiej mobilności. Osłabione zostały zdolności do uzgadniania rozbieżnych interesów i sprzecznych zamierzeń. Z punktu widzenia powrotu (lub nie) Donalda Trumpa najważniejsza jest oczywiście Ameryka, która jest światem samym w sobie. Dzisiejszy koncert mocarstw uzupełniają ponadto dwa autorytarne giganty: Chiny i chyba nadal Rosja (ze względu na obszar geograficzny i potencjał broni nuklearnej), z rozproszoną grupą mniejszych autokracji lub krajów skłaniających się ku takiemu modelowi rządzenia jak np. Turcja czy Brazylia” – pisze ekspert.\
W jego ocenie trzecim mocarstwem jest Unia Europejska: ekonomiczna, kulturowa i intelektualna potęga, zatrzymana „w pół drogi” procesów integracyjnych i raz zdolna, a raz niezdolna do jednolitego działania. O tym, w jakim stopniu stanowią one „jeden świat”, świadczy niewielka i wciąż malejąca siła sprawcza ONZ.