Rozwój Plus apeluje o przegląd systemów ochrony ludności

O pilny przegląd systemu ochrony ludności cywilnej przed zagrożeniami, w szczególności w zakresie informowania o zagrożeniach i wdrożenia szybkich informacji zaapelował w dniu 23 września 2026 r. w Sejmie poseł Szymon Szynkowski vel Sęk (Rozwój Plus). Apel jest pokłosiem kontroli poselskiej przeprowadzanej pod koniec lipca.
Kontrola systemu ostrzegania ludności cywilnej
W nocy z 29 na 30 lipca 2026 r. w Lublinie i kilku powiatach uruchomiono syreny z powodu zagrożenia z powietrza. Po kilku minutach alarm został odwołany. W dniu 23 września 2026 r. poseł Szymon Szynkowski vel Sęk i senator Ryszard Majer poinformowali o wynikach kontroli poselskiej 31 lipca 2026 r. w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa (RCB). Przed kontrolą politycy Rozwoju Plus zarzucali RCB brak komunikatów i informacji w mediach na temat uruchomienia syren.
Szynkowski vel Sęk na konferencji powiedział, że z „niedawno» otrzymanej odpowiedzi pisemnej RCB wynika, że media nie mogły się dodzwonić do rzecznika prasowego RCB, bo był na urlopie, a wielość telefonów „ograniczyła możliwość bieżącego odbierania połączeń i w takich sytuacjach należy pytania skierować mailowo». Z kolei brak informacyjnego SMS o zagrożeniu dla mieszkańców wynikał – jak przytoczyli posłowie – z tego, że z racji odwołania przez wojsko zagrożenia „alert nie został przekazany operatorom telefonów komórkowych», a procedura jego uruchomienia „od momentu otrzymania informacji o zagrożeniu do dostarczenia wiadomości do użytkownika końcowego może trwać nawet do dwóch godzin».
Z minutowego harmonogramu działań tamtego dnia wynika zdaniem polityków Rozwój Plus, że szybciej ustalono ustanie zagrożenia, niż udało się potwierdzić jego istnienie. – Narzuca się pytanie, dlaczego aż 32 minuty zajęło wdrożenie tego systemu i poinformowanie poprzez syreny mieszkańców. W ten sposób mieszkańcy dopiero po godz. 6 dowiedzieli się za państwa (mediów – przyp. red.) pośrednictwem, co tak naprawdę się stało (…), kiedy to zagrożenie było nieaktualne – podkreślał Szynkowski vel Sęk.
Rozwój Plus wskazuje luki systemu
Posłowie przekazali też odpowiedź RCB, że „w bieżącym roku sytuacja zagrożenia potencjalnego atakiem z powietrza nie była przedmiotem spotkania Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego». Zdaniem posłów kontrola wykazała, że „dzisiaj rząd ma do odrobienia bardzo poważną, pilną lekcję, w jaki sposób prowadzić efektywny system powiadamiania o sytuacji kryzysowej». – Te odpowiedzi rysują bardzo dziurawy system ochrony ludności cywilnej (…), w którym są istotne luki, gdy chodzi i o czas podejmowania decyzji, i o tryb podejmowania decyzji, i o kwestie wywiązywania się urzędników odpowiedzialnych za reakcję w sytuacji kryzysowej ze swoich obowiązków – przekazał poseł.
– Jako Rozwój Plus zdecydowanie domagamy się, żeby dokonać pilnego przeglądu systemu ochrony ludności cywilnej przed zagrożeniami, w szczególności w zakresie informowania o zagrożeniach (oraz) wdrożenia postulowanych przez nas szybkich informacji np. za pośrednictwem systemu mObywatel. Można wdrożyć tam specjalny komponent, który będzie informował o zagrożeniach, bo dzisiaj mieszkańcy dostają dość dużo alertów RCB. Mam wrażenie, że momentami są na nie już uodpornieni (…). Dlatego domagamy się wyciągnięcia wniosków. W tak trudnej sytuacji geopolitycznej nie stać nas na dziurawy system ochrony ludności cywilnej – zakończył Szynkowski vel Sęk.
Rosyjski pocisk nad Lubelszczyzną
W nocy z 29 na 30 lipca o godz. 3:50 w Lublinie i kilku innych powiatach woj. Lubelskiego, m.in. krasnostawskim i biłgorajskim, uruchomiono systemy alarmowe z powodu zagrożenia z powietrza. Miało to związek z operowaniem lotnictwa armii Federacji Rosyjskiej w zachodniej części Ukrainy. Po kilku minutach alarm został odwołany. Zgodnie z informacjami przekazanymi przez Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ), niezidentyfikowany obiekt został wykryty w polskiej przestrzeni powietrznej o godz. 3:40. W odpowiedzi na to zagrożenie, do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. Sześć minut później obiekt zanikł z radarów.
Tuż po godz. 7 DORSZ poinformował o upadku obiektu w miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim. Został on później zidentyfikowany jako prawdopodobnie rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Miejsce zdarzenia jest oddalone o ok. 90 km w linii prostej od granicy z Ukrainą.
Rzecznik wojewody lubelskiego informował tego dnia, że system wczesnego ostrzegania i alarmowania m.in. na terenie Lublina został uruchomiony decyzją RCB. Mieszkańcy Lubelszczyzny nie otrzymali tekstowych wiadomości z alertem RCB na swoje telefony w czasie nocnego incydentu. Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej stwierdził, że „zagrożenie powstało szybko», a najszybszą i najskuteczniejszą metodą powiadamiania o zagrożeniu są syreny.
Również w dniu 18 września 2026 r. przed południem mieszkańcy województwa lubelskiego i podkarpackiego usłyszeli syreny i tym razem otrzymali alert RCB w związku z nalotem Rosji na zachodnią część Ukrainy. Rzecznik DORSZ ppłk Jacek Goryszewski jeszcze przed odwołaniem alertu przekazał, że 4 km od granicy polsko-ukraińskiej najprawdopodobniej spadł lub został zestrzelony dron. W piątek rzecznik doprecyzował, że „dron osiągnął zamierzony cel».
Kto decyduje o uruchomieniu syren
O uruchomieniu i wyłączeniu syren alarmowych w Polsce decyduje urzędnik rządowy lub samorządowy, który rządzi danym terenem. Głównym aktem prawnym regulującym jest ustawa o ochronie ludności i obronie cywilnej z 2024 r. oraz rozporządzenie MSWiA z 2025 r. w sprawie alarmów i komunikatów ostrzegawczych.
Zgodnie z polskim prawem o włączeniu i odwołaniu sygnałów alarmowych decydują bezpośrednio właściwe terytorialnie organy administracji publicznej. Oznacza to, że wójt, burmistrz oraz prezydent miasta są odpowiedzialni za przekazanie alarmów i komunikatów podmiotom ochrony ludności. Mogą także wnioskować do wojewody o rozszerzenie systemu ostrzegania.
Z kolei starosta i prezydent miasta na prawach powiatu odpowiadają za ogłoszenie alarmów i komunikatów na obszarze powiatu lub miasta na prawach powiatu, we współpracy z powiatową lub miejską komendą Państwowej Straży Pożarnej.
Analogicznie to wojewoda koordynuje działania na poziomie wojewódzkim. Jego zadaniem jest zlecenie publikacji komunikatów w regionalnych mediach czy wnioskowanie do Dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa (RCB) o uruchomienie systemu powiadamiania SMS (alert RCB) dla danego obszaru.
W przypadku zagrożeń o charakterze ogólnokrajowym to minister spraw wewnętrznych kieruje do nadawców medialnych oraz RCB żądania niezwłocznego opublikowania komunikatów ostrzegawczych lub ogłoszenia alarmu na terenie całego kraju.
Jak działa system alarmowy w Polsce
Syreny w Polsce są uruchamiane w przypadku wystąpienia zagrożeń, w celu ostrzeżenia ludności o atakach wojskowych, klęskach żywiołowych oraz skażeniach. Są także używane w ramach cyklicznych ćwiczeń obrony cywilnej i systemu ratownictwa, a także, decyzją wojewody, w celu uczczenia ważnych rocznic np. 1 sierpnia w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.
Procedura ogłoszenia alarmu w przypadku wykrycia zagrożenia rozpoczyna się od komunikatu, który może wydać wyspecjalizowane służby lub instytucje monitorujące. To m.in. służby mundurowe jak policja, straż graniczna, straż pożarna, wojsko: DORSZ lub Wojskowa Obrona Przeciwlotnicza, a także Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW), Państwowa Agencja Atomistyki (PAA), Główny Inspektorat Sanitarny (GIS) oraz Główny Inspektorat Weterynarii.
Nakaz uruchomienia syren wydaje osobiście najważniejszy urzędnik, który rządzi na konkretnym obszarze lub osoba upoważniona w Centrum Zarządzania Kryzysowego.
Po wydaniu rozkazu dyspozycja trafia do dyżurnego operacyjnego, który uruchamia system. Sygnał drogą radiową lub cyfrową jest wysyłany ze stanowiska kierowania do centrali i poszczególnych syren. Te zaś emitują odpowiedni dźwięk – modulowany w przypadku ogłoszenia alarmu i ciągły przy jego odwołaniu. Oba sygnały w Polsce trwają nieprzerwanie przez trzy minuty. Alarm odwołuje ten sam urzędnik lub osoba działająca w jego imieniu z Centrum Zarządzania Kryzysowego, która wcześniej nakazała jego włączenie.
PAP/MJ




