Rząd ostrzegł ambasadorów na Węgrzech przed ingerencjami w wybory, w tym krytykę i komentarze

Budapeszt nie będzie tolerował ingerencji dyplomatów państw UE w kwestie dotyczące kwietniowych wyborów parlamentarnych, nie będzie też tolerować krytyki ani komentarzy – powiedział szef węgierskiej dyplomacji Peter Szijjarto przed spotkaniem z akredytowanymi na Węgrzech ambasadorami UE.

„Nie krytykujemy systemów wyborczych innych krajów, więc oczekujemy, że nasz też będzie szanowany”

.Bruksela intensywnie przygotowuje się do wyborów na Węgrzech. Chce w Budapeszcie rządu, który powie „tak” wojnie, migracjom i ideologii gender. Od lat mówimy „nie” Brukseli, „nie” wojnie, migracjom i ideologii gender – stwierdził minister w nagraniu opublikowanym na Facebooku.

– Oczywiste jest, że w obliczu spodziewanej porażki (opozycyjnej) partii TISZA, próbują wszelkimi sposobami podważyć zaufanie do naszego systemu wyborczego, oskarżając nas o manipulację. Nie zaakceptujemy tego – podkreślił Peter Szijjarto. – Nie krytykujemy systemów wyborczych innych krajów, więc oczekujemy, że nasz też będzie szanowany – dodał.

Peter Szijjarto zauważył, że wezwał wszystkich ambasadorów UE, aby omówić ich rolę. – Ambasador wysłany na Węgry nie ma prawa ingerować w nasze wybory. Nie będziemy akceptować żadnej krytyki ani komentarzy dotyczących wyborów na Węgrzech – zagroził szef węgierskiej dyplomacji.

Peter Szijjarto ostrzega ambasadorów

.Peter Szijjarto ostrzegł, że ambasadorzy, którzy „wtrącają się, komentują, krytykują lub ingerują” w proces wyborczy, „będą mieli w przyszłości niezwykle trudną pracę w Budapeszcie”. – Nie spotkają się z nikim powyżej zastępcy kierownika danego departamentu – wyjaśnił. – Domagamy się szacunku, domagamy się poszanowania naszej suwerenności – zakończył.

Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia 2026 r.

Jak wykazały opublikowane sondaże przedwyborcze, opozycyjna partia TISZA powiększyła przewagę nad rządzącym Fideszem premiera Viktora Orbana. Ugrupowanie Petera Magyara uzyskało 12-procentową przewagę nad Fideszem, w porównaniu z 10 proc. w listopadzie 2025 roku – wynika z badań firmy Median, opublikowanych przez portal tygodnika „HVG”. TISZA uzyskała w nich 51 proc. poparcie zdecydowanych wyborców, Fidesz – 39 proc. Drugi sondaż, przeprowadzony przez Idea Institute, wykazał, że poparcie dla TISZY wśród zdecydowanych wyborców wynosi 48 proc., co dało 10 punktów proc. przewagi nad Fideszem.

Węgrzy. Naród dumny, silny, namiętny

.Węgry są tajemnicą, nawet dla samych Węgrów. Tajemnicą korzeni ludu, który przywędrował, jak głosi legenda, z odległych stepów Azji, aby osiedlić się na równinach Panonii. Tajemnicą przetrwania na przestrzeni wieków, gdy tak wiele innych potężnych narodów Europy Środkowej zostało zepchniętych w niebyt. Tajemnicą języka o trudnym do określenia pochodzeniu, samotnego niczym wyspa w morzu Słowiańszczyzny, ale jakże żywego. Tajemnicą wreszcie ludu, ani germańskiego ani romańskiego, który wichry losu rzuciły między Wschodem a Zachodem. Węgrzy żyją w egzystencjalnej samotności, mentalnie skupieni na swojej tajemnicy.

Po raz pierwszy zetknęłam się z tym krajem w 1980 roku, gdy przez pewien okres mieszkałam u węgierskiej rodziny. Zostałam tam wysłana przez ojca, pragnącego wesprzeć kraj, który otwierał się na Zachód pod rządami Kádára. Z podróży tej przywiozłam mieszane uczucia. Z jednej strony urokliwe spływy Dunajem, z widokiem na długie barki osuszające setki unoszących się na wodzie pni drzewnych, wycieczki trabantem (słynne „plastikowe” auto z epoki komunizmu), a ostatniego wieczoru – wyjątkowy recital pianisty Zoltána Kotsisa, pianisty u progu międzynarodowej kariery i przyjaciela moich gospodarzy, na półwyspie Tihany nad Balatonem.

Z drugiej strony moment przekroczenia żelaznej kurtyny i wejścia w szeroki pas ziemi niczyjej między dwoma murami drutu kolczastego napełnił mnie uczuciem niepokoju, które przesłoniło mój pierwszy obraz tego kraju. Jakiż szary i smutny był Budapeszt w pełni lata! Imponujący pomnik zwycięstwa wojsk radzieckich w 1945 roku górował nad wzgórzem Budy. Wystawy sklepowe, które uchodziły za najokazalsze w całym bloku komunistycznym, nie wydawały mi się tak atrakcyjne jak moim gospodarzom. W Veszprém, pięknym „mieście królowych”, zwiedziliśmy zoo (które nadal stanowi dużą atrakcję), a potem nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Aby urozmaicić mi pobyt, mój ojciec zwrócił się do katolickich opozycjonistów walczących z reżimem komunistycznym. Niektórzy z nich poświęcali mi dużo, być może nawet za dużo, czasu, a przy tym byli mało dyskretni, co wprawiało w zakłopotanie moich gospodarzy, również katolików, którzy obawiali się, że wzbudzi to podejrzenia aparatu bezpieczeństwa. Postanowiłam skrócić mój pobyt. Niedawno dowiedziałam się, że rodzina moich gospodarzy była represjonowała z powodu swojej przynależności religijnej. Zamknięto im na przykład drogę na studia.

Później spotkałam węgierskich emigrantów osiadłych na Zachodzie, odznaczających się właściwym bohemie radosnym i beztroskim stylem życia oraz niesamowitym talentem dramatycznym, czymś, co stanowi powszechny i z początku konsternujący aspekt węgierskiego „ja”. Po upadku komunizmu w 1989 roku postanowiłam poznać kraje Europy Środkowej i Wschodniej, które miały w przyszłości przystąpić do Unii Europejskiej, a o których istnieniu nie wszyscy nawet wiedzieli, i zorganizowałam całą serię wyjazdów.

I tak oto w grudniu 1999 roku wysiadłam z Orient Expressu na stacji Budapeszt. Było mroźnie i śnieżnie, ale stolica Węgier była gorąca. Byłam pod urokiem węgierskiej spuścizny historycznej, imponującej bryły Parlamentu, Mostu Łańcuchowego, spacerów brzegiem Dunaju… Atmosfera tego miasta pozwala z naturalną łatwością przywyknąć do rytuału kąpieli termalnych, kawy, budapesztańskiej sztuki życia, wyrafinowanej i nonszalanckiej, zdradzającej wpływy Habsburgów i Turków. Kipiący życiem temperament tego narodu przypomina, że jesteśmy u bram Wschodu. Od tamtej pory zawsze robiłam długie postoje w Budapeszcie i eksplorowałam kraj.

Po objęciu władzy przez Viktora Orbána, którego konserwatywny Fidesz zdobył w 2010 roku dwie trzecie miejsc w parlamencie, między Węgrami a Europą Zachodnią wyrosła przepaść niezrozumienia i podniosły się głosy krytyki. Nie sposób jednak zrozumieć tego wyboru, jeśli nie umiejscowi się go w długiej historii Węgier, jeśli nie weźmie się pod uwagę tych dwudziestu lat, jakie upłynęły od upadku komunizmu i transformacji systemowej w 1990 roku. Otóż wybór ten stanowi pochodną problemów, z którymi od tego czasu w mniejszym lub większym stopniu zmagają się wszystkie kraje Europy Wschodniej (miażdżące zwycięstwo PiS w Polsce w 2015 roku wpisuje się w ten paradygmat), a które na Węgrzech dają o sobie znać ze szczególną intensywnością z racji specyficznych cech, których nośnikiem jest naród węgierski.

Tekst dostępny na łamach Wszystko co Najważniejsze: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/francoise-pons-wegrzy-narod-dumny-silny-namietny/

PAP/MB

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 stycznia 2026