Kiedy wybory na Węgrzech?

Prezydent Węgier Tamas Sulyok ogłosił w serwisie społecznościowym, że wybory parlamentarne w kraju odbędą się 12 kwietnia. Opozycyjna partia TISZA od miesięcy utrzymuje w sondażach przewagę nad rządzącym Fideszem premiera Viktora Orbana.

Prezydent Węgier Tamas Sulyok ogłosił w serwisie społecznościowym, że wybory parlamentarne w kraju odbędą się 12 kwietnia 2026 r. Data wyborów na Węgrzech była od kilku miesięcy przedmiotem spekulacji. Pytanie o to, kiedy odbędą się wybory parlamentarne na Węgrzech, było jednym z częściej zadawanych pytań nie tylko nad Dunajem. Wybory na Węgrzech skupiają uwagę Europy: opozycyjna partia TISZA od miesięcy utrzymuje w sondażach przewagę nad rządzącym Fideszem premiera Viktora Orbana. Kto wygra wybory na Węgrzech?

Kiedy odbędą się wybory na Węgrzech?

.„Zgodnie z przepisami Ustawy Zasadniczej i Ustawy o ordynacji wyborczej datę wyborów powszechnych wyznaczyłem na niedzielę 12 kwietnia 2026 roku” – oświadczył Tamas Sulyok na Facebooku.  „Jednym z filarów demokracji jest prawo do swobodnego wyboru. Zachęcam wszystkich do korzystania z niego!” – dodał prezydent Węgier.

Jaki system wyborczy panuje na Węgrzech? 99 członków jednoizbowego parlamentu, Zgromadzenia Narodowego (Orszaggyules), wybieranych jest w systemie mieszanym, który łączy okręgi jednomandatowe z systemem proporcjonalnym. 106 deputowanych jest wyłanianych w okręgach jednomandatowych, a 93 – z krajowych list partyjnych. Kadencja parlamentarzysty trwa na Węgrzech cztery lata. 

Kto wygra wybory parlamentarne na Węgrzech? Od miesięcy większość niezależnych sondaży daje przewagę opozycyjnej partii TISZA, chociaż w ostatnich badaniach różnica między poparciem dla tego ugrupowania a notowaniami rządzącego Fideszu premiera Viktora Orbana nieznacznie się zmniejszyła. 

Viktor Orban ogłosił niedawno na kongresie swojej partii, że jest gotów zostać jej kandydatem na szefa przyszłego gabinetu. Oficjalnie kandydatura ma zostać potwierdzona w lutym. TISZA nie ogłosiła ostatecznie swojego kandydata; według mediów będzie nim lider partii Peter Magyar.

Nieunikniony podział Grupy Wyszehradzkiej stał się faktem

.Nieunikniony podział Grupy Wyszehradzkiej nie dyskredytuje Europy Środkowej. Odrzucenie często nieszczerego i prorosyjskiego „konserwatyzmu” partii Orbána jest w istocie niezbędnym warunkiem umocnienia pozycji pozostałych krajów regionu jako poważnych, wartościowych graczy – pisze Dalibor ROHAC na łamach „Wszystko co Najważniejsze”.

Napięcie w związku z Rosją i Ukrainą od zawsze było obecne w Grupie Wyszehradzkiej, lecz wojna jeszcze je uwidoczniła. Zwłaszcza dla Polski Rosja stanowi zagrożenie bytowe, które należy zneutralizować.

Węgierska polityka ustępstw i dopasowania oraz długotrwałe podkopywanie pozycji Ukrainy, napędzane głęboko zakorzenionymi motywami rewizjonistycznymi i rewanżystowskimi, całkowicie różnią się od stanowiska Warszawy, Pragi i Bratysławy.

Strona węgierska nie wykazała żadnej chęci zmian, trzymając się zasadniczo proputinowskiej interpretacji zdarzeń oraz sabotując wspólne wysiłki Unii Europejskiej na rzecz pomocy Ukrainie. Powrót do relacji w ich dotychczasowej formie wydaje się mało prawdopodobny, wziąwszy pod uwagę na przykład początkowy stosunek Węgier do embarga nałożonego przez UE na rosyjski eksport ropy czy też spór węgierskiego parlamentarzysty László Kövéra z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.

Nie ma wielkiej nadziei na zmianę polityki Węgier także od wewnątrz. Mandat wyborczy Fideszu jest wciąż bardzo silny – częściowo ze względu na rzeczywiste powszechne poparcie dla Orbána. Ponadto w swojej kampanii z 2022 r. Orbán wyraźnie zaznaczył zamiar odsunięcia Węgier od konfliktu i ochrony ludności węgierskiej przed kosztownymi działaniami, które inne kraje europejskie mogą wdrożyć, aby pomóc Ukrainie. Te propozycje w dalszym ciągu korespondują z postawą węgierskiego społeczeństwa, wyrażającego mniejszą sympatię dla sprawy ukraińskiej niż mieszkańcy pozostałych krajów regionu i odczuwającego od nich znacznie mniejszy strach przed rosyjską agresją.

Jeśli zakończenie wojny nastąpi szybko i niespodziewanie – na przykład poprzez podpisanie przez Ukrainę umowy podobnej do porozumienia mińskiego w wyniku nacisków Zachodu – Budapeszt podejmie wysiłki na rzecz naprawy stosunków z sąsiadami o podobnych poglądach ideologicznych. Jeśli jednak Rosja nie zostanie całkowicie pokonana, istnieje prawdopodobieństwo, że jakiekolwiek porozumienie „pokojowe” będzie krótkotrwałe, a Moskwa nadal będzie zagrożeniem w Europie Środkowej i Wschodniej, co sprawi, że przepaść między Węgrami a Polską stanie się nie do przeskoczenia. W związku z tym pojawia się pytanie, czy Europa Środkowa może zaprezentować jednolity front wobec reszty Europy i działać jako skuteczna, konserwatywnie nastawiona siła w UE.

W Europie Środkowej istnieją różne odmiany myśli konserwatywnej – od bardziej tradycyjnej, fuzjonistycznej, dominującej w Czechach, po wyraźnie katolicką, przeważającą w Polsce i na Słowacji. Na tym tle warto podkreślić, że konserwatyzm Viktora Orbána nie jest autentyczny i ogranicza się do głośnych kwestii związanych z wojną kulturową, takich jak imigracja czy gender.

Wszak Viktor Orbán rozpoczął swoją polityczną karierę jako młody liberał. W latach 1998–2002 stał na czele wyraźnie proeuropejskiego rządu. Dopiero w czasie działania w opozycji (2002–2010) określił się na nowo: stał się podejrzliwy wobec wolnego rynku, integracji gospodarczej z Zachodem, imigracji oraz „Brukseli”. Jego polityczne działania po 2010 r. koncentrowały się na konsolidacji władzy, zarówno poprzez reformy konstytucyjne, które osłabiły mechanizm kontroli i równowagi, jak i poprzez zmiany gospodarcze, które rozwinęły ogólnogospodarczą sieć patronacką z Orbánem na czele – co trudno uznać za przykład konserwatywnej polityki gospodarczej.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/dalibor-rohac-nieunikniony-podzial-grupy-wyszehradzkiej/

Wybudzanie pacjenta znanego jako V4

.Rosyjska agresja na Ukrainę postawiła V4 przed zasadniczym problemem. Oznaczała powrót geopolitycznego postrzegania świata na osi Zachód – Wschód i wywołała wśród elit i społeczeństw znacznie większą potrzebę określenia się na tej osi – pisze Maciej RUCZAJ w opublikowanym na łamach „Wszystko co Najważniejsze” tekście „Wybudzanie pacjenta znanego jako V4„.

Przez kilka ostatnich lat autor tego tekstu, odpowiadając na pytania dotyczące stanu współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej (V4), mówił, że znajduje się ona w stanie sztucznego uśpienia. Oddycha jeszcze, ale nic więcej. Następnie dodawał, że jest to stan poważny, ale tymczasowy, nie oznacza śmierci i daje możliwość powrotu. Jednak tych, którzy podobnie jak zmarły w ubiegłym tygodniu czeski prymas Dominik Duka, nadal wierzyli w sens budowania wspólnoty na fundamencie wspólnego dziedzictwa Europy Środkowej, było coraz mniej.

I nagle – temat powrócił. Już nie tylko jako worek treningowy dla zagorzałych liberalnych przeciwników formatu, którzy niezależnie od okoliczności uważają Grupę za symbol zacofania i geopolitycznej reorientacji na Wschód.

Dzisiaj znaczenie V4 podkreśla w swojej deklaracji programowej powstający w Czechach nowy rząd Andreja Babiša. Atmosferę „nowego początku”, nie tylko w stosunkach wzajemnych, ale także regionalnych, można było odczuć w Pradze podczas krótkiej wizyty prezydenta Słowacji Petera Pellegriniego w pierwszych dniach listopada. O intensyfikacji współpracy pozytywnie mówiono również w zeszłym tygodniu w Bratysławie, gdzie z Pellegrinim spotkał się prezydent Karol Nawrocki. Ogłosił on, że chce wzmocnić aktywność Polski w regionie, zaniedbaną przez rząd Donalda Tuska. W związku z tym 24 listopada odwiedzi Pragę, a następnie uda się na Węgry na szczyt prezydentów Grupy. Czy to oznacza, że rozpoczęło się wybudzanie pacjenta znanego jako V4?

Współpraca trzech (a po rozpadzie Czechosłowacji czterech) krajów w obszarze „między Niemcami a byłym Związkiem Sowieckim” od początku była podatna na wahania związane ze zmianami rządów w poszczególnych państwach. Zwłaszcza w momencie, gdy osiągnęła swoje pierwotne wspólne cele, co do których panowała zgoda wśród elit politycznych – likwidacja dziedzictwa RWPG i Układu Warszawskiego, a następnie przystąpienie do NATO i UE.

Cykle polityczne w stolicach nad Wisłą, Dunajem i Wełtawą jak na złość nie chciały się zsynchronizować. Kiedy Babiš, Fico i Orbán próbowali zablokować w 2015 r. „kwoty migracyjne”, środkowoeuropejską jedność złamała premier Ewa Kopacz. Kiedy po 2016 r. konserwatywne rządy w Warszawie i Budapeszcie chciały zacieśniać współpracę regionalną, Czechy i Słowacja patrzyły na te wysiłki z nieufnością, nie chcąc dzielić z nimi losu „trędowatych” polityki europejskiej. Ostatnio idea „reaktywacji Wyszehradu” pojawiała się w wypowiedziach słowackich polityków po powrocie do władzy Roberta Ficy jesienią 2023 roku. Entuzjazm Bratysławy szybko schłodziła rzeczywistość w postaci braku zainteresowania ze strony Pragi i Warszawy, a przede wszystkim napięcia między Warszawą a Budapesztem, które po objęciu stanowiska przez Donalda Tuska przerodziło się w otwarty konflikt.

LINK DO TEKSTU: https://wszystkoconajwazniejsze.pl/maciej-ruczaj-v4-wyszehrad-powraca/

PAP/ Jakub Bawołek/ LW

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 13 stycznia 2026