Świat rozdzierany jest przez niszczące go potęgi [Papież LEON XIV]

Papież Leon XIV podczas mszy krzyżma w Wielki Czwartek powiedział, że świat rozdzierany jest przez niszczące go potęgi. Podkreślił, że przez krzyż Jezusa „imperialistyczna okupacja świata zostaje przerwana od wewnątrz, a przemoc, która po dziś dzień jest uznawana za prawo, zostaje zdemaskowana”.
Świat rozdzierany jest przez niszczące go potęgi
.W czasie mszy krzyżma w Bazylice Świętego Piotra kapłani odnowili przyrzeczenia złożone podczas święceń. Do nich papież skierował swoją homilię. – Odnawiając nasze przyrzeczenia jako biskupi i prezbiterzy jesteśmy na służbie ludu misyjnego – wyjaśnił. Zaznaczył, że Kościół jest przynaglany do tego, by „wyjść poza siebie samego”. – Jesteśmy dziedzicami tak wielkiego dobra, a zarazem ograniczeń historii, w którą Ewangelia musi wnieść światło i zbawienie, przebaczenie i uzdrowienie – oświadczył Leon XIV.
– Jesteśmy Ciałem Chrystusa, jeśli idziemy naprzód, rozliczając się z przeszłością, nie dając się jej uwięzić: wszystko się odzyskuje i pomnaża, jeśli najpierw zgodzimy się to pozostawić, bez lęku – dodał.
Papież ostrzegł, że nie ma „dobrej nowiny dla ubogich”, jeśli idziemy do nich ze znakami władzy; nie ma też prawdziwego wyzwolenia, jeśli nie staniemy się wolni od posiadania.
– Wiemy, że na przestrzeni dziejów misja była nierzadko wypaczana przez logikę dominacji, całkowicie obcą drodze Jezusa Chrystusa – przyznał.
Przywołał słowa świętego Jana Pawła II, który – jak zauważył – miał jasność umysłu i odwagę, by uznać: „my wszyscy, choć nie ponosimy osobistej odpowiedzialności i nie pragniemy zastępować sądu Boga, który sam tylko zna ludzkie serca, dźwigamy ciężar błędów i win tych, którzy byli przed nami”.
Następnie Leon XIV przypomniał: – Ani w dziedzinie duszpasterskiej, ani społecznej i politycznej dobro nie może wynikać z nadużywania władzy. Mówił, że w misji głoszenia wiary potrzebna jest bezinteresowna służba, rezygnacja z wszelkich wyrachowanych strategii, dialog i szacunek. – Nawet miejsca, w których sekularyzacja wydaje się najbardziej zaawansowana, nie są ziemią konkwisty ani rekonkwisty – powiedział papież.
Mówił też, że krzyż Jezusa jest częścią misji. – Imperialistyczna okupacja świata zostaje wówczas przerwana od wewnątrz, a przemoc, która po dziś dzień jest uznawana za prawo, zostaje zdemaskowana – dodał.
Zaznaczył, że pozdrowienie pokoju Jezusa stanowi syntezę jego drogi „w świecie rozdzieranym przez niszczące go potęgi”.
– W tej mrocznej godzinie dziejów spodobało się Bogu posłać nas, abyśmy rozsiewali woń Chrystusa tam, gdzie panuje odór śmierci – mówił Leon XIV.
Po południu papież odprawi w Bazylice Świętego Jana na Lateranie mszę Wieczerzy Pańskiej, inaugurującą Triduum Paschalne. Po latach pontyfikatu Franciszka, który odprawiał tę mszę w więzieniach, szpitalach, domach opieki, ośrodku dla migrantów, liturgia ta wraca do katedry biskupa Rzymu.
Leon XIV w Monako. Podróż ważniejsza, niż się wydaje
.Ta podróż ma w sobie coś z paradoksu, bo papież Leon XIV wybiera się w swoją pierwszą europejską wizytę zagraniczną nie do Paryża, nie Berlina ani też do Brukseli, lecz do Monako, które jest w końcu jednym z najmniejszych państw świata. I przybywa tam nie samolotem, lecz śmigłowcem, omijając całkowicie możliwość przelotu nad terytorium Francji. To szczegół logistyczny, ale znaczący. Monako nie ma lotniska, więc papież ląduje bezpośrednio w sercu księstwa, choć mógł dolecieć do Nicei i stamtąd przejechać do Monako. Byłaby to jednak wówczas także pielgrzymka do Francji. W wypadku najnowszej papieskiej podróży, całość potrwa zaledwie trzynaście godzin. A jednak Watykan i świat mówią o wydarzeniu historycznym i trudno się z tym nie zgodzić. Nie tylko z powodu logistyki.
To pierwsza papieska wizyta w Monako w epoce współczesnej. Zaproszenia kierowane do Benedykta XVI i Franciszka pozostawały bowiem bez odpowiedzi. Dopiero Leon XIV odpowiedział w zasadzie natychmiast. Zaproszenie, które wystosował w styczniu książę Albert II, zostało bowie przyjęte z zaskakującą szybkością. To tempo także nie jest przypadkowe. Pokazuje styl tego pontyfikatu: decyzje szybkie, ale nieprzypadkowe.
Program wizyty także jest prosty i gęsty zarazem. Papież przylatuje rano, witany przez Alberta II i księżną Charlène. Następnie udaje się do Pałacu Książęcego, gdzie z balkonu pozdrowi mieszkańców. O jedenastej spotka się z wiernymi w katedrze Niepokalanego Poczęcia, gdzie wygłosi homilię. W południe modlić się będzie przy kościele św. Dewoty, patronki księstwa, i spotyka z młodzieżą oraz katechumenami. Centralnym punktem dnia będzie zaś msza na stadionie Ludwika II.
Mottem samej wizyty są słowa z Ewangelii św. Jana: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. Wśród tematów wskazanych przez Watykan pojawiają się rola Europy we współczesnym świecie, odpowiedzialne korzystanie z bogactwa, ochrona klimatu i obrona życia. To zestaw, który dobrze opisuje napięcia współczesnego Zachodu a jednocześnie faktycznie, spotyka się w jednym miejscu właśnie w Monako.
Monako jest bowiem miejscem symbolicznym. Z jednej strony to synonim bogactwa i miejsce, gdzie w jednej ławie kościelnej siedzieć mogą razem bogacz i jego służąca. Z drugiej to państwo o wyraźnej tożsamości katolickiej, gdzie większość mieszkańców deklaruje przynależność do Kościoła.
W ostatnich miesiącach zaś to napięcie stało się szczególnie widoczne. Książę Albert II odrzucił ustawę liberalizującą aborcję, powołując się na ochronę życia i zasady religii państwowej. W Europie to gest rzadki i zauważony w Watykanie. Pomimo braku tego w oficjalnej agendzie trudno nie widzieć w tym jednego z najważniejszych kontekstów tej wizyty.
Arcybiskup Monako Dominique-Marie David zwraca także uwagę, że papież, odwiedzając tak małe państwo, przemawia w rzeczywistości do całego świata. To intuicja trafna, zakorzeniania także w pontyfikacie Franciszka, który w końcu czynił podobnie.
Leon XIV konsekwentnie bowiem unika oczywistych wyborów. Po Monako planuje podróże do Afryki i na Lampedusę. Ten ciąg miejsc — od jednego z najbogatszych punktów świata po jego najbardziej dramatyczne peryferia — nie jest przypadkowy, tworząc pewną całość. W mojej książce „Droga Leona” opisuję właśnie tę logikę: papież nie wybiera miejsc ważnych politycznie, lecz te, znaczące symbolicznie szukając takich, które pozwalają powiedzieć coś więcej niż oficjalne deklaracje.
PAP/ Sylwia Wysocka/ LW






