„W kanałach Lwowa”. Historia ocalenia lwowskich Żydów przez kanalarzy

W kanałach Lwowa

Z okazji Narodowego Dnia Pamięci Polaków ratujących Żydów na gliwickich cmentarzach zostaną odsłonięte tablice pamiątkowe na grobach Magdaleny i Leopolda Sochów oraz Anny i Stefana Wróblewskich – pochodzących ze Lwowa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

„W kanałach Lwowa”

.Podczas II wojny światowej pomagali oni Żydom ukrywającym się w lwowskich kanałach. Historia ta została przedstawiona w filmie Agnieszki Holland pt. „W ciemności”, będącym adaptacją książki „W kanałach Lwowa” autorstwa Roberta Marshalla.

Jak podał katowicki IPN, tablice pamiątkowe zostaną odsłonięte 24 marca na Cmentarzu Lipowym i Cmentarzu Centralnym. Dzień wcześniej w gliwickim Kinie Amok zaplanowano pokaz filmu „W ciemności”, a po pokazie odbędzie się spotkanie z Robertem Więckiewiczem – odtwórcą roli Leopolda Sochy. Bezpłatne wejściówki na pokaz filmu można odebrać w Kinie Amok. Organizatorzy zachęcają również do udziału w uroczystościach przy grobach Sprawiedliwych.

Podczas II wojny światowej Leopold Socha, Stefan Wróblewski i Jerzy Kowalow pracowali jako kanalarze we Lwowie. Gdy natknęli się w kanałach na grupę Żydów szukających ratunku przed likwidacją getta, podjęli decyzję o udzieleniu im pomocy. Przez ponad rok, przy wsparciu swoich żon – Magdaleny Sochy i Anny Wróblewskiej – dostarczali ukrywającym się żywność, leki i niezbędne do przeżycia przedmioty.

Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów

.„Mimo skrajnie trudnych warunków dzięki ich heroizmowi ocalało dziesięć osób, w tym rodzina Chigerów, których wspomnienia stały się podstawą scenariusza filmu Agnieszki Holland. Po wojnie obie rodziny – Sochowie i Wróblewscy – osiedlili się w Gliwicach, gdzie do dziś znajdują się ich groby. Za swoje czyny zostali uhonorowani medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” – przypomina katowicki IPN.

Obchodzony 24 marca Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką jest wyrazem hołdu dla tych, którzy mimo grożącej kary śmierci zdecydowali się pomóc współobywatelom narodowości żydowskiej. Przedstawiciele IPN podkreślają, że w pomoc Żydom zaangażowało się tysiące Polaków, tylko niewielka część z nich została uhonorowana Medalami Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. „Dzięki poświęceniu Polaków śmierci z rąk okupantów uniknęło kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Około tysiąc z pomagających zapłaciło za swój heroizm życiem” – wskazali przedstawiciele IPN.

Wydarzenia upamiętniające upamiętniające Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką organizują katowicki oddział IPN, Urząd Miejski w Gliwicach oraz Kino Amok.

Kara śmierci za pomoc Żydom

.Na temat Polaków, którzy w czasie II wojny światowej ratowali Żydów, na łamach “Wszystko Co Najważniejsze” pisze Jan ŚLIWA w tekście “Miłosierni Samarytanie w czasach Zagłady“.

„Często koncentrujemy się na wielkich decyzjach, ale życie składa się z serii drobnych, lecz istotnych wydarzeń. Bronisław Erlich, polski Żyd, wówczas młody człowiek, napisał książkę, w której opowiada o swoich wojennych przygodach. Mając niezbyt żydowski wygląd, próbował przeżyć „na polskich papierach”. Pewnego dnia został zatrzymany przez niemiecki patrol i zabrany na komisariat. Przyszedł oficer i nie wiedząc, co robić, powiedział żołnierzom: „Zabierzcie go na Gestapo w mieście!”. Służyła tam Polka, zrozumiała sytuację, przytuliła policjanta i powiedziała: „Hans, puść go, on chce tylko wrócić do domu”. Oficer zgodził się. Oczywiście nikt nie omawiał ani nie wyjaśniał sytuacji, porozumienie nastąpiło bez słów. Życie pana Bronisława znowu zostało uratowane”.

„Takie małe wydarzenia, nigdzie nierejestrowane, były decydujące. Każde z nich było jak gra z losem w rosyjską ruletkę. Gdyby zdecydowana większość Polaków nie była gotowa do pomocy, szansa na wygranie tych wszystkich gier o przeżycie w ciągu sześciu lat byłaby bliska zera. A przecież wielu przetrwało. Ale ich strach był bardzo realny, jedna przegrana oznaczała śmierć. Nic dziwnego, że wielu pamięta głównie ten strach i wszystkich bliskich, którzy zginęli, a nie otrzymaną pomoc”.

.”Niemiecka groźba kary śmierci była bardzo realna. To choćby – jeden z wielu podobnych – przypadek rodziny Ulmów we wsi Markowa w południowo-wschodniej Polsce. Ulmowie przez lata pomagali Żydom, w 1944 r. mieli u siebie dwie żydowskie rodziny, łącznie osiem osób. Wiedzieli, jakie jest ryzyko. Byli dobrymi i odważnymi ludźmi. I dobrymi chrześcijanami – w ich Biblii przypowieść o miłosiernym Samarytaninie była zaznaczona na czerwono. I złożyli ostateczne świadectwo swojej wiary. Pewnego dnia zostali zadenuncjowani, przyjechali Niemcy, zabili najpierw wszystkich Żydów, potem Józefa Ulmę, jego żonę Wiktorię w zaawansowanej ciąży, a po krótkim zastanowieniu – sześcioro dzieci (od 1,5 do 8 lat). Wszystko to wydarzyło się na oczach innych Polaków i było dla nich jasnym przekazem. Wszyscy wiedzieli: następnego dnia może się to przytrafić także mnie, bez litości. Życie za życie – to nie była gra dżentelmenów. Jeśli ukrywałeś Żyda, przerażony sąsiad mógł cię wydać. Gdyby Żyd został złapany przez Niemców, mógłby po torturach i zwiedziony fałszywymi obietnicami wskazać wszystkich, którzy mu pomagali: śmierć dla nich, śmierć dla niego. Zobowiązania moralne można analizować na seminarium z etyki, ale wobec oddziału SS z wycelowanymi karabinami maszynowymi wygrywają instynkty biologiczne” – pisze Jan ŚLIWA.

PAP/MJ

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 16 marca 2026
Fot. IPN.