
Katyńska rana
Mija 86 lat, odkąd Sowieci zgładzili bez sądu tysiące polskich jeńców wojennych i więźniów. Prawda o tej ludobójczej zbrodni wciąż jest dziś dla strony rosyjskiej niewygodna – pisze Karol POLEJOWSKI
.„Tęsknię do Ciebie i Dzieci, lecz nie widzę na razie żadnych oznak […], iż pragnienie stanie się rzeczywistością” – pisał z sowieckiego obozu jenieckiego w Kozielsku podporucznik rezerwy Władysław Dachowski. Był początek marca 1940 roku. „Zbliża się wiosna, kończy się zimowy sen, prawdopodobnie nastąpi wędrówka w nieznane” – notował 38-letni oficer.
Gdy wkrótce ruszyły transporty z Kozielska, niejeden z Polaków optymistycznie zakładał, że wróci do domu, zostanie wydany państwom zachodnim lub przynajmniej trafi do kraju neutralnego. Nic z tego. Pociągi docierały do stacji Gniezdowo pod Smoleńskiem. Stamtąd jeńcy – wśród nich Dachowski – byli przewożeni do lasu katyńskiego i zabijani strzałami w tył głowy. W podobnym czasie inne grupy Polaków były mordowane m.in. w Charkowie i Kalininie. Łącznie wiosną 1940 roku sowieckie NKWD zgładziło niemal 22 000 obywateli polskich, w tym wielu oficerów i żołnierzy Wojska Polskiego, funkcjonariuszy Korpusu Ochrony Pogranicza, Policji Polskiej i Policji Województwa Śląskiego. Ta ludobójcza zbrodnia do dziś jest bolesną raną w naszej pamięci narodowej.
Zagłada elit
.Była już noc, gdy sowiecki dyktator Józef Stalin wzniósł na Kremlu toast za Adolfa Hitlera i „wznowienie tradycyjnej przyjaźni niemiecko-rosyjskiej”. Niewiele wcześniej, z 23 na 24 sierpnia 1939 roku, ministrowie spraw zagranicznych ZSRS i III Rzeszy Niemieckiej podpisali w Moskwie pakt o nieagresji, którego tajny protokół dzielił między dwa totalitarne mocarstwa strefy interesów w Europie Środkowej i Wschodniej. Droga do wojny została otwarta. I rzeczywiście: już 1 września 1939 roku uderzył na Polskę niemiecki Wehrmacht, a dwa i pół tygodnia później również sowiecka Armia Czerwona.
Tej podwójnej agresji Wojsko Polskie nie było w stanie się przeciwstawić. Najeźdźcy podzielili między siebie ziemie Rzeczypospolitej, a na podbitych terenach zaprowadzili rządy terroru. Już w pierwszych miesiącach obaj okupanci przystąpili do brutalnej rozprawy z polskimi elitami. Symbolem zbrodni niemieckich z tego okresu stały się masowe egzekucje w Piaśnicy na Pomorzu, Palmirach pod Warszawą i wielu innych miejscach kaźni. Sowieci wzięli na celownik m.in. jeńców wojennych – oficerów Wojska Polskiego i innych służb mundurowych, wśród nich wielu rezerwistów, kwiat inteligencji: lekarzy, prawników, inżynierów czy – jak Dachowski – nauczycieli. Szef NKWD Ławrientij Beria w notatce do Stalina nazwał ich „zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej” – i postulował ich rozstrzelanie bez sądu. Sowieckie Politbiuro 5 marca 1940 roku przychyliło się do tej diabelskiej propozycji.
Niebawem zgładzeni zostali jeńcy z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, a także liczni obywatele polscy przetrzymywani w sowieckich więzieniach. Represje spadły też na rodziny pomordowanych – w bydlęcych wagonach wywożone daleko na wschód, na „nieludzką ziemię”. Taki los spotkał też najbliższych Władysława Dachowskiego: jego żonę Wilhelminę, nastoletnią córkę Irenę i kilkuletniego syna Piotra. Dostali oni pół godziny na spakowanie niezbędnych rzeczy, po czym zostali deportowani do Kazachskiej SRS. Po paru latach szczęśliwie wrócili do Polski. Wielu innym nie było to dane.
Zabijanie prawdy
.Zbrodnia katyńska miała nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Stało się inaczej. Po napaści na ZSRS Niemcy odnaleźli doły śmierci w lesie katyńskim (wśród ekshumowanych szczątków były też te należące do Władysława Dachowskiego), a w kwietniu 1943 roku poinformowali o tym świat, licząc na poróżnienie państw koalicji antyhitlerowskiej. W odpowiedzi Sowieci wyparli się masowego mordu na polskich oficerach. W głośnym procesie przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze próbowali wręcz przypisać tę zbrodnię Niemcom. Kłamstwo w sprawie sprawstwa Katynia stało się też jednym z mitów założycielskich komunistycznej „ludowej” Polski, budowanej po wojnie pod sowiecką kuratelą. Przez kilkadziesiąt lat w krajach bloku wschodniego nie można było głośno mówić prawdy o tym mordzie.
A jednak społeczna pamięć o Katyniu przetrwała, w czym duża zasługa rodzin ofiar. Dziś – w wolnej Polsce – prawda o sowieckiej zbrodni jest powszechnie znana. Jest trwałym elementem polskiej świadomości historycznej i tożsamości narodowej. O to, by tak pozostało, dba również Instytut Pamięci Narodowej, prowadząc w tej sprawie śledztwo prokuratorskie, szeroko zakrojone badania naukowe i liczne działania edukacyjne. Od lat IPN angażuje się w akcję rozdawania guzików katyńskich – przypinek, które formą i kształtem nawiązują do guzików z polskich płaszczy wojskowych, wydobywanych w miejscach ekshumacji ofiar.
Nowe gry wokół Katynia
.Wiosną 1990 roku, gdy sowieckie imperium zła coraz wyraźniej chyliło się ku upadkowi, władze w Moskwie przyznały w końcu, że mord katyński był „jedną z ciężkich zbrodni stalinizmu”. Z czasem możliwe stało się otwarcie w Charkowie, Katyniu, Miednoje i Bykowni polskich cmentarzy wojennych. Dziś jednak Kreml znów prowadzi wokół Katynia ohydną grę. W rosyjskiej przestrzeni publicznej na nowo pojawiają się głosy przypisujące Niemcom sprawstwo tej zbrodni. Na to w ubiegłym roku nałożyła się jeszcze dewastacja cmentarzy wojennych w Miednoje i Katyniu, gdzie – na polecenie rosyjskiej prokuratury – usunięto polskie symbole: Krzyż Kampanii Wrześniowej 1939 roku, przypominający o ówczesnej niemieckiej i sowieckiej agresji, oraz Order Wojenny Virtuti Militari, ustanowiony w 1792 roku dla uczczenia zwycięstwa nad Rosjanami.
Pochówki ofiar zbrodni
.Dla nas, wychowanych w tradycji chrześcijańskiej, szacunek dla zmarłych i troska o ich godny pochówek zawsze będą jednym z wyznaczników cywilizacji. W rocznicę sowieckiej napaści na Polskę, 17 września 2025 roku, w Katedrze Polowej Wojska Polskiego w Warszawie złożyliśmy szczątki ofiar zbrodni katyńskiej, które już wcześniej trafiły do Polski i były w dyspozycji prokuratury. Miesiąc później na dziedzińcu Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach odbył się pogrzeb nieznanego z imienia i nazwiska policjanta, zamordowanego przez Sowietów w Kalininie. Z kolei 5 marca tego roku, w rocznicę zbrodniczej uchwały sowieckiego Politbiura o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych i więźniów, pochowaliśmy szczątki katyńskie we Wrocławiu. Składamy hołd tym, którzy zginęli za Polskę, i oddajemy ich rodzinom. Niech prawda o Katyniu będzie znana także przyszłym pokoleniom.
Tekst publikujemy równocześnie na łamach miesięcznika „Wszystko co Najważniejsze” [nr 75] oraz w mediach współpracujących w ramach projektu „Opowiadamy Polskę światu”.



