Francja w strachu przed programem gospodarczym Lewicy aż po groźbę wyjścia Francji z UE

wyjście firm z Francji

Opodatkować bogatych, wprowadzić solidarnościowy podatek od fortun oraz podatek od nadprogramowych zysków firm i tzw. exit tax, utworzyć status uchodźcy klimatycznego, podnieść pensję minimalna do 1600, a następnie 2000 euro oraz zmniejszyć czas pracy nawet do 32 godzin tygodniowo – to niektóre z postulatów Nowego Frontu Ludowego (NFP), który wygrał przedterminowe wybory parlamentarne we Francji. Przedsiębiorcy i ekonomiści biją na alarm, a część przedsiębiorców zapowiada wyjście firm z Francji.

.Blok Lewicy domaga się od prezydenta Emmanuela Macrona, aby powierzył mu tekę premiera i misję tworzenia rządu. Nowy Front Ludowy nie ma wprawdzie większości bezwzględnej w parlamencie, ale jest pierwszą siłą polityczna kraju ze 182 deputowanymi w Zgromadzeniu Narodowym.

„Program NFP jest totalnym szaleństwem. Dojdzie do zdeklasowania Francji, masowego bezrobocia oraz wyjścia Francji z Unii Europejskiej”

.Lider skrajnej lewicy Jean-Luc Mélenchon zdecydowanie zapowiada, że chce realizacji „całego swojego programu i niczego poza nim”. NFP opublikował niedawno manifest, w którym domaga się, aby prezydent powierzył im władzę, bo w przeciwnymi razie „będzie to zdrada konstytucji i zamach na demokrację”.

Tymczasem politycy i ekonomiści biją na alarm. „Program NFP jest totalnym szaleństwem. Dojdzie do zdeklasowania Francji, masowego bezrobocia oraz wyjścia Francji z Unii Europejskiej” – alarmuje minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire, wskazując, że Francja już jest objęta procedurą nadmiernego deficytu, a w przypadku rządów NFL jakiekolwiek tamy dotyczące zadłużenia kraju zostaną przerwane, co stanowi również zagrożenie dla euro jako wspólnej waluty całej strefy. „Program NFP to tak naprawdę program Francji Nieujarzmionej. Jego wprowadzenie byłoby fatalne dla francuskiej gospodarki i doprowadziłoby do naszego upadku” – uważa Patrick Martin, szef największego związku pracodawców francuskich Medef.

Zagrożenie dla euro jako wspólnej europejskiej waluty

.Wprawdzie inni liderzy lewicy i ekologów z koalicji Nowego Frontu Ludowego kategorycznie zaprzeczają, że Melenchon zostanie premierem, argumentując, że niej ani oficjalnym przewodniczącym partii, ani deputowanym, ale Francuzi chcą radykalnych zmian, które proponuje Francja Nieujarzmiona (LFI) z jednej strony i zachowania wszystkich przywilejów socjalnych i pracowniczych – z drugiej. Zwłaszcza tych będących kluczowym elementem systemu państwa dobrobytu, jak system zasiłków i przywilejów pracowniczych, dodatków do mieszkań (NFP proponuje ich 10 % waloryzację), dodatków rodzinnych, sabbaticali czy specjalnego rocznego urlopu na zmianę kwalifikacji pracownika, któremu państwo gwarantuje szkolenia w celu zmiany zawodu, a firma w tym czasie i tak musi wypłacać pensję i trzymać jego etat na wszelki wypadek, gdyby jednak po roku pracownik zdecydował się wrócić na swoje stanowisko.

Bony restauracyjne i bony wakacyjne są również stałym elementem francuskiego stylu życia zagwarantowanego przez pracodawcę, podobnie jak silny syndykalizm i bardzo silna ochrona pracownika w przypadku posiadania bezterminowej umowy o pracę (zwłaszcza w zakresie jego zwolnienia, co jest praktycznie niemożliwe). Dla Francuzów ważne jest również niezbywalne prawo do strajku, którym francuscy związkowcy potrafią się posługiwać w celu ochrony swoich przywilejów. Duży niepokój budzi ostatnia zapowiedź m.in. związku zawodowego transportowców RATP oraz pracowników lotnisk. Ci ostatni zapowiedzieli strajk już na 17 lipca, na kilka dni przed rozpoczęciem Igrzysk Olimpijskich w Paryżu.

Mniej radykalny od Melenchona, socjalista i były prezydent François Hollande, zapowiada, że Francuzi wybrali Lewicę, zatem to ona ma legitymizację do prowadzenia polityki państwa, a nie liberałowie czy prawa strona.

Czego boi się biznes?

.Przede wszystkim podwyższenia płacy minimalnej do 1600 euro netto miesięcznie (z obecnych 1400 euro netto miesięcznie), a sam Melenchon mówi nawet docelowo do 2 000 euro miesięcznie. Zdaniem przedsiębiorców małe i średnie firmy nie będą w stanie tyle płacić pracownikom przy dużych kosztach pracy, jakie są we Francji. Medef wylicza, że te pomysły lewicy mogą doprowadzić do utraty pracy w tym sektorze około 2 mln osób, a koszt takiego rozwiązania to około 19 mld euro rocznie dla budżetu państwa.

Firmy nie chcą również wprowadzenia 32-godzinnego tygodnia pracy. Obecnie Francuzi spędzają w pracy 35 godzin w tygodniu. Biznes nie chce również wprowadzenia 90 % opodatkowania od wysokich dochodów, wskazując, że przy takim opodatkowaniu nie opłaca się akumulowanie bogactwa w oficjalny sposób, a jest to pomysł, który doprowadzi do przenoszenia go do rajów podatkowych i zwiększenia szarej strefy.

Niebezpieczny wydaje się również pomysł odgórnego zamrożenia cen na produkty pierwszej potrzeby, co ma chronić „siłę nabywczą” Francuzów, a w konsekwencji może prowadzić do niedoborów na rynku i pustych półek sklepowych, czego Francuzi nie znają, a Polacy doskonale pamiętają z czasów rządzenia PZPR w Polsce: kolejki, listy społeczne, ocet na półkach zamiast mięsa i niezadowolone sprzedawczynie wyciągające spod lady produkty dla „znajomych królika”. Do artykułów pierwszej potrzeby zaliczane są: produkty spożywcze, energia i paliwa. Według Instytutu Montaigne koszt blokady cen dla budżetu to około 24 mld euro rocznie.

Wraca bój o obniżenie wieku emerytalnego

.Lewica domaga się również rezygnacji z wprowadzonej dwa lata temu reformy emerytalnej podwyższającej wiek przejścia na emeryturę z 62 do 64 lat oraz obowiązkowej inflacyjnej indeksacji pensji oraz emerytur, co masz kosztować budżet państwa 10,5 mld euro i 6,6 mld euro.

„To prawda, że wielu Francuzów nie chciało reformy emerytalnej. Jednak wielu rozumie, że jest ona konieczna. Rezygnacja z niej obecnie, po dwóch latach po jej wprowadzeniu, byłaby szaleństwem” – uważa z kolei Jean Tirole, laureat nagrody Nobla z ekonomii. Według wyliczeń ekonomistów rezygnacja z reformy emerytalnej ma kosztować Francję rocznie około 56 mld euro.

Blok lewicy chce również wprowadzić dodatkowe podatki od transakcji finansowych, co ma wnieść do budżetu państwa 9,3 mld euro i tzw. exit tax, czyli podatek, który płaciliby obywatele i firmy, którzy wyjeżdżają czasowo w Francji.

„Samobójstwo gospodarcze” – komentuje w edytorialu zapowiedzi Lewicy Jacques-Olivier Martin z „Le Figaro”. „Żaden inny kraj naszej planecie nie prowadzi takiej polityki gospodarczej, który doprowadzi nas do bankructwa gospodarczego i finansowego, masowego bezrobocie i ogólnego osłabienia.” – lamentuje Martin, wskazując, że osoby zamożne zostaną ponownie „ukarane” wprowadzeniem tzw. podatku ISF, czego chce lewica, tj. podatku solidarności majątkowej płaconego przez osoby fizyczne i pary. ISF powstał w 1989 r., a 1 stycznia 2018 r. został zastąpiony podatkiem majątkowym od nieruchomości (IFI).

Status uchodźcy klimatycznego

.Flagowym projektem Nowego Frontu Ludowego jest również utworzenie statusu „uchodźcy klimatycznego”. „Rozpoczęło się globalne ocieplenie, które wypchnie na drogi naszej planety ludzi uciekających przed suszą i powodziami. Musimy być w stanie zagwarantować status uchodźcy klimatycznego” – tłumaczy Manon Aubry z LFI.

Pojęcie ekologicznego „przesiedleńca” czy „uchodźcy” nie ma oficjalnej definicji prawnej akceptowanej przez instytucje krajowe i międzynarodowe, ale lewica chce ich stworzenia.

Raport Programu Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska (UNEP) z 1985 r. definiuje „uchodźców środowiskowych” jako „ludzi zmuszonych do tymczasowego lub stałego opuszczenia swojego siedliska z powodu zakłóceń w środowisku (pochodzenia naturalnego lub działalności człowieka), które zagrażają ich egzystencji lub poważnie wpływają na jakość ich życia”. W 2007 roku Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji po raz pierwszy zdefiniowała pojęcie „wygnańców środowiskowych” w następujący sposób: „osoby lub grupy osób, które z przyczyn związanych z nagłą lub stopniową zmianą środowiska wpływającą negatywnie na ich życie lub warunki życia , są zmuszeni opuścić swoje zwykłe miejsce zamieszkania lub opuścić je z własnej inicjatywy, czasowo lub na stałe, i którzy w rezultacie przemieszczają się w obrębie swojego państwa lub je opuszczają”. Należy pamiętać, że przesiedlenia związane z przyczynami środowiskowymi nie zawsze są bezpośrednią konsekwencją katastrofy, ale mogą również wynikać z postępującej interwencji takich zdarzeń, jak podnoszenie się poziomu morza lub pustynnienie, powodujące, że wiele miejsc nie nadaje się do uprawy.

W jaki sposób stworzenie statusu uchodźcy klimatycznego wpłynie na zwiększenie imigracji?

.Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR) szacuje, że średnio od 2008 r. każdego roku 21,5 miliona ludzi zostało przymusowo wysiedlonych z powodu katastrof ekologicznych (takich jak powodzie, burze, pożary lub ekstremalne temperatury) lub w wyniku kryzys klimatyczny. Według danych Centrum Monitorowania Przesiedleń Wewnętrznych (IDMC) klęski żywiołowe były przyczyną wysiedlenia ponad 17 milionów z 28 milionów ludzi, którzy w 2018 roku opuścili swoje domy na całym świecie. Spośród tych wysiedleń 16 milionów było spowodowane warunkami pogodowymi takich jak burze, powodzie, tajfuny czy huragany. Prognozy wskazują, że w nadchodzących latach liczba uchodźców klimatycznych wzrośnie z 200 milionów do 1,2 miliarda do 2050 r.

W ostatnich latach do wysiedleń związanych z klęskami żywiołowymi doszło głównie w krajach Azji Wschodniej i Pacyfiku, takich jak Chiny i Filipiny, na Kubie, w Stanach Zjednoczonych, Indiach i Bangladeszu. To biedniejsze lub rozwijające się kraje i kraje wyspiarskie są najbardziej dotknięte skutkami klimatycznymi i muszą stawić czoła największym przesiedleniom ludności, jak: Dominika, Tuvalu, Filipiny, Saint Martin, Vanuatu, Fidżi, Sri Lanka, Tonga i Somalia.

Poza partiami lewicowymi, zjednoczonymi niemal całkowicie pod sztandarem Nowego Frontu Ludowego, wydaje się pewne, że żadna inna partia ani francuskie ugrupowanie parlamentarne nie chce stworzenia statusu uchodźcy klimatycznego, jak choćby: Renaissance, MoDem, Horizons, Les Républicains i Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen, czyli prawie wszystkie grup parlamentarne w Zgromadzeniu Narodowym poza lewicą i Zielonymi.

Nowy Front Ludowy dużo proponuje również sektorowi edukacji, który tradycyjnie głosuje na lewą stronę sceny politycznej, w tym m.in. darmowe mają być stołówki szkolone, przybory i książki, transport z i do szkoły oraz wszystkie aktywności pozaszkolne. Obecnie rodzice współpracą w zależności od swoich dochodów (istnieje 20 progowa skala współwłasności, a rodzice i opiekunowie zobowiązani są do ujawniania swoich zeznań podatkowych. Im więcej zarabiają, tym więcej współpłacą). System ten, według Francuzów, gwarantuje równość dzieci w dostępie do edukacji i aktywności pozaszkolnych.

Cały program gospodarczy bloku lewicy ma kosztować około 200 mld euro.

.Rating kredytowy Francji jest zagrożony – ostrzegają globalne agencje, m.in.: Moody’s, „W świetle ograniczeń, przed którymi stoi każdy przyszły rząd, jest mało prawdopodobne, że w 2025 r. dojdzie do konsolidacji fiskalnej opartej na wydatkach” – stwierdziła agencja Moody’s. Analitycy tej agencji dodają, że rating Francji może zostać obniżony w przypadku pogorszenia się sytuacji zadłużenia tego kraju. Rozdrobniony parlament spowolni postęp reform gospodarczych.

Grożąca możliwość impasu politycznego prawdopodobnie skomplikuje zdolność Francji do zmniejszenia zadłużenia, które jest dużym problemem. W 2023 r. deficyt budżetu sektora publicznego Francji wzrósł do 5,5% PKB, znacznie przekraczając docelowy poziom rządu wynoszący 4,9% (czy max. 3,5 % preferowany przez UE).

Minister finansów Bruno Le Maire znajduje się pod presją cięcia kosztów, próbując zrównoważyć budżet po okresie umiarkowanego wzrostu, wysokich stóp procentowych i wydatków po pandemii.

W reakcji na sukces NFP Le Maire przestrzegł w poniedziałek, że wyższe wydatki publiczne mogą zagrozić Francji. „Najbardziej bezpośrednim ryzykiem jest kryzys finansowy i upadek gospodarczy Francji” – napisał w platformie X. Bruno Le Maire. „Wdrożenie programu Nowego Frontu Ludowego zniszczyłoby rezultaty polityki, którą prowadziliśmy przez ostatnie siedem lat, która zapewniła Francji miejsca pracy, atrakcyjność i fabryki” – uważa minister.

Obecny dług Francji w rozumieniu kryteriów Maastricht, czyli skonsolidowany dług brutto w wartości nominalnej, wzrósł w 2023 roku o 147,6 mld euro do poziomu 3 101,2 mld euro! Wyrażony jako procent PKB dług publiczny wynosił 111,9% na koniec 2022 r. i 113,0% na koniec 2021 r.

.Jeśli zadłużenie Francji wzrośnie, będzie to oznaczać konieczność płacenia wyższych odsetek od obligacji, co będzie postrzegane jako obarczone większym ryzykiem. Bezpośrednio po ogłoszeniu wyborów we Francji rentowności obligacji były stosunkowo niskie, choć w nadchodzących tygodniach inwestorzy będą uważnie monitorować sytuację polityczną Francji. Ostrzeżenie Moody’s pojawiło się po tym, jak agencja ratingowa S&P wyraziła poważne obawy dotyczące gospodarki Francji.

Katarzyna Stańko
Paryż

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 12 lipca 2024