Zbiorowe zjawisko społecznej pogardy dla Francji peryferyjnej trwale podzieliło kraj [Paul MELUN]

Paul Melun jest francuskim eseistą, autorem powieści „Plouc story”, w której przez pryzmat fikcyjnej postaci pochodzącej z prowincji i próbującej budować karierę w Paryżu, ukazuje współczesny konflikt między wsią a miastami. W wywiadzie dla „Le Figaro” Paul Melun analizuje sposób, w jaki przez Francję miast postrzegana jest Francja peryferii i jej mieszkańcy.
.Jak zauważa Paul Melun, „Francja prowincjonalna, wiejska, jest przedstawiana w sposób karykaturalny, wyśmiewana lub traktowana z pogardą”, a „zbyt wiele osób ukazuje ją w sposób skrajnie pejoratywny”. „Francja prowincjonalna miałaby się według nich sprowadzać wyłącznie do alkoholizmu, nędzy społecznej, brutalności, seksizmu, homofobii…Nie wierzę w ani jedno słowo z tego i widzę w tych dominujących od zbyt dawna w debacie publicznej i literaturze karykaturach przejaw rażącej pogardy klasowej” – ocenia.
Zdaniem eseisty, o ile historia literatury francuskiej, na czele z powieściami Victora Hugo i Emile’a Zoli, pełna jest postaci, wcielających Francję prowincjonalną, „często wzruszających, niekiedy śmiesznych, czasami bardzo inteligentnych… i którymi w prawdziwym życiu nikt się nie interesuje”, „literatura współczesna jest zbyt uboga w tej kwestii”. „Ci, którzy w literaturze podejmują próbę przedstawienia Francji peryferyjnej, robią to w sposób, który uważam za prostacki i nieuczciwy. W czasach, w których prowadzi się, często słuszną, walkę z brakiem widoczności niektórych mniejszości, zabieganie o widoczność Francji peryferyjnej w literaturze wydaje mi się zadaniem koniecznym. Nie widzę powodu, dla którego w powieściach francuskie wsie, ich tradycje czy ich codzienność nie miałyby mieć swojego miejsca” – stwierdza.
.„Podobnie jak środowisko wiejskie, paryski światek także nie jest jednorodny. Nie wszystko zasługuje na odrzucenie i są w nim ludzie godni podziwu. Jednak poza samymi osobami, zamknięty krąg elit – politycznych, medialnych, literackich czy artystycznych – okazuje brak otwartości na Francję peryferyjną. Przez lata to w tych kręgach wyśmiewano się z akcentów regionalnych, festynów wiejskich czy stylu życia na wsi. To zbiorowe zjawisko społecznej pogardy, spotęgowane przez przejście gospodarki w stronę sektora usług i odchodzenie od zawodów manualnych, trwale podzieliło kraj” – stwierdza Paul Melun w „Le Figaro”. „Niemniej zjawiska snobizmu, salonowej kurtuazji i koleżeńskich układów nie są niczym nowym. Paryż funkcjonuje w ten sposób od dawna i powieści z XIX wieku oddają to doskonale. Dziś niewiele się zmieniło – pewne praktyki wciąż mają miejsce. Świat salonów i jego pozory mają przed sobą jeszcze długą przyszłość” – dodaje.
oprac.JD





