Piotr BARON: Więzi wspólnej pasji

TSF Jazz Radio

Więzi wspólnej pasji

Piotr BARON

Muzyk jazzowy. Współpracował z najwybitniejszymi artystami z Polski, Europy i USA. Nagrał dziewięć płyt autorskich. Nominowany do nagrody "Fryderyk" jako muzyk roku w 2000, 2004 i 2009. Recenzent i publicysta, autor kilkunastu publikacji naukowych. Od lutego 2016 z-ca dyr. Departamentu Szkolnictwa Artystycznego i Edukacji Kulturalnej w MKiDN.

zobacz inne teksty autora

Bycie razem w rytmie, w pulsie, w swingu generuje bycie razem w świecie. Niebywałym doświadczeniem jest uczestnictwo w jam session. Chrześcijański nakaz wybaczania zyskuje nowy byt, gdy dwaj obrażeni na siebie muzycy nie rozmawiają ze sobą, ale grają razem, bo imperatyw utrzymania więzi w muzyce jest wyższy niż wzajemna niechęć prywatna – pisze Piotr BARON

.W historii jazzu znajdujemy zespoły, które stanowią wzorzec, idealny paradygmat dopasowania doskonałych osobowości składających się na doskonałą grupę, gdzie mamy do czynienia nie z sumą tychże, ale rzec by można, z iloczynem. Zespoły takie, jak kwartet Johna Coltrane’a, kwintety (’50 i ’60) Milesa Davisa, trio Billa Evansa, trio Keitha Jarretta, Weather Report, czy Pat Metheny Group, to unikatowe grupy twórcze, gdzie każdy z artystów jest niezastąpiony i niezastępowalny.

Rzecz, o której piszę nie dotyczy jedynie wyżej wspomnianych dream teams, wszakże w przypadku tychże jest najlepiej słyszalna i najłatwiejsza do zaobserwowania nawet przez słuchacza mało obytego z biernym uczestnictwem w procesie powstawania dzieła jazzowego. Improwizacja, tu: współkompozycja stająca się, dziejąca się w trakcie jej wykonywania. Ważnym niezmiernie aspektem jest wspólne wyimprowizowywanie dzieła. Wszak akompaniujący soliście też improwizują w ramach swego akompaniamentu wywierając przy tym sugestie twórcze na tego, któremu akompaniują i na odwrót, sami ulegają pozytywnej indoktrynacji twórczej wsłuchując się w improwizację solisty by akompaniować jak najuczciwiej. Pierwsze pojęcie-klucz: uczciwość twórcza. Priorytetem staje się piękno wspólnie wykreowywanej muzyki, na plan dalszy schodzą takie zjawiska jak “własne dobro” (czyt.: jakość pojedynczej wyimprowizowanej partii bez dbałości o jakość całego dzieła), pojęcie ego traci sens, zyskuje natomiast znaczenie artystycznie pojmowane dobro wspólne. Kolejnym pojęciem-kluczem jest: razem. Pojęcie to dotyczy głównie rytmu, wspólnego akcentowania, identycznego rodzaju pulsacji, a także (sic!) razem popełnianych nierówności, wahnięć tempa, pozornych omyłek – uczynionych razem! Jazzu nie gra się metronomicznie równo, natomiast gra się go razem. Wystarczy posłuchać legendarnego koncertu orkiestry Counta Basie’go w Newport, koncertowych nagrań All Stars Louisa Armstronga albo jakiegokolwiek nagrania kwartetu Coltrane’a z Elvinem Jonesem za bębnami.

Lester Bowie pytany o braterstwo pośród jazzmanów odpowiada: Istnieje, ale ono umiera. Zawsze istniało braterstwo muzyków. Właśnie widziałem film “Great Day in Harlem”. Czy widziałeś tę słynną fotografię, na której spotkali się wszyscy wielcy muzycy? Tam właśnie można było przeżyć uczucie wielkiego braterstwa. Czegoś takiego dzisiaj się już nie odczuwa. Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Nowego Jorku, muzycy grali ze sobą razem, wspólnie spędzali wolny czas. (…) Scena amerykańska jest coraz mocniej kontrolowana. Ci co nią rządzą, starają się podzielić muzyków – przeciwstawiają muzyków starszych muzykom młodym, muzyków młodych napuszczają na starszych, a w gruncie rzeczy oni wszyscy powinni być razem.[1]

Bycie razem w rytmie, w pulsie, w swingu generuje bycie razem w świecie. Niebywałym doświadczeniem jest uczestnictwo w jam session[2], gdzie obcy ludzie spotkawszy się pierwszy raz w życiu stają się entuzjastycznie przyjaciółmi gotowymi ręczyć jeden za drugiego tylko dlatego, że dobrze im się razem grało. W ten sposób powstają zespoły jazzowe. W ten sposób chrześcijański nakaz wybaczania zyskuje nowy byt, gdy dwaj obrażeni na siebie muzycy nie rozmawiają ze sobą, ale grają razem, bo imperatyw utrzymania więzi w muzyce jest wyższy niż wzajemna niechęć prywatna. Notabene wyrażenie emocji poprzez muzykę daje dużo większe możliwości oddziaływania i odreagowania emocjonalnego bez zachwiania samej konstrukcji materii muzyczej, która przecież ex opere operantis musi stawać się i dziać się razem.

Przepięknie porównuje życie do jazzu wokalistka Anna Panas: Uwielbiamy swing. Ja zwykle śpiewam razem z płytą, on raczej słucha. Moje małżeństwo ma w sobie coś ze swingu. Poruszam się w nim niby swobodnie, improwizuję, ale jednak jest w tej improwizacji małżonków harmonia.[3]

Bycie razem w świecie będące efektem wspólnoty pasji, jaką jest granie jazzu objawia się poza standardowymi przejawami aktywności towarzyskiej także pewną jednomyślnością grupową dotyczącą opinii i upodobań. Istniejący w niej rzecz jasna margines swobody sposobu wypowiadania się nie pozwala jednak na zdecydowane wyłamywanie się poza opiniotwórcze doktryny tworzone razem, na ogół podczas spotkań po wspólnym graniu. Tak samo jednolita stylistyka ulubionych płyt słuchanych razem podczas spotkań pozornie prywatnych, przez wagę zagadnienia (słuchanie to też granie[4]) nie pozostawia większej wolności wyboru. Jednostki niepokorne i kontestujące natychmiast odczuwają osłabienie więzi wspólnej pasji. Pierwszą reakcją grupy nadal będącej razem jest najczęściej wyszydzenie, potem zlekceważenie, w końcu wykluczenie. To przypadki niezmiernie rzadkie, natomiast niemal zawsze dotyczą muzyków, którzy bardzo chcieli wlizgnąć się do “bycia razem” poprzez inne niż muzyka sposoby, muzyków grających słabiej od reszty.

Puzonista Zbigniew Raj opowiada samokrytycznie o powstaniu Jazz Band Ball Orchestra: Założyliśmy zespół. Właściwie to mnie z tego zespołu notorycznie wyrzucali. Mało było puzonistów w zasięgu ręki. Więc wyrzucali i przyjmowali. Może się podszkoli. Rzeczywiście początki miałem ciężkie. Grałem nieszczególnie. Ale miałem dużo entuzjazmu i dobrych chęci.[5]

Pozamuzyczne okoliczności powstawania jazzowych więzi to sama historia jazzu. Muzyka powstająca w murzyńskich gettach, będąca utożsamiana z u swoich początków z kulturą niewolników tworzyła bardzo silne podłoże emocjonalne i społeczne dla kształtowania więzi tym silniejszych, im bardziej opresyjne były okoliczności powstawania muzyki. Problem rasowy towarzyszył jazzowi nieustannie do lat 60. XX wieku: Grupy poszukujących muzyków zaczęły się organizować w celach samopomocy, kooperacji i promowania muzycznych wartości swojej sztuki. W wypadku USA dochodził do tego jeszcze bardzo ważny czynnik rasowy, gdyż rewolucjonistami w muzyce byli Afroamerykanie, ale profity czerpali muzycy biali. Szczególną troską o kolor wykazywała się TV. W 1951 r. nakazano zmienić Charlesa Mingusa na białego kontrabasistę Redowi Norvo na występ w telewizyjnym show Mela Tormé. W czasie koncertu telewizyjnego Elli Fitzgerald kamerzyści dokonywali cudów, aby nie pokazać, że w jej zespole jest biały gitarzysta, którego nie wyrzuciła z zespołu, jak jej nakazano. W 1960 r. Benny Goodman odwołał tournée po południowych college’ach, gdy nakazano mu zmienić czarnego kontrabasistę Eugene’a Wrighta na białego.[6]

Segregacja rasowa w USA doprowadziła do więzi szczególnej: pan-rasowa więź muzyków jazzowych stanowiących inter-rasową społeczność popartą wspólnie wykreowanym dziełem muzycznym. Pewnym jest, że to właśnie jazz przyczynił się walnie do niemal całkowitego oficjalnego rozwiązania problemu rasowego w USA.

W powojennej Polsce więzi społeczne warunkowane opresją stalinizmu kształtowały się na jam sessions w prywatnych mieszkaniach: W 1949 roku na zjeździe kompozytorów polskich w Łagowie potępiono jazz jako muzykę wrogą klasowo i ideologicznie obcą. Pod koniec roku rozwiązano w Polsce YMCA i rozpoczął się tzw. “okres katakumbowy”. Wobec braku możliwości organizowania koncertów, muzycy zaczęli spotykać się na jam session w mieszkaniach prywatnych. Słynny był pokoik na pierwszym piętrze kamienicy przy ul. Stradom zajmowany przez kontrabasistę Witolda Kujawskiego. (…) Oprócz Skarżyńskiego i Eilego, przychodził Ludwik Jerzy Kern, Sławomir Mrożek. Grywali między innymi przedwojenny saksofonista i klarnecista swingowy Józef Łysak, Lesław Lic, młodziutki akordeonista Andrzej Trzaskowski, Krzysztof Komeda, Andrzej Kurylewicz, Melomani Matuszkiewicza. Sąsiedzi nie narzekali na hałasy, bo na parterze był magazyn, a za ścianą lokal wynajmowany przez stowarzyszenie głuchoniemych.[7]

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć zdanie o latach 50. pochodzące z pracy Pana Krzysztofa Michaluka: Jazz dawał młodym ludziom możliwość ekspresji emocji, był synonimem wolności, która dla młodego człowieka jest jedną z najważniejszych wartości. O pozamuzycznych aspektach przyciągających publiczność świadczą również inne relacje z I Festiwalu Jazzowego w Sopocie. Fułek konstatuje, że festiwal sopocki nie był tylko imprezą muzyczną, ale był manifestacją zmęczenia zastaną nudną rzeczywistością i dalej “jedno było bezsporne: była w tym wszystkim uczciwa chęć bycia sobą”. W konsekwencji wśród ludzi zgromadzonych wokół jazzu wytworzył się pewien rodzaj więzi społecznej, wynikający ze wspólnoty poglądów i specyficznego kodu w postaci muzyki jazzowej.[8]

.Nie zdarza się na co dzień aby 32 takty zagrane razem w rozkołysanym triolowo[9] 4/4 łączyły ludzi więziami przyjaźni trwającej niekiedy całe życie. Na całe szczęście są jeszcze jazzowe jam sessions, gdzie takie właśnie przyczyny powodują takie właśnie przyjaźnie.

Piotr Baron

Tekst wcześniej publikowany w: Dylematy egzystencjalne, tom II, Więzi, red.nauk. Edyta Bartkowiak, Anna Dobrychłop i Paweł Pruefer, Uniwersytet Zielonogórski.

[1] http://muzyka.onet.pl/10179,1340059,wywiady.html [2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Jam_session [3] http://wyborcza.pl/1,97847,6355215,Moje_malzenstwo_jest_jak_swing.html#ixzz0oEOVBLwQ [4] Powiedzonko zasłyszane od ŚP. Henryka Cholińskiego, kolekcjonera płyt, radiowca, wykładowcy historii jazzu na warsztatach w Chodzieży i Puławach (przyp. aut.). [5] http://www.radiokrakow.pl/www/home.nsf/id/jazz_historia_9 [6] http://pl.wikipedia.org/wiki/Muzyka_kreatywna [7] http://slojazz.net/index.php?page=polski-2-2 [8] http://www.diapazon.pl/PelnaWiadomosc.php?bn=Artykuly&Id=68 [9] Zjawisko swingowania (przyp. aut.).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam