Prof. Aleksander SURDEJ: Dlaczego świeże ryby stają się drogą rzadkością?

Dlaczego świeże ryby stają się drogą rzadkością?

Photo of Prof. Aleksander SURDEJ

Prof. Aleksander SURDEJ

Ambasador Polski przy Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), Dziekan Rady Ambasadorów OECD. Profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Ryc.Fabien Clairefond

zobacz inne teksty Autora

To zatrważające informacje: łączna waga odpadów plastikowych w morzach i ocenach świata przewyższyła łączną wagę ryb – pisze prof. Aleksander SURDEJ

Według najnowszych danych FAO w wielu regionach świata zasobom ryb grozi dziesiątkowanie na skutek nadmiernych połowów. Ocenia się, że obecnie 34% światowych zasobów rybnych poddanych jest nadmiernej eksploatacji, podczas gdy w 1974 roku zjawisko to dotyczyło 10% ryb. Na około 1120 gatunków ryb tylko 2/3 znajduje się w korzystnych warunkach, podczas gdy 23% grozi wytrzebienie.

Organizacje międzynarodowe (FAO, WTO, OECD) wskazują, że główną przyczyną nadmiernej eksploatacji jest subwencjonowanie przez rządy połowów ryb. Dopłaty do paliw, zakupu statków czy silników stanowią około 10% wartości przychodów przedsiębiorstw rybołówczych i zachęcają do nadmiernych połowów.

Do rekomendacji FAO zastosowała się już UE. Regulacje UE pozwalają na zakupy nowych trawlerów jedynie wtedy, gdy towarzyszy im wycofanie starych jednostek, a, co więcej, zakupowi takiemu nie wolno korzystać z subwencji krajowych czy unijnych.

Zrównoważonemu rybołówstwu szkodzi także brak transparentności w rejestracji i autoryzacji statków rybackich oraz niska skuteczność identyfikacji statków na obszarach połowów – przykładowo Ekwador zmaga się z ochroną stref połowowych wokół Wysp Galapagos, na który to obszar nielegalnie wkraczają obce jednostki połowowe, które wyciszają swoje urządzenia sygnalizacyjne, aby nie zostać zauważonymi.

Nadmierny połów to dzisiaj zyski jednych, ale jutro problemy wielu. Nierespektowanie okresów połowów zagraża odnawianiu się zasobów i rodzi zagrożenie spadkiem ilości ryb. Ten zaś zagraża biedą społecznościom rybackim utrzymującym się głównie z połowu ryb – to w skali świata 39 milionów osób.

Krucha sytuacja zasobów rybnych i rybołówstwa sprawia, że w niektórych krajach świeże ryby stały się drogą rzadkością i trzeba niemalże wziąć kredyt hipoteczny, aby na stole pojawiło się danie rybne. Póki co, na szczęście, nie we Francji!

Francja posiada najdłuższą w Europie linie brzegową, a oblewające ją wody oferują różnorodne gatunki ryb: od morszczuka przez solę do przegrzebków Św. Jakuba i innych skorupiaków. Około 75% francuskiej floty rybackiej stanowią statki o długości poniżej 12 metrów, które prowadzą połowy na wodach terytorialnych Francji, czyli w obrębie 12 mil morskich (19 km) od linii brzegowej. Te małe jednostki dostarczają około 30% francuskich połowów. To im najbardziej groziły straty związane z Brexitem. Udane negocjacje ograniczyły jednak ich skalę, gdyż wyjście Wielkiej Brytanii z UE zmniejszy kwoty połowowe firm francuskich na wodach Wielkiej Brytanii o zaledwie 25% (początkowo brytyjscy negocjatorzy domagali się zmniejszenia o 80%). Na szczęście śledzie, miętusy czy morszczuki z przybrzeżnych wód Wielkiej Brytanii będą świeże, i w prawie nie zmniejszonej ilości, dostępne dla francuskiego konsumenta.

Ryby trafiają na francuskie stoły głównie za pośrednictwem wielkich sieci handlowych. Współpracują one z przedsiębiorstwami połowowymi tak, aby na ich rybnych stoiskach pojawiały się różne gatunki ryb, respektując sezonowość połowów i ograniczenia kwotowe chroniące przed nadmiernym połowem. Ocenia się, że obecnie 70% występujących w morskich wodach Francji gatunków ryb ma zdolność samoreprodukcji, gdy jeszcze 10 lat temu wskaźnik ten był niższy niż 30%. Dobrym znakiem jest, że czerwony tuńczyk ponownie pojawił się w Normandii.

Francuskie przedsiębiorstwa rybołówstwa mają się na baczności przed uśpieniem pod wpływem samozadowolenia. Rok 2020 przyniósł im spadek przychodów o co najmniej 1/3, gdyż ustała sprzedaż ryb do zamkniętych restauracji. W takich warunkach trudno o środki na inwestycje modernizacyjne, a są one bardzo potrzebne, gdyż starzeje się francuska flota ponad 4400 statków rybackich. 25 letnie i starsze statki powinny być pilnie wycofywane nie tylko dlatego, że nie nadają się do pływania i połowów, lecz również dlatego, że nowe są lepiej wyposażone i pozwalają na odłów i przechowywanie ryb w lepszych warunkach.

Branża rybacka musi ponadto pamiętać o kształceniu rybaków – zawód powinien być atrakcyjny dla młodzieży tak, aby nie zabrakło chętnych do tej pięknej, lecz trudnej pracy. Politycy francuskich regionów nadmorskich pamiętają także, że jeden rybak na morzu wspiera cztery powiązane miejsca pracy na lądzie.

Połowa świeżych ryb trafia do Francji poprzez porty Bretanii – to około 91 tysięcy ton rocznie. Bretońscy rybacy zrzeszają się, aby poprawiać efektywność działań i zwiększać wartość łowionych ryb. Przykładowo, wspólnie budują w Quiberon (departament Morbihan) zasobniki wodne, aby kutry połowowe zrzucały do nich żywe ryby (okonie morskie, czarniaki, turboty i skorupiaki), gdyż ich cena jest od 50 do 300% wyższa niż ryb martwych, a paryscy restauratorzy gotowi są więcej płacić za świeżość i wyższą jakość ryb. Stowarzyszenia rybackie pilnują także, aby w obszarach połowowych nie powstawały parki morskich siłowni wiatrowych, które zagroziłyby ich połowom.

.Rybołówstwo nie stanowi znaczącego sektora gospodarki Francji – to mniej niż 1% PKB. Nie o liczby tutaj jednak chodzi – bez wielkiego wyboru świeżych ryb znacznie zmalałaby różnorodność dań kuchni, zdrowie i satysfakcja życiowa ludzi. Dbajmy o czystość mórz i oceanów, dbajmy o ryby!

Aleksander Surdej

Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 19 kwietnia 2021