Naszym problemem nie są fake newsy. Jest nim brak zaufania i manipulacja

Prof. Jeff JARVIS

Wykładowca, pisarz, intelektualista badający nowe media. Gorący obrońca idei Open Web i transparentności w Internecie.

Ryc.Fabien Clairefond

Będzie już tylko gorzej. Po pierwsze, następnym celem „łobuzów” będą „filary społeczeństwa” – lekarze, księża, audytorzy, sędziowie. Po drugie, społeczności przeistoczą się w „plemiona wierzeń”, w których każdy, kto nie zgadza się z ortodoksyjną linią, będzie naznaczony jako „podstawiony”. Po trzecie, tzw. rzeczywistość rozszerzona (augmented reality) ułatwi zakłamywanie nie tylko słowa pisanego i fotografii, lecz również zasobów audio i wideo, a więc także tożsamości. I po czwarte – czego bardzo się obawiam – zbliżający się bunt luddystów przeciwko technologii podzieli nas na „plemiona połączone i rozłączone” – pisze prof. Jeff JARVIS


Tekst dostępny jedynie w wariancie PREMIUM. Aby założyć Konto PREMIUM - [TUTAJ]. Obecnie Konto PREMIUM jest kontem BEZPŁATNYM.

Jeśli posiadasz już konto PREMIUM, zaloguj się.

Będzie już tylko gorzej. Po pierwsze, następnym celem „łobuzów” będą „filary społeczeństwa” – lekarze, księża, audytorzy, sędziowie. Po drugie, społeczności przeistoczą się w „plemiona wierzeń”, w których każdy, kto nie zgadza się z ortodoksyjną linią, będzie naznaczony jako „podstawiony”. Po trzecie, tzw. rzeczywistość rozszerzona (augmented reality) ułatwi zakłamywanie nie tylko słowa pisanego i fotografii, lecz również zasobów audio i wideo, a więc także tożsamości. I po czwarte – czego bardzo się obawiam – zbliżający się bunt luddystów przeciwko technologii podzieli nas na „plemiona połączone i rozłączone” – pisze prof. Jeff JARVIS

“Propaganda jest ramieniem wykonawczym niewidzialnego rządu”
— Edward Bernays, Propaganda (1928)

.Fake news to jedynie symptom dużo poważniejszych bolączek społecznych. Naszych prawdziwych problemów: zaufania i manipulacji. Nasze nie cieszące się zaufaniem – i niewiarygodne – instytucje są narażone na manipulacje ze strony łobuzów, od trolli i ideologów po Rosjan i terrorystów, kierujących się różnymi motywami, lecz sięgających po zbliżone metody.

Zaufanie jest problemem starszym – ciągnącym się od dziesięcioleci, a może i stulecia. Jeśli jednak nie zmierzymy się z bezpośrednim i nader pilnym problemem, jakim jest manipulacja, to być może instytucjom tym nie będzie nigdy dane odnowić się wewnętrznie i odzyskać zaufania społecznego dzięki większej inkluzji, sprawiedliwości, przejrzystości, reaktywności i uczciwości. W News Integrity Initiative (NII) będziemy prowadzić działania w odniesieniu do obu tych potrzeb.

Jak się zabezpieczyć?

Przyjrzyjmy się owemu palącemu problemowi manipulacji pod kątem sugestii dotyczących zabezpieczenia różnych sektorów – nie tylko newsów i mediów, ale także platform, firm technologicznych, marek konsumenckich, marketingu, rządu, polityki i edukacji.

Oto te sugestie:

Być świadomym. „Kto jest twoim korespondentem w 4chan?”, pyta Storyful. I słusznie. Bo jeśli nie rozumiemy, jak się nami manipuluje, to stajemy się agentami manipulatorów;

Pozbawić manipulatorów pieniędzy, a nade wszystko uwagi; zdemaskować ich metody, nie dając nieuzasadnionej wiary ich rewelacjom;

Brać przykład ze skuteczności manipulatorów, wykorzystując ich metody w zgoła jednak innym celu, mianowicie do tworzenia debaty publicznej, opartej na faktach, rzetelnym dziennikarstwie i prawdzie;

Uczynić nasze instytucje bardziej przejrzystymi i odpowiedzialnymi. W przypadku dziennikarstwa oznacza to pokazywanie naszej pracy, uświadomienie sobie niebezpieczeństwa płynącego z szybkości działania (tę grę manipulator zawsze wygra) i naukę wsłuchiwania się w głos opinii publicznej – a wszystko to w celu odzwierciedlania i zaspokajania różnych potrzeb społeczności. W przypadku platform oznacza to uwzględnianie jakości w decyzjach algorytmicznych i pomoc użytkownikom w dokonywaniu trafnej oceny źródła informacji. Wreszcie w przypadku przemysłu oznacza to dostarczanie narzędzi, które pozwolą na wyegzekwowanie od marek, agencji i sieci odpowiedzialności za ich decyzje.

Sugestie te poddam głębszej analizie po uprzednim zbadaniu mechanizmów i motywów manipulacji. Nie twierdzę, że jestem ekspertem; po prostu dzielę się moją wiedzą tam, gdzie ją mam.

O tym, że manipulacja to sprawa paląca, przekonałem się dzięki Danah Boyd z Data & Society, która niedawno wydała znakomity raport pt. „Media Manipulation and Disinformation Online”. Autorzy tego raportu, Alice Marwick i Rebekki Lewis, wyszczególniają, kto próbuje manipulować mediami – trolle, ideolodzy, hejterzy, zwolennicy teorii spiskowych, gamergaterzy; gdzie i jak to robią – za pośrednictwem blogów, witryn, forów dyskusyjnych i mediów społecznościowych; i dlaczego to robią – dla pieniędzy, z nienawiści, dla poczucia władzy, z chęci wywołania polaryzacji lub zakłócenia porządku instytucji, albo po prostu dla zabawy.
Mówiąc o manipulacji, należy także przyjrzeć się środkom i metodom stosowanym przez Rosjan. W tym celu polecam dwa prowokujące raporty: wydany przez NATO Defense College „Handbook of Russian Information Warfare” pióra Keira Gilesa oraz wydany przez RAND Corporation „The Russian ‘Firehose of Falsehood’ Propaganda Model” autorstwa Christophera Paula and Miriam Matthews.

Jak mówi Danah, „media i polityka są narzędziami stymulowania polaryzacji w rękach niezliczonych osób, powodowanych żądzą osobistego, ekonomicznego i ideologicznego zysku. Czasem robią to dla zabawy, a czasem ich cele są znacznie bardziej niepokojące”.

Krótko mówiąc: używa się nas.

Rosyjska manipulacja

Szczególne poruszenie wywołała we mnie publikacja NATO, ponieważ analiza tego, co zrobiła Rosja w celu manipulowania informacjami na Ukrainie i w innych państwach, przywodzi na myśl scenariusz, który rozgrywa się obecnie w Stanach Zjednoczonych. Nie twierdzę, że Rosja stoi za tym wszystkim; twierdzę, że wszyscy manipulatorzy uczą się od siebie nawzajem, czego nie można powiedzieć o mediach.

NATO podkreśla, że ​​Rosja traktuje te działania nie jako cyberwojnę, a raczej jako wojnę informacyjną. Według RAND, „Rosja mówi o przestrzeni informacyjnej i ma na myśli zarówno komputerowe, jak i ludzkie przetwarzanie informacji, czyli domenę kognitywną”. Innymi słowy, psychologię człowieka. Tak więc broń Rosji działa sprawnie nie tylko online, ale także w mediach mainstreamowych, umożliwiając jej „kradzież, zaszczepianie, blokowanie, manipulowanie, zniekształcanie lub niszczenie informacji”.

„Głównym celem konfliktu informacyjno-psychologicznego(…) wywieranie wpływu na masową świadomość społeczeństwa: pokierowanie ludźmi w taki sposób, aby społeczeństwo państwa-ofiary było skłonne popierać agresora, działając przeciwko własnym interesom”.

„Informacja – mówi autor rosyjskiej publikacji cytowanej przez NATO – stała się taką samą bronią, jak pocisk czy bomba, z tym że potrzebuje ona znikomej ilości materii lub energii, aby inicjować, monitorować i kontrolować procesy, których parametry w zakresie materii i energii są wielokrotnie większe”. Rosja stworzyła broń w postaci nowego rodzaju reakcji łańcuchowej w mediach społecznościowych. W jakim celu? „Głównym celem konfliktu informacyjno-psychologicznego jest zmiana reżimu – czytamy w innym rosyjskim opracowaniu – poprzez wywieranie wpływu na masową świadomość społeczeństwa: pokierowanie ludźmi w taki sposób, aby społeczeństwo państwa-ofiary było skłonne popierać agresora, działając przeciwko własnym interesom”.

Brzmi znajomo? Brzmi strasznie? Bo, widzisz, problemem nie jest sama tylko idiotyczna treść przesycona kłamstwami i głupotą. Problemem jest potężna strategia manipulowania Tobą.
 Nasze instytucje im pomagają.

Cel: polaryzacja

„Rosja stara się wpływać na decyzje obcych państw poprzez dostarczanie zanieczyszczonych informacji – mówi NATO – wykorzystując fakt, że zachodnia elita władzy podlega ekspozycji na te same przepływy informacji co jej wyborcy”. Oznacza to, że – sprzęgnięte ze sobą – dziennikarstwo, otwarty internet i wolność słowa, z których jesteśmy przecież dumni, są używane przeciwko nam. „Nawet odpowiedzialne doniesienia medialne mogą niezamierzenie podsycać fałszywe rosyjskie nuty”. Tu leży najgorszy podstęp, przed którym ostrzega Danah Boyd, a mianowicie stanie się narzędziem w ich rękach, wsłuchiwanie się z uwagą w to, co mówią, i nazywanie tego informacją.

Ich celem jest polaryzacja – w samym narodzie i wśród jego sojuszników – i doprowadzenie do sytuacji, w której państwo zacznie pożerać własne instytucje. Ich taktyka opiera się, wedle sformułowania byłego oficera prasowego NATO Bena Nimmo, na zaprzeczaniu, zniekształceniu, odwracaniu uwagi, zastraszaniu (4D: dismiss, distort, distract, dismay) i wyzyskuje słabości społeczeństwa, w które jest wymierzona, w szczególności wolność słowa i zasady demokracji”. Wykorzystują oni „armie informacyjne prowadzące bezpośredni dialog z ludźmi w internecie” i opisują broń informacyjną jako „groźniejszą niż jądrowa”. Jak mówią rosyjscy autorzy cytowani przez NATO, „massmedia są obecnie w stanie wywołać chaos i zamieszanie w rządzie i dowództwie wojskowym każdego państwa, zaszczepić idee przemocy, zdrady i niemoralności i niszczyć morale społeczeństwa”.

Czujesz spadek morale w dzisiejszych czasach? A więc to działa.

Taktyka hejterów i trolli

Jakże znajomo brzmi taktyka – podobnie jak jej cele i rezultaty – Rosji, o której mowa w rosyjskim opracowaniu na temat wojen informacyjno-psychologicznych, cytowanym przez NATO.

Podstawowymi metodami manipulacji informacjami wykorzystywanymi przez massmedia dla celów informacyjno-psychologicznej konfrontacji są:

Inne taktyki: Trolle i boty są wykorzystywane do tworzenia pozorów istnienia opinii publicznej, którą mogłyby odzwierciedlać media. Dziennikarze są nękani i zastraszani, także przez trolle i boty. Te wykorzystują siłę wolumenu: „Kiedy ilość informacji jest mała – mówi RAND – odbiorcy skłonni są dawać posłuch ekspertom, ale gdy wolumen informacji jest wysoki, odbiorcy zazwyczaj preferują inne autorytety”.

Wykorzystują też szybkość: „Rosyjska propaganda jest tak sprytna, że zawsze przebija się jako pierwsza”, zauważa RAND. „Zmyślenie faktów zabiera bowiem więcej czasu, niż ich zweryfikowanie”. A pierwsze wrażenie wyznacza kierunek myślenia.

Sprzęgnięte ze sobą – dziennikarstwo, otwarty internet i wolność słowa, z których jesteśmy przecież dumni, są używane przeciwko nam.

Atakują prawdę na najwyższym szczeblu. „Liczne nieprawdy, niekoniecznie spójne, mają częściowo na celu podkopanie wiary w istnienie obiektywnej prawdy, czy to w mediach czy w oficjalnych źródłach”, mówi NATO. „To przyczynia się do erozji przewag komparatywnych społeczeństw liberalno-demokratycznych w ich dążeniu do przeciwdziałania dezinformacji”.

Jaka jest odpowiedź dziennikarstwa? Sprawdzamy fakty. Demaskujemy. Relacjonujemy. A oni tylko na to czekają, bo wówczas dajemy im naszą uwagę. Zdaniem byłego ambasadora USA na Ukrainie Geoffrey Pyatt, „można spędzać każdą godzinę dnia starając się obalić kłamstwo za kłamstwem, do tego stopnia, że ​​nie jest w stanie zająć się niczym więcej.” I właśnie tego chce Kreml.

Manipulacja przez Zachód

Powtarzam, nie twierdzę, że Rosja stoi za wszelką manipulacją medialną. Daleki jestem od tego rodzaju konstatacji. Ale przecież macedońska fabryka fake newsów, której ofiarą padła Hillary Clinton, gdzieś nauczyła się swoich sztuczek. Trolle i manipulatorzy uczą się od siebie nawzajem i my musimy zacząć pozyskiwać wiedzę o nich.

W wspomnianym wyżej raporcie opublikowanym przez Data & Society Marwick i Lewis przeprowadzają solidne śledztwo dotyczące kolportażu pro-Trumpowskich newsów populistycznych, które rozpowszechniły się drogą memów na blogach i Facebooku, botów na Twitterze i kanałów na YouTubie, „niekiedy zahaczając nawet o konto twitterowe samego Trumpa, następnie były „propagowane przez skrajnie prawicową ultrastronniczą prasę wyrastającą z teorii spiskowych i dezinformacji” (zob. Breitbart i in.), aż w końcu „wpłynęły na agendę głównych źródeł informacji”: od 4chan i 8chan do Alexa Jonesa do Breitbarta do Trumpa do Foxa do CNN i do Ciebie.

Trolle i manipulatorzy uczą się od siebie nawzajem i my musimy zacząć pozyskiwać wiedzę o nich.

Podobnie jak fake news, tak i alt-right to niechlubna etykietka. Marwick i Lewis przeprowadzili wiwisekcję tego potworka: „amalgamat wielbicieli teorii spiskowych, techno-libertarian, białych nacjonalistów, aktywistów praw człowieka, trolli, antyfeministów, działaczy antyimigracyjnych i znudzonych młodych ludzi”.

„Do rozpowszechniania swoich przekonań wykorzystują oni zarówno techniki kultury partycypacyjnej, jak i możliwości oddziaływania mediów społecznościowych, i żerują na lukach w ekosystemie mediów informacyjnych w celu intensyfikacji swoich przekazów i zwiększenia audytorium”. Tym, co łączy ich ze sobą, są określone poglądy: walka z establishmentem, antyfeminizm, antysemityzm, sprzeciw wobec poprawności politycznej, nacjonalizm, rasizm. Najczęściej jednak wspólne są dla nich techniki.

Trolle szukają sposobności do reakcji dla samej reakcji. Jak zauważa Whitney Philips, wyśmiewają „urastającą do rangi tragedii tygodnia moralną panikę, będącą zasiewem talk showów i newsów telewizji kablowych”. Robią użytek z prawa Poego, grając „dwuznacznością w taki sposób, że odbiorca nigdy nie jest pewny, czy mówią serio czy nie”.

Niszczą media społecznościowe, media tradycyjne, a w ostatecznych rozrachunku – uwagę społeczną i demokrację.

Oto paradoksalny klincz, w którym się znajdujemy: kiedy zwracamy się do nich, sprawdzamy ich i atakujemy, to karmimy ich naszą uwagą. Hillary Clinton boleśnie przekonała się o tym, że „odnosząc się do [marginalnych] dywagacji, tylko zwiększała zainteresowanie nimi i legitymizowała je”. Nieumyślnie nadawała im znaczenie. Jak mówią Marwick i Lewis, „podsycając w mediach zapał do relacjonowania pewnych historii, czy nawet obalając tę czy inną historię, manipulatorzy medialni potrafią wpływać na agendę publiczną”.

I będzie tylko gorzej. Podczas jednego z paneli na Światowym Forum Gospodarczym (WEF) usłyszałem kilka przerażających prognoz. Po pierwsze, następnym celem „łobuzów” będą „filary społeczeństwa” – lekarze, księża, audytorzy, sędziowie. Po drugie, społeczności przeistoczą się w „plemiona wierzeń”, w których każdy, kto nie zgadza się z ortodoksyjną linią, będzie naznaczony jako „podstawiony”. Po trzecie, tzw. rzeczywistość rozszerzona (augmented reality) ułatwi zakłamywanie nie tylko słowa pisanego i fotografii, lecz również zasobów audio i wideo, a więc także tożsamości. I po czwarte – czego bardzo się obawiam – zbliżający się bunt luddystów przeciwko technologii podzieli nas na „plemiona połączone i rozłączone”.

Z kolei podczas innej dyskusji w ramach WEF usłyszałem od liderów organizacji pozarządowych, rządów, banków, marek konsumenckich, przemysłu farmaceutycznego, medycyny, księgowości i mediów, że zaczynają zdawać sobie sprawę z sytuacji kryzysowej. To dobrze.

To co, do licha, mamy z tym zrobić?

W mediach i innych instytucjach musimy rozwijać nowe strategie, które będą odpowiedzią na taktykę stosowaną przez naszych nowych przeciwników. Musimy wyjść daleko poza plan, w którym teraz się znajdujemy.

Niektórzy radzą sobie z fałszerstwami przez sprawdzanie faktów. Inni chcą wyostrzyć krytyczny zmysł opinii publicznej, podnosząc jej kompetencje w dziedzinie rozumienia informacji (news literacy). Jeszcze inni gromadzą sygnały o wykroczeniach (NII współpracuje ze Storyful i Moat w tym zakresie) i rzeczach godnych pochwały w źródłach informacyjnych. Google poddaje ratingowi wiarygodność, autorytet i jakość źródeł. Facebook zamyka fałszywe konta wykorzystywane do pozorowania publicznej rozmowy (żeby tak jeszcze Twitter wydał wojnę złośliwym botów i fake’om). Prób oceniania witryn internetowych pod kątem jakości jest bez liku, choć moim zdaniem to donkiszoteria. Zamiast atakować fakty, źródła i konta – to tylko taktyka – musimy skupić uwagę na prawdziwym objawie (manipulacji) i prawdziwej chorobie (zaufanie). „Pierwszym krokiem powinno być zrozumienie, że jest to niebagatelne wyzwanie”, podkreśla RAND. Oto kilka moich sugestii:

Buduj świadomości: media informacyjne muszą nauczyć się rozpoznawać, jak i kiedy stają się przedmiotem manipulacji. Pomysł Storyful à propos wynajęcia korespondenta w 4chan podoba mi się do tego stopnia, że w NII myślimy o opłaceniu takiego dziennikarza, aby pomóc instytucjom informacyjnym zrozumieć, co się z nimi dzieje, uprzedzając ich kampaniach skierowanych przeciwko nim.

Chciałbym, aby wszyscy eksperci, których cytuję powyżej – i inni z mojej wydłużającej się listy – edukowali media i inne sektory na temat tego, jak są one manipulowane i co mogą zrobić w swojej obronie. Inaczej będą zabawkami trolli i igraszkami w rękach Putina.

Dziel się informacją wywiadowczą: Niezależnie od korespondentów w 4chan duże newsroomy powinny mieć specjalnych oficerów, których zadaniem byłoby rozpoznanie manipulacji zanim skala ona przekaz dziennikarski i jego rzetelność. Oficerowie ci powinni komunikować się ze swoimi odpowiednikami w innych biurach prasowych. Na spotkaniach WEF zaskoczyło mnie, że wielkie marki mają doskonale obsadzone centra kryzysowe w razie ataku dezinformacyjnego, a nie dzielą się między sobą tymi informacjami.

Stwórzmy więc specjalne, wewnątrzsektorowe i międzysektorowe sieci, które dzieliłyby się informacjami wywiadowczymi, analizami zagrożeń, ostrzeżeniami, najlepszymi praktykami i doświadczeniami. Jak proponuje wspierający NII Craig Newmark, mogłyby to być organizacje w rodzaju NATO dla dziennikarzy, mediów, marek itd., które miałyby się nawzajem informować i chronić. NII chętnie zaangażowałoby się w takie działanie.

Zagłodź ich: Realizowanych jest wiele działań – niektóre są tu podlinkowane – zmierzających do odebrania manipulatorom dochodu czerpanego z reklam poprzez odwodzenie agencji reklamowych i marek konsumenckich od płacenia łobuzom (i zachęcanie ich do korzystania oferty mediów wysokiej jakości). Musimy też przyprzeć do muru tzw. wyszukiwarki rekomendujące (Revcontent, Adblade, News Max, Taboola, Outbrain) i zapytać, dlaczego czerpią dochody z fake newsów – to samo tyczy się zresztą wydawców, którzy dystrybuują te śmieci.

Media – nie tylko nasze starsze instytucje, ale ekosystem medialny w ogóle – muszą stać się bardziej sprawiedliwe, inkluzywne, refleksyjne i odpowiedzialne wobec wielu społeczności.

Trudniejszym wyzwaniem – zwłaszcza dla instytucji informacyjnych – jest pozbawienie manipulatorów tego, czego pragną i czym się żywią: uwagi. Słyszę, jak dziennikarze oponują przeciwko relacjonowaniu tego, co ludzie mówią. Ale co jeśli ludzie nie mówią; boty mówią? Co jeśli ludzie mówią, tylko dlatego, że brudne źródło manipulacji urosło od kilku fanatyków na 4chan do Infowars do Breitbart do Foxa do MSM i – dzięki pracy korespondenta 4chan – teraz to wiemy? Słyszę też głosy wśród dziennikarzy, że wszystko, co tutaj przedstawiłem, czyni z manipulatorów story warte opowiedzenia opinii publicznej. Tak, ale tylko do pewnego stopnia. Uważam, że dziennikarstwo powinno komunikować metody manipulatorów, ale nie ich przesłania.

Wyprzedź ich: RAND ostrzega, że ​​nie ma sensu odpowiadać manipulatorom, trzeba z nimi konkurować. „Nie kieruj strumienia informacji bezpośrednio na walkę z fałszem; zamiast tego skieruj swój strumień na cokolwiek i staraj się pchnąć audytorium w bardziej odpowiednim kierunku. Zwiększ przepływ informacji o charakterze perswazyjnym i zacznij rywalizować”. Innymi słowy, jeśli wiesz – dzięki swojej sieci wywiadowczej i korespondentowi w 4chan – że łobuzy kręcą się wokół tematu, powiedzmy, szczepionek, to bądź tam pierwszy i ustaw agendę publiczną, tak aby opierała się na rzetelnym dziennikarstwo i faktach. Ostrzegaj ludzi, gdy będzie się próbować nimi manipulować. Nie czekaj z reakcją. Po pierwsze informuj.

Ucz się od nich: My, w mediach, nadal udajemy, że świat wokół nas się nie zmienił, że ludzie są zdani na nas i nasze szpalty w poszukiwaniu informacji. Otóż nie! Musimy zmienić nasz sposób działania, wychodząc z dziennikarstwem tam, gdzie funkcjonują łobuzy. Powinniśmy wziąć od nich lekcję siania dezinformacji i nauczyć się od nich technik rozpowszechniania informacji. Nie powinniśmy też zakładać, że wszystkie nasze sprawdzone narzędzia – artykuły, wyjaśnienia, sprawdzanie faktów – potrafią przeciwdziałać propagandzie manipulatorów. Musimy eksperymentować, aby dowiedzieć się, co sprawia, że ludzie przyjmują, a co, że odrzucają fakty i racjonalność.

Odbuduj siebie i zaufanie: W końcu przechodzimy od objawów do dolegliwości. Nasze instytucje z wielu powodów nie cieszą się zaufaniem i dlatego musimy przyjrzeć się tym powodom. Media – nie tylko nasze starsze instytucje, ale ekosystem medialny w ogóle – muszą stać się bardziej sprawiedliwe, inkluzywne, refleksyjne i odpowiedzialne wobec wielu społeczności. Musimy stać się bardziej transparentni. Musimy nauczyć się słuchać zanim wykreujemy produkt, który nazywamy treścią. Także marki, rządzący i politycy muszą nauczyć się przede wszystkim słuchać. Są to cele długofalowe.

Jeff Jarvis

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

  • Alek

    Czy tutaj nie ma sprzeczności?
    Wykorzystują też szybkość: „Rosyjska propaganda jest tak sprytna,
    że zawsze przebija się jako pierwsza”, zauważa RAND. „Zmyślenie faktów
    zabiera bowiem więcej czasu, niż ich zweryfikowanie”. A pierwsze
    wrażenie wyznacza kierunek myślenia.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi