Radosław MICHALSKI: Przeciw "katolickiemu nacjonalizmowi". Głos biskupów

TSF Jazz Radio

Przeciw "katolickiemu nacjonalizmowi". Głos biskupów

Radosław MICHALSKI

Z zamiłowania czytelnik i podróżnik. Z wykształcenia teolog i politolog. Z doświadczenia dziennikarz, fotoreporter i specjalista od PR. Pracował jako asystent Prezydenta Wrocławia, w 2014 roku prowadził jego kampanię wyborczą. Obecnie doktorant Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego we Florencji.

zobacz inne teksty autora

Dokument Episkopatu Polski „Chrześcijański kształt patriotyzmu” jest jednym z najważniejszych pism społecznych przygotowanych przez biskupów w ostatnich latach. Obserwując nasilenie niepokojących zjawisk w przestrzeni publicznej, autorzy zdecydowali się przypomnieć, co mówi o patriotyzmie nauczanie społeczne Kościoła – pisze Radosław MICHALSKI

.Wystąpienia nacjonalistów wynikają z wielu lat zaniedbań. Zaniedbań głównie w wychowaniu patriotycznym, które wpoiłoby kolejnym pokoleniom miłość do ojczyzny pozbawioną deformacji. Pisał o tym, na łamach „Plusa-Minusa” Prof.Joseph H.H. Weiler. Ten praktykujący wyznawca judaizmu, a zarazem prawnik o międzynarodowej sławie, przed Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu bronił prawa do umieszczania znaku krzyża w budynkach publicznych. Tekst ten to w istocie przedruk tłumaczenia listu adresowanego do Papieża Franciszka. Jedno ze zdań owego listu, traktującego o tym co stało się z Europą, mówi: „Płacimy wysoką cenę za wykreślenie słowa „patriotyzm” z naszego słownika politycznego.”

Owo zaniedbanie, to jak sądzę jeden z głównych powodów pojawienia się coraz głośniejszych nacjonalistycznych haseł w całej Europie. Ich piewcy bazują bowiem na dobrym i potrzebnym, a niedocenionym fundamencie miłości do ojczyzny, odpowiedzialności za miejsce w którym żyjemy i za tych, którzy żyją wokół nas i, owszem, także gotowości ich obrony jeśli znajdą się w zagrożeniu. Wszystkie elementy tego fundamentu są ważne i potrzebne. Zresztą do ich pielęgnowania zachęcał i zachęca Kościół. Widzi on w ojczyźnie wspólnotę społeczną, większy odpowiednik rodziny. Przestrzeń w której, dzięki współdzieleniu kultury i tradycji, ale także dzięki sprawnie funkcjonującym instytucjom, człowiek może wzrastać. A wzrost pojedynczego człowieka pociąga za sobą wzrost samej wspólnoty na każdym jej poziomie.

Dokument Episkopatu stara się przede wszystkim odbudować właściwe rozumienie patriotyzmu, i przypomnieć o jego ważnej roli w budowaniu społeczeństwa. W opozycji do niego stawia nacjonalizm, i nie chodzi tu o spór o definicje słownikowe, ale bardziej o szyldy, którymi są współcześnie firmowane takie, a nie inne zachowania. Choć problemy poruszane przez episkopat dotyczą wielu państw Starego Kontynentu, nie znam żadnego innego oficjalnego dokumentu przygotowanego przez hierarchów innych krajów, który w tak precyzyjny sposób starałby się je przeanalizować i wyjaśnić.

Biskupi zabrali głos w palącej potrzebie wyjaśnienia sytuacji, w których katolik może czuć się zagubiony. Szczególnie jeśli pragnie uczestniczyć w uroczystościach patriotycznych, nie chcąc jednocześnie przekraczać granicy dzielącej słuszną miłość do ojczyzny od zachowań będących jej wypaczeniem. Często bowiem członkowie tych samych środowisk organizują  manifestacje, jak marsze upamiętniające żołnierzy wyklętych czy stadionowe prezentacje tzw” oprawy”, nawiązujące do ważnych rocznic z historii Polski, a zarazem wznoszą hasła nielicujące z kulturą osobistą, a na pewno nienależące do kanonu wartości katolickich.

Autorzy dokumentu przypominają przede wszystkim o ważnym zaniedbaniu, do którego odnosił się wspominany wcześniej profesor Weiler. Chodzi o poważne braki w wychowaniu do odpowiedzialnej troski o ojczyznę i jej historyczno-kulturowe dziedzictwo. Słyszeliśmy przez lata, że patriotyzm niesie ze sobą ryzyko nacjonalizmu. Opinia ta, jak sądzę, spowodowała brak (z nielicznymi wyjątkami, jak np. harcerstwo) systemowych programów edukacji patriotycznej. Tymczasem to one szczepią przed ryzykiem popadnięcia w skrajne i nieuporządkowane zachowania wykraczające poza miłość do ojczyzny.

W dokumencie episkopatu znajdziemy przede wszystkim obszerny opis naturalnych przestrzeni dla zaszczepiania i rozwoju patriotyzmu, takich jak rodzina, szkoła, czy kościół. Środowiska te, podobnie jak naród, łączy (poza patologicznymi przypadkami) świadomość bycia wspólnotą. Biskupi podkreślają również rolę sportu, nie tylko w wymiarze jego aktywnego uprawiania, ale też kibicowania i dumy z sukcesów reprezentantów wspieranego klubu lub kraju. Wyraźnie potępiając w tym samym punkcie brak szacunku do przeciwnika i jego kibiców, stadionowe burdy, agresję (także słowną) i przemoc.

O samym nacjonalizmie, na którym skupili się krytycy listu, znajdziemy kilka zdań w pierwszej części tekstu, jest on opisywany głównie jako zagrożenie dla zdrowego patriotyzmu oraz jego wypaczenie. Sądzę, że autorzy miast definiować precyzyjnie bardzo nieostre w sensie społecznym terminy, zdecydowali się raczej przedstawić katalog zachowań mieszczących się w granicach patriotyzmu i podkreślić różnice dzielące go od nacjonalizmu manifestowanego szczególnie w ostatnich latach podczas wieców ulicznych.

Zamieszanie wprowadzili sami użytkownicy terminów, które można określić ogólnie (choć występują w różnych konfiguracjach) jako „radykalny chrześcijański/katolicki nacjonalizm”. Reprezentanci niektórych spośród tych środowisk zapewnili zresztą w wydanym kilka godzin po prezentacji dokumentu oświadczeniu, że z wdzięcznością przyjmują pismo biskupów ze względu na afirmację patriotyzmu w każdym przejawie życia społecznego. Zaznaczając zarazem, że opisany przez episkopat „nacjonalizm” zawsze odrzucali, a jako świadomi „chrześcijańscy nacjonaliści” z powagą podchodzą do Magisterium Kościoła, zaczynając swoje spotkania modlitwą lub Mszą św. oraz uczestnicząc w pielgrzymkach m.in. na Jasną Górę.

„Nie każdy, który mi mówi «Panie, Panie» wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7, 21). Ten cytat wrócił do mnie, gdy zobaczyłem zdjęcia, nagrania i medialne opisy z manifestacji Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) w Warszawie, na której czele – kilka zresztą dni po prezentacji dokumentu przygotowanego przez Episkopat – niesiono krzyż, a z której słychać było m.in. skandowane hasło: „Ave Christus rex” w towarzystwie: „Śmierć wrogom Ojczyzny” i „Znajdzie się kij na lewacki ryj!”. Owszem, uczestnicy zorganizowanej zgodnie z obowiązującym prawem warszawskiej manifestacji ONR spotkali się z nielegalną kontrmanifestacją i również niecenzuralnymi hasłami pod swoim adresem. Nie wiem jednak, w jaki sposób można pogodzić deklaracje o tzw. „chrześcijańskim nacjonalizmie” czy chrześcijańskich wartościach z takimi reakcjami czy hasłami wznoszonymi pod adresem innych ludzi.

Nie był to zresztą odosobniony przypadek. Rok wcześniej w Białymstoku po wyjściu z katedry członkowie tego samego środowiska skandowali: „A na drzewach zamiast liści wisieć będą syjoniści”. Także aktywni uczestnicy wieców prowadzonych pod znakami organizacji mieniących się nacjonalistycznymi wspierają człowieka, który spaliwszy na jednej z takich manifestacji kukłę przedstawiającą stereotypowy wizerunek Żyda (tłumaczył, że miała ona przedstawiać Georga Sorosa, sąd, także w postępowaniu apelacyjnym, nie znalazł dowodów na potwierdzenie tej linii obrony), został ostatecznie skazany w drugiej instancji na trzy miesiące więzienia. Już po przegranej w pierwszej instancji, podczas nagrania dla internetowej telewizji mówił, że wyrok wydał “żydowski sędzia w polskim sądzie”. I już po tych wypowiedziach i pierwszym wyroku współorganizował kolejną manifestację nacjonalistów i stał na trybunie, z której skandowano hasła podchwytywane przez tłum. Kilka dni temu inny z ideologów ruchu “chrześcijańskiego nacjonalizmu” przed rozprawą sądową urządził wiec, podczas którego, tuż po wezwaniu zebranych do modlitwy, wykrzyczał: “Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę” (była to reakcja na przechodzącą obok posłankę, która pozwała go do sądu). Nie wiem jaka religijna denominacja wznosi takie modlitwy, sądzę jednak, że dalekie są one od chrześcijaństwa.

Zarzucam tymi cytatami, ponieważ główny zarzut kierowany do listu biskupów dotyczył tego, iż nie zdefiniowali oni prawidłowo terminu „nacjonalizm”. Tyle tylko, że terminów „nacjonalizm” czy „patriotyzm” nie da się zdefiniować w prosty sposób poza debatą akademicką. Każde z tych pojęć niesie ze sobą pewien ciężar emocjonalny osadzony w doświadczeniu historycznym i kulturowym, przez co intuicyjnie możemy rozpoznać ich głębsze znaczenia. Każdy będzie mógł powiedzieć, że w jego definicji zawiera się coś innego, dodając jeden czy drugi przymiotnik. Skoro realny problem wymyka się słownikowym definicjom, pozostaje nam inna zasada, bardzo zresztą biblijna: „poznacie ich po owocach” . Dlatego mniej powinny nas interesować zgrabnie napisane deklaracje liderów tzw. organizacji narodowych, a bardziej słowa i zachowania, które obserwujemy na wiecach i manifestacjach tych środowisk. Jeśli liderzy reprezentowanych tam organizacji nie zgadzają się z nimi, to powinni wykluczyć ze swoich szeregów niesubordynowanych – jak rozumiem, podążając za oświadczeniem – działaczy, za każdym razem działania takie stanowczo potępić, a poszkodowanym krzywdy wynagrodzić. W przeciwnym razie nikt poważny nie będzie poważnie takich deklaracji traktował.

Myślę, że list biskupów zmierza do uporządkowania myślenia ludzi Kościoła na temat obserwowanych zjawisk. Jego wielką zaletą jest wezwanie do narodowej zgody, potwierdzenie roli i wagi edukacji patriotycznej. I zarazem jasne podkreślenie, za Janem Pawłem II, że są poglądy, niezależnie od tego pod jakim szyldem wznoszone i jak wzniosłymi hasłami wspierane, które nie mogą być uważane za katolickie.

Niedługo po wydarzeniach warszawskich znalazłem sparafrazowany biblijny cytat umieszczony w Internecie przez jednego z księży: „Słyszeliście, że wam powiedziano: śmierć wrogom ojczyzny. A ja wam powiadam: kochajcie waszych nieprzyjaciół”. To chyba najprostsze wyjaśnienie dysonansu między hasłami nacjonalistycznych manifestacji a przesłaniem ewangelicznym, które powinno być najważniejszym chrześcijańskim drogowskazem.

.Potępiając za każdym razem tego typu wypaczenia, nie możemy zapomnieć o tym, jak ważna jest zdrowa miłość do ojczyzny. Bo trudno nie zgodzić się z biskupami, którzy piszą: „potrzebny jest w naszej ojczyźnie dobrze nam znany z historii patriotyzm otwarty na solidarną współpracę z innymi narodami i oparty na szacunku dla innych kultur i języków. Patriotyzm bez przemocy i pogardy. Patriotyzm wrażliwy także na cierpienie i krzywdę, która dotyka innych ludzi i inne narody”.

Radosław Michalski
Wrocław-Florencja
Rozbudowana wersja tekstu, który ukazał się w numerze 6/2017 dolnośląskiego pisma katolickiego „Nowe Życie”. POLECAMY: [LINK]

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam