Smutek wakacji

Roland MASZKA

Polonista. Absolwent gedanistyki. Współautor podręczników szkolnych. Pasjonat teatru i tradycyjnej książki, siebie zalicza do epoki Gutenberga. Inicjator dobrych praktyk w szkole.

zobacz inne teksty autora

Jakiś czas temu prowadziłem lekcje z uczennicą z Ukrainy. To były dodatkowe zajęcia przydzielone mi po to, by dziewczynka jak najszybciej opanowała język polski na poziomie, który pozwoliłby wyrównać jej szanse edukacyjne. Na którymś spotkaniu pokazałem jej obraz Poussina Et in Arcadia ego. Miała go opisać i opowiedzieć, co według niej dzieje się w świecie wymalowanym przez siedemnastowiecznego twórcę. W ten sposób szlifowaliśmy polski.

Początkowo dała się zwieść arkadyjskiemu klimatowi pasterskiej krainy. Szlachetnym, przyciemnionym barwom oraz młodości – zobrazowanej tu w postaciach młodzieńczych pasterzy i kobiety odpowiadającej starożytnemu modelowi piękna. W szkole świat antyczny kojarzony jest przeważnie z mitami, harmonią ciała, słońcem, przystojnością form i ruinami Akropolu… Dopiero po pewnym czasie uczennica zwróciła uwagę na kamienny sarkofag i orzekła po rosyjsku – ‘magiła’. I wtedy inaczej popatrzyła też na obraz.

Może przestał być sielankową wizją mitycznej krainy szczęśliwości… Wówczas też na moje pytanie, kim może być tajemnicza kobieca postać w niebiesko-złotej szacie o greckim profilu i włosach związanych w finezyjny węzeł, odpowiedziała pytaniem z cieniem niedowierzania – To Śmierć?

Nicolas Puussin, Et in Arcadia ego, 1638–1640, Luwr

I ja jestem w Arkadii – wydaje się mówić młodym Arkadyjczykom antyczna matrona z obrazu. ‘I ja żyłem w Arkadii’ – głosi napis na sarkofagu, na który wskazują arkadyjscy pasterze. Śmierć obecna jest nawet tu, w krainie szczęśliwości… Nic nowego – obraz Poussina wyraża to, co przeczuwa większość z nas…

Ukraińska uczennica okazała się świetną obserwatorką. Ta nieprzemijalna prawda o szczęściu, które staje się nim wtedy, gdy odczuwamy jego nietrwałość… Doznanie szczęśliwości zawiera się w jej krótkotrwałości… Nieczęsto znajdujemy czas, by o tym pomyśleć? Może dlatego potrzebne są właśnie wakacje? Wypoczynek z zadumą – w czasach krzykliwego promowania zdrowego trybu życia, joggingu i aktywności fizycznej. Bo wypoczynek może przejawiać się w aktywności rozmyślań. W wakacje jest na to po prostu czas. Nie chcę przez to powiedzieć, że na co dzień nie przemyśliwuję rzeczywistości… Ale wakacje są szczególne – nic mi nie przeszkadza… Zwłaszcza to, co tak ogranicza polskiego nauczyciela – proceduralizm i sformalizowane oczekiwania oraz obawa, by nie powiedzieć lęk – o przyszłość w szkole, bo ta jest coraz bardziej nieprzewidywalna…

Formalnie rok szkolny kończy się 31 sierpnia. Wbrew powszechnemu mniemaniu obejmuje również okres wakacji. Ale jak sama nazwa głosi – wakacje to uwolnienie się od nauki szkolnej – i wszystkiego, co z nią związane… Jednak czy nauczyciel potrafi uwolnić się od myśli, co będzie po wakacjach? Dla wielu nie zaistnieje vacat, który mogliby wypełnić… Niektórzy nie usłyszą ponownie lekcyjnego dzwonka, a świat oświatowy, jaki znali wcześniej, przestanie istnieć. Po wakacjach szkoła zmieni się, choć niektórzy twierdzą, że nic się nie zmieni…

Ale póki co, trwają wakacje – i o ile dziesięciomiesięczny okres zajęć szkolnych to wytężona koncentracja sił i rywalizacja, o tyle wakacje są rozproszeniem. Wyjeżdżają uczniowie, wyjeżdżają nauczyciele. Albo i nie wyjeżdżają, bo wbrew pozorom na wakacyjne wojaże niewielu stać… Spośród znanych mi nauczycieli nieliczni mają jakieś wakacyjne plany – większość improwizuje wyjazdy, część pracuje, wykonując zlecenia, które pozwolą uzupełnić domowy budżet, jeszcze inni opiekują się własnymi dziećmi lub rodzicami staruszkami albo prowadzą remonty mieszkań… W każdym razie dwumiesięczna przerwa jest ważną cezurą, bo czyni powracających po wakacjach niemal „innymi” ludźmi… Z ponownym entuzjazmem zabierają się do pracy, która w krótkim czasie przywróci ich do stanu sprzed wakacji. Pozornie nic się nie zmienia…

Wspomnienie lekcji z ukraińską dziewczynką powraca, gdy idę polną drogą w polskim krajobrazie. Tegoroczne wakacje spędzę zasadniczo w Polsce. Można u nas spotkać takie miejsca – naszą rodzimą arkadię, dziedziny „bezludne” i okolicę, tak piękną, że aż dech zapiera. Widoki, których mogliby może pozazdrościć mieszkańcy ludnej i wielobarwnej Europy. Piszę ‘rodzimą’, chociaż wiem, że ci którzy chodzili tymi drogami jeszcze przed stu laty, innym mówili językiem. Oni wyznaczyli drogi, założyli wsie i doznawali może tego samego zachwytu, który jest dziś moim udziałem, chociaż trudno to założyć – bo jednak życie tamtych ludzi toczyło się wokół pracy i ujarzmiania ziemi, a nie zachwytu i poszukiwania odpoczynku…

Zapomniany cmentarz niedaleko małej mazurskiej wsi. Skrzypki, gmina Kalinowo

Dziś w tym pejzażu pozostały po nich maleńkie połacie mogił, a wakacyjny przybysz, taki jak ja, wskazując palcem na kępy krzewów i drzew w szczerym polu mówi tylko: to był kiedyś cmentarz? Jest w tym krajobrazie jakiś smutek przemijania, pustka bezkresnych pól i bezludnych wsi, z których kto mógł – wyjechał. To jest smutek wakacji. A przecież powinny nastrajać pozytywnie. Myślę jednak, że może mając gwarantonwane Kartą Nauczyciela 56 dni urlopu, będę miał czas nastroić się inaczej…

Roland Maszka

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Chcę otrzymywać powiadomienia o najnowszych tekstach.

Autorzy wszyscy autorzy

A B C D E F G H I J K L M N O P R S T U W Y Z
Przejdź do paska narzędzi