Thibaud CASSEL: Stulecie Europy. „Wschód profitentem” czy „Zachód drapieżcą”?

TSF Jazz Radio

Stulecie Europy. „Wschód profitentem” czy „Zachód drapieżcą”?

Thibaud CASSEL

Autor pochodzi z Francji i pracuje w Europie Centralnej. Publikuje na Visegrad Post.

Jedność cywilizacyjna kontynentu wyraża się poprzez narody, a nie przeciwko nim. Komplementarność i partnerstwo powinny opierać się na fundamencie mocnych i rozwijających się gospodarek narodowych, czerpiących swoją siłę z lokalnej dynamiki – pisze Thibaud CASSEL

Ekonomiczne współzawodnictwo wymusza na Europie konkurowanie z resztą świata, co w sposób nieunikniony prowadzi do rywalizacji poszczególnych państw Unii między sobą. Polityczny spór wokół kwot uchodźców unaocznił istniejące napięcia wewnątrz wspólnoty, choćby wokół kwestii podziału funduszy strukturalnych. Unaocznił również przewagę w niektórych aspektach Europy Środkowej nad Europą Zachodnią.

Poniżej próbuję opisać istniejące współzależności w Europie, scharakteryzować logikę, jaką kierują się poszczególne państwa oraz wskazać, na ile to możliwe, kilka perspektyw na przyszłość.

Upadek bloku wschodniego i lata 1990: transformacja ekonomiczna czy transformacja cywilizacyjna?

.Przejście Chin na stronę gospodarki kapitalistycznej MFW datuje na rok 1978, Wietnamu – na 1986. Ten sam MFW nie bierze jednak pod uwagę pierestrojki z 1986 roku, jeśli chodzi o ZSRR, ani roku 1982, jeśli chodzi o Polskę i ogłoszony w czasie obowiązywania stanu wojennego program reform gospodarczych, ani także roku 1986 i pierwszych zmian gospodarczych na Węgrzech. Dla państw Układu Warszawskiego wskazuje się bowiem jedynie datę upadku całego bloku. (Trudno się nie zgodzić, że system komunistyczny doprowadził do upadku gospodarki w krajach satelickich ZSRR: Czechosłowacja, 10. potęga przemysłowa świata w okresie międzywojennym, w 1990 roku znajdowała się na 40. miejscu…). Konsekwencją takiego wyboru, jeśli nie jego celem, była delegitymizacja nie tyle ustroju socjalistycznego, co samych tych państw oraz ich afirmacji własnych interesów gospodarczych. Odtąd miały być wyznawcami neoliberalizmu, który święcił swój triumf w Stanach Zjednoczonych za czasów Reagana, a także w EWG, po przyjęciu Jednolitego aktu europejskiego (1986).

Ten cel przyświecał powołaniu do życia w 1990 roku Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR). Jego siedzibą stał się Londyn, a pierwszym prezesem nie kto inny, jak Jacques Attali. Przemówienie inauguracyjne wygłoszone 15 kwietnia 1991 roku przez François Mitterranda dobitnie ukazuje logikę, jaką kierowali się pomysłodawcy projektu, a także pozwala nam zrozumieć jego konsekwencje po dzień dzisiejszy.

Mitterrand, z emfazą, której nie powstydziłby się sam Wiktor Hugo, czyni ze zjednoczenia wielkiej europejskiej rodziny główny motyw swojego przemówienia. Dwie pozostałe poruszane przez niego kwestie, to gospodarka rynkowa i wolność przekonań, niczym dwie perspektywy tego samego horyzontu „końca historii”. Europejska cywilizacja dobijała do szczęśliwego portu…

Widać wyraźnie, że ten sztywny pancerz Unii, który znamy obecnie, istniał już wtedy, gdy wspólnota 12 państw nie znała jeszcze traktatu z Maastricht…

Kapitał zagraniczny a rynki wschodzące: od komplementarności do przejęcia

.Na początku lat 90. XX wieku, dojrzałe zachodnie gospodarki dostrzegały w krajach zwanych „wschodzącymi” szansę dla siebie. Dla nich zresztą były to jedynie kolejne rynki, których możliwości należało rozpatrywać w perspektywie niemal „kolonialnej”. Liczyły się takie parametry jak chłonność na produkty i usługi pochodzące z bogatych krajów (głównie z ich korporacji) oraz możliwość wykorzystanie lokalnej siły roboczej w celu zwiększenia zysków tychże samych korporacji (vide delokalizacje). Krajom „wschodzącym” nie dano więc szansy wybrać roli, jaką miały odgrywać. Zostały pozbawione swojego przemysłu i ponownie zindustrializowane, ale w taki sposób, by odpowiadały potrzebom zachodnioeuropejskiego kapitalizmu.

Poziom skolonizowania rynku wschodzącego definiuje się poziomem niezależności politycznej. Cała różnica między państwami Europy Środkowej i Wschodniej a Chinami polega na tym, że Chiny same ustanowiły reguły swojej transformacji gospodarczej, podczas gdy elity, najczęściej socjalistyczne, rządzące w tych pierwszych krajach, godziły się z takim a nie innym obrotem sytuacji, przechodząc płynnie od jednej do drugiej ideologii, nie dbając o obronę interesu narodowego i kultywując zwyczaj wysługiwania się innym. Dlatego Węgrzy określają zmianę ustroju mianem „wymiany gangsterów”.

Słabość krajów Europy Środkowej i Wschodniej, szok wywołany nieoczekiwanym upadkiem systemu, gorące pragnienie powrotu do europejskiej rodziny przyczyniły się do tego, że zachodni inwestorzy, głównie niemieccy, mieli tam wolną rękę. Jak przypomina Thomas Piketty na swoim blogu, „zachodni inwestorzy stopniowo stali się właścicielami znacznej części kapitału państw byłego bloku wschodniego: około 25% biorąc pod uwagę całość kapitału (wraz z nieruchomościami), i ponad 50% jeśli ograniczymy się jedynie do własności przedsiębiorstw. W przypadku dużych przedsiębiorstw ten odsetek jest jeszcze wyższy”.

EFRR, EFS, EFRROW: do czego służą fundusze strukturalne Unii Europejskiej?

.Fundusze strukturalne odpowiadają tej samej logice „rozwoju” co EBOR. Inne jest jednak źródło tych funduszy. Pochodzą one przede wszystkich z kieszeni zachodnioeuropejskich podatników a nie z kieszeni akcjonariuszy. Nie są to więc pożyczki ale narzędzia, którymi Unia Europejska posługuje się, aby uczynić z Europy spójną gospodarczą całość, i aby w dalszej kolejności czerpać z niej obopólne korzyści. W tym samym zresztą duchu współpracy, projekty realizowane w ramach tych funduszy zakładają partycypację finansową krajów beneficjentów.

Ze stricte ekonomicznego punktu widzenia, fundusze strukturalne są instytucjonalnym aspektem podwójnej logiki ekonomicznej. Chodzi o rozwijanie rynku oraz o tworzenie warunków do pełnego rozkwitu społeczeństwa (co określa się mianem „ społeczeństwa otwartego”). By ten podwójny rozwój zachodził bez przeszkód, tworzy się całą otoczkę prawną.

Kapitał zachodni na plusie 

.Europa Środkowa ma mocno niekorzystny bilans przepływów finansowych. Znów odwołam się do bloga Thomasa Pikkety’ego: „Kwoty wychodzące, tj. zyski właścicieli przedsiębiorstw, znacznie przekraczają kwoty przychodzące, tj. transfery środków europejskich”. Fundusze strukturalne nie są więc jałmużną, ale zyskowną inwestycją: „znaczna część wysokich dochodów z kapitału wschodnioeuropejskiego jest przekazywana za granicę”.

Wykres zaczerpnięty z bloga Thomasa Piketty’ego [LINK]

.Francuski ekonomista omawia powyższe dane w następujący sposób: „Między 2010 a 2016 rokiem, przepływy wychodzące zysków i dochodów z własności (pomniejszone o przepływy przychodzące) przedstawiały rocznie średnio 4,7% PKB Polski, 7,2% PKB Węgier, 7,6% PKB Czech i 4,2% PKB Słowacji, o tyle zmniejszając więc dochód narodowy tych państw.

Dla porównania, w tym samym okresie przepływy roczne netto przychodzące z UE, to znaczy różnica między całością kwot otrzymanych a wpłat przelanych do budżetu unijnego była znacznie niższa: 2,7% PKB Polski, 4% PKB Węgier, 1,9% Czech i 2,2% Słowacji (gwoli przypomnienia, Francja, Niemcy i Wielka Brytania są płatnikami netto do budżetu Unii w wysokości około 0,3-0,4% ich PKB)”.

Bezwzględna logika ekonomiczna

.Trend powinien zasmucać. Wielkie korporacje dbają o to, aby płacić coraz niższe podatki. Weźmy przykład Rumunii: wzrost PKB wyniósł w zeszłym roku 7%, podczas gdy wpływy do budżetu z tytułu podatku od zysku przedsiębiorstw spadły o 7%. Zyski z tego oszustwa podatkowego powiększają i tak kolosalną już nadwyżkę, którą umożliwiają niskie koszty pracy w Rumunii (jak i zresztą w innych krajach regionu).

Innym aspektem podległości ekonomicznej tego regionu są sieci dystrybucyjne. W lipcu 2017, łotewska organizacja pozarządowa broniąca praw konsumentów Impact 2040 unaoczniła problematyczną kwestię wykorzystywania kredytów z banku EBOR (którego, jak już wiemy, pierwszym prezesem był Jacques Attali). Przypomnijmy, są to środki w większości publiczne, ponieważ UE, Europejski Bank Inwestycyjny i kraje członkowskie stanowią razem 62,8% kapitału tego banku. Organizacja Impact 2040 ujawniła, że bank wspomógł kwotą kilkuset milionów euro rozwój słynnej sieci sprzedaży detalicznej Lidl w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Wzmocniony ze środków publicznych Lidl zapowiedział w 2016 roku otwarcie 100 nowych marketów w Rumunii w ciągu jednego tylko roku, przy 200 marketach już istniejących.

Prowadzi to w niektórych częściach regionu do sytuacji monopolu, którego efekty są aż nadto widoczne. Po pierwsze, dochodzi do wykluczanie z dostaw produktów lokalnych, nawet jeśli są lepszej jakości, i promowania produktów marki. Dotyczy to zwłaszcza żywności przemysłowej pochodzącej z Europy Zachodniej. (NB. w ten sposób można również wyjaśnić nadwyżkę produkcji rolnej w Niemczech). Po drugie, dofinansowanie publiczne umożliwia sprzedaż towarów poniżej progu opłacalności, co służyć ma wyeliminowaniu z lokalnych rynków niedużych sklepów, w których średnia jakość produktów jest wyższa.

Zachodnia klasa średnia też traci

.Łatwo zatem wywnioskować, że antagonizm nie istnieje między gospodarkami Europy Środkowej i Zachodniej, ale między tymi, którzy produkują, niezależnie od miejsca, a tymi, którzy czerpią z tego największe zyski. Na końcu całego łańcucha znajdują się najwięksi przegrani: zachodni pracownicy. Płacone przez nich podatki w znaczny sposób wpływają na wysokość środków europejskich, a inwestycje, możliwe dzięki tym środkom, rozwijają rynki, które nic im w zamian nie dają! Dzieje się tak dlatego, że zyski osiągane przez niemieckie czy francuskie firmy nie wracają do Niemiec ani do Francji, ale do akcjonariuszy i innych nielicznych szczęśliwców zglobalizowanej ekonomii. Jeśli znaczna część niemieckiego społeczeństwa jeszcze jakoś na tym korzysta, Europa łacińska, w tym i Francja, traci podwójnie: przyczynia się bowiem do eksploatacji (lub podnoszenia wartości) krajów, sama nie czerpiąc z tego żadnych zysków. Pracownicy delegowani są procesem symetrycznym tej samej rzeczywistości ekonomicznej. To nieunikniona konsekwencja wolnej wymiany czynników produkcji: kapitał idzie tam, gdzie zyski są największe.

Ekonomia wobec polityki. Niższość ekonomiczna vs równość polityczna

.Rzeczywistość ekonomiczna jest jasna: 100 milionów europejskich obywateli w krajach Europy Środkowej i Wschodniej to dojne krowy niemieckiej gospodarki, gwaranci jej dominacji w Europie, umożliwiający jej ekspansję na świat. Europa Środkowa nie jest jeszcze ani na tyle duża ani silna, by poruszyć kwestię wysokości zarobków i podniesienia poziomu życia. Rozwiązanie tych problemów nie jest możliwe bez koordynacji działań między państwami regionu. Oprócz tego, dużym problemem pozostaje fakt, że każde z nich musi w pełni współpracować z bankiem centralnym. Niezależność banków centralnych od władzy politycznej jest w tym przypadku dość poważnym handicapem.

Ale dyplomatyczne sukcesy Grupy Wyszehradzkiej i rzeczywiste polepszenie sytuacji ekonomicznej w ciągu ostatnich kilku lat w tym regionie udowadniają, że podległość ekonomiczna nie jest ani całkowita ani przytłaczająca. Grupa Wyszehradzka nie opiera jednakże swojego ciężaru politycznego na niskich płacach, lecz wykorzystuje tę rentowność do obrony swoich najważniejszych interesów politycznych.

Patrząc z tej perspektywy, Niemcy nie mają do czynienia z gospodarkami podległymi, ale z narodami o bogatej historii. Możliwość odwoływania się przez nie do dawnej świetności, ale również obecne ramy polityczne Unii Europejskiej sprawiają, że ich działania są na miarę ich ambicji. 

Ciężar historii vs ciężar pieniądza

.Kraje Europy Środkowej patrzą na obecną sytuację przez pryzmat swoich doświadczeń. Zaznały bowiem okupacji rosyjskiej i za żadne skarby nie chcą powtórki z historii. Wiedzą, że potęga osmańska nie jest tak odległa i obawiają się jej bardziej, niż czego innego. Przynależą wiernie do cywilizacji zachodniego chrześcijaństwa, stanowiąc jego wschodnią flankę od ponad tysiąca lat. Ten cywilizacyjny determinizm znaczy wiele więcej niż zależności ekonomiczne.

To wspólne dziedzictwo, które według krajów Grupy Wyszehradzkiej nie tylko stoi za powołaniem Unii Europejskiej do życia, ale powinno też definiować jej przyszłość, wydaje się być zapomniane przez Niemcy. Państwo to obecnie ogranicza się do patrzenia na świat jedynie przez pryzmat ekonomii, do tego stopnia, że w „migrancie” widzi tylko potencjalny czynnik ekonomiczny. Niemiecki rząd nie rozumie Europy Środkowej, ponieważ odwołuje się ona do tego, o czym on woli nie pamiętać. Z perspektywy Europy Środkowej, dobrobyt ekonomiczny przestał być najważniejszym z celów, a względne ubóstwo nie jest już żadnym powodem do wstydu. Oprócz stanowczości w kwestii migrantów i w kwestiach postępu społecznego, kraje tego regionu wykorzystują tak mocno jak tylko się da swój ekonomiczny margines działania.

Powołanie do życia narodowego modelu ekonomicznego

.Od pierwszej kadencji na stanowisku premiera w latach 1998-2002, Viktor Orbán z pełną świadomością dąży do budowy węgierskiego kapitalizmu opartego na przedsiębiorczej klasie średniej, przywiązanej do wartości narodowych. Jak pisze Igor Janke w swojej książce o Orbánie (Napastnik), na Węgrzech mocno wzrosła liczba inwestycji publicznych: w 2002 roku, sektor budowlany wzrósł o 23%, powstało od 10 do 15 tysięcy nowych mieszkań, stworzono 46 tysięcy miejsc pracy. Węgierskie przedsiębiorstwa korzystały ze znacznych przywilejów w postępowaniach przetargowych, co miało oczywiście negatywny wpływ na kraje, których firmy działają na terenie Węgier. Gdy politycy austriaccy dopytywali się, kiedy ich firmy będą mogły znów wygrywać przetargi na budowę dróg na Węgrzech, Orbán odpowiadał, że stanie się to wtedy, gdy firmy węgierskie będą mogły brać udział w projektach budowlanych w Austrii…

Po powrocie do władzy po przerwie lat 2002-2010, Victor Orbán nie przestawał wzmacniać i rozwijać atutów narodowej gospodarki. To zresztą rzeczywisty powód sporu z Brukselą. W 2013 roku, raport Tavaresa krytykował politykę rządu Orbána pod bardzo lekkim pretekstem „naruszenia zasad państwa prawa” ale w głębi Bruksela atakowała przepisy umożliwiające obronę narodowych interesów Węgier. 18 lutego 2018, po ośmiu latach nieprzerwanych wysiłków, w przemówieniu na temat stanu państwa, Orbán mógł się w końcu pochwalić: „Mamy węgierskie przedsiębiorstwa usług publicznych i węgierskie rodziny nie muszą już powiększać zysków wielkich zagranicznych korporacji”. Porównajmy sobie to z decyzją rządu francuskiego o sprzedaniu międzynarodowym korporacjom autostrad wybudowanych za publiczne pieniądze. To dane państwo, a nie Bruksela, decyduje, czy bronić odbiorców usług przed korporacjami, czy bronić korporacji przed odbiorcami usług.

Ten narodowy woluntaryzm pozwala w każdej sytuacji nieustępliwie stawiać ponad wszystko interes swojego kraju. Dziennikarzowi, który 7 grudnia 2017 dopytywał Orbána o stanowisko w sprawie sporu wokół repartycji funduszy europejskich a także konfliktu dotyczącego kwot uchodźców, odpowiedział: „czy oni myślą, że stawiamy pieniądze ponad wolność?”

Węgry jako pierwsze w Unii Europejskiej zaczęły priorytetowo traktować sprawy własnego państwa. Zwycięstwo Prawa i Sprawiedliwości w wyborach 2015 roku pozwoliło Polsce wejść na tę samą drogę. Od jesieni 2017 roku również Czechy, kierowane przez Andreja Babiša, wzmacniają tę zarazem narodową i europejską dynamikę.

Podziały w Europie. Mniejszy stopień integracji

.Kraje Grupy Wyszehradzkiej, z wyjątkiem Słowacji, wciąż nie przystąpiły do strefy euro. Własna waluta jest bowiem nieodzownym instrumentem narodowej polityki ekonomicznej. Jej kurs pozwala podnosić konkurencyjność, będącą kluczem do sukcesu tych państw. Oszczędzone im są naciski Europejskiego Banku Centralnego, z którymi borykają się wszystkie rządy eurolandu. Jak niedawno wyjaśniał polski premier: „dopiero wychodzimy z komunizmu i nasza ogromna zależność od kapitału zagranicznego, narzucona nam przez model ekonomiczny wybrany ponad ćwierć wieku temu sprawia, że wyzwania, przed którymi stoimy, różnią się bardzo od wyzwań, przed którymi stoją kraje południa i północy strefy euro. Jeśli struktura naszej gospodarki i dochód na mieszkańca będą podobne do tych w Holandii, Austrii czy Belgii, będziemy wtedy mogli wrócić do tematu wspólnej waluty”.

Trwałość systemu

.Na początku lat 90. XX wieku gospodarkę Francji, podobnie jak Włoch i w mniejszym stopniu Hiszpanii, można było określić jako dojrzałą. Charakteryzowały ją wysokie zarobki i nasycenie konsumpcji. W interesie korporacji było więc inwestowanie zysków gdzie indziej, po to, by rozwijać nowe rynki i uzyskiwać nowe dochody. François Mitterrand myślał prawdopodobnie, że uda mu się przy pomocy EBOR-u stworzyć przeciwwagę dla niemieckiej potęgi w Europie Środkowej i Wschodniej. Ale stało się cos zupełnie odwrotnego. Francji nie udało się uniemożliwić rozpadu Jugosławii, która stanowiła właśnie jedną z takich przeciwwag.

Jeśli Europa Środkowa może mimo wszystko dostrzegać w relacjach gospodarczych z Niemcami jakieś korzyści również dla siebie, to impas jest bezsprzeczny jeśli chodzi o Francję, Włochy, Hiszpanię i Grecję. Tu znowu centralną kwestia pozostaje euro. Ekonomista Charles Gave przewidział to zanim jeszcze wprowadzono wspólną walutę: „ euro doprowadzi do tego, że w Hiszpanii powstanie za dużo domów, w Niemczech za dużo fabryk, a we Francji za dużo urzędników”. Położenie Europy Środkowej nie jest komfortowe, ale sytuacja krajów Europy łacińskiej przestała już nosić znamiona trwałości.

Model środkowoeuropejski?

.Strukturalny deficyt naszych krajów wobec wysokiej nadwyżki w obrotach handlowych Niemiec wcześniej czy później doprowadzi do rozsadzenia strefy euro lub do całkowitej federalizacji eurolandu i tym samym dokończenia procesu specjalizacji gospodarczej poszczególnych państw kontynentu. Niemcy staną się fabryką, w której pracować będą miliony Włochów, Francuzów i Hiszpanów. Wytwór ich pracy zostanie następnie skierowany do już spustoszonych gospodarczo krajów, z których pochodzą. Będzie trochę tak, jak dzieje się dziś we Francji, gdy jałmużna bogatego departamentu Île-de-France zasila opustoszałe regiony w innych częściach Francji. Ta „kloszardyzacja” całych narodów jest równie niezdrowa co absurdalna. Doprowadzenie całych państw do popadnięcia w śmiertelną atonię, negowanie kilkunastu wieków chwalebnej historii, godzenie w godność narodów tylko po to, żeby dać satysfakcję paru mędrcom, którzy wyobrazili sobie wspólną walutę…

Jedyną rozważaną dzisiaj opcją, choć opakowaną na różne sposoby, jest ucieczka do przodu. W wersji najbardziej przesłodzonej, której piewcami są lewicowi wolnomyśliciele, wystarczy ludziom rozdać pieniądze, w myśl zasady, że pieniądze rozwiązują wszelkie problemy. Mit redystrybucji jest jednak u nich doprawiony demokracją i dialogiem, do tego stopnia, że wierzą, iż nadawanie statusu politycznego ludziom uzależnionym wcześniej od pomocy państwa pozwoli im odzyskać utraconą godność. Rozdawanie pieniędzy może przykryć problemy, ale tylko tymczasowo, do następnego kryzysu, nieuniknionego w dobie ostrej konkurencji.

Zwolennicy tej linii boją się jednak protekcjonizmu, który w ich mniemaniu otwarłby puszkę Pandory pełną środków odwetowych. Lęk przed retorsjami, stanowiący blokadę dla skutecznej polityki ekonomicznej, pokazuje, jak nisko cenią oni siebie samych i jak bardzo patrzą na zagranicę jak na męża opatrznościowego. Z tego punktu widzenia, brak obrony swoich interesów pod pretekstem, że ma to swoją cenę, jest nie tylko godne potępienia od strony moralnej, ale jest też absurdalne politycznie.

Zarys innej ekonomii gospodarczej

.I tu znów lekcję dają nam Węgry, świadome bycia pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Viktor Orbán, odwołując się do fundamentów, uparcie broni silnej Europy, z dynamicznymi miastami i regionami, z mocnymi rodzinami i zaangażowanymi obywatelami. Ten odpowiedzialny obywatel nosi w języku węgierskim nazwę polgár, a partia Orbána uczyniła z niego pojęcie polityczne, popularyzując go od połowy lat 90. ubiegłego wieku. Jak pisze Janke, „Polgár to obywatel myślący niezależnie, znający historię i tradycje swojej ojczyzny, świadomy miejsca, które zajmuje w społeczeństwie, zwolennik prywatnej własności, budujący swoją rodzinę i cieszący się szacunkiem sąsiadów”. To zupełne przeciwieństwo upadku, który opisywałem wyżej. Coś, co jawi się jako zaczyn zmian w pozostałych krajach Europy.

Przy tak hegemonicznym i szalonym zarazem karolińskim jądrze Europy, kraje południa i środka dużo zyskałyby porozumiewając się w kwestii „zastopowania Brukseli” i odrzucenia specjalizacji europejskich gospodarek pod presją konkurencji, która przestała już stymulować a coraz bardziej alienuje. Jedność cywilizacyjna kontynentu wyraża się poprzez narody, a nie przeciwko nim. Komplementarność i partnerstwo powinny opierać się na fundamencie mocnych i rozwijających się gospodarek narodowych, czerpiących swoją siłę z lokalnej dynamiki.

Thibaud Cassel

1

Pierwszy raz na Wszystko Co Najważniejsze?

Aby nie ominąć istotnych tekstów, raz w tygodniu w niedzielę rano wysyłamy newsletter. Zapraszamy do zapisania się:

Magazyn idei "Wszystko Co Najważniejsze" oczekuje na Państwa w EMPIKach w całym kraju, w Księgarni Polskiej w Paryżu na Saint-Germain, naprawdę dobrych księgarniach w Polsce i ośrodkach polonijnych, a także w miejscach najważniejszych debat, dyskusji, kongresów i miejscach wykuwania idei.

Aktualne oraz wcześniejsze wydania dostępne są także wysyłkowo.

zamawiam